IMG_3943

Chemik Police – Bałtyk Gdynia

 

Już przed godziną 7 rano wyjechał autokar wypełniony kibicami Bałtyku w stronę Polic. Niestety z eskortą psów, co bardzo nam zepsuło wyjazd. W Lęborku też są psy, ale zbytnio nie przeszkadzają. Dosiadamy się do naszych i ruszamy. Droga idzie nam sprawnie, choć autokar trochę się wlecze. Jesteśmy na łączach z ekipą z Zachodnio – Pomorskiego, ale gdy dowiadują się, że cały czas mamy eskortę, odpuszczają. Pod stadion dojeżdżamy na 15 minut przed pierwszym gwizdkiem. Police tak jak się domyślałem kibicowsko są martwe. 100, może 150 osób poza nami oglądało mecz. Wchodzimy na nasz sektor, jest nas ogółem 73 osoby. Jak na dość daleki wyjazd jest to bardzo dobra liczba – nareszcie! Wywieszamy 4 flagi. Doping idzie nam średnio, piłkarze grają straszną padlinę, do przerwy przegrywamy 0-1.  Na naszym sektorze trwała rywalizacja – kto większą i efektowniejszą pizzę zamówi ;-) . W drugiej połowie piłkarze się obudzili, pizza zeżarta to i doping wrócił. Ostatecznie zremisowaliśmy 1-1, a piłkarze w komplecie podziękowali nam za przyjazd i doping. Powrót zapowiadał się nudny, ale dowiedzieliśmy się, że w Kołobrzegu było 30 kibiców Kaszubii Kościerzyna. Zadzwoniliśmy z zapytaniem, czy chcą porozmawiać o futbolu. Kto by nie chciał? Futbol to piękna gra. Zatrzymaliśmy się za Sianowem, by przygotować się do panelu dyskusyjnego. Ponieważ było to szczere pole wyjaśniliśmy psom, że to w celu wypróżnienia. Psy nie mogły się nadziwić, że w ciągu godziny trzeci raz stajemy w celu defekacji, ale jakoś trzeba było spowolnić ten powrót :lol: . Niestety w końcu kundle zajarzyły o co biega i tamtych też zatrzymali – 10 km za nami, w Koszalinie. Zaczęło się robić nerwowo, psy zrobiły się elektryczne i trzeba było jechać. Potem jeszcze stanęliśmy na Oktanie między Słupskiem a Lęborkiem i w samym Lęborku – ale już było wiadomym, że nic z tego nie wyjdzie. Szkoda. Odwiedziliśmy jeszcze cmentarz i zapaliliśmy znicze na grobach naszych przyjaciół – Voopera z Bałtyku i Orzecha z Pogoni. To był udany wyjazd, choć pozostał niedosyt – trochę zbyt nudny. Z Lęborka na tym wyjeździe 4 osoby.

Psy i ochrona skrupulatnie nas sprawdzały.

Pierwszy raz tak licznie zjawiliśmy się w Policach.

widok z sektora

końcowy wynik nie zadowalał nas zbytnio…

Tomek – pamiętamy.

bilet

Najbliższy przeciwnik: Chemik Police

 

Do Chemika Police jako drużyny mam jakiś tam sentyment. Pewnie dlatego, że jest ona obecna w moim życiu wyjazdowym od samego początku kariery. Już swój wyjazd numer 2 w roku 1992 zaliczyłem właśnie do Polic. Ogółem byłem w Policach już 4 razy – 3 razy z Bałtykiem i raz z Kotwicą Kołobrzeg. Byłbym 5 razy, ale raz nie dojechałem. To było chyba w 93/94, psy mnie wyrzuciły z pociągu w Słupsku – jechałem wtedy sam (potem się okazało że gdzieś z przodu jechał jeszcze Jankes z dwoma kolegami, ale był wtedy malutki i wstydliwy i się nie przypucował  ;-)   ). Akurat ten wyjazd na który nie dojechałem, był najbardziej brzemienny w skutki. Było od nas 17 osób, przed meczem wpada Pogoń Szczecin w 30-40 osób, dostajemy oklep i tracimy flagę. Inne wyjazdy były bardziej z kategorii śmiesznych niż niebezpiecznych, albowiem gdy na mecze Chemika nie wpada miejscowa Pogoń, to jest nudno i sennie. Ostatni raz byliśmy tam z Bałtykiem w czerwcu 2001 w 13 osób dobrej, wesołej grupy. Jakieś dzieciaki podbiegły, rzuciły w naszą stronę kijem, po czym przez 10 minut uciekali, aż zniknęli gdzieś w oddali. Fani Chemika bowiem albo nie istnieją wcale, albo stanowią jakiś 15 – osobowy kinder gang, są kompletnie niegroźni i nieistotni. Wątpię aby w tej materii coś się zmieniło, no ale zobaczymy. Wiele wskazuje na to, że nasze zero w Gryfinie było tylko wypadkiem przy pracy i wyjazd do Polic zaliczymy. Obecnie Chemik jest ligowym średniakiem, ale są w jakimś dołku, od czterech meczów nie wygrali, a w ostatniej kolejce przegrali w Dębnicy, a przegrać z tamtejszym Koralem to już trzeba naprawdę bardzo się postarać :mrgreen: . Ponieważ jestem kibicem Wielkiego Bałtyku żądam od niego zwycięstwa, a nie żadnego śmierdzącego „korzystnego wyjazdowego” remisu. Bo choć remis 0-0 jest bardzo prawdopodobny, to czuję, że jakieś nasze Bułki i Kursy pokażą cieniasom miejsce w szyku, że na koniec meczu uznają oni porażkę 0-2 z Bałtykiem za swój sukces… Moja prognoza: 60 kadłubów na tym meczu. Jazdaaaaa!

12.06.1996 Ruch Chorzów – Bałtyk Gdynia

 

