9/2014/15 Bałtyk Gdynia – Astra Ustronie Morskie

Kryzys w Bałtyku trwa w najlepsze. Próbowałem sobie i wam wmówić, że druga polowa meczu w Dygowie go zakończyła, ale dobijanie prowincjonalnego Raselu przesłoniło nam obraz faktyczny, tymczasem jest źle. Po fantastycznym meczu z Bałtykiem Koszalin kolejne 4 mecze były nieudane. Zaczęło się od wyjazdu do Wejherowa, gdzie oddaliśmy mecz bez walki. Przyszedł mecz z rezerwami Pogoni Szczecin, bardzo słaby w naszym wykonaniu, ledwie udało nam się zremisować.  Pojechaliśmy do Dygowa, gdzie po koszmarnej pierwszej połowie udało się wypunktować słabiutki Rasel, który być może nie wygra już żadnego meczu w tej lidze. Czary goryczy dopełnił dzisiejszy mecz, który z bardzo słabą wiejską Astrą zremisowaliśmy, do przerwy zresztą przegrywając! Oba gole w tym meczu padły z rzutów karnych, my wyrównaliśmy zaraz po przerwie dzięki pewnemu trafieniu Rusinka. No cóż, drużynie Astry gratuluję dzielnej postawy, długo tam będą wspominać pewnie remis na Bałtyku, który to przecież grywał w ekstraklasie… Żal, wielki żal, gdyż po raz pierwszy od wielu lat mogliśmy zostać liderem tabeli, wystarczyło wygrać z Astrą. Tymczasem piłkarze i trener Bałtyku ten mecz koszmarnie zjebali, jakoś tak, mimo „oczywistego” zwycięstwa bałem się tego meczu i nie bez powodu. Jeżeli drużyna Bałtyku nie chce być liderem, nie chce rozbudzać marzeń o barażach w walce o awans do wyższej ligi, to może niech zarząd, drużyna i trenerzy po prostu oficjalnie o tym powiedzą, bo niepotrzebnie to wszystko przeżywamy. Zdjąć chłopaki żel z włosów i zapierdalać, zapierdalać! Czas laby się skończył. Teraz jedziemy do Manowa pod Koszalinem i jak nie będziemy tam widzieć walki, zaangażowania i poprawy wyniku z poprzedniego sezonu (porażka 4-3), to możecie usłyszeć kilka nieprzyjemnych słów panowie. Nikt z nas tego nie chce, prawda? O stronie kibicowskiej tego „widowiska” nie bardzo jest co opowiadać, przyjezdna drużyna kibiców nie posiada, u nas też z tym było bardzo słabo, z rzadka był prowadzony doping. Zapomnijmy jak najszybciej tą nieudaną niedzielę!

9/2014/15 Bałtyk Gdynia – Astra Ustronie Morskie, 05.10.2014, 13.00

Z wieśniaków, które awansowały do nas z 5 ligi są dwie drużyny z którymi do tego sezonu jeszcze nie graliśmy – Dygowo i Chwaszczyno, oraz dwie, z którymi już graliśmy – Przodkowo i właśnie Astra Ustronie Morskie, z którą jeden sezon już graliśmy w tej samej klasie rozgrywkowej. Astra to po łacinie znaczy gwiazda, tymczasem dokonania Astry po awansie do naszej ligi do gwiazdorskich zaliczyć jest raczej trudno. Po 8 kolejkach rozgrywek słabsza od nich w tabeli jest tylko czerwona latarnia z Dygowa, którą ograliśmy zaledwie tydzień temu, acz nie bez problemów, więc uważać trzeba. Astra miała kiepskich 7 meczów w tych rozgrywkach, ledwo remisując bądź przegrywając i jeden rodzynek – super mecz z Kaszubią i to na jej terenie! W meczu tym do 70 minuty meczu Astra prowadziła 4-0 by ostatecznie wygrać 5-3. Było to w przedostatniej kolejce, tydzień temu już wszystko wróciło do normy, Astrę na jej terenie ogoliła Gwardia 4-0. Być może po prostu w Kościerzynie chłopaki się dogadali i zarobili parę groszy u bukmachera? Zawodnikiem Astry na którego trzeba najbardziej uważać jest chyba Kupisz, który przeszedł do tego klubu z Kotwicy Kołobrzeg i mimo mizerii piłkarskiej w Ustroniu w dotychczasowych 8 meczach strzelił dla Astry 4 gole, wynik godny uwagi. W nadmorskim Ustroniu nikt nie kibicuje Astrze i nikt za tą drużyną na Bałtyk nie przyjedzie. Nasz klub po 2,5 meczach kryzysu chyba strzelając 3 gole w drugiej połowie meczu w Dygowie kryzys ów zakończył i zwycięstwo w meczu z Astrą będzie czystą formalnością. Typuję zwycięstwo 4-0, pomóżmy drużynie gorącym dopingiem!

