Recenzje

kamienie

Kamienie Na Szaniec

Hmmm No muszę pomyśleć. Niedawno wyszedłem z kina i jeszcze się trochę biję z myślami. Jaki ten film był? Zanim zaliczyłem „Kamienie…” naczytałem się niepochlebnych recenzji i miałem poważne obawy. Nie wiem, może nie jestem fachowcem, może ten film bardziej odbieram sercem niż rozumem, chłodną kalkulacją (co powinno być w filmie, a co nie…) ale stwierdzam na przekór być może wielu kolegom, że nie jest tak źle! Film nadaje się do oglądania. Nieco się różni od treści książki, na kanwie której powstał, minusem zauważalnym dla mnie jest dość znaczne zmarginalizowanie roli Alka, plusem zaś spójność akcji i wywoływanie emocji. Muszę bowiem przyznać, że czasem zaciskałem pięści, czasem zapierało mi dech, a czasem zwyczajnie się wzruszałem. Więc film denny na pewno nie był, bo ja taki aż skory do przeżywania emocji w kinie to nie jestem. Może nie ma w tym filmie wielu scen pełnych patosu, ale też nie ma „śmiałych scen erotycznych” jak gdzieś przeczytałem, co za bzdura. Erotyzmu było mało, raptem dwie niezbyt długie i łagodne sceny, nie wypaczały w niczym filmu, nie przeszkadzały.  Bohaterowie są ludźmi z krwi i kości, wszystko u nich było mocne i wyraziste – miłość, walka, nienawiść, patriotyzm. Tak sobie właśnie wyobrażałem tych chłopaków. Wiara w ojczyznę, niepodległość i przyjaźń. Fajnie przedstawione akcje sabotażu i dywersji. Okrutne i realistyczne sceny torturowania „Rudego”. Fajnie przedstawiona akcja pod arsenałem. Film generalnie dobrze nakręcony. Może ktoś mnie zjedzie za tą recenzję, bo wybór scen przez reżysera nie każdemu musi przypaść do gustu, ale mi się to dość podobało i polecam ten film obejrzeć. W mojej skali 0-10 daję 7 punktów.

pomp

Pompeje

Anderson jest znany przede wszystkim jako reżyser wszystkich części „Resident Evil”, które mi się podobały, muszę przyznać. Fakt faktem, że specjalnie skomplikowana fabuła nie jest znakiem rozpoznawczym tej serii, i podobnie jest z „Pompejami”. Ot melodramatyczna historia wzbogacona elementami katastroficznymi. Gladiator Milo – Celt porwany za młodu przez Rzymian całe życie walczy jako gladiator. Znany z bardzo dobrych umiejętności ma w końcu walczyć z mistrzem – czarnym olbrzymem Atticusem. Rzecz się dzieje w Pompejach, nad którymi wznosi się majestatycznie Wezuwiusz. Od czasu do czasu z jego wnętrza dochodzą pomruki i ziemia drży, lecz nikt się tym specjalnie nie przejmuje… to błąd. Milo zakochuje się – z wzajemnością  - w pięknej Cassii, a w swojej walce o życie nieoczekiwanie łączy siły z Atticusem i stają naprzeciwko Rzymianom. Pewnie we dwoje by w końcu zginęli, ale oto wulkan wybucha, teren igrzysk gladiatorów wali się, ludzie umierają, panika robi swoje. Kule ognia spadają na miasto, z drugiej strony zalewa je woda, Pompeje w błyskawicznym tempie znikają z powierzchni ziemi. Końcówki nie zdradzę poza tym, że jest dramatyczna i bez happy endu 8-) . Generalnie film do obejrzenia, ale bez fajerwerków. Wszystkiego tu jest po trochu, nic w tragicznej jakości, ale i nic w dobrej. Charaktery nijakie, katastrofa średnia, fabuła taka sobie. Myślę, ze ocena 5 / 10 jest w pełni zasadna.

doktor

Doktor Sen

King to pisarz bardzo płodny. W swym życiu napisał wiele książek bardzo dobrych, dobrych, średnich ale i kilka słabych mu się przytrafiło – „Nobody is perfect” jak mówią Anglicy. Na szczęście tych nieudanych jest mało. Pozycja „Doktor Sen” to ciekawy zabieg literacki. Pamiętacie fantastyczny horror „Lśnienie” i jego ekranizację w wykonaniu Kubricka? King zdecydował się na kontynuację tego dzieła. Po 36 latach! Chłopczyk Danny z „Lśnienia” jest dziś Danem – facetem w średnim wieku, zmagającym się z brzemieniem alkoholizmu, niezbyt kolorowej przeszłości etc. Tymczasem po Ameryce jeździ kamperami grupa pozornie spokojnych emerytów. W rzeczywistości jest to bardzo stara grupa hmmm ludzi, która tą nieomalże nieśmiertelność zapewnia sobie mordując dzieci i wysysając z nich energię. Nie mogę się wgłębiać w szczegóły, książka jest gruba, akcja rozkręca się powoli ale konkretnie, a na koniec to już nie można się od niej oderwać. King tradycyjnie solidnie straszy, buduje emocje, zaskakuje. Kawał dobrej lektury można rzec, choć nie jest to „miasteczko Salem” czy „Misery”, niemniej z czystym sercem mogę polecić. W mojej ocenie 7 / 10.

jack

Jack Strong

Mieszane uczucia miałem idąc do kina na „Jacka Stronga” ze względu na reżysera. Bo Pasikowski to nie tylko kultowe „Kroll”, „Psy” czy „Psy 2”, ale też antypolski gniot „Pokłosie”.  I po takim „Pokłosiu” Pasikowski robi film o Kuklińskim? Dziwna nieco metamorfoza. Tymczasem jednak ten egzamin Pasikowski zdał. Historia jest znana. Ryszard Kukliński, pułkownik Ludowego Wojska Polskiego decyduje się na współpracę z CIA. No i muszę od razu stwierdzić, że Pasikowski jest pozbawiony wątpliwości na temat Kuklińskiego, którymi od lat nas raczą wszelkie spedalone, lewackie media: Ryszard Kukliński jest wielkim bohaterem i reżyser nie pozostawia tu najmniejszych wątpliwości. Muszę wam się przyznać, że i ja miałem kiedyś wątpliwości na temat pana Ryszarda, czego dziś się po prostu wstydzę. Ten film ludzi myślących, których stać na własne zdanie pozbawia wszelkich wątpliwości, wszystko jest jasne. To ogólnie jest taki thriller szpiegowski, trochę może łagodny na przykład w słownictwie, bo gdy pamięta się „Psy”… Dorociński gra nieźle, kobiety słabo, natomiast mało znany rosyjski aktor Maslennikov, który gra Kulikowa to po prostu jest mistrz. Dałbym mu Oskara dla aktora drugiego planu 8-) . Akcja przebiega sprawnie, nie ma dłużyzn, reżyser dba, żeby dokładnie wytłumaczyć słuchaczom kim był Kukliński. Z dużym prawdopodobieństwem można założyć, że ten wspaniały, kierowany wielkim patriotyzmem bohater uchronił Polskę przed III Wojną Światową. Poniósł za to straszna karę w starym stylu ruskim: jego oszczędzili, a zamordowali mu najbliższych. Żeby cierpiał do końca życia. Pewnie między innymi dlatego pułkownika Kuklińskiego nie ma już wśród nas… Śpij spokojnie, bohaterze. Rozwiane są też różne bzdurne mity, jak np. to, że Kukliński brał pieniądze za szpiegowanie. Nie brał. Generalnie film nie jest pozbawiony drobnych usterek, ale swoją rolę spełnia, dobrze się ogląda, bez zadęcia propagandowego dowiadujemy się, kim był ten niezwykle ważny człowiek dla historii najnowszej naszego kraju. Dobry, solidny film, koniecznie trzeba obejrzeć. Gdy go już obejrzycie, każcie go obejrzeć swoim dzieciom, bo takie będą Rzeczpospolite, jakie ich synów chowanie… Zdecydowanie polecam, w mojej skali 8 / 10.

wilk

Wilk z Wall Street

Ten film ledwo wszedł na ekrany, już wywoływał sporo emocji. Scorsese leszczem nie jest, obsada niezła, temat ciekawy – trzeba było zobaczyć. Film trwa pełne 3 godziny. Opowiada historię Jordana Belforta – maklera giełdowego. Faceta, który dzięki pracowitości, inteligencji, uporowi, bezwzględności, cynizmowi, wrodzonemu makiawellizmowi osiąga swój cel  – staje się bogaty.  Coraz większe bogactwo tego mistrza technik sprzedaży to i coraz większe pokusy… Tym wszystkim pokusom Belfort świetnie zagrany przez Leonarda Di Caprio ulega  - jednej po drugiej. Piękne kobiety, coraz lepsze narkotyki, coraz większe mieszkania i jachty… Hedonistyczna (i nie tylko) orgia trwa. Belfort gra na giełdzie oczywiście nie zawsze zgodnie z prawem, toteż w końcu interesuje się nim FBI. Są tu skorumpowani policjanci, prawnicy i bankierzy, ale wszystkich kupić się nie da, powoli pętla na szyi naszego bohatera się zaciska. Niby Belfort o tym wie, ale przecież…  zabawa trwa. Pieniądze, choć ma ich tak wiele, nadal mnoży w zawrotnym tempie, bo jak mówi, ich zapach jest potężniejszym afrodyzjakiem od sexu i narkotyków nawet ;-)… Film nie jest żadnym moralitetem, to po prostu sprawnie napisana biografia i dobrze zagrana. Zresztą brak tu moralizowania choćby z tego względu, że bohater wyślizgał się w dużym stopniu od należnej mu kary. Oczywiście widać jak pieniądze zmieniają człowieka, jego ego, cały charakter. Generalnie niby wiemy, że posiadanie tak dużych pieniędzy i jazda bez trzymanki zawsze raczej źle się kończą, ale na wszelki wypadek chciałoby się to sprawdzić :mrgreen: … Parę scen z tego filmu zapada w pamięć – przemówienie do swojej kadry Belforta, gdy ma odejść z branży, branie najczystszej z czystych kokainy z wypiętego tyłka pięknej brunetki ( albo z cycków niesamowitej blondyny…) , rzucanie do celu wynajętym karłem w kasku czy też jazda lamborghini przez Belforta w momencie gdy go „dopadł” opóźniony strzał legendarnie mocnego towaru… Dobre sceny, mocny film, niezła dawka humoru, fajna ścieżka dźwiękowa i dobra obsada. To wszystko powoduje, że ten film jest bardzo dobry, zapada w pamięć i zdecydowanie go polecam. A czy każdy odbierze z niego takie przesłanie, jakie powinien? A to już jego sprawa. Mi się bardzo podobało i z rozrzewnieniem będę wspominał te piękne kobiety i tą czyściutką … nieważne 8-) Obejrzyjcie to koniecznie.  9 / 10, jeden z lepszych filmów jakie ostatnio widziałem.

jaf

Ja, Frankenstein

Tym, którzy teraz pomyśleli że to biografia Michnika spieszę donieść, że jednak nie ;-). Frankenstein z pierwowzorem z powieści Mary Shelley’s ma związek bardzo luźny. Faktycznie jest ożywiony gościu zszyty z 8 trupów, faktycznie zabija swego twórcę i znika. Film zaczyna się 200 lat później, potwór dr Frankensteina nazwany później Adamem żyje i ma się całkiem dobrze. Na świecie, poza wiedzą ludzi na nim żyjących toczy się wojna o panowanie nad nim. Walczą gargulce, które uosabiają dobro z demonami, które naturalnie służą ciemnym mocom. Obie te grupy chcą dorwać Adama, a przede wszystkim dziennik jego twórcy, aby poznać sekret ożywiania trupów… Z tymi trupami później oczywiście mają rządzić światem. Adam nie przepada ani za jednymi ani za drugimi, ale na skutek różnych okoliczności staje w końcu po stronie tych dobrych – gargulców.  Eleganckie sceny walki z demonami, efektom nie można nic zarzucić. Treść oczywiście niezbyt ambitna i łatwa do przewidzenia. Główna rola w wykonaniu Eckharta znanego choćby z „Mrocznego Rycerza” nie najgorsza. Ogólnie film do obejrzenia, aczkolwiek bywało lepiej. Ocena 6 / 10

pod

Pod Mocnym Aniołem

Smarzowski błyskawicznie wskoczył w fotel najlepszego polskiego reżysera. Szybko widzowie zapomnieli o tych wszystkich Wajdach, Kieślowskich i innych Hoffmanach, ale to nic dziwnego – „Dom Zły”, „Róża” czy „Drogówka” skutecznie na to pozwoliły… same dobre filmy. Tym razem reżyser zmierzył się z wszechobecnym w Polsce alkoholizmem. Jerzy, dość popularny pisarz, jest nałogowym alkoholikiem. Poznaje młodszą laskę, zakochuje się w niej i próbuje zerwać z nałogiem. Smarzowski leci bez znieczulenia. Kolejne kadry filmowe pokazują nam kolejne stadia upodlenia alkoholowego. Jerzy, którego gra Więckiewicz trafia do środka leczenia uzależnień. Widzimy kilka historyjek z życia różnych klientów tegoż ośrodka. Patologia, upadek, bełkot, rzygowiny, szczanie w nachy, leżenie w rynsztoku. Okradanie bliskich aby się napić. Wszystko to wygląda strasznie, ale nie oglądamy tego z niedowierzaniem, bo przecież problem ten dobrze znamy – czyż nie? Chleje każdy – milicjant, ksiądz, artysta, rolnik, baba ze wsi, kierowca. Każdy z nas zna kilku pijaków, każdy z nas już to gdzieś widział. Tym samym choć Smarzowski uderza mocno i celnie w problem, to niczym nie zaskakuje. Film jest generalnie do przewidzenia. Na koniec sceny niektóre się powtarzają, tylko są coraz bardziej rozmazane, niczym w stanie coraz większego upojenia, próbujemy łapać co jest realne, a co wytworem pijackiej maligny bohatera. Pamiętacie „Wszyscy jesteśmy Chrystusami”?  Dobry był. Czy „Pod Mocnym Aniołem” jest lepszy? Nie wiem. Warto zobaczyć, dobry, mocny film, niezłe dialogi, aczkolwiek „Dom Zły” czy „Drogówka” to to nie jest, aż tak w fotel nie wbija. W mojej ocenie 7 / 10.