Piękny, gorący czerwiec roku 1996 nie był dla fanów Bałtyku wesołym miesiącem. Już było wiadomym, że po 5 latach pobytu w drugiej lidze spadamy do trzeciej. Jak się okazało – do dziś nie udało nam się powrócić na ten poziom rozgrywek… Kibice Bałtyku jakoś zawsze mocno uzależniali jeżdżenie na mecze od wyników piłkarskich i ten wyjazd olali. Na szczęście nie wszyscy. W przeddzień meczu do Sopotu, gdzie wtedy mieszkałem, przyjechał kolega Skrzydło i rozpoczęliśmy całonocną libację, której ukoronowaniem miał być wyjazd do Chorzowa. Libacja była na tyle udana, że w sobotni ranek w barwach Bałtyku, głośno śpiewając, szliśmy we dwójkę przez Sopot na dworzec PKP, co – zapewniam was  - szczytem rozsądku nie było. Szczęśliwie nikt nas nie trafił.  Wsiadamy do pociągu zmierzającego w kierunku Katowic, którym już jechali Butelka i M. z Karwin, tak więc jechaliśmy w 4 osoby. Na wyposażeniu mieliśmy 4 szale i 2 flagi. Oraz ilość wódki zdolną do powalenia stada nosorożców. W pociągu było niezmiernie wesoło, aczkolwiek młodzi nie dawali rady pić równo z nami wódki i trochę oszukiwali, a my udawaliśmy, że nic nie widzimy. Dość powiedzieć, że w Bydgoszczy byliśmy już solidnie zrobieni. Kolega Skrzydło oznajmił, że idzie po paluszki, gdyż potrzebuje zagrychy, a  finanse miał mocno ograniczone. Gdy próbowałem mu uświadomić, że na pewno nie zdąży na pociąg, bo ten stoi w Bydgoszczy tylko 5 minut, Skrzydło odparł – „zdążę, zdążę”. I poszedł. Oczywiście nie zdążył. Smętnie patrzyłem na pociąg który ruszył i szybko nabierał prędkości, a Skrzydła nie było widać na peronie… Dworzec się skończył, pociąg przyspieszał.  Przenieśmy się teraz z pociągu na peron. Wybiega z tunelu zasapany Skrzydło z paluszkami w łapie, widzi że pociąg odjechał… stanął sobie, a życzliwa pani kolejarz mówi: – Co, uciekł panu? – E tam, nie uciekł… odpowiada Skrzydło.  – No jak to, przecież odjechał panu? Kontynuuje pani kolejarz. – No i co, zaraz się zatrzyma… odpowiada Skrzydło. – To niestety niemożliwe – odpowiada z pobłażaniem pani kolejarz. W tym momencie zgrzyt, pisk… Pociąg staje. – Mówiłem, że się zatrzyma? Powiedział do lekko oniemiałej pani kolejarz Skrzydło i majestatycznym krokiem wkroczył na tory, by udać się do swojego przedziału. Muszę wam powiedzieć, że pociąg zatrzymali nieznani sprawcy, a te czerwone koło na końcu pociągu to ciężko bardzo przekręcić w pozycję hamowanie, powinni oliwić albo coś… Po lekkim zamieszaniu wywołanym zaciągnięciem hamulca, wypisywaniem jakiś mandatów i tego typu pierdół ruszyliśmy dalej. Jak już wspomniałem nieopatrznie całość pieniędzy wydaliśmy na wódkę i zabrakło na takie drobiazgi jak jedzenie, bilet na pociąg czy inne sprawy. Postanowiliśmy ze Skrzydłem dorobić trochę grosza. Udaliśmy się w tym celu do przedziałów zajętych przez zwykłych podróżnych promować nasz program artystyczny. Polegał on  na tym , że ja śpiewałem skoczne, nasycone wulgaryzmami piosenki, a Skrzydło improwizował choreografię taneczną. No i ludzie płacili, acz muszę przyznać iż nie byli zachwyceni, dawali kasę raczej za to, byśmy przerwali jak najszybciej. Chamstwo bez obycia. Naprawdę, ten pociąg tętnił życiem dzięki naszej skromnej grupce.  