Recenzje

na kraju

Na skraju jutra

„Na skraju jutra” to film z niezłą obsadą i nagłośniony jako niezły, a więc się wybrałem. Pierwsze wrażenie to wieczna wojna w sekwencji znanej nam choćby z filmu „Dzień Świstaka”. Na ziemię napadli obcy, zwani jako mimicy. Ziemia walczy, w obliczu zagrożenia połączyły się wszystkie kraje świata. Mimo to jest lipa. Tom Cruise gra tutaj żołnierza – cwaniaczka unikającego ognia walki, tymczasem nieoczekiwanie dostaje się w sam jej środek. Toczy się walka, w pobliżu Cage’a (filmowe nazwisko Cruise’a) ginie jeden z najeźdźców, po czym ginie główny bohater i film… dopiero się zaczyna na dobre, bo Cage budzi się 24 godziny wcześniej. Z czasem dowiaduje się, że co 24 godziny sytuacja się powtarza i nasz bohater ciągle się cofa w czasie, oraz że można pokonać obcych, ale musi w tym celu współpracować z Ritą, graną nieźle przez Emily Blunt. Walka żołnierzy na plaży z obcymi jakoś bardzo mi przypomina D-Day w Normandii, w filmie widzę też podobieństwa do „Żołnierzy Kosmosu” a nawet „Matrixa”… Sceny walk są dobre choć minimalnie razi zbyt komputerowa animacja Mimików. Ciągła powtarzalność scen nie nudzi, bo ciągle są wprowadzane elementy zaskoczenia, jak też humorystyczne, w końcu dochodzi do scen końcowych, trochę zbyt „amerykańskich”, zawsze mnie to razi nieco, no końcówka lekko obniża ocenę, a szkoda, bo mogło być super, tymczasem i tak moja ocena 7 w skali 0 – 10 – nie jest źle… Acha, i krwi trochę mało, są sceny walk, a rozbryzganych mózgów i fruwających jelit brak, a ja lubię takie widoki :twisted: . Polecam, dobry kawałek kina, a niewiele zabrakło, aby był świetny.

na kraju

godzilla

Godzilla

Pewnym było, że wcześniej czy później powstanie nowoczesna wersja „Godzilli”. Wziął się za nią nieznany mi reżyser i można powiedzieć, że ciężar udźwignął, co nie znaczy że zakochałem się w tym filmie. Da się obejrzeć. Nie ma w filmie dłużyzn, niektóre sceny są całkiem całkiem. W kwestii efektów 3D jest tak sobie – po takiej produkcji oczekiwałem więcej. Treści nie będę opowiadał, bo jest łatwa do przewidzenia. Napiszę tylko, że tytułowa Godzilla nie jest wcale zła ;-) . Wynurzyła się ona z odmętów morskich po to, by załatwić dwa niedobre potwory, które odżywiają się energią atomową (tak, wiem że to debilne) i mają zamiar się rozmnożyć. Bo to samiec i samica. Jak na kino amerykańskie mało jest w nim wykluczających się absurdów, brak też sceny końcowej, w której posiniaczonemu bohaterowi wszyscy klaszczą, dostaje przy salutującej załodze order, a na końcu dają hamburgery do żarcia :mrgreen: . Tego standardu szczęśliwie uniknięto. Aaaa no i ten ryk godzili, który stanowi clou filmu – ciarki przechodzą, jest naprawdę super 8-) . Za to wszystko daje temu filmowi 5 w skali 0 – 10. Można obejrzeć.

godzilla

nies

Niesamowity Spider – Man 2

Miałem dobre wspomnienia ze wszystkich 3 części „Spider – Mana”, w którym główne role grali Maguire i Dunst. Teraz więc wybrałem się do kina na kolejny film z tej serii, aczkolwiek w nowej obsadzie. No mówiąc jednym słowem – gniot straszliwy. Mega gówniana fabuła, nic tam się nie klei, wychwyciłem kilka absurdów już podczas oglądania, nudy nudy nudy… Film ratuje trochę akcja, Electro nieźle wygląda i jego walka ze Spider – Manem to zapierające dech efekty. No jednak za stary jestem na same efekty, nie wymagam wiele od amerykańskiego kina rozrywkowego, no ale jakieś minimum sensu musi to wszystko mieć! Jest jeszcze dobra rola drugoplanowa, psychopatycznego Harrego Osborna bardzo fajnie gra Dane De Haan, ale cała reszta to już dno. Do tego dołożyli swoją cegiełkę polscy „spece” od dubbingu – głosy postaci straszne, kompletnie niepasujące, a dialogi na poziomie sześciolatków. Jeżeli macie do wyboru – sprzątanie kurzu w piwnicy lub pójście do kina, wybierzcie sprzątanie – na bank będzie ciekawiej. W mojej ocenie 2 w skali 0 – 10 – za efekty specjalne i grę De Haana. Nic więcej.

nies

powsta

Powstanie Warszawskie

„Powstanie Warszawskie” to ponoć pierwszy w historii dramat wojenny non – fiction, czyli film fabularny w całości zmontowany z filmów dokumentalnych kręconych w 1944 roku. Do tego dodano jedynie trochę koloru i dialogi dwóch młodych fotoreporterów, którzy ten film kręcili. Sposób montażu robi wrażenie, oczywiście film nie rozgrywa się niczym strzelanina w hollywoodzkim stylu, raz są przestoje, raz nadmiar akcji, fotoreporterzy kręcąc musza uważać, by ich nie zastrzelili. Czyli raczej dość mało atrakcyjne warunki do tworzenia filmu, nadaje mu to autentyczności i dramaturgii. Niestety, najlepiej dla filmu, gdyby nie był on w żaden sposób uwspółcześniany, bo wplecione w stare zdjęcia nowoczesne dialogi i dźwięki trochę rażą i do filmu nie pasują. Dziwne, że tym efektom nie nadano autentyczności, że tu reżyser poszedł na skróty. Film do obejrzenia dla zdjęć, kto nie chce przeżyć rozczarowania , korki do uszu i do kina – bo dla samego montażu zdjęć obejrzeć ten film naprawdę warto. W mojej ocenie 6 w skali 0-10. Swoją drogą oglądamy w ostatnim czasie wysyp filmów o Powstaniu i trochę to podejrzane. Czy faktycznie jest tak wielu ludzi, którzy chcieliby oddać hołd powstańcom i przypomnieć ich heroizm, czy raczej przez cwanych reżyserów przemawia tu koniunkturalizm….? No wiecie, 70 rocznica, temat „sporny i kontrowersyjny” (cudzysłów zamierzony, bo w kwestii powstania dla normalnych Polaków i patriotów w kwestii powstania kontrowersji nie ma żadnych), zawsze ktoś pójdzie do kina i o filmie będzie się mówiło… No dobra, może zbyt podejrzliwy jestem, jakoś tak mam że nie ufam nikomu już prawie. Idźcie do kina, ja pędzę do Koszalina ;-)!

powsta

mbc2

Malarstwo Białego Człowieka tom 2

No i jestem już po lekturze drugiego tomu „Malarstwa Białego Człowieka”. Nie jest to książka do brania na wakacje, a przynajmniej wymagałoby to dużego poświęcenia – ze względu na wagę, książka waży tyle co litr wódki plus zapitka i zakąska, czyli ponad 2 kilo. Nie każdy lubi tyle dźwigać. W drugim tomie MBC dochodzimy do wieku 16, więc jest o kim i o czym czytać, bo był to złoty wiek malarstwa europejskiego. Dość powiedzieć, że w tym tomie czytamