18/2014/15 Chemik Police – Bałtyk Gdynia

Aby zaliczyć mecz Bałtyku Gdynia, jego kibice muszą ponieść sporo wyrzeczeń i nieźle się nakombinować. Trzeba z kimś zostawić dzieci oraz wnuki. Załatwić sobie dzień wolny w pracy, poustawiać sobie kwestie rodzinne, poprzestawiać godziny sobotnich imprez na późno wieczorne. Po prostu kibice Bałtyku są bardzo zaawansowani wiekowo, nie ma u nas uczniów szkół jakichkolwiek, którzy mają bezproblemowe wolne w sobotę, nie ma u nas nawet młodych bezrobotnych czy złodziei. Wszyscy prawie jeżdżą trzecią dekadę na Bałtyk, ja np. na samym Chemiku Police byłem po raz pierwszy jak już pisałem 23 lata temu, w niektórych ekipach wyjazdowych to górny pułap wieku… Nie moja to wina, że starzeję się i czas ucieka, nie jest to wina tych, co pojechali na wyjazd do Polic, że mają tyle lat, ile mają. Chwała nam wszystkim za to, że jeszcze nam się chce. Problemem jest po prostu to, że nie ma żadnych następców, że w kwestii kibicowskiej czuję się niczym kapitan Titanica po zderzeniu z górą lodową. Wiem, że idziemy na dno i wiem też, że niestety nic się z tym nie da zrobić. Już teraz nic. Oczywiście jeszcze parę razy się zbierzemy i gdy na wyjazd zbierze się większa liczba 25 – 30 letnich „gówniarzy” , coś tam pokażemy i tak ze 2-3 lata jeszcze będziemy wegetować zapewne. Ale pójścia na dno nic już raczej nam nie cofnie. Kończąc ten wątek napiszę, że średnia wiekowa na tym wyjeździe kibiców Bałtyku to 35,9 lat. Sądzę, że najwyższa na świecie. Do Polic udaliśmy się autami w 9 osób. Szybka i sprawna podróż bez wahadła i oto na 20 minut przed rozpoczęciem spotkania meldujemy się na trybunach Chemika. Wywieszamy transparent z pozdrowieniami dla kolegów, którzy siedzą w pierdlu. Nieprzyjemna pogoda, wiatr i siąpiący deszcz nie pozwolił nam oglądać spotkania w zbyt komfortowych warunkach. Wszystkich kibiców na meczu nieco ponad 200. Oczywiście bez jakiegokolwiek młyna. Drużyna Chemika złożona z jakiś nieopierzonych juniorów. Bałtyk zaczął mecz aktywnie i walecznie, spodziewaliśmy się zwycięstwa. Niestety, przyszła 40 minuta spotkania i zawodnik naszej drużyny otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Gdy jeszcze się zastanawialiśmy, czy aby Bałtyk grając w „10” zdobędzie planowane 3 punkty, sytuacja się powtórzyła chwilę po przerwie i oto już graliśmy w „9”. Przestaliśmy już liczyć na zwycięstwo w tej chwili i zaczęliśmy się modlić o remis, ale modlitwy niestety rzadko odnoszą zamierzony skutek, a przynajmniej w kwestii zdobywania punktów przez Bałtyk. Młodzi gracze Chemika zwietrzyli szansę i po chwili prowadzili 1-0 po nie najlepszej obronie naszego Szlagi, trochę później po jego koszmarnym błędzie było już 2-0 i kolejny przykry weekend w wykonaniu Bałtyku stał się faktem. Chłopcy z Chemika oszaleli ze szczęścia, a dla nas mimo upływu tylu lat, tylu meczów na Chemiku „twierdza” Police pozostała niezdobyta.  No cóż, tak „twierdza” się broni, jak atakujący ją „rycerze” atakują. Podziękowaliśmy piłkarzom za chęci do gry, bo one naprawdę były, a oni nam za doping. Mamy po prostu marną drużynę, która wybiła się w górę tabeli dzięki niezłej pracy trenera Martyniuka, bo wiele więcej na ten poziom nie trzeba. Jego czar już jednak przestaje działać, zaskakujące brednie pomeczowe trenera dopełniają czary goryczy, element zaskoczenia ligowych rywali chyba właśnie się skończył. Najbliższe 3 mecze zapewne pogrążą nas całkowicie, gramy u siebie z Cartusią i liderem z Wejherowa, a pomiędzy nimi wyjazd do Koszalina na Bałtyk. Jeśli zdobędziemy w nich 9 punktów, naiwni znów odpalą swe kalkulatory i wrócą do obliczania szans na zwycięstwo grupy. Na to się jednak nie zanosi, bo przecież przegraliśmy z drużyną, od której trudno szukać słabszej personalnie, no może Rasel Dygowo. Generalnie tradycyjnie pozostaje nam liczyć na cud, ale czy worek pokutny i koszula z włosienicy, oraz pielgrzymka na kolanach do Częstochowy z przystankiem w Licheniu pomogą? Śmiem wątpić, ale i tak ten sposób wydaje się bardziej dający szanse powodzenia, niż aktualna gra naszych piłkarzy. Po zmęczeniu deszczem, całkiem głośnym w wykonaniu naszej skromnej grupki dopingiem, oraz torturami dla oczu dziejącymi się na boisku, wsiadamy do aut i wracamy do domu. Po drodze dzwonią chłopaki ze Szczecina spytać, czy aby nie mamy ochoty dostać w trąby. Ja protestuję! Emerytów się nie bije. Możecie nam potłuc okulary, zniszczyć aparaty słuchowe i połamać laski. Już dość mamy podagry i innych schorzeń geriatrycznych, wynikających ze stania na meczu w zimnie i deszczu. Odmawiamy i przez nikogo już więcej nie niepokojeni wracamy do domów. Dwa wyjazdy za nami i stosunek bramkowy 6-0 w plecy. Ciekawy bilans, godny emerytowanych „ekspertów” w stylu Geszkego czy Polakowa. Jakie upokorzenia przyniesie nam kolejny weekend?

Foto 005

18/21.03.2015, godzina 13, Chemik Police – Bałtyk Gdynia

Chemik Police towarzyszy mi od początku kariery jako kibica Bałtyku, już swój 2 wyjazd w życiu, w maju 1992 miałem właśnie na Chemika. Lata mijają, mnóstwo klubów powstało, jeszcze więcej upadło a Bałtyk z Chemikiem spotykają się po raz kolejny. Ani się nie rozpadły te drużyny, ani tez nie wzniosły na żadne piłkarskie wyżyny przez te 23 lata, ot stagnacja raz na nieco lepszym, raz na gorszym poziomie. W tym sezonie Bałtyk gra jednak lepiej od Chemika i jedzie do Polic po zwycięstwo, które będzie jednym z etapów przybliżających nas do wygrania ligi i awansów do baraży. Czy za drużyną Bałtyku stawią się w Policach jacyś kibice? Jest to niewykluczone, aczkolwiek hord tysięcznych spodziewać się nie należy. Gamonie zostaną w domach, a to grupa większościowa na Bałtyku, niestety. Jednego możemy być pewni – zapowiada się słoneczne, bardzo ciekawe, pełne emocji sobotnie popołudnie. Bałtyku – my wierzymy!!!

Podwórkowa Filozofia Malkontenta

Zacząłem ten artykulik, zbiorcze myśli i filozofie moje pisać dwa, jak nie trzy tygodnie temu… Trochę nie poszło, przez gówniane choróbska, które ostatnio mnie atakowały, zrobiłem się jakiś przymulony i straciłem wenę… Chciałem to wszystko wykasować, że niby już nieaktualne, ale czy ja wiem? Nic nie skreślam, wszystko wrzucam, dodam aktualne myśli, a wy, biedni ludzie, zmuszeni jesteście te wypociny czytać…  Idę tylko wina sobie zagrzać, już zapomniałem, jak smakuje ciepłe czerwone wino, ale chyba dobrze… sprawdźmy…

Zebrało się trochę materiałów do filozofowania dla redaktora naczelnego popularnego bloga, oj zebrało. Codzienna obserwacja tego debilnego świata i nadzwyczaj marnych przywódców kreujących nasze życie i świadomość, jest stałym, wciąż zwiększającym się materiałem do rozważań filozoficznych. Dodajmy – nadzwyczaj pesymistycznych i smutnych, że oto cała ludzkość nieustannie ku katastrofie zmierza, w tempie rozpędzonego bobsleja w lodowej rynnie. Jak ma nie zmierzać, skoro wśród najważniejszych postaci wielkiego państwa, leżącego w centrum Europy jest kretyn? To znaczy kretynów jest tam całe mrowie, ale ja chcę o takim ważnym kretynie napisać. Nie wspomnę jego nazwiska, bo jest to tak ważna postać w naszym kraju, że nie chcę budzić w was przerażenia, że oto aż takiego kretyna mamy na czele naszego państwa. Niech więc jego godność pozostanie tajemnicą, nie nagabujcie mnie pytaniami, kto zacz… Kretyn udał się z wizytą do Japonii i rozbawiony faktem, którym rozbawiony wcale być nie powinien (charakterystyczne dla kretyna, aczkolwiek kamery były zbyt daleko, bym zaobserwował, czy kretyn miał inne cechy charakterystyczne, np. błędny wzrok lub ślinotok…) wołał generała Kozieja do pamiątkowej fotki, nazywając go swym szogunem. Kretyn chciał być zabawny i wyszło mu równie dobrze, co Wałęsie pisanie testu ortograficznego. Potem kretyn opowiadał 1 marca, jak to trzeba zająć się ekshumacją bohaterów, zapominając (cecha charakterystyczna dla kretyna, często zapomina to, co działo się nawet 10 minut temu) jakie problemy robił z tym dotychczas rząd, w którym kretyn ten piastuje wysoką funkcję. Zawsze się znalazło parę groszy na podwyżki dla posłów, zawsze zabrakło na wykopanie i godny pochówek naszych żołnierzy z łączki na Powązkach, zawsze nie starczyło na polskich repatriantów np. z Kazachstanu… A może liczy na to, że wszyscy słuchający go też są kretynami? Że tez nie pamiętają?  że kiełbasa wyborcza znów przejdzie? Potem jeszcze kretyn przeszedł samego siebie żałując bandytów z epoki stalinizmu, którzy byli… ofiarami Żołnierzy Wyklętych. Tak tak, przejęzyczył się… Nie pierwszy raz, nie drugi, nie ostatni… Nie, doprawdy, nie zamęczajcie mnie pytaniami, kim jest ów kretyn, nie zdradzę wam tej tajemnicy, lepiej żebyście nie wiedzieli… Kretyn startuje w wyborach prezydenckich i poparcie ma spore (aczkolwiek spada mu ostatnio), no cóż, kretynów i debili ci u nas dostatek, swój ciągnie do swego… Kabareciarze -  lewaki Sobczak i Szpak (jeden z nich się zawinął niedawno, więc to pierwsze i ostatnie ich wspólne dzieło…) wydali książkę „Dom Wariatów – Polska”. Sporo bzdur w niej napisali, natomiast tytuł jest, trzeba przyznać, bardzo adekwatny do tego, co mamy teraz w naszym kraju… Kretyn kandydatem na prezydenta, w domu wariatów radość panuje, „Znów nasz rządzić będzie”,  krzyczą tępe ch…e… Ale to się jeszcze zobaczy, głupolki, jak dojdzie do drugiej tury…