Przed Częstochową pojawił się kanar z zapytaniem o bilety, powiedzieliśmy mu „idź sobie” jednak w znacznie dosadniejszej formie. Poszedł, ale w Częstochowie przyszedł z sokistami, cwaniak jeden. Po drobnej szarpaninie wyciągnęli mnie i Skrzydła za szmaty z pociągu, aż się słyszało westchnienie ulgi pasażerów, że oto już nie muszą dalej z nami jechać. Młodzi pojechali dalej, gdyż pieniądze które dostali od rodziców na bilety przeznaczyli o dziwo na bilety i mniej się awanturowali od nas. Generalnie jakoś tam dojechaliśmy osobowym pociągiem do stacji Chorzów Batory. Stamtąd udaliśmy się na stadion Ruchu. Tu dostaliśmy pijackich lęków, że Ruch nas rozkmini, zajrzy do plecaków, skroi i obije. Wpadliśmy na pomysł, że będziemy udawali hanysów. Stanęliśmy w kolejce po bilety i gadaliśmy coś w stylu: – Mosz kasę na bileta? –  No żech wziął przeca, nie mortw się. Jacy z nas debile, przecież śląskiego nie znaliśmy kompletnie i takim gadaniem zamiast się uwiarygodnić, mogliśmy się wkopać :lol: . W końcu weszliśmy na nasz sektor. Nasi młodzi już byli, do tego doszedł kibic Bałtyku pracujący akurat w pobliskich Katowicach i nasza liczba na tym wyjeździe to ostatecznie 5 osób. Wywiesiliśmy nasze dwie flagi i byliśmy fantastycznie widoczni, gdyż byliśmy pośrodku 3 sektorów, poza nami całkowicie pustych, otoczeni psami. Na wielkim acz zrujnowanym chorzowskim stadionie było 2500 widzów, z tego ok 1000 chorzowskich stanowiło młyn.  Super dopingowali, cały mecz skakali, świecili, atmosfera wyborna! Nic dziwnego, ten mecz rozdzielał nas o dwie klasy rozgrywkowe, my spadaliśmy a oni właśnie awansowali do ekstraklasy. Ze 3 razy byli przez kilka sekund cicho i wtedy natychmiast darliśmy ryja, a fantastyczna akustyka powodowała, że chyba nas nawet słyszeli. Albo mi się wydaje ;-) . Mecz się skończył i wtedy… dopiero zaczęły się emocje. Aha, chyba skromnie 1-0 przegraliśmy. Udaliśmy się na dworzec PKP, z nami może 5 psów. Czekamy na pociąg do Katowic, mieliśmy ok. pół godziny. Gdy tak staliśmy na peronie, z każdego kąta dworca zaczęli wyłazić fani Ruchu, gwizdać do siebie, wskazywać nas… Powiem szczerze że miałem solidnego stracha, bo mogli pozamiatać i nami i tymi psami, co nas pilnowały. Atmosfera gęstniała. W końcu… uff. Wjechał pociąg do Katowic. Ulga… Ruszyliśmy. Jedziemy kilkanaście minut, spokojnie kukamy przez okna i widzimy nagle tłum… wielki tłum. Cały peron stacji Katowice – Załęże zajebany kibicami! Calutki! To kibice GKS-u Tychy w liczbie 1000 osób wracali z decydujących o ich utrzymaniu w ekstraklasie derbów na GKS-ie Katowice… szybko się rozdzielamy i palimy Jana, że niby tak sobie jedziemy. Pociąg błyskawicznie wypełnił się Tyszanami. Dorwali jakiś pikników z Ruchu wracających tym składem. Tamci, żeby ratować swoje dupy wsypali nas, że wracamy też tym pociągiem. No i niosą się krzyki przez cały pociąg: „Eee..! Gdzieś tu jedzie kilku kadłubów z Bałtyku! Macie ich? Tu ich nie ma! Tu też nie! W końcu nasz przedział. Jakiś duży łysy chłop spojrzał na nas: – A wy skąd?. Westchnęliśmy ciężko. – Tutaj są! Poszedł okrzyk po pociągu. Nawet nie było źle. Poszedł tylko jeden czy dwa liście. Jeden plecak udało się skitrać, ale jeden niestety znaleźli. Straciliśmy połowę dobytku – flagę i 2 szale. Już mieliśmy naprawdę dosyć.  Wysiedliśmy chwilę po Tychach na dworcu w Katowicach. Do pociągu mieliśmy ze dwie godziny. Wchodzimy na hall dworca, a tu wyskakuje na nas w około 20 typów… GKS Katowice. „Skąd kurwa jesteście?” pada dobrze nam znane pytanie… I wtedy w Butelce coś pękło, hi hi. Podszedł do największego i powiedział: „jesteśmy kurwa z Bałtyku Gdynia, wracamy z Ruchu Chorzów. Jest nas 4. Mamy już dość, możecie nas zajebać teraz jak chcecie, proszę bardzo”. Chłopaki z Gieksy zaniemówili. Liczyli raczej na jakiś FC Ruchu. „Nie, no już spokojnie, nic wam czterem nie zrobimy, ty gruby, uspokój się” – powiedzieli. Nawet wzięli nas na jakieś skromne żarcie, a po miłej pogawędce dostaliśmy na pamiątkę skrojony przez nich szalik Górnika Radlin jak dobrze pamiętam. W końcu emocje tego wyjazdu się zakończyły. Kupiliśmy za resztę kasy browary i spokojnie, na kredytach wróciliśmy do domu.