mbc

Malarstwo Białego Człowieka, tom I

Wiele już książek Waldka Łysiaka przeczytałem, niestety jego sagę o malarstwie musiałem odkładać ze względu na koszta, każdy tom „Malarstwa Białego człowieka” kosztuje ok. 115 zł, to niemała suma… Na szczęście Mikołaj, nie wiem skąd, znał moje marzenia i pod choinką pierwsza część MBC leżała sobie i czekała na mnie :-) … Ta książka jest bardzo ciężka, chyba waży ze dwa kilo, a wynika to stąd, że jest pisana na pięknym kredowym papierze, albowiem taki tylko dawał gwarancję wiernych reprodukcji dzieł sztuki, a imć Waldemar jest niezwykle rygorystyczny pod tym względem… Sztuka przez wielkie S coraz bardziej mnie fascynuje, więc lektura MBC mnie porwała… To dzieło składa się z 9 tomów traktujących o sztuce. Mistrz Łysiak przedstawia w pierwszym tomie, dla kogo ta książka jest pisana, chce ludziom przybliżyć wieczną doskonałość dzieł przez niego przedstawianych. W przystępnym stylu pan Waldemar pisze o kolejnych twórcach, epokach i obrazach, dowiedziałem się jak bardzo ważny w ocenie dzieła jest światłocień i perspektywa, z każdą stroną MBC poznaje tajniki malarstwa, uczę się odbierać sztukę i poznawać, co „autor miał na myśli”. Pan Łysiak jest bardzo prawicowym, znanym eseistą i publicystą, autorem wielu wspaniałych książek o tej tematyce. Tu jednak sztuka porwała go bez reszty, przechodzi w inny świat malarzy, kolorów, cieni, motywacji twórczej, żongluje metaforami, jak zwykle jest świetnie przygotowany faktograficznie. Pisze o sztuce, a czuję się, jakbym powieść przygodową czytał. Niewiele tu polityki, wiele miłości do rzeczy niezwykle ważnych, acz ulotnych, niematerialnych. Poznaję rzeczy, o których nie miałem wcześniej pojęcia. Powoli uczę się tej sztuki i czekam już z niecierpliwością na drugi tom, tylko czemu Mikołaj odwiedzi mnie znów dopiero prawie za rok 8-) ? W mojej ocenie 9,5  / 10,  jedna z wartościowszych pozycji jakie w życiu czytałem.

pus

Hobbit. Pustkowie Smauga

 

