22/2014/15 Pogoń II Szczecin – Bałtyk Gdynia, 19.04.15, godzina 11.00

Dopiero w niedzielę gra swój mecz Bałtyk na rezerwach Pogoni w Szczecinie. Emocje opadły, do końca sezonu gramy tzw. mecze o pietruszkę lub o czapkę gruszek – jak kto woli. Zaskakujące kompromitacje, jakie stały się udziałem naszej drużyny w wiosennych meczach naszej czwartej ligi spowodowały, że jest jak zawsze. Gramy o nic. Optymista powie – zawsze to dobrze, że chociaż spadek nam nie grozi! Za rok mamy reorganizację i o utrzymanie się będzie bardzo trudno. Nasz niedzielny przeciwnik zaczął bardzo dobrze rundę wiosenną – w 4 pierwszych meczach Pogoń II Szczecin nie odniosła porażki, wygrywając lub remisując. Ostatnie 2 mecze to już jednak przegrane – po 0-1 z Kaszubią Kościerzyna i Gwardią Koszalin. Bałtyk na wyjazdach jest najgorszą drużyną swojej grupy i na tym poprzestańmy. Jesteśmy idealna drużyną na wyjście z dołka dla Pogoni, gdyż ma ona tylko 4 punkty przewagi nad strefą spadkową i przegrać ze słabym Bałtykiem po prostu nie powinna. Wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazują, że przegramy, aczkolwiek poziom tej ligi jest tak słaby, że może być dokładnie odwrotnie. Czyli czeka nas ciekawy mecz, w którym wszystko jest możliwe. Wydawałoby się, że będzie to atrakcyjny mecz pod względem kibicowskim, wszak to Szczecin… mam jednak poważne wątpliwości co do tego, czy duże rzesze kibiców Bałtyku wybiorą się do Szczecina dopingować swoją drużynę. Tak… jeśli ktoś ma szansę przełamać złą passę, to prędzej piłkarze, niż kibice. Kibicujmy im! Pokażcie honor i zmiećcie rezerwy Pogoni z powierzchni ziemi! 3-0 na wyjeździe poprawiłoby trochę zaufanie do was, panowie piłkarze, które tak bardzo nadszarpnęliście… Powodzenia!

aniol-zbroja-miecz-kobieta-1

O wierze, miłości i walce.