Miasto 44

Z wielką uwagą oglądam wszystkie filmy o Powstaniu Warszawskim, gdyż w naszej historii najnowszej jest to najważniejsze wydarzenie, o największym znaczeniu dla Polski. Tematyka filmu jest oczywista, powstanie od pierwszych jego dni. Bardzo jasno jest przedstawiona geneza powstania, na co warszawiacy liczyli doprowadzając je do wybuchu. To dla tych wszystkich kretynów wątpiących w sens wybuchu powstania, podważających ofiarę warszawskich żołnierzy AK. Dużo mówiło się o tym, że jest to film jakby edukacyjny dla młodszych pokoleń i nie można odmówić racji temu stwierdzeniu. Jest wątek romansowy który mnie osobiście trochę drażni, jest metafizyka miłosna, która do mnie specjalnie nie przemawia. No ale dzięki termu młodzi walą do kin, więc niech będzie. Wiele się mówiło i pisało o tym, że kasę na film zbierano 8 lat i jest to najdroższy film polski. Trzeba przyznać, że ma to przełożenie na efekty wizualne, że nie zmarnowano tego szmalu. Wybuchy pocisków, strzały karabinów, szatkowani ludzie, rozpadające się budynki – te wszystkie sceny są zrobione starannie i na bardzo wysokim poziomie, w filmie polskim jak dotychczas nie spotykanym. Aktorzy biorący udział w filmie to nie są starzy wypaleni aktorzy grający od zawsze i wszędzie – to bardzo pozytywne posunięcie, obsadzenie filmu młodymi nie znanymi szerzej ludźmi. Nie są oczywiście oni wolni od pewnych wpadek aktorskich, ale wprowadzają świeżość i naturalizm. Film jest dobrze skręcony, w zasadzie brak dłużyzn i jałowych momentów. Jest też odrobina erotyki, dylematy młodych ludzi, ich przeżycia i emocje. No cóż, nikt nie jest cyborgiem, jedni obecną hekatombę i zbliżającą się nieuchronnie śmierć przeżywali spokojnie, inni panikowali, generalnie było to wszystko przedstawione w dobrych proporcjach i bez przegięć. Film jest dobry, nie tyle wart polecenia, co wręcz konieczny do obejrzenia. A jeśli wam się nie chce iśc do kina, to przynajmniej wyślijcie tam swoje dzieci. Ciągle jeszcze czekam na film idealny o powstaniu, spełniający moje najbardziej wygórowane kryteria, aczkolwiek to dzieło jest najbliższe ideałowi. Moja ocena to 8,5 w skali 0-10.

miasto44

8/2014/15 Rasel Dygowo – Bałtyk Gdynia

Mecz w Dygowie był idealnym momentem na przełamanie dołka piłkarskiego, w którym znalazła się drużyna. Bo z kim wygrywać, jak nie z outsiderem? Już 2 dni przed wyjazdem dzwonił do mnie człowiek z Gwardii Koszalin z propozycją towarzyską. Mianowicie o tej samej porze co my, grali oni zaledwie 8 km od nas, w Ustroniu Morskim! Idealna okazja na to, aby się spotkać, pogadać, napić piwa. Kilku kibiców Bałtyku tego dnia jechać nie mogło, ale sądziłem że pozostali prawdziwi kibice Bałtyku, którzy udadzą się na wyjazd, skorzystają z okazji… Kto nie lubi chłodnego piwa? Tymczasem zaczęła powracać stara zmora Bałtyku – spóźnialstwo. Gdy najstarsi z Bałtyku, z wiadomych względów nie zainteresowani piciem piwa pojechali na mecz długo przed czasem, starzy kibice czekali na młodzież w miejscu zbiórki. W końcu się doczekali i wiadomym było, że z picia browaru z Gwardią nic tego dnia nie będzie, gdyż młodzież była już po spożyciu znacznie mocniejszych trunków. Ja rozumiem, 18 urodziny jednego z uczestników wyjazdu to poważna sprawa, ale są poważniejsze niekiedy… Ruszyliśmy w stronę Dygowa, to zaledwie 200 km od Gdyni, ale bus młodych ciągle robił postoje, a my ciągle czekaliśmy gdzieś na nich. Mecz już od dawna leciał, więc w końcu udaliśmy się naszym autem na niego, nie czekając już na resztę. Do przerwy dramat, Bałtyk przegrywał a następnie remisował z Raselem, a obok naszych kilku obecnych już na meczu kibiców krążyli i coś tam burczeli jakieś miejscowe gamonie. Na sektorze pojawiliśmy się w przerwie meczu, problem gamoni zniknął od razu, jeszcze została kwestia wyniku i dojazdu busa, który gdzieś się zgubił (naiwna wiara w nieomylność nawigacji gps).Na mecz weszliśmy za darmo, obiekt Rasela to dramat, trybuny z jednej strony tylko, może na 500 osób, płotek metrowy, jakaś klatka żenująca na 50 osób, do której nawet się nie zbliżaliśmy. Zero normalnych kibiców, znikaj Raselu jak najszybciej w otchłani koszalińskiej 5 ligi! Piłkarze z Dygowa w drugiej połowie meczu puchli z każdą minutą i całe szczęście, bo gra Bałtyku była tego dnia kiepska. Oczywiście na tle amatorów z Dygowa pod koniec meczu wyglądała coraz lepiej, szczęście że graliśmy tego dnia z takimi słabiakami. Ostatecznie wygraliśmy 3-1 po 2 golach Rusinka i 1 Węglińskiego. Doping był rwany, aż w końcu w 60 minucie spotkania doszło 8 osób z busa i już ostatnie pół godziny meczu dopingowaliśmy naszych jak należy. Ogółem na Raselu Dygowo pojawiliśmy się w 19 osób.  Mimo naszego nie najlepszego dnia piłkarze w komplecie podbili do nas po meczu i podziękowali nam za doping, a my im za grę. Co było miłe i ciekawe jeden gracz Rasela, chyba ich kapitan, też nam podziękował za przyjazd, spoko gość. Powrót szybki i spokojny, Gwardia trochę smutna, że nie nadawaliśmy się tego dnia do picia piwka, umówiła się z nami wstępnie na inny termin.

DSC00145My w Dygowie

DSC00148Inne ujęcie Prawdziwego Bałtyku

DSC00151Ha ha, Dygowo do boju, co za beka :-)