tydz

Minął tydzień

 

  -Polska stała się krajem zdominowanym i rządzonym przez ludzi złej woli, krętaczy, oszustów, skurwieli i oczywiście rasowych debili i kretynów. Cała ta zidiociała menażeria przewija  się przez media sprawiając wrażenie, że uczestniczy w jakimś swoistym konkursie, kto wygłosi większy debilizm, kto okaże się większym idiotą, blagierem i szmatą. Walka jest zajadła, a konkurencja niesamowita. Nawet nie trzeba się specjalnie wysilać, wystarczy włączyć telewizję i samodzielne myślenie, żeby zobaczyć jakie gówna się sączą do nas z ekranu telewizora. Niestety, z braku czasu i przemęczenia po wielu godzinach pracy nie jestem na bieżąco, piszę tu zbyt rzadko i nie nadążę skomentować wszystkich kretynów, więc zajmę się tylko debilami wielkiego formatu, przy których pewien Darek z wodogłowiem, którego kiedyś znałem, srający pod siebie i niekiedy to co zrobił zjadający jest uosobieniem kultury i intelektu. Oto na przykład Słońce Peru, ryży mitoman Tusk ogłosił koniec kryzysu. Cóż za zajebista informacja! Dlaczego nie ogłosił jednocześnie innych równie wiarygodnych wieści, np. że Ziemia ma kształt naleśnika podpieranego z każdej strony przez wielkiego słonia, albo że Bangladesz stał się rajem wypoczynkowym dla posiadaczy jachtów pełnomorskich? Znaczy się – jest dobrze. Emerytom już starcza na życie i leki, młodzież może wracać z zagranicy, bo już jest dobrze płatna robota dla nich w kraju. Dziura budżetowa się kurczy, dług publiczny maleje, podnosi się poziom życia Polaków. Tak tak… kryzys minął. Dzień później poznaliśmy plany ministerstwa finansów na najbliższe miesiące: podniesienie akcyzy na gorzałę i fajki, zwiększenie jakiś podatków które płacą renciści i emeryci, podniesienie stawki VAT. Nie chcę się szerzej rozwodzić nad tym tematem, z każdym dniem jest coraz gorzej w tym kraju, nędzę i upodlenie przeżywa coraz więcej ludzi, a debil – premier mówi, ze kryzys się kończy. I byłoby nawet śmiesznie, gdyby nie było tak tragicznie. Trudno się śmiać, gdy kraj się rozpada, a na jego czele zamiast próbujących go odbudować patriotów mamy zdrajców, szmaciarzy i wasali obcych mocarstw… Trudno w to uwierzyć, ale są jeszcze więksi idioci. Oto kretyn, bufon i mitoman w jednym, czyli TW „Bolek” Lejba Kohne zwany też jako Wałęsa stwierdził, iż Polska i Niemcy powinny się połączyć w jedno państwo – Europę. Zdecydowanie lepiej by było, gdyby konfident Bolek połączył się z renomowanym psychiatrą tudzież zakładami specjalizującymi się w eutanazji i utylizacji. Nawet żal czasu na komentowanie kretynizmów bohatera najnowszego filmu Wajdy… O tym też napiszemy niebawem.

- Do niewiarygodnego chamstwa połączonego z kurewstwem dochodzi właśnie w najważniejszym mieście Polski. Otóż Warszawiacy mają już od dawna serdecznie dość pani o niepolskim nazwisku Waltz, zwanej szerzej jako bufetowa. Podczas pełnienia przez tą kobietę funkcji prezydenta miasta Warszawy mieszkańcy stolicy zdążyli ją poznać jako osobę całkowicie niekompetentną, nie nadającą się kompletnie do sprawowania tak istotnej funkcji. Mimo, iż ledwie rok pozostał jej do skończenia piastowania funkcji prezydenta, zdesperowani obywatele postanowili się jej pozbyć, by już dłużej nie szkodziła… W trymiga zebrano ilość głosów niezbędną do zorganizowania referendum w sprawie jej odwołania. Termin owego jest już ustalony, i co teraz robi PO, partia do której należy pani prezydent? Oficjalnie i bez krępacji namawia do nieuczestniczenia w referendum, tak by z powodu zbyt małej frekwencji było ono nieważne! To się w głowie nie mieści! Partia, która rządzi Polską dzięki demokracji i wyborom w sytuacji, gdy grunt pali się im pod nogami, namawia do tejże demokracji zaniechania! Platforma – piewca wolności i demokracji boi się konfrontacji w formie demokratycznych wyborów! Widać, że partii rządzącej pali się grunt pod nogami i widzi, że jej koniec jest bliski. Musimy się przyzwyczaić, że ci marni, podli ludzie coraz częściej będą sobie folgować i zachowywać się na poziomie rynsztoku, już nie mają nic do stracenia. A Warszawa? Liczę na to, że jednak mieszkańcy stolicy to nie jakieś wieśniaki olewające wszystko i tłumnie się stawią na referendum w sprawie bufetowej.  Trzeba się wrednej, szkodliwej baby pozbyć i dać jasny sygnał rządzącym: koniec waszej kariery. Po Elblągu, Rybniku, Podkarpaciu czas na Warszawę. Potem na resztę Polski. A demokracji platformersi lepiej się trzymajcie… bo jak lud was rozliczy po swojemu, z dala od kanonów demokratycznych, to niczym za komuny znów sznurka do snopowiązałek może zacząć brakować… i nie o plony zbóż tu chodzi…

-Smutno, doprawdy smutno mi się robi, gdy muszę poświęcić kilka zdań na temat sportu. W polskim, drużynowym wykonaniu. Nawet mi się nie chce, ale muszę, bo to ważna sprawa. Sport drużynowy to wspaniała sprawa, zestaw kilku zawodników zjednoczonych pod sztandarem biało – czerwonym z dumą i do ostatniego tchu reprezentujących godnie nasz kraj. Żebyśmy mieli trochę emocji i podniecali się, jak to nasi leją innych – nieważne w jakiej dyscyplinie. To nam się po prostu należy, my pracujemy ku chwale naszego kraju na trybunach, a oni na boisku, parkiecie, lodowisku… gdziekolwiek. My sobie radzimy świetnie, rządzimy w Europie, a oni? Już kiedyś o tym pisałem, ale tyle nowych kompromitacji doszło… Legia w walce o ligę mistrzów – jeb jeb i w 10 minut po herbacie. Mistrzostwa Europy w koszykówce – komplet porażek w meczach grupowych i to wysokich. No to w końcu dali nam mistrzostwa Europy w Polsce i to w naszej sztandarowej dyscyplinie – siatkówce mężczyzn. Pewnie chcieli nam humory poprawić. I to się nie udało, jeb, jeb – laczki z dzielną Bułgarią i adios kompanieros, nawet do ćwierćfinału nie weszliśmy. Jak to kiedyś śpiewał Młynarski – „Co by tu jeszcze spieprzyć panowie?”.  Wkurwiają ci nasi sportowcy, skoro chleba już coraz więcej ludziom brakuje, to przydałyby się choć igrzyska. Udane igrzyska.

Ja wiem, że do bani to moje pisanie tutaj – zyskam sobie nowych czytelników, zaglądają tu często, a tekstów nowych jak na lekarstwo. Tylu ludzi chce mnie czytać, tylu mogę zaszczepić szlachetne wolnościowe idee, że aż dumny jestem – a tu dupa. Malkontent nie pisze. Spowodowane jest to wyniszczającym trybem życia, praca praca, a po pracy człowiek zdycha i na nic nie ma siły. A tematów nie brakuje… W związku z tym ogłaszam oficjalnie : szukam sponsora. Jeżeli ktoś dobrowolnie będzie przelewał na moje konto 10.000 złotych, ewentualnie 2500 Euro to wreszcie będę mógł w całości oddać się moim pasjom – jeżdżeniu na mecze, czytaniu i oczywiście pisaniu na tym blogu 8-) . Co dzień będzie coś nowego i extra, bogacze czytający ten tekst – zastanówcie się poważnie, czy nie warto zainwestować :mrgreen:

pogons

Bałtyk Gdynia – Pogoń II Szczecin

 

Trochę nas rezerwy Pogoni sprowadziły na ziemię. Dotychczas kiepskie na wyjazdach nas ograły jak chciały 4-2. Mecz był ciekawy, Bałtyk na początku przeważał, ale skończyło się laniem po szczególnie dziś irytującej grze obrony. Szkoda, bo na najbliższy wyjazd do Polic byśmy jechali spięci także sportowo, jednak czwarte zwycięstwo z rzędu to byłoby widać zbyt dużo szczęścia dla nas… generalnie wygląda na to, że do końca sezonu czeka nas zacięta walka o utrzymanie w pierwszej dziesiątce tabeli. Młody bramkarz Lewiński puścił dziś jednego farfocla, do bramki zapewne wróci Osama. Niemniej przed naszym młodym bramkarzem przy odpowiednim podejściu do sportu świetlana przyszłość, jestem tego pewien! To ciekawe, że w meczach u siebie gramy bardzo marnie, a na wyjazdach jesteśmy niepokonani! Gole dla Bałtyku strzelili Kurs i Bułka. Doping dla Bałtyku był prowadzony sporadycznie, oczywiście nikt za kibicami rezerw nie przyjechał.