Życie w tym kraju jest niezwykle trudne.  Wie o tym każdy, kto zmaga się tutaj z dniem codziennym. Tak cholernie ciężko godnie żyć, zarobić na to wszystko, by co dzień dawać radę ogarniać otaczające nas zewsząd absurdy. Absurdy dnia codziennego, niezrozumiałe dla innych nacji. Tak ciężko jest tu przetrwać, że niektórzy nie dają rady. Uciekają albo w używki, albo za granicę. W używki to ucieczka jest na krótką metę. Alkohol, narkotyki, dopalacze… fajne sprawy, szczególnie na początku, niektóre jak np. alkohol można ciągnąć latami. Dopiero po 40-stce zostaje się wrakiem. Jestem już w tym wieku, i paru wraków znam, na pogrzebach też paru byłem. Fajnie żyli, tylko trochę krótko. Ale za to widzieli dwa razy więcej 8-)  .Problem alkoholowy to nie tylko faceci leżący na trawnikach, z czerwonymi nosami. To nie tylko wesoła młodzież pijąca zawsze i przy każdej okazji…. Wódeczka na imprezie, piwko przy każdej okazji. Te kwestie znamy. Ale są też i miłe panie, wykształcone, dobrze ubrane. Lampka wina czy dwa piwka na wieczór?? To nic złego. Faceci to świnie! Myśli zgorzkniała pani, wlewając w siebie kolejny kieliszek. Kolejny pokal piwka… Ona nie jest pijaczką! Jeśli się przewraca, robi syf… to najczęściej w zaciszu domowym. Nikt nie widzi, problemu nie ma. Jeszcze gorzej z dragami albo dopalaczami… Lekki snuff… i życie staje się przyjemne. Rozglądasz się w koło i dostrzegasz barwy… świat staje się kolorowy. To straszne, że trzeba się wspomagać chemią, żeby ludzie stali się fajni, żeby chciało się z nimi gadać… Nie chlejcie gorzały, nie żryjcie chemii. Doprawdy wam polecam. Nie spieprzajcie za granicę. Co wy widzicie w tym siedzeniu za granicą? Przecież tam gówno jest. Nieważne, temat rzeka – nie do tego zmierzam. Jeszcze będzie i o emigracji i o używkach, bo to temat wiecznie żywy, wciąż obecny w naszym życiu. Co zrobić, by przeżyć w tym, przyznaję, chorym kraju a nie uciekać się do prymitywnych używek bądź żałosnej emigracji? Bo tu przecież ciężko zarobić, w koło sami idioci, konfidenci  i przegrani alkoholicy. Napiszę wam, mam nadzieję że nie zabrzmi zbyt patetycznie, bo to szczera prawda, bo sam to przeżyłem. Podstawowe trzy kanony bytu człowieka to wiara – miłość – walka. Wiara to przedziwna sprawa, każdy ją przezywa po swojemu. Dla mnie to nawet nie musi być koniecznie katolicka, byleby nie była okrutna i nie pobudzała do wojen i morderstw, jak islam czy judaizm. Wyznawcy tych wiar nie są szczerze mówiąc potrzebni w cywilizowanym, chrześcijańskim świecie i dobrze, gdy wyrzynają się między sobą, a od nas trzymają się z daleka. Ja wiary jako takiej specjalnie nie potrzebuję, czuje się agnostykiem, ale odczuwam ostatnimi czasy jakąś metafizykę w powietrzu, czuję że coś się dzieje, otrzymałem czytelne znaki – pisałem już o tym. Z kolei jeśli chodzi o miłość, to Ona jest cały czas przy mnie, ja przy Niej zresztą też, i krok po kroku, poznajemy się i przez życie jest nam brnąć łatwiej. A było już, delikatnie pisząc, bardzo kiepsko. I choć problemy się piętrzą, stan zdrowia ojca jest bardzo zły, z pieniędzmi słabo to miłość dała mi tą siłę, którą i wam da, jeśli uwierzycie w jej moc. Obym tylko jej nie stracił! Z tym łączy się, po łebkach opisana niestety trzecia niezwykle ważna kwestia – walka. Trzeba zawsze walczyć o swoje, sama nieustępliwa walka powoduje, że już po trosze jesteś zwycięzcą. W imię wiary, za miłość i przeciwko wrogom. Walka aż po życia kres! I tylko szkoda, że większość kibiców Bałtyku Gdynia tak nie myśli. Spalilibyśmy Szczecin w sobotę. No to do reszty świata… Z wiarą w głowie, miłością w sercu i walką, aż wyprujesz flaki ostatniemu wrogowi na tym świecie – trochę czasu to zajmie, jest ich niemało. Aha… nie zrozumcie mnie źle z tą miłością. Macie mieć ją do tej jedynej, do wiary, do ojczyzny. W przypadku wrogów bardziej twórcza jest nienawiść. Wybijmy co do nogi tych, co przeciwko nam. Za dużo jest sk…li na tym świecie, za dużo zła wyrządzili, by im odpuścić. Miłość miłością, ale najpierw trzeba zrobić porządki, portalem dla pacyfistów długo jeszcze Wolna Polska nie będzie  :twisted: Aby miłość i dobro przetrwały, trzeba wybić tych, którzy w ich krzewieniu przeszkadzają, którzy wybrali zło… Bóg z nami!