8/2014/15 Rasel Dygowo – Bałtyk Gdynia, 27 września, 16.00

No to się doigraliśmy. Po latach stagnacji na poziomie czwartoligowej ligi pomorskiej gramy z kolejną drużyną, której nazwę jak najszybciej powinniśmy wymazać z pamięci, a to z powodu awansu do wyższej ligi. Albowiem Wielkiemu Bałtykowi z tak czerstwymi drużynami grać po prostu nie przystoi. Dla wsi Dygowo będzie to donioślejsze wydarzenie, niż coroczne dożynki, nawet gdy brać uwagę te sprzed 3 lat, gdy pijany sołtys przejechał traktorem 3 osoby, w tym jedną śmiertelnie (niepotrzebnie cofał zaraz po tym, jak ją przejechał, ale 5,2 promila robi swoje). Dygowo to sympatyczna wioseczka z pomnikiem Łososia w samym środku tej miejscowości. Ciekawa jest geneza powstania klubu Rasel. Otóż, jak wiadomo, znany amerykański aktor, Kurt Russell lubił od czasu do czasu przyjechać sobie w okolice Kołobrzegu na ryby, bądź ewentualnie na kajaki. Pewnego dnia płynął sobie kajakiem przez potok Olszynka, który przez Dygowo przepływa, niestety kajak się wyrąbał i znany aktor nieomalże nie utonął w otmętach tejże Olszynki. Uratował mu życie kierownik Koła Gospodyń Wiejskich w Dygowie, niejaki Zbigniew, nazwisko nieznane. Kurt Russell z olbrzymiej wdzięczności za uratowanie mu życia postanowił w Dygowie założyć klub piłkarski, by dzieci, zamiast jak dotychczas pić wina i palić marihuanę zajęły się sportem. I tak od 2000 roku istnieje Rasel Dygowo – nazwa klubu, jak widać, to nazwisko aktora w spolszczonej pisowni. Projekt do końca nie wypalił, gdyż dzieci mało że nie przestały pić i jarać, to dodatkowo gremialnie zaczęły sobie sprowadzać dopalacze z Holandii, jednakże klub pozostał i gra do dzisiaj. Nie wytrzymał tego aktor i w 2003 roku zmarł, niestety. Wracając do dnia dzisiejszego, to beniaminek naszej 4 ligi ma na razie problemy z aklimatyzacją w tej, jakże wysokiej dla takiego klubiku lidze. Choć zaczął dobrze, zremisował, przegrał i w trzeciej kolejce tego sezonu osiągnął najwartościowszy wynik jak dotychczas – wygrał na wyjeździe z Leśnikiem w Manowie. Na tym dobre wyniki Rasela się skończyły, w kolejnych 4 kolejkach ligowych drużyna zanotowała komplet porażek. Dziś zamyka tabelę, aczkolwiek stratę do wyższych pozycji ma niedużą i na pewno stanie wręcz na głowie, by ugryźć Wielki Bałtyk i odebrać mu jakieś punkty. Musi nasz Bałtyk bardzo uważać, tym bardziej że wpadł w mały dołek formy ostatnio – 1 punkt w dwóch meczach to bardzo słaby wynik – oraz, że zawsze z outsiderami tabel grało nam się ciężko. Wystarczy przypomnieć sławetne remisy u siebie z Koralem Dębnica. No ale to tylko takie gderanie, dołek się skończył, Bałtyk zrobi swoje. Bez fanfar i nagłaśniania, bo po prostu to jeden meczów do odbębnienia, 3-0 do przerwy dla nas, a potem to się zobaczy. Tak ma być i nie inaczej!

russell

Stukostrachy

Akcja „Stukostrachów” dzieje się, jak to często bywa u Kinga w niewielkim, sielskim miasteczku w stanie Maine. Miejscowa średniej klasy pisarka znajduje w lesie metalowy przedmiot, którego część wystaje, ale znaczna większość jest głęboko zakopana w ziemi.  Oczywiście nie jest to przygoda zbieracza złomu, akcja przybiera wymiar metafizyczny, ludzie w miasteczku zaczynają się dziwnie zachowywać. Całe Haven, bo tak się owe miasteczko nazywa, staje się bardzo nieprzyjazne dla obcych, dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy.  Ludzie się zmieniają, są jakby opanowani umysłowo przez inne istoty. Akcja jest wartka i wciągająca, powieść liczy sobie z 500 stron , ale szybko się ją połyka. King tradycyjnie ma świetne dialogi, dobrze dozuje napięcie, z jednej strony coraz więcej elementów horrorystycznych, z drugiej zaś widzimy obraz drobnomieszczaństwa amerykańskiego, ich codziennego życia. Akcja zmierza ku finałowi, który niby jest fajny, ale trochę jednak przewidywalny i trochę nazbyt, jak na moje oczekiwania baśniowy, rodem z powieści S-F. Inaczej rzecz biorąc super lektura 90% książki i średnio zaskakujące zakończenie, to już kolejna taka książka po ”Pod kopułą”, którą czytałem poprzednio tego autora. No cóż, „Miasteczko Salem”, „Misery” czy „Zielona mila” to to nie jest, niemniej śmiało polecam, nie czeka was zmarnowany wieczór… kilka wieczorów, sądząc po ilości stron. W mojej ocenie 8 w skali 0-10.

stuk

7/2014/15 Bałtyk Gdynia – Pogoń II Szczecin

Ten mecz trzeba było wygrać – a jednak się nie udało. Zremisowaliśmy 1-1. Bałtyk Gdynia miał w tym meczu przewagę, ale kompletnie nic z niej nie wynikało. Chaos, niedokładność… to już drugi mecz z rzędu Bałtyk gra kiepsko i gdybym mógł coś sugerować trenerowi, to sugeruję zdecydowane zmiany albo coś, co wstrząsnęłoby zespołem.  Dużo punktów w tym sezonie tracimy u siebie z niezbyt mocnymi drużynami – Lechią II Gdańsk, Chemikiem Police,  teraz  z Pogonią II Szczecin. Stanowczo zbyt dużo. Jedynego gola dla nas na wagę remisu strzelił w 45 minucie Rusinek.  W pierwszej połowie meczu dopingu praktycznie nie było, w drugiej około 30 osób dopingowało Bałtyk, oczywiście przyjezdnych brak.  Następny mamy wyjazd do słabiutkiego Raselu Dygowo i po prostu musimy tam wygrać, aby nie popaść w otchłań czwarto ligowej przeciętności. Smutno się zaczął ten weekend.

7 kolejka 2014/15, Bałtyk Gdynia – Pogoń II Szczecin, 19 września 18.00

Mecze z rezerwami porządnych klubów pozwalają zakosztować „lepszego świata” kibicowskiego. Wyjazd do Szczecina na Pogoń, to zawsze coś, choćby i na rezerwy. Mecze u siebie to już jednak nudy. Taki mecz to też jest zagrożenie, że drużynę rezerw wesprą gracze pierwszej drużyny. Tym razem takie problem nie istnieje, gdyż  pierwsza drużyna Pogoni Szczecin też jedzie do Trójmiasta, grają z Lechią w Gdańsku, tyle że chwilę po nas, o 20.30. Cóż nam pozostaje? Ogolić do zera, bez litości, zacząć nową serię meczów bez porażki. Dociągniecie chłopaki do 20? Forma Pogoni zbyt wysoka nie jest, ale trzeba być czujnym. Ostatnio ograli u siebie Gwardię, która po dobrym początku sezonu całkowicie się rozkleiła i przegrywa wszystko co się da. Generalnie spodziewam się 1-0 po mimo wszystko ciężkim meczu . Jazda z paprykarzami!!!

Minął tydzień

Od dawna już nie było rubryki „Minął tydzień”  na łamach Wolnej Polski. Wystraszonym czytelnikom śpieszę wyjaśnić, iż nie oznacza to, że tygodnie już nie mijają, a czas stoi w miejscu. Po prostu już prawie całkowicie obmierzło mi komentowanie naszej rzeczywistości politycznej, wolę koncentrować się na kwestiach społecznych, sportowych czy kibicowskich, relacje z tego co się dzieje na etapie wynaradawiania naszego kraju przyprawiają o mdłości… Choć czasem niestety zajmować się tym trzeba. Ostatnio mnie rozbawiła wiadomość, że oto mojego guru literackiego, Romka Zielińskiego chcą wsadzić za kratki. W 2006 roku wydał on książkę o bardzo prowokacyjnym tytule „Jak pokochałem Adolfa Hitlera”. Musiał wiedzieć, że w tym kraju ta prowokacja mu się powiedzie, aczkolwiek długo się wydawało, ze jednak nie. No i w końcu, 8 lat po wydaniu dziełka, znalazło się babsko, któremu, bez czytania rzecz jasna książki (kto bym tam tracił czas na pierdoły, gdy wszystko jasne) pewnym się wydawało, że oto pan Roman to wcielony diabeł i nazista 8-) . Nie widziałem Romana dość dawno, niemniej nie przypominam sobie wydziaranych  swastyczek u niego, nie widziałem też by hajlował na każdym kroku. Może warto by przeczytać książkę, żeby wydawać osądy? Eee tam, nie trzeba. Sprawa jest już w sądzie, do pudła go! Kolega Roman różnie jest postrzegany wśród kibiców Śląska, ci bardziej sportowi nie wszyscy się z nim utożsamiają, ale ja zapamiętam go zawsze, jako tego, który na początku lat 90-tych oświecił mnie literacko. Zawsze będę mu wdzięczny za „Pamiętnik kibica” i „Ligę chuliganów”, na tamte czasy był to milowy krok w kwestii indoktrynacji kibicowskiej. Wsadzą Romana do pudła, to nie ukrywam, że na rakietę się dorzucę :twisted: . To ironia oczywista, bo na kant, nie powiem czego, śmieszne obsrane sądy mogą panu Zielińskiemu skoczyć.

- W Warszawie istniało sobie 75 lat kino „Femina”. To było najdłużej działające, kultowe kino warszawskie. Jego pierwszym filmem były „Zakazane piosenki”, a ostatnim będzie „Miasto 44”. Ostatnim, gdyż kino to zamykają, mimo tego że frekwencję ma niezłą, mimo zbiorowych protestów okolicznych mieszkańców, wysyłanych petycji. Nic to, panie, dość kin, dość zasranej kultury. Nadszedł czas władania firmy Jeronimo Martins. Panie i panowie, w miejsce kina powstanie „Biedronka”! Hip hip hura! Codziennie niskie ceny, kurwa! Zamknijcie wszystkie kina – a w ich miejsce „Biedronki”, nowy przedmiot kultu. Zamknijcie teatry i opery, a w ich miejsce „Tesco”.  Zamknijcie kościoły, a w ich miejsce „Żabki”. Tam też można się modlić – „I spraw panie Boże, żeby promocja na batony trwała jak najdłużej” :roll:  . W dalszej części można wstawić markety zamiast basenów, hal sportowych, ośrodków kultury. By żyło się lepiej. Wynika z tego że pokłosie debilów i lemingów wciąż jeszcze jest zbyt małe, dla miłościwie nam panujących, wciąż niewystarczające. A nie powiedziałbym, kurde. Proces wynaradawiania i depolonizacji trwa nadal.

-W Szkocji już coraz większość ludzi nie chce należeć do korony brytyjskiej. Patrząc na to, jak idiotyczny to jest kraj, wcale się nie dziwię. Wielka Brytania rozpada się i mam nadzieję, że Szkotom uda się doprowadzić do uzyskania niepodległości.  Anglia to kraj całkowicie upadły od strony społecznej i moralnej, finansowo też się rozpada, ale trzyma go jeszcze z milion Polaczków, którzy za bardzo marne stawki  tyrają ponad siły. W każdym razie mam nadzieję, że w jutrzejszym referendum Szkoci jasno określą, że chcą być wolni i niepodlegli. Jebać Anglię!

- Miałem w głębokim poważaniu mistrzostwa świata w siatkówkę mężczyzn i raczej fascynatem tej dyscypliny się nie stanę. Tymczasem chłopaki grają coraz lepiej. Chociaż kibice siatkówki to gamonie, należy przyznać że poziom sportowy siatkówki mężczyzn w tym kraju to niewyobrażalna dysproporcja poziomu sportu w porównaniu do naszych piłkarzy. Wczoraj siatkarze Polski w 5-setowym pojedynku pokonali Brazylię i trzeba przyznać, że jest to wynik otwierający im drogę do mistrzostwa świata. Zobaczymy czy im się to uda. A jak wygrają? Sukces będzie niesamowity, wszyscy rozjadą się do domów, po czym dalej niepodzielnie będzie rządzić piłka nożna. Tak to już jest niestety, że ten piękny sport rządzi światem i nic tego nie zmieni. Zresztą najbliższy mecz Bałtyku z rezerwami Pogoni Szczecin jest o niebo ważniejszy niż wszystkie mecze siatkówki razem wzięte. Niemniej gratuluję i życzę powodzenia, szczególnie że najbliższy mecz jest z Rosją.

 

6/2014/15 Gryf Wejherowo – Bałtyk Gdynia

Wyjazd na Gryfa Wejherowo traktowaliśmy poważniej niż do Drawska czy Kartuz. Raz, że co by nie powiedzieć – jakiś tam kibiców Gryf posiada, dwa, że jest tam silny Fan Club Arki, zresztą Gryf Wejherowo od lat namiętnie się jej wazelinuje. Bywało, że tej zbieraniny wejherowsko – gdyńskiej nawet i 200 osób oczekiwało, by przy nadarzającej się okazji obić nam mordy. Zebraliśmy się w pewnym miejscu i okazało się, że jest nas nieco ponad 20 osób, więc zdecydowaliśmy się na jazdę autami. Trochę brakło miejsc w tychże, więc zamówiliśmy taksówkę i jedno znajome auto i nieco spóźnieni, ale w komplecie udaliśmy się do niezwykle brzydkiego miasta Wejherowa. Dojechaliśmy pod stadion, gdzie przejęły nas psy. Pod samym stadionem było bardzo śmiesznie, albowiem kolega otwierając drzwi od auta jebnął motocyklistę, który próbował wyprzedzić nas z prawej strony. Gościu fiknął koziołka, a my pękaliśmy ze śmiechu :mrgreen: . Kilkanaście minut trzepały i spisywały nas psy, aż w końcu udaliśmy się pod sektor dla przyjezdnych. Weszliśmy na sektor około 30 minuty spotkania, a wiem to stąd, że w tej właśnie chwili Gryfici objęli prowadzenie – gdy przeciskałem się przez bramkę. Doszło do nas kilka osób oczekujących na nas i zasiedliśmy na sektorze w 29 osób. Po kilku minutach doszła jeszcze jedna osoba, ale głupki z ochrony pozamykały już bramki na kłódki i musiała usiąść obok klatki, niemniej nasza liczba na tym derbowym wyjeździe to równe 30 osób. Wywiesiliśmy dwie flagi – „Voopera” i „Gdańsk”. Po drugiej stronie stadionu – z wielkiej chmury mały deszcz, można powiedzieć. Malutki młynek miejscowych, który odważył się wywiesić swoją flagę dopiero wtedy, gdy wszyscy już byliśmy w klatce! Naliczyłem ich na zdjęciu 37 osób, może kilku było w kiblu, może ktoś doszedł, liczba 40-50 Gryfa na tym meczu na pewno jest odpowiadająca prawdzie. Mieli jedną flagę. Stanowili dla nas zagrożenie na poziomie Cartusii Kartuzy, czyli bardzo nikłe, by nie powiedzieć – żadne. Ponieważ epoka dmuchanych zamków, kobiet w ciąży i wielodzietnych rodzin na meczach Bałtyku odeszła bezpowrotnie, od tego meczu wróciliśmy do normalnego kibicowania naszemu Bałtykowi. Gorący doping dla naszej drużyny przetykany niesłychaną ilością wyzwisk i wulgaryzmów, to jest to. Atmosfera była zabawna, niezwykle chamska, wreszcie wszyscy się dobrze bawili 8-) .  Było „Śpiewają miasta, śpiewają wioski największą  k…ą Gryf wejherowski”, była „Fiesta americana”, była „A..  G… k… świnia”, było przypomnienie, jaką to profesją na co dzień trudnią się matki kibiców Gryfa. Gdy dodam jeszcze, że tak na wesoło poszło „Sieg Heill Rudolf Hess gdyński Bałtyk SS” to należy skonstatować ze „smutkiem”, że drugiej części ballady o dobrym kibicowaniu już chyba nie nakręcą o Bałtyku. Ponieważ gracz Gryfa z numerem 18 o karłowatym wzroście sprawiał wrażenie rudego, dostała mu się także potężna porcja inwektyw („osiemnastka… osiemnastka.. rudy ch…j!”). Ostatnim obiektem, na którym skupiła się nasza werbalna agresja był balon, który przeleciał nad murawą stadionu, ktoś stamtąd nam bezczelnie machał. Poszło od razu „Baloniarze ch…j wam w twarze” i przestali już machać. Niestety, zabawy na trybunach nie podkręcała tego dnia gra Bałtyku, gdyż ten nie grał kompletnie nic. Ciężko to zrozumieć, dobry mecz w Kartuzach, świetny z Bałtykiem Koszalin i tragiczny tydzień później w Wejherowie, ale naprawdę nie istnieliśmy tego dnia. Przegraliśmy 3-1, a jedynego gola dla nas strzelił Węgliński z karnego tuż przed przerwą. Wybaczamy chłopaki, raz na 16 meczów to i Bayern Monachium przegra, ale wiecie co macie zrobić za tydzień z rezerwami Pogoni Szczecin, prawda? Na pewno wiecie? Podziękowaliśmy im za grę, oni nam za doping i do domu. Na skutek szczegółowej rewizji nie wnieśliśmy rac na obiekt, więc odpaliliśmy je sobie na powrocie, przy jakiejś stacji paliw. Na tym wyjeździe ilościowo rządziło Wejherowo, które reprezentowało aż 7 kibiców, ale i Lębork nie od parady – 3 nas było, a z Luzina 2. Centrum chuligańskie Bałtyku przenosi się na zachód :twisted: . Zapamiętajcie sobie kibice Bałtyku ten mecz, bo następnej porażki prędko nie ujrzycie! Amen.

DSC00134Jedziemyyyy…!!!

DSC00135Gospodarze

DSC00139Przemili i kulturalni goście  8-)

DSC00141Ci sami, przemili goście, od wewnątrz sektora.

DSC00144Już po meczu, lecz zabawa trwa!