Tak sobie patrzę czasem na zdjęcia i artykuły w necie, rzadziej na wiadomości w telewizji, którą notorycznie „zapominam” włączyć. Wychodzą na ulice ludzie jacyś czasami, strajkują…  Ludzie hmmm niezdolni i niewydolni. Dali się oszukać żydom i własnej chciwości, bądź też naiwności, i nabrali kredytów we frankach. Ich sprawa, tez należę do rodziny „zarżniętych na amen” i kredyt wysoki mam także i będę go spłacał aż do śmierci, może uda mi się ze 2 lata być wolnym. Takie życie, wolę być zarżnięty i być biednym, ale wolnym panem na swoich włościach, niż mieszkać z mamą lub tatą, bądź kątem u kogoś na wynajętym… Nie o tym jednak mowa. Ci strajkujący to wyraz jakiejś bezradności, naiwności ale też i trochę bezczelności. Widziały gały co brały. Jak było super niskie oprocentowanie, jak płaciliście grosze, to było OK? A teraz, to was nagle oszukali? Wk…wia mnie to. Ja wziąłem kredyt w złotówkach, bo jestem Polakiem, a nie Niemcem, Chińczykiem czy żydem. Oglądam co 3 miesiące wykresy WIBOR-u, czy jest rosnący czy malejący, 6 lat mija jak płacę, póki co wybrałem dobrze. Sytuacja może się zmienić, jednak nie w głowie mi płakać czy protestować. Wiedziałem co biorę,  wiedziałem co wybieram.  Nie będę płakał i się użalał, jak mi rata wzrośnie nagle o 300 złotych, tzn. będę wk…ny na maxa, ale co z tego? Zacisnę zęby i będę płacił. Mój wybór, mój problem… Tymczasem „frankowicze” domagają się jakiś praw, przywilejów, reakcji państwa i banków, bo oto obsrali się z płaceniem i im nie wystarcza. Państwo ma ich w dupie, robi jakieś ruchy pozorowane, banki tym bardziej, maja wszystkie kwity wypisane jak należy, nic się nie zmieni, szanowni kredytowicze frankowi! Są dla was trzy wyjścia: 1 – płacić, 2- płacić, 3 – jeszcze raz płacić… I całe szczęście, bo gdyby frankowicze otrzymali jakąś realną pomoc od państwa, ja byłbym pokrzywdzony. Za to, że byłem mądrzejszy, bardziej przewidujący, mniej naiwny. Ja płaciłbym swoje nadal, a gamonie otrzymaliby pomoc. Sytuacja ta sama, co w systemie podatkowym. Ci którzy potrafili się ogarnąć i zarobić więcej od reszty, płacą za karę wyższe podatki. Po moim trupie! Jak frankowicze dostaną jednak jakąś realną pomoc, zaczynam organizować wielki, ogólnopolski strajk tych, którzy wzięli kredyt hipoteczny w złotówkach. My też mamy ciężko!!! Też będziemy się domagali dopłat i pomocy! I tyle w temacie.

Jakiś czas temu wrócił temat „Polański do USA”. Przypominam, że w tym to kraju polski żyd, Roman Polański jakby to delikatnie napisać, hmmm, puknął w anala 13-letnią dziewczynkę. Pal licho że dziewczynki bynajmniej nikt nie zmuszał i sport ten pannica polubiła. W trąbę też z tematem, jaki to zacny człowiek i wybitny reżyser. Fakt, że niezły, ale to przecież nie na temat. Cały w ogóle temat deportu Romana do stanów jest dęty i nierealny niczym dziewictwo Teresy Orlowski, Romana nikt nie puści w objęcia amerykańskiej temidy. Chodzi mi jedynie o to, że mimo triumfu lewactwa i demokratów w USA, mimo czarnego prezydenta, mimo upadku ogólnego, który Stany Zjednoczone dosięgnął, przyznać wciąż mimo tych wszystkich kataklizmów trzeba jedno. Że Stany Zjednoczone Ameryki to wciąż jest jakaś tam ostoja normalności. Wciąż jest tam paru kowbojów z jajami zamiast wydmuszek. Zgwałcił nielatę? No to jest paragraf. Minęło ze 30 lat? To wielki reżyser? No i ch…j. Prawo jest równe dla wszystkich. Pedofilia nie ulega przedawnieniu. Zawijka, pudło, gibanie. A może dwumetrowy homo murzyn w celi? Miło słyszeć, że gdzieś tam, za oceanem, nie ma równych i równiejszych wobec prawa, nie ma świętych krów. Romek! Nie planujesz kupić sobie na starość rezydencji w Honolulu, co? Hi hi. Murzyn czeka…

-14 marca minęło 35 lat, jak zginęła tragicznie polska piosenkarka, choć żydowskiego pochodzenia, Anna Jantar. Ależ to była gwiazda… Prawdziwa gwiazda polskiej sceny, wielki format. Z domu Szmeterling, po mężu Kukulska. Czuła muzykę, wyrastała ponad stan smętnej, komunistycznej codzienności. Śpiewała piosenki o życiu, nagrała 4 płyty, a na nich mnóstwo prawdziwych przebojów. Wesoła, spontaniczna, normalna laska, która miała świetny głos i w sobie „to coś”. Siermiężna, zła komuna i jej, Anny,  pozytywny przekaz. Wszystko szare i ponure, ludziom żyć się nie chce, a ona „Tyle słońca w całym mieście…”. Nie można siedzieć na dupie, trzeba cos robić, ruszyć się, działać… „Najtrudniejszy pierwszy krok…”. Nie było dane tej dziewczynie dożyć trzydziestki. Kilka miesięcy przed okrągłymi urodzinami samolot, którym leciała, spadł na ziemię. „ Nic nie może wiecznie trwać…” Ale szkoda, gdy życie trwa tak krótko, jak życie Anny Jantar. Zdecydowanie zbyt krótko. Jak w twoim singlu z 1979 roku: „Śpij maleńka spokojnie!!!”

body

Body / Ciało

Polski film, nie dla fanów rozpierduch 3D, strzelanin, erotyki  czy pościgów. Cyniczny prokurator, grany przez Gajosa, to gość, dla którego śmierć to po prostu praca, co chwila ma z nią do czynienia, nie rusza go ani wisielec nad rzeką, ani zwłoki noworodka w publicznej toalecie. Jedynie w kwestii osobistej jest inaczej – nie do końca może się pozbierać po śmierci żony, choć nastąpiła ona już 6 lat temu. Wspomnienia najczęściej topi w wódce. Jego córka, brzydka anorektyczka mająca na koncie próby samobójcze jest ciekawie zagrana przez debiutującą Suwałę. Trzecią z najważniejszych postaci filmu jest terapeutka Suwały, grana przez Maję Ostaszewską. Poza życiem zawodowym jest ona też medium… Pewnego dnia oświadcza Gajosowi, iż jego żona próbuje się z nim skontaktować z zaświatów. Prokurator , stuprocentowy pragmatyk musi zweryfikować swoje poglądy w kwestii życia i śmierci, jego córka również.  Rzeczywiście, zgodnie z tytułem jest to opowieść o ciele, jego forma zarówno realistyczna jak i metafizyczna przedstawiona jest nader dokładnie. Dość ciekawy jest to film, nie pozbawiony ironii, gorzkiego humoru, odrobiny sarkazmu. Jest to wszystko dość ciekawie podane, film zdecydowanie do obejrzenia, zakończenie… no tez zaskakujące. Całkiem dobry film, 6/10 w mojej skali.

body

17/2014/15 Bałtyk Gdynia – Drawa Drawsko Pomorskie

Bałtyk Gdynia zdał trudny egzamin. Grał mecz z bezpośrednim rywalem w walce o zwycięstwo w grupie – Drawą Drawsko. Mecz ten pewnie wygrał 2-0, miażdżąc rywala w końcówce meczu, strzelając gole w 80 minucie (Krysiński) jak też w 83 (Kuzimski). Przy założeniu, że trudno poważnie jako rywali traktować Kaszubię, Cartusię czy Gwardię, pozostaje nam bać się tylko Gryfa Wejherowo, któremu miasto jest przychylne i wszystkim tam awans do wyższej ligi się marzy, trzeba na nich uważać. Właśnie wygrali po golu w 90 minucie na wyjeździe, a więc póki co szczęście im sprzyja… Inna sprawą tak jak już wspominałem, są rezerwy Lechii Gdańsk, oby im się nie chciało walczyć o baraże, bo jeśli tak, to pozostaje całej reszcie walczyć tylko o drugie, nic nie dające miejsce… Wracając do meczu z Drawą, to cieszy szybkie dojście do siebie graczy Bałtyku po falstarcie z Lechią. Świetna postawa piłkarzy Bałtyku, dziękuję i gratuluję. Co do dopingu, to oczywiście mecz był bez przyjezdnych, a kibice Bałtyku w 10-20 zebranych razem osób od czasu do czasu dopingowali. Czyli jednym słowem marnie.