Najbliższy przeciwnik: Pogoń II Szczecin

 

Nie tak dawno graliśmy z pierwszą drużyną Pogoni Szczecin (ledwo 20 lat temu) a teraz musimy marzyć o dobrym wyniku z jej rezerwami…  Pogoń w meczach swej drugiej drużyny ogrywa młodzież. Jest to drużyna swojego boiska, prawie wszystkie punkty zdobyła u siebie. Widziałem ich mecz u siebie z Bałtykiem na wiosnę – grali słabo. Jeżeli nasz Bałtyk podejdzie do meczu odpowiednio skoncentrowany – powinien spokojnie wygrać i dołączyć do czołówki.  Kibicowsko zapowiada się raczej nudny mecz, kibice Pogoni, których ja osobiście nie trawię na mecze swych rezerw oczywiście nie jeżdżą.  Typuję wynik 2-0 dla nas 8-) .

energ1

Energetyk Gryfino – Bałtyk Gdynia

 

Pięknie wyszedł Bałtykowi dwumecz wyjazdowy. Po zwycięstwie w dalekim Gryfinie przywieźliśmy z dwóch wyjazdów pod rząd 6 punktów i stosunek bramek 6-0! I nawet jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że graliśmy z outsiderami tabeli, to przypomnę mającym krótką pamięć, że i z takimi potrafiliśmy tracić punkty, zresztą do niedawna byli to nasi znajomi ze zbliżonych miejsc w tabeli…. Gole dla nas strzelili Rusinek i Bułka odpowiednio w 67 i 72 minucie spotkania… No i jest extra. Zajmujemy 7 miejsce w tabeli mając po 3 punkty straty jedynie do beniaminków tabeli z Koszalina i Kościerzyny, którzy w końcu spuchnąć muszą. Prawdopodobnie spadniemy jednak na 8, bo tuż za nami są Lechia II i Chemik Police, które grają dzisiaj. Wywindowali się (beniaminki) w górę tabeli, bo puknęli nas na wyjeździe, ale to się niebawem skończy… Patrzę tak sobie w górę tabeli, bo po prostu będąc kibicem wielkiego Bałtyku inaczej nie potrafię. Skoro drużyna potrafiła wygrać 3 mecze z rzędu należy stwierdzić jedno: Kryzys się skończył. Tym samym zamykam oficjalnie kryzys kibicowski 8-) .  W Gryfinie nas zero. To znaczy ktoś tam był, ale żadnych bohaterów incognito wymieniał nie będę, a wiem ze kibice Energetyka żadnych przyjezdnych nie widzieli. Za tydzień gramy u siebie z Pogonią II Szczecin, to drużyna swojego boiska, na wyjazdach przegrywają, ale uwaga! Z jednym wyjątkiem! Zremisowali na boisku wicelidera – Kaszubii. Czyli trzeba na nich uważać. Ale to dopiero za tydzień, na razie cieszmy się ze zwycięstwa na wyjeździe…

domofon

Domofon

 

Biorąc po raz pierwszy do ręki książkę pisarza Miłoszewskiego byłem sceptykiem, gdyż zapowiedź sugerowała thriller w polskim wydaniu i wątpiłem, czy autor podołał.  Tymczasem okazało się, że nie tylko King czy Coben, ale i Polak potrafi. Książka opowiada o z pozoru zwykłym bloku na warszawskim Bródnie. Zwykłym tylko z pozoru, gdyż dzieją się w nim rzeczy nie mające racjonalnego wyjaśnienia. Do owego bloku wprowadza się młode małżeństwo. Już pierwszego dnia przeprowadzki mają ciekawie, gdyż na „dzień dobry” spotykają faceta bez głowy – ucięła mu ją winda, kiedy to podczas jazdy w panice próbował się z niej wydostać… autor ciekawie kreśli portrety psychologiczne przedstawianych postaci i umiejętnie buduje napięcie. Książka wciąga i nie pozwala się oderwać od lektury. Zakończenie dość ciekawe, chętnie sięgnę po kolejną książkę tego autora. Polecam! 8 w skali 0 – 10.