Tolkiena prozę znałem i lubiłem na długo przedtem, zanim stał się modny po ekranizacji „Władcy Pierścieni”.  To, że zaliczę w kinie drugą część „Hobbita” było dla mnie oczywiste jak to, że pojadę na pierwszy wyjazd wiosny z Bałtykiem do Koszalina. Lubię pójść do kina, obejrzeć film, ale nie śledzę szczegółowo newsów filmowych i tak szczerze pisząc, dopiero dziś się dowiedziałem, że opowieść o Hobbicie jest trylogią. To dla mnie nieco dziwne, idąc tropem statystycznym  całość filmu niczym „Władca Pierścieni” liczy sobie bite 8 godzin oglądania. To hollywoodzki zabieg, gdyż Hobbit jest lekturą znacznie krótszą niż „Władca…”, ale czego się nie robi, aby wyciągnąć od ludzi maximum kasy… Z tego też powodu, jak mniemam, długo opóźniano projekcję drugiej części Hobbita, aż w końcu wypadła ona, jakże komercyjnie, w drugi dzień świąt… Jeżeli ktoś jest zainteresowany pięknymi zdjęciami i efektami specjalnymi, może iść na ten film w ciemno.  Zdjęcia są po prostu rewelacyjne, krajobraz Nowej Zelandii, gdzie kręcony był film, zapiera dech w piersiach, a wszystkie stwory i potwory występujące w filmie to po prostu majstersztyk. Sceny wszelakich bitew i potyczek są fantastyczne i z tego choćby względu film musi się podobać, jakość dopracowana do perfekcji – jak to u Jacksona bywa… Jednakże należę do widzów, którzy efekty specjalne lubią, ale od adaptacji filmowej treści, którą znam, mam też wymagania w kwestii aktorskiej, scenariusza itd. Tu już trochę odbiegamy od ideału. Jak już mówiłem film bardzo rozdęto, i powiem krótko i dobitnie – aż 2,5 godziny które trwa druga część to po prostu za długo! Film rozkręca się długo, trochę zbędnego pieprzenia jest na początku. Potem jest dodany wbrew treści książki wątek romansowy, jakaś ruda elfka Tauriel zadurzyła się w krasnoludzie Kilim, to ściema pełna, wątek w całości dodany do książki, tam po prostu takiego nie było! Sceny walki gites, choć znalazłem dwa błędy w filmie, widać dobry w tym jestem ;-). Zadyma z pająkami była na bardzo dobrym poziomie, scena z kolei gdy krasnoludy płyną w beczkach i rżną się z orkami jest super, ale nawet jak na zbajerowany film fantasy chyba przesadzona.  Moment,  gdy Legolas skacze po głowach płynących rwącą rzeką krasnoludów, ścinając głowy orkom, przy okazji robiąc piruety w locie i strzelając z łuku budzą trochę bardziej uśmiech politowania niż okrzyki zachwytu… Na koniec akcja już leci pełną parą, uczta dla oczu po prostu. Jest jedna znakomita scena dialogu, gdzie dupowaty i nużący nieco do tej pory Bilbo ucina sobie super pogawędkę ze smokiem, naprawdę wciąga! Na koniec  wszystko źle się kończy, zapowiada się smutna trzecia część. Gandalf jest uwięziony przez złego Saurona po przegranej z nim potyczce, smoka nie udało się zgładzić i poważnie wkurwiony leci on spalić całe miasto leżące nieopodal. Złe moce rosną w siłę, głupie elfy z jednym wyjątkiem (ta ruda co się zakochała) myślą tylko o własnej dupie i nie chcą się angażować w walkę ze złem. Czy będzie aż tak źle? Czy zło zwycięży? Nie mogę wam powiedzieć, ale chyba wiecie kto musi wygrać ;-). Część trzecia jak to finał – zapowiada się najciekawiej. Szykują się mega walki dobra ze złem i wszelakie dramaty… z happy endem? A to już się okaże. Pewnie na następne święta za rok… Jeszcze o grze aktorów. Nie ma tam jakiś super gwiazd hollywoodzkich, albo ja ich po prostu nie znam i to powoduje być może, że film jest hmmm równy. Nikt nie gra jakoś znakomicie, nie zapada w pamięć. Nikt nie robi padaczki aktorskiej, no po prostu bez wzlotów i upadków w tej kwestii. Wracając do ekranizacji trzeciej części – trochę długo tego czekania. W mojej ocenie film trzeba zobaczyć, a oceniam go na 8/10. Było dobrze, ale mogło być jeszcze ciut lepiej.

czerw

Czerwona Gorączka

„Czerwona Gorączka” to kolejny zbiór opowiadań Pilipiuka, który obecnie zaliczyłem. Ten akurat zbiór jest najnowszy, wydany w tym roku. Chłop się wznosi na wyżyny, nie od dziś wiem, że wiek ok 40 lat jest szczytowym, jeśli  chodzi o możliwości intelektualne 8-) . Mamy tu opowiadanie o chińskiej szkatułce, która zmienia rzeczywistość, jest opowieść Grucha o nauczycielce, która była niedobra dla uczniów i naprawdę kiepsko skończyła… Lot nawiedzonym sterowcem przeżyjecie w opowiadaniu Zeppelin L-59/2, ale najlepsze jest chyba Wujaszek Igor. W Polsce czasy stalinowskie, wiadomo – terror i okupacja. Tymczasem po torach jeździ pociąg widmo z trumną Piłsudskiego, tam gdzie zawitał, giną prominentne komuchy… bardzo przyjemnie się czyta. Świetne jest też opowiadanie Gdzie diabeł mówi dobranoc.  Polska i Europa jest we władaniu arabuchów, którym udało się przeprowadzić islamizację Europy. Tymczasem w Polsce powstaje ruch oporu…Opowiadania Pilipiuka są wesołe, dobrze napisane i optymistyczne, tchnie z nich nienawiść do komuny, co mi oczywiście nie przeszkadza… Polecam! Ocena: 9/10.