17/2014/15 Bałtyk Gdynia – Drawa Drawsko Pomorskie, 14 marca, godz.13

Mecze z Drawą Drawsko należą do arcynudnych od strony kibicowskiej, i to zarówno w Gdyni, jak i w Drawsku. Ta drużyna usypia, na jej mecze nie uczęszcza praktycznie nikt, nawet w Drawsku do arcyosiągnięć należy publika przekraczająca 200 osób, o bardzo zaawansowanej średniej wiekowej. Niestety Drawa ani nie awansuje, ani nie spada z ligi naszej i co sezon musimy się z nią męczyć. Trzeba jednak przyznać, że piłkarsko Drawa znacznie lepiej prezentuje się od tej kibicowskiej, choć od lat gra w naszej 4 lidze, to regularnie kończy sezon w górnej części tabeli i co rusz jest wymieniana, jako faworyt do awansu.  Podobnie jest i w tym sezonie. Początek jesieni 2014 jednak Drawa zaczęła słabo, między innymi nacięła się na Bałtyk w świetnej formie. To już przeszłość, w pierwszej kolejce wiosny Drawa stuknęła u siebie marząca o awansie Gwardię Koszalin i mecz na Bałtyku jest zarówno dla niej, jak i dla Bałtyku niezwykle ważny.  Na koniec sezonu może wręcz decydować o sytuacji w tabeli. Dlatego, po z grubsza planowanym zimnym prysznicu na rezerwach Lechii, niezwykle ważne jest, aby Bałtyk się ogarnął i zrobił swoje. Drawę trzeba stuknąć koniecznie, aby kiedyś tam, później, gorzko nie żałować straconych punktów. Może być 8-3, może być 1-0. Musimy wygrać ten mecz!  Wszyscy na Bałtyk w sobotę o 13!!!

2002.05.18 Olimpia Sztum – Bałtyk Gdynia

To był dla mnie pamiętny wyjazd chociażby ze względów statystycznych – był to bowiem mój setny wyjazd z Bałtykiem Gdynia. Zbieraliśmy się na pętli autobusowej w Sopocie, nieopodal stacji SKM Sopot Wyścigi. Zbiórka szła marnie, chętnych było niewielu i bez kasy. W końcu ruszamy, dość solidnie spóźnieni. Warunki podróży mieliśmy dość luksusowe, jechaliśmy autokarem w zaledwie 13 osób. Każdy miał do wypicia przynajmniej butelkę szampana, a właściwie nazywanego tak wina musującego, które otrzymał z okazji mojego jubileuszu… Pod stadion Olimpii dojechaliśmy w 25 minucie spotkania. Ludzi na meczu było sporo, Olimpia była wtedy w czubie tabeli, natomiast brak było jakiegokolwiek młyna miejscowych. Obstawa psiarni na tym meczu to dwa radiowozy. Rozwiesiliśmy flagę i zajęliśmy się dopingiem. Bajerą na wysokim grypserskim poziomie uraczył nas dżentelmen chwalący się tzw „ćwiarą”, odbytą w miejscowym zakładzie karnym… 8-) Niestety innym od nas gazowane wina trochę uderzyły do głowy, bo zaczęli trochę prowokować miejscowych.  Kilka kilometrów od Sztumu, w Starym Targu, swój mecz rozgrywała Lechia, która wtedy mozolnie odbudowywała swą pozycję, począwszy od A-klasowego szczebla rozgrywek, przewidywałem ich wizytę. Mecz przebiegał nam nie najlepiej. Do przerwy wprawdzie prowadziliśmy, ale w drugiej połowie straciliśmy bramkę, a w ostatniej minucie meczu drugą, by ostatecznie przegrać 1-2. Jeden z naszych – S. Z Vitavy wkurzył się strasznie po tym drugim golu, wbiegł na murawę, przebiegł przez całe boisko, po czym dobiegł do klubowego masztu i zaczął zrywać Olimpii flagę klubową. W miejscowych jakby piorun strzelił. Rzucili się na nas. Wbiliśmy się na murawę, oczywiście od razu sędzia gwizdnął koniec meczu, a za nami płotek przeskoczyły dziesiątki miejscowych. Zaczęliśmy się nap…lać z miejscowa ludnością na środku płyty boiska, i chociaż to byli cywile, o dużej rozpiętości wieku, ciężko było, bo każdy miał po kilku przeciwników. W tym czasie pod bramę stadionu podjechało kilku bojówkarzy z Lechii. Trochę się zdziwili gdy ujrzeli, że na stadionie awantura trwa w najlepsze :mrgreen: . Zaczęło się robić naprawdę ciężko, dupy uratowali nam piłkarze Olimpii, którzy otworzyli nam bramę stadionu. Zrywamy się, przebiegamy obok chłopaków z Lechii, a za nami ze 150 chłopa  z nienawiścią wypisaną na pyskach… Uciekaliśmy pod górę, zrobiliśmy sobie przewagę kilkunastu metrów nad goniącymi. Stanęliśmy, wywróciliśmy 2 śmietniki i zaczęliśmy bombardować  z góry goniący nas tłum butelkami, kamieniami, a na końcu pustymi kiblami. Stanęli, ale gdy skończyła się nam amunicja, znów ruszyli. Podgonili nas znów ze 150 – 200 metrów, gdy znów stanęliśmy, tym razem na przystanku, i znów zaczęliśmy w nich rzucać czym tylko się dało. Miejscowi stanęli, ich szeregi się uszczupliły, nas też zostało 8, reszta gdzieś się rozbiegła na boki. Wtedy tu usłyszeliśmy syreny policyjne. Podjechało kilka kabaryn, wyskoczyły z nich zamaskowane psy i zaczęły zgrywać komandosów. Lali nas pałami wrzeszcząc „na ziemie bo was zaj…my!”, chyba byli świeżo po jakimś szkoleniu, debile 8-)   .Skuli nas wszystkich i przy aprobacie miejscowych chamów, którzy dopiero odważyli się zbliżyć do nas, zawinęli nas w komplecie do radiowozów. Zawieźli nas na KP w Sztumie, tam już była prawie cała reszta naszych pozwijana po drodze przez kundli. Spisali nas wszystkich, zbadali alkomatem, oraz po około godzinie puścili. Wsiedliśmy w końcu w 12 osób do autokaru (jedna z tych, co się odłączyły, wróciła PKS-em) i solidnie spóźnieni wróciliśmy do Trójmiasta. W drodze do domu jeszcze chwile pogadałem z trenerem Bałtyku, który stwierdził, że trudno nie było zauważyć naszej bytności na stadionie 8-) .  To był udany i zabawny wyjazd! Bo wyjazd udany jest zawsze wtedy, kiedy jest awantura  :twisted:

10649509_894157020605440_657034302568876805_n

16/2014/15 Lechia II Gdańsk – Bałtyk Gdynia

Że inauguracja rundy wiosennej z rezerwami Lechii będzie ciężka – przestrzegałem. Niestety Lechia II do swego meczu podeszła nad wyraz poważnie, słaby i chaotyczny Bałtyk ani przez chwilę nie był w stanie jej zagrozić, a Lechia strzelała radosne gole, kończąc na czterech, przy czym jeden z goli – Możdżenia – stadiony świata! Gratulacje dla Lechii Gdańsk, to nie była ta nieporadna farciarska Lechia sprzed pół roku, która przy pomocy wałka sędziego wyciągnęła u nas remis. Jak już mamy w tej walce zakończonej zwycięstwem ligi przyjąć jeden zimny prysznic, to umówmy się, że te 4-0 w plecy całkowicie nam wystarczy. Za tydzień kolejny z niezwykle ważnych meczy o wszystko. W Drawsku wygraliśmy po pięknym meczu, lepiej żeby Drawa nie wzięła na nas za tydzień udanego rewanżu. Bo znów będziemy mieli piękny, długi finisz zakończony efektownym 4 miejscem na koniec sezonu. Które gówno nam da. No ale pierwsze koty za płoty, będzie lepiej. 40 kibiców biało – niebieskich oglądało wyjazdową porażkę Bałtyku. Ponieważ nie mam zdjęcia naszych z tego meczu, wklejam w zamian fotkę z defilady w Gdańsku, która odbyła się 1 marca w Gdańsku. Zadzwonił do mnie kolega z Lechii z prośbą o wytypowanie kilku osób z Bałtyku na tę imprezę. Sam być niestety nie mogłem, więc poprosiłem kilka osób o poglądach nacjonalistycznych spośród kibiców Bałtyku, gdyż zależało mi, aby pojechali tam ci, którzy wiedzą „o co panie z tymi Wyklętymi chodzi”. Impreza była ze wszech miar udana, dziękujemy Lechii za zaproszenie na defiladę, natomiast wcale jej nie dziękujemy za dzisiejszy wynik :evil: .

10649509_894157020605440_657034302568876805_n 10984217_894156890605453_382259340365136447_n

snajper

Snajper

Amerykańskim filmom zbytnio ufać nie można, na ogół są to gnioty, kręcone ku uciesze prostej amerykańskiej gawiedzi. Czasem mimo świadomości nędzy intelektualnej, oglądamy filmy Made in USA dla efektów specjalnych. Dzięki świadomości wysokości budżetu poświęconego na daną produkcję,  z góry można wiedzieć, w jakim dziele należy ich się spodziewać. Na szczęście są wyjątki. Na szczęście jest Clint Eastwood. Doskonały jako aktor, doskonały jako reżyser. Jeden z ostatnich amerykańskich kowbojów, konserwatysta z klasą. Film jest oparty na faktach. Chris Kyle, wysłany do Iraku jako członek Navy  SEALs jest snajperem i jego zadaniem jest ochrona towarzyszy broni. Jest niewiarygodnym snajperem, dzięki swemu celnemu oku ratuje setki żołnierzy, kładąc dziesiątki terrorystów trupem. Zyskuje sławę nie tylko w swoich szeregach, ale i za linią wroga, gdzie wyznaczono nagrodę za jego głowę.  Równie ważnym wyzwaniem co służba w armii jest dla Kyle’a  utrzymanie swej rodziny, ciężko jest być jej głową, jeżdżąc na 9-miesięczne misje w strefę wojny w Iraku. Pełne 4 tury Kyle odbywa w Iraku, w końcu zostawia wojnę za sobą i wraca na łono rodziny. Niestety, wojna nie zostawia jego…  Eastwood nie bawi się w moralizatorstwo, patos, oczywiście nie bawi się tez w potępianie okrucieństw wojny ani inne pacyfistyczne brednie. Mocny film, sceny walk miejskich w Iraku ogląda się na bezdechu, ale i od scen dziejących się w spokojnej amerykańskiej scenerii, też ciężko oderwać oczy. I kiedy wydaje się, że oto w końcu wszystko się wyjaśniło… ale nie będę tu spojlerować. Bardzo dobry film, nie oglądajcie „tańca z Gwiazdami”, lepiej idźcie do kina. Zdecydowanie warto! Aha – a Bradley Cooper na pewno nie zostanie na zawsze zapamiętany tylko jako ten od „Kac Vegas”. Dobra rola! Ocena moja to 9/10.

snajper

Bałtyk Gdynia – czas zaczynać!

Najwyższy czas tą głupią zimę zakończyć! Rozpoczynamy rundę wiosenną 4 ligi naszej grupy! Tym razem dam sobie spokój z jakimkolwiek prognozowaniem, czy to Bałtyk wzmocnił się, czy osłabił, oraz jakie ma szanse na grę w barażach… No w jednym zdaniu: Skoro lidze po rundzie jesiennej przewodziła Cartusia, która z nami u siebie przegrała praktycznie bez walki, a dzisiaj zremisowała u siebie z Chwaszczynem, to szanse mamy na pewno. Zdaje się, że w tej buraczanej lidze, w jakiej obecnie występujemy tylko Gryf Wejherowo ma ambicje, by grać ligę wyżej. Inna sprawa to rezerwy Lechii. Jeżeli zarząd Lechii będzie miał w dupie kwestie awansu swoich rezerw do wyższej klasy, to wszystko w porządku. Pamiętajmy, że taki awans to spore wydatki – szczebel centralny, dalekie wyjazdy, a na żadne przychody związane z biletami od kibiców czy reklamami i sponsorami w przypadku drużyny rezerw nie ma na co liczyć…Miejmy nadzieję, że tak właśnie w Lechii myślą. Jeżeli jednak są faktycznie obrzydliwie bogaci i stać ich na kaprys ogrywania juniorów wraz z dochodzącymi do siebie po kontuzjach w wyższej lidze, to mamy pozamiatane. Albowiem jeżeli tylko Lechii się zachce, to wygra tą ligę w cuglach. Bądź co bądź zaczynamy z wysokiego pułapu, albowiem zaczynamy rundę jutro o godzinie 13, właśnie na Lechii. Przypominam że jesienny mecz z Lechią u nas był niezwykle dramatyczny, sędzia nie uznał prawidłowej braki dla Bałtyku w doliczonym czasie gry. Może tym razem szczęście będzie po naszej stronie? Ja niestety jestem chory i jeżeli ktoś z BGHL będzie jechał na ten mecz autem, to się wybiorę, natomiast sam jazdy pociągiem nie zaryzykuje, bo w poniedziałek trzeba wstać do pracy… Natomiast obrałem już swój plan wyjazdowy na tą rundę: 100%.

Z powodu choroby znów nastąpiły obsuwy w pisaniu, nic nie poradzę, że nikt nie jest w stanie mnie zastąpić, ale nadrobimy…