Najbliższy przeciwnik: Energetyk Gryfino

 

Niezbyt przyjemny nastał dla nas moment w terminarzu – dwa mecze wyjazdowe pod rząd. Po spacerku w Dębnicy czeka nas trudniejsze spotkanie w dalekim Gryfinie. Jednak bez przesady… Energetyk jest tylko trochę lepszy od Korala. Poprzedni sezon skończył na ostatnim miejscu utrzymującym się w lidze. W tym też jest w dole tabeli, do tej pory odniósł jedyne zwycięstwo… z Koralem Dębnica, po golu w ostatniej minucie. Jednak należy tez dostrzec, że drużyna z Gryfina już od kilku meczów nie przegrała, często remisując. Także remis 0-0 wydaje się być bardzo prawdopodobny w dzisiejszym meczu, jednak ja głęboko wierze, że Bałtyk już na dobre się obudził z letargu i wygra chociażby 1-0…. Kibiców tamtejsza drużyna nie posiada, za to jest w Gryfinie dobra ekipa Pogoni Szczecin. Być może wpadną na stadion zobaczyć czy ktoś z Bałtyku przyjechał…

sierp

Sierpniowe Niebo. 63 dni Chwały

 

Wątek Powstania Warszawskiego jest dla mnie trudny do recenzowania. Bałem się, że będę musiał krytykować film o Powstańcach, moich największych idolach i bohaterach. Czy mam takie prawo? Krytykować film – laurkę wystawiona Powstańcom? Ludziom, przy których czuję się nikim, którzy oddali życie za Polskę, dzięki którym nasza tożsamość i duma narodowa ma całkiem inny wymiar? Odważny ten reżyser Dobrowolski, robić film o tak wielkich, choć zwyczajnych ludziach, to spora odpowiedzialność. No cóż, moim zdaniem powiodło mu się średnio. Film łączy czasowo dwa wątki – współczesny i sprzed 69 lat – pierwszych dni powstania. Budowlańcy znajdują pamiętnik powstańca i jego szczątki. Kierownik budowy przerywa pracę i chce wezwać odpowiednie organy, natomiast chciwy inwestor próbuje groźbą i szantażem wymusić zasypanie szczątków i dalszą pracę. W tym momencie przenosimy się w przeszłość. Młoda sanitariuszka Basia przeżywa miłość do powstańca Staszka, razem budują barykady, niesieni optymizmem i entuzjazmem. Walczą z mordercami z Waffen SS Dirlewanger.To nierówna walka…  Zdjęcia  filmowe przeplatają się z archiwalnymi autentykami. Powstańcem piszącym pamiętnik jest grający swą ostatnią w życiu rolę Kolberger. Dziwne role grają w tym filmie raperzy z Hemp Gru – niezbyt udane. Za to ścieżka dźwiękowa w ich wykonaniu jest dobra, fajne słowa, a przecież co jak co, ale fanem rapu to ja na pewno nie jestem… generalnie film jest szczery, gra na emocjach, jest hołdem złożonym powstańcom -  z tych zadań się wywiązuje i jest OK. Natomiast gra aktorów, akcja – średnia. Dobrze że ten film powstał, ale nadal oczekuję na długi (bo ten trwa tylko godzinę i 15 minut) świetnie zrobiony, patriotyczny film o bohaterach powstania. Jest nieźle, ale powinno być jeszcze lepiej. Młodym i starym mimo wszystko radzę ten film zaliczyć – lekcja patriotyzmu zawsze się przyda. Moja ocena w skali 0-10: 7.