aniol-zbroja-miecz-kobieta-1

szybcy

Szybcy i wściekli 7

Różnie to bywa z tymi filmami. Czasem trzeba, ku pokrzepieniu duszy obejrzeć wartościowe dzieło, typu „Bóg nie umarł”, a czasem trzeba się rozerwać, i o ile ciężko jest zrobić film wartościowy, z przesłaniem, o tyle film rozrywkowy w obecnych czasach zrobić jest bardzo ciężko. Nie wierzycie? To obejrzyjcie film „rozrywkowy” z Adamczykiem albo Foremniak. Zęby was rozbolą od tej rozrywki. O rozrywce europejskiej lub tej zza oceanu wolę już w ogóle nie wspominać. Kolejne klony „Och, Karol” czy „American Pie” powodują odruch wymiotny u osobnika z IQ przekraczającym intelekt suszarki do włosów… Ale można i bawić się z klasą. Coraz rzadziej, ale można. Nie oglądałem kolejnych części „Szybkich i wściekłych”, któraś z początkowych mignęła mi ostatnio w telewizji. Poszedłem, z nieodłącznym młodzieżowym głosem krytycznym, w postaci córki, do kina na film „Szybcy i wściekli 7”. Zachęciła mnie do tego reklama tego filmu, jak też fakt, że nic innego nie grali. Ostatnim czynnikiem motywującym był reżyser – James Wan. Gość, który zrobił moją ukochaną „Piłę”, „Naznaczonego” czy niesamowitą „Obecność”, nie mógł schrzanić roboty. Na początek już się uspokoiłem. Nie będę miał strat wynikłych z braku zaliczenia poprzednich części. Wszystko było wiadomo już po 15 pierwszych minutach. A więc złym będzie Jason Statham, którego bardzo lubię, gdyż leje po mordzie jak zwykły, nieco lepiej wyszkolony cham, a nie jak jakiś zasrany karateka, a cham (acz słodki, jak powiadają niektóre panie) to moje drugie imię. Pierwszego nie pamiętam. Czyli Stathama, jako tego złego ktoś będzie musiał obić? Nie widywałem takich obrazków zbyt wiele w filmach. Któż by mógł.. no tak, Vin Diesel i wszystko jasne. Tez sympatyczny. W ogóle nowożytni herosi amerykańskiego kina są fajniejsi i sympatyczniejsi od tych z epoki minionej. Mają ciut mniej masy mięśniowej od sympatycznych kretynów w postaci Schwarzeneggera czy Stallone, za to znacznie więcej do powiedzenia od „asta la vista bejbe” albo „I’ve be back” i jednak są bardziej życiowi, i fajniej się ich ogląda od tych starych… Patrzcie, to całkiem inaczej niż herosi naszej polityki, tu z kolei kretynizm dominuje z coraz większą mocą, a przygłupami życie polityczne obsadzone jest coraz mocniej, nie wierzycie to posłuchajcie przemów Komorowskiego czy Wałęsy. Wracajmy do filmu. Relaksujące, pełne napięcia kino akcji. Ludzie z połączenia gumy (sprawność) i tytanu (odporność) skaczą ze spadających w kaukaską przepaść autobusów prosto do hamujących akurat samochodów. Samochód rusza w Dubaju z wieżowca numer jeden, rozpędza się i lecąc w powietrzu wbija się do wieżowca numer 2, by kończyć w wieżowcu numer 3. Też drogą powietrzną. Wesoły humor sytuacyjny, całkiem niegłupie gagi. Gonitwy, ucieczki, skakanie pomiędzy pędzącymi samochodami. Pościg za autobusem w kaukazie wbija w fotel, Gonitwa drona strzelającego rakietami za autem w centrum metropolii świetna, a na koniec wracamy do klasyki. Stoi ten Statham, a Diesel naprzeciw niego z pistoletem. I tak wszyscy wiemy, że pistolet odrzuci, znamy to już od „Commanda” począwszy, no nie? No więc odrzuca. Chłopaki biorą cos po jakby 2 duże klucze francuskie i napierdzielają się, że aż miło. Uczta, panowie i panie dla oka. 150 milionów dolarów poszło na ten film. Mogliby rozpieprzyć jeden helikopter mniej i zrobić ten film za 149, a ten milion dać mi. Im by nie ubyło, a mnie by strasznie pomogło! Tymczasem tylu nie mam, ale może jakiś szalony bogacz przeczyta tą recenzję i zechce kupić moją stronę za milion dolarów? Dziwka nie jestem, za pieniądze nie daje, ale za milion… dolarów… ha ha ha. Reasumując. Jestem zadowolony. Rozrywka na najwyższym poziomie, piękne opalone laski, strzelaniny, pościgi, przyzwoite żarty, a wszystko to spięte w logiczną całość i dobrą grę sympatycznych aktorów. Nie bądźcie żydami, nie czekajcie aż będzie to w gazecie za 20 złotych. Ten film oglądany w zwykłej tv znacznie traci na wartości. Bardzo miłe popołudnie, daję bardzo mocne 8/10 i polecam udanie się do kina.

szybcy

21/2014/15 Bałtyk Gdynia – Gryf Wejherowo

W meczu, powiedzmy ostatniej szansy, bo tych szans de facto żadnych już nie było i przed tym meczem, Bałtyk znowu nie dał rady. Tym razem zremisował z nie byle kim, bo z liderem – Gryfem Wejherowo. Ten Gryf gra dobrze tej wiosny i chyba liderem tej ligi zostanie aż do końca rozgrywek. Szkoda. W barażach klub miernych dupowłazów  Arki, zamiast nas. Niestety taki jest sport. Piłkarsko Gryf nas przewyższa o klasę. Co z tego, że wczoraj nie było tego widać? Spójrzcie w tabelę. Bałtyk grał bardzo dobrze w tym meczu, miał zdecydowaną przewagę, a że skończyło się remisem 1-1 to naprawdę nic nie znaczy, bo już jest po herbacie, chyba że ktoś emocjonuje się kwestiami szczegółowymi, typu drugie miejsce, piąte a może 11 na koniec sezonu? Bałtyk miał młyn dobrze dopingujący nasz zespół. Niektórzy denerwują się tak drastyczną zniżką formy piłkarzy. Nie denerwujcie się,  wszystko gra. Montujemy ciekawy skład na przyszły sezon. Po raz 17, kiedyś się uda 8-)  Aczkolwiek raczej nie. Tylko ani jednego słowa krytyki! Jesteśmy w biało niebieskiej rodzinie. Fajnie walczą! Zdarta płyta, melodia jak co roku. Przyjezdni przyjechali ogółem w 60 osób, w tym 40 Gryfa plus wsparcie z Rumi i Kościerzyny. Ponoć festiwal bluzgów i wulgaryzmów, dobrze że tych dmuchanych zamków już nie ma, co by się te biedne dzieci biegające pomiędzy kibicami nasłuchały…

Nie sposób nie wspomnieć też o sukcesie naszych piłkarzy w Pucharze Polski. Otóż kilka dni temu grali oni w, jakże znanych w Polsce i za granicą Krojantach – wsi nieopodal Chojnic. Tamże z nieobliczalną Szarżą Krojnowscy wygraliśmy po heroicznym boju 1-0 po golu Węglińskiego po strzale rozpaczy w 90 minucie! Bardzo rzadko przechodzimy pierwsza rundę wojewódzkiego pucharu, radujmy się! Wyczyny naszych piłkarzy oglądało 3 kibiców Bałtyku Gdynia. W kolejnej rundzie czeka już na nas Kaszubia Kościerzyna.  Gdybyśmy  tam przegrali np. 5-0, to już mam gotowe tłumaczenie, że w tym roku najważniejsza jest dla nas liga! To świetne tłumaczenie, co roku się sprawdza!

Jak wiele trzeba, kurde zmieniać, aby zostało po staremu…

wesolych

Na świątecznym zakręcie

Wszystko, co się dzieje teraz przypomina życiowy, jakiś zasrany wiraż. Czuję się, jakbym był na ostrym zakręcie, jakbym miał zaraz z niego wypaść. Też tak macie czasem? Jest naprawdę tak cienko, że można się wkurzyć i załamać. Bo faktycznie ręce opadają, że mój ukochany klub spadł na samo dno. Nie ma piłkarzy, którzy po raz kolejny rozwiali nasze marzenia . Nie ma kibiców, którzy na ten wyjazd, jak i mnóstwo poprzednich, po prostu nie pojechali. Taki jest bilans po ćwierćwieczu mojego kibicowania: nie ma nic. Mój kraj, za który jestem gotów oddać życie , jest na skraju upadku. Rządzi nim banda zwyrodnialców z platformy z przestępcami reprezentujących prokuraturę, milicję, spółki skarbu państwa, długo by wymieniać. Mordercy i bandyci rządzą tym wielkim krajem i znikąd żadnej pomocy, i nadal rządząca sfora ma 40% poparcia. Osobiste moje sprawy nikogo nie obchodzą, aczkolwiek muszę tylko wspomnieć, że dziś właśnie dowiedziałem się, że osoba z najbliższej rodziny, dzięki której chodzę po tym świecie, ma raka. W pizdu! Do wielu „zajebistych” wieści z dni ostatnich doszła kolejna. Chyba ktoś z tych władców marionetek, co trzęsą ludzkim losem, nie lubi mnie. Może to jakiś ubek lub komunista? Szatan – komunista? Czemu nie? Chce jednak powiedzieć wszystkim tym, których doświadcza zły los, a mają znamię kibica w swym sercu, albo znamię Polski Walczącej. My jedyni należymy do tych, którzy nigdy się nie poddają. Jak kibic, którego gnębią milicjanci, system i wszyscy w koło. Jak żołnierze Armii Krajowej, jak Żołnierze Wyklęci, którzy znikąd nie mieli pomocy, lecz ani na chwilę nie zwatpili. Nie można się mazać,  nie można się poddawać. Przyszłość należy do nas. Rozjebiemy ten ubecko – żydowski system, by kraj nasz był w końcu wolny. Powstanie jeszcze nasz Bałtyk z kolan, choć chwilowo nic na to nie wskazuje. A panny… panny przyjdą młodsze, fajniejsze i z sercem zamiast kalkulatora. Na początek potrzebna wiara, reszta przyjdzie sama. Jeśli mówię to ja, możecie powiedzieć i wy. Jutro świętujemy, pojutrze świętujemy, a potem rozpoczynamy od nowa.  W rodzinnej atmosferze trzymajcie się razem, złe moce tego nie lubią.

Padłeś – powstań – do boju marsz. Od jutra będzie lepiej. Wszystkim, którzy maja w sercu Bałtyk, wszystkim którzy wierzą w Wolną Polskę, wszystkim, którzy mi pomogli przetrwać i wszystkim, którzy przeciwstawiają się złu i kurewstwu…

wesolych

              Wesołych Świąt

PS: A Tobie anonimowy aniołku dziękuję za wsparcie. Jesteś cudowna.

20/2014/15 Bałtyk Koszalin – Bałtyk Gdynia

Właściwie nie mieliśmy prawa liczyć na dobry wynik w Koszalinie. Gdyż nie licuje to z tym co od dawna nie tylko my, ale i inni kibice twierdzili, mianowicie że szkoda, aby do wyższych lig wchodziły drużyny pozbawione fanatyków. Tak właśnie jest w Bałtyku. Gdyby stał się cud, doszlibyśmy do baraży i je wygrali, to co wtedy? Awans zrobiłby nam straszną krzywdę. Bo jeżeli w dzień, na bliski, atrakcyjny i prestiżowy wyjazd nie wybiera się prawie nikt, to ile by pojechało  na Stal Stalową Wolę, Znicz Pruszków czy Nadwiślana Górę? Puszczę Niepołomice czy Wisłę Puławy? Naprawdę tych liczb się nie domyślacie? U siebie byłoby znacznie więcej kibiców, zaś na wyjazdach nie wspierani dopingiem piłkarze przegrywali by wszystko i z hukiem byśmy z powrotem zlecieli. To już lepiej zostać, gdzie jesteśmy. Niedługo reorganizacja ligi i wierzącym mówię – a czas ku temu jest dobry, bo świąteczny – módlcie się. Abyśmy w tej lidze tylko jak najdłużej zostali. Zresztą szerzej ten temat chyba jeszcze dziś poruszę, wszak czas na przedświąteczną filozofię jest jak najbardziej. W temacie: Nasz Bałtyk przegrał w Koszalinie 2-0 i w dupie mam, szczerze mówiąc, kto i kiedy im strzelił. Od nas na tym meczu 5 osób, dopiero na sam koniec meczu kilka razy krzyknęli, za co piłkarze im podziękowali. Słabi ci piłkarze, oj słabi, ale nic na to nie poradzimy. Na pewno się starają, wierzę, że chcieliby grać wyżej, ale co z tego? Ja też bym chciał mieć 25 lat i 1,85 wzrostu. Nie mam i już mieć nie będę. Podobnie piłkarze z awansem do wyższej ligi. Są po prostu kwestie nie do przeskoczenia…. O tym jeszcze będę dziś może pisał.

Bóg

Bóg nie umarł

Filmy religijne, to, delikatnie rzecz biorąc, nie jest mój konik. Do wiary podchodzę z wielką obojętnością, jak i z wielkim szacunkiem, gdyż sam wierzę w różne dziwne rzeczy, nie bardziej realne, niż ukazanie się Matki Boskiej pastuszkom w Fatimie. Wierzę w przywrócenie pełnej godności, szacunku i miejsca pochówku bohaterom narodowym naszego kraju, np. powstańcom czy żołnierzom wyklętym. Równocześnie wierzę w pokazanie prawdy o bandytach i kryminalistach, o pośmiertne niekiedy choćby odebranie godności i praw publicznych zbrodniarzom pokroju Mazowieckiego, Jaruzelskiego, Wałęsy czy Michnika. Wierzę, ze zapanuje w moim ukochanym kraju szczerość, uczciwość i godność, a to dzięki sprawiedliwości społecznej, zmniejszeniu podatków i biurokracji. Ciągle w to wszystko wierzę i dlatego żyję, dlatego piszę. Także nawet najwięksi sceptycy muszą przyznać, że mój agnostycyzm nie wywodzi się z braku wiary w rzeczy pozornie nierealne, gdyż tej mam niewyczerpane pokłady wręcz, a z braku takiej potrzeby po prostu. Przypomniałem sobie jednak, ze zaliczyłem już jeden film religijny który bardzo mi przypadł do gustu, a mianowicie „Pasję” Mela Gibsona. Precedens był, a więc i teraz wybrałem się do kina z córką, nastawioną wręcz euforycznie do tego filmu. Głównym motywem filmu jest profesor – wykładowca na uniwersytecie, grany przez gościa, który wcześniej grał kiedyś Herkulesa… jaka zmiana image’u ;-) … Tenże profesor na wykładach z filozofii już na pierwszym spotkaniu ze studentami stosuje indoktrynację, mianowicie każe studentom napisać na kartce „Bóg umarł” po czym kartkę tę nakazuje oddać sobie do rąk własnych. Nie wszyscy stosują się do jego polecenia, student Josh mówi, iż kłóci się to z jego przekonaniami religijnymi i naciskom nie ulegnie, kartki nie podpisze. Zblazowany, pewny siebie, znakomicie przygotowany teoretycznie profesor wymyśla podstęp, który skazuje studenta na „pewną” porażkę. Wyzywa go na pojedynek intelektualny. Daje mu po 20 minut z trzech końcówek swoich wykładów na udowodnienie tezy, że jednak Bóg nie umarł. Zakład idzie o poważną stawkę, praktycznie o zaliczenie roku. Ten ich pojedynek to fantastyczna uczta dla uszu i oczu, nie padają żadne prostackie stwierdzenia, żadne obiegowe tezy, to raczej ekscytująca szermierka na zdania i poglądy największych filozofów, najwybitniejszych myślicieli. Bardzo mocne, bardzo dobre. Student wygrywa i nagle wszystko zaczyna się zmieniać. Losy 4 czy 5 postaci z filmu, wszystkich w jakiś sposób dotyczących wiary zaczynają się prostować, wyjaśniać – nie zawsze pozytywnie, bo np. znana dziennikarka – lewaczka doznaje olśnienia dopiero, gdy dostaje raka i dowiaduje się, że zostało jej kilka miesięcy życia, oraz jak na jej chorobę zareagowały „bliskie” jej osoby… Tu już poziom filmu nieco spada, zaczyna się lekka sztampa, wesołe piosenki religijne, kochany czarny pastor i robi się niebezpiecznie familijnie i słodko. Jednak generalnie gra gitara, padają słowa i zdania, które warto zapamiętać. „Bóg jest dobry? Tak, jest dobry”, i wszystko na temat. No cóż, ja się nie nawrócę, a to dlatego, że nie mam z czego, nigdy niczego nie negowałem, a jedynie olewałem temat. Do wczoraj, bo filmik ten zacny dla mnie to nie koniec tematu… Już słyszę ten rubaszny śmiech wszystkowiedzących cwaniaków, ale mam to w miejscu, gdzie słońce dochodzi nader rzadko. Wczoraj otrzymałem Znak. Po raz pierwszy zwątpiłem w swą nieomylność. Może to był Bóg, może Szatan, może Latający Potwór Spaghetti a może dowódca wahadłowca Enterprise (tego ze „Star Tracku”) wysadzający właśnie Elvisa Presleya na plaży nieopodal Helu…? Nie wiem kto to był, ale ktoś wielki i potężny i nie wdając się w prywatne kwestie, które nikogo nie interesują, otrzymałem wskazówkę, że robię dobrze, że warto próbować. Tak niewiarygodny splot okoliczności się nie zdarza, to nie mógł być przypadek. Dzięki Ci… nie jestem pewien, kim jesteś, ale wróciłem.  I’ll be back, jak mawiał terminator Schwarzenegger. Wszystko się odwróciło o co najmniej 90 stopni, i nieważne, jak się skończy. Wróciła nadzieja. A film? Miało być 8, ale za sprzężenie z tym głosem, który do mnie doszedł, którego znaczenie pojąłem, daję punkcik bonusu. 9/10 i zapraszam do kin. Chociaż nie ma tam gołych dup, choć nikt nie strzela seriami z Kałasznikowa, choć nie ma salw śmiechu „ha ha zesrał się a potem w to wywrócił”, czy rozpierduchy Nowego Jorku w 3D za pomocą Godzilli – idźcie do kina, jeśli chcecie coś sobą reprezentować. Koniecznie. Teraz i na wieki wieków, amen :-) .

Skoro już wzniosłem się trochę „ponad poziomy” to już po raz kolejny, acz tym razem całkiem ostateczny, informuję o zakończeniu dopuszczania do wglądu waszych durnych komentarzy, dotyczących prywatnych osób. X w ostatnim z nich poruszył temat rodziny swych adwersarzy i spraw prywatnych, nie dotyczących zagadnienia, ty, wojujący katolik, takie teksty…? Napij się zimnej wody chłopie i odpocznij. Chrześcijaninie ty nasz… Nie licuje to trochę, co? A wy, anonimowe leszcze (nie dotyczy ducha) też trzymajcie ryje krótko, bo nigdzie was nie ma, zasad się nie trzymacie, a się sracie. I tak go nie przegadacie, bo to bydlę, ale wyszczekane. Za wami wszystkimi prawie ciągnie się smród, tyle że za X zachowań niegodnych, ale PRYWATNYCH, jeździłem z nim kilkanaście lat na mecze i NA MECZACH nie zauważyłem nic niegodnego w jego zachowaniu, co mówię publicznie. Jego megalomania i świadomość (nie do końca uzasadniona) swej wielkości i nieomylności sprawiła, że i ja nie chce go widzieć na meczach Bałtyku, ale nigdy mu nie zamknę drogi do pisania czy wyrażania opinii u mnie, bo zachował się kiedyś jak ch… wobec kibiców Bałtyku i przegiął, gdy popisał bzdury po kraju, ale jednak zasad chuligańskich się trzyma, a do powiedzenia ma więcej, niż wy wszyscy, może nawet więcej niż ja, co rzadko zdarza mi się stwierdzić. A wy oczyśćcie najpierw nasze sprawy do końca, bo z frajernią się trzymacie i ukrywacie pewnych frajerów w tłumie i to są fakty, wasz plus że sytuacja jest taka, że nikt nie miał przypału, nikt nie siedzi i niby się rozeszło, ale tylko niby, bo dopóki Łysy żyje, to Bałtyk czysty albo żaden, i ja też nie spocznę, dopóki sprawa się nie wyjaśni. To, że się upiekło nie spowoduje, że będę zamiatał gówna pod dywan, bo kibice to nie dziennikarze, biurokraci czy politycy, którymi tak gardzimy. Czyste serca i spokój w głowie oraz zasady na 100%. Nie na 99, to zbyt mało. I nigdy Bałtyk nie będzie czysty i wielki, dopóki spraw z przeszłości nie załatwimy. Czy ma to być jak u Limahla „Never Ending Story”  czy ogarniamy się wszyscy, zamiatamy, a za kilka miesięcy, razem,  rozp…my resztę Polski? Mam wiarę, że możemy to zrobić, tylko się ogarnijcie, bo zegar bije jak jebnięty, uwierzcie starszemu panu po przejściach. Czas się kończy. Ku chwale Wielkiego Bałtyku! Oczywiście na każdy inny temat, konstruktywne bądź nie uwagi, byle bez wulgaryzmów, puszczam, nie wnikając nawet w treść zbytnio.  To na tyle…

Bóg

19/2014/15 Bałtyk Gdynia – Cartusia Kartuzy

Zagrał Bałtyk tak, jak nam się marzyło. Szybko, dokładnie, zdecydowanie. Ręce same się składały do oklasków. Marzenia o awansie Cartusii ostatecznie wybił Krysiński, potem dwa razy Kuzimski i na końcu Kazubowski. Tak się powinno grać, jak Bałtyk w tej rundzie u siebie. Tak się nie powinno grać, jak Bałtyk w tej rundzie na wyjazdach. Dwa zwycięstwa u siebie i 6-1 w bramkach, dwie porażki na wyjazdach i 0-6 tamże w plecy. O co chodzi w tym wszystkim? Już wyjaśniam – zapłacone frycowe, pierwsze śliwki robaczywki, zbite szklanki, nagromadzenie pecha. Te wszystkie plagi już za nami. Czas przełamać tą sinusoidę, bo takim wzlotami i upadkami do baraży nie dojedziemy, tym bardziej że Gryfitki z Wejherowa, dzielne dziewczyny, nie odpuszczają. Pierwsi inaugurujemy kolejną rundę, bo niestety już w środę wyjazdem do gównianej drużyny z Koszalina, która ośmieliła się przybrać naszą nazwę. Bałtyk wspomagało dobrym dopingiem 50 kibiców z długą flagą, a za Cartusią zawitało około 30 przyjezdnych. To był dobry mecz, więcej nam nie trzeba, taka gra do końca rundy i jedziemy z wszystkimi jak z baranami prowadzonymi do rzeźni. Nadzieja wróciła!!!

19/2014/15 Bałtyk Gdynia – Cartusia Kartuzy, 27 marca, 18:00

Dziwna drużyna z tej Cartusii Kartuzy. Jesienią wygraliśmy na ich stadionie 1-0, zbytnio nam wtedy nie zagrozili. W drugiej części jesieni punktowali jednak bardzo regularnie, wskoczyli nawet na podium lidera tabeli. To jest potwierdzeniem mojej teorii, że piłka w naszej lidze stoi na niezwykle słabym poziomie i wygrać ją może każdy.  Rundę wiosenna Cartusia zaczęła fatalnie -  w pierwszych trzech kolejkach zdobyła zaledwie punkt i marzenia o wygraniu naszej grupy 4 ligi oddalają się od niej jeszcze szybciej, niż od Bałtyku. Sytuacja jest prosta – Cartusia jest cienka, jak stan mojego konta (choć cienko być aż tak cienkim, ha ha), a Bałtyk musi szybko odzyskać zaufanie kibiców i zacząć piąć się w górę. Lepszej okazji niż rozwalenie marnej Cartusii szybko nie znajdziemy. Tylko zwycięstwo! Mecz jest o tyle ciekawy, że wraz z drużyną Cartusii zawitają do Gdyni zapewne tez jej kibice. Jeżdżą oni na wyjazdy dość regularnie, więc czemu nie mieliby zawitać i do nas? Tym bardziej że w dawniejszej historii trochę nas łączyło i zapewne dla kibiców Cartusii punktem honoru będzie pokazać się dobrze u nas. Ciekawe czy tak jak my u nich rozsiądą się po trybunach, czy są bardziej kumaci od naszych i wiedzą, że na wyjeździe się siedzi w jednej grupie. Jutro ok 20, gdy weekend dla większości ludzi dopiero się rozpoczyna, kibice Bałtyku już będą wiedzieli, czy ma szansę on być udanym. Do boju!

konf

O młodych konfidentach

Ja już nie wiem, kiedy w końcu będę w pełni zdrowy, przygotowany do jakichś akcji i pełen werwy oraz weny twórczej. Choć nic mnie nie boli, nie mam podwyższonej temperatury i jakoś tam niby funkcjonuję, np. w pracy, po południu już jest kiepsko. Morda mi się nie chce zamknąć, ciągle ziewam i najchętniej w okolicach 18 szedłbym spać. Z czego to wynika? Nie wiem. Nie piję, nie zażywam, odżywiam się może nie idealnie, ale też nie tragicznie. Przesilenie wiosenne? Zawsze mi się wydawało, że to trochę bzdura. Ale gdy lat przybywa… Do tego trosk wszelakich nie brakuje – a to z finansami, a to z kobietami… Zauważyliście, że te z najładniejszymi oczami, to zawsze mężatki? Nie ma faceta, który by się oparł takim ładnym oczom, piosenki na ten temat powstawały, że wspomnę niejakiego „Iwana i Delfina”… No ale żeby przez oczy nie móc pisać? A skąd ta senność? Dość tych dywagacji, to chyba najzwyklejszy SKS mnie dopada, i wcale tu nie chodzi o skrót przed nazwą Bałtyku… Tytuł tego artykułu miał brzmieć „O standardach…” , gdyż chciałem się rozwodzić o standardach dzielących naszą klasę polityczną, Jak w analogicznych sytuacjach zachował się PiS, a jak PO… Myślałem też, żeby wspomnieć o kandydatach na urząd prezydenta… Ostatnio zaciekawił mnie Niemiec, niejaki Andreas, który postanowił zakończyć swój żywot, a przy okazji pociągnął za sobą 149 osób – doprowadzając do katastrofy samolotu. Jak to zrymował ktoś złośliwie – „hopsasa,  hopsasa nie ma już airbusa”. Ale co siadałem wieczorem do kompa, mniej więcej po odebraniu poczty (a więc po około 5 minutach) ogarniała mnie ta cholerna senność… Odpuszczę sobie te tematy, na pewno coś nowego wybuchnie w przyszłym tygodniu. Wrócę do standardów życiowych, ale obecnych w naszym życiu codziennym, a nie wśród klasy politycznej. Pracowałem w mieście, które jeszcze nie tak dawno było wojewódzkim. Spotykamy kolesi ze zbliżonej, hmmm branży. Jakiś głupek spośród nich zaczął coś pyskować, więc została mu złożona propozycja obicia durnego ryja.  W tym momencie koleś, na oko 25 letni chłop na schwał, wyciąga komórkę i jakimś takim piskliwym dyszkantem zaczyna krzyczeć: „Niech pan powtórzy te groźby raz jeszcze… nagrywam pana… mam zadzwonić gdzie trzeba..?”. Dajecie wiarę? Że tak właśnie można się zachować? Wszystko upada, już tylko ludzie ulicy umieją się zachować jak trzeba. Już tylko na stadionie i pod niektórymi blokami można mieć gwarancję normalnego, męskiego zachowania. Kiedyś myślałem, że takie zachowanie jest właściwe starym ubekom, konfidentom, złotówom, pedałom, milicjantom… Wydawało mi się, że każdy młody, w miarę ogarnięty chłopak zachowuje się jak trzeba. Okazuje się, że źle mi się wydawało, bo przykład, jaki podałem, jest tylko jednym z wielu. Winą mojego wadliwego postrzegania młodzieży jest to, że ja raczej poruszam się – staram bynajmniej – w przyzwoitym towarzystwie. Niestety, rzeczywistość jest mniej kolorowa. Wychodzisz na ulice i oto w koło prawie sami frajerzy, leszcze i konfidenci. Zachowasz się jakoś tam na ulicy – i oto już jeden nagrywa, drugi dzwoni, psiarnia jedzie na sygnale… Trzeba uważać! Obijesz jakiegoś śmiecia za niegodne zachowanie, a społeczeństwo konfidenckie zadzwoni, doniesie i wskaże palcem…i dobrego chłopaka (np. Ciebie) za jakąś gnidę, za dobry uczynek zawiną. Kto ich tego nauczył, kto dał im takie wskazówki, kto uczy takich wzorców zachowań młodych ludzi? Nie myślcie sobie – jestem wśród młodzieży, nikt mnie nie sprzeda, mogę robić co uważam. Młodzi, ambitni, zapewne przyszli wyborcy PO – dają z ucha aż miło. Sztafeta pokoleń, k… mać. Do wszystkich konfidentów, młodych, czy to starych – po wsze czasy ch… wam na grób! I to na tyle, nigdy nie szkoda szpalt redaktorskich na potępienie konfidenctwa i frajerskich zachowań, szczególnie bolesnych, gdy tolerowanych wśród młodzieży. A na koniec sobie jeszcze westchnę przed snem… te oczy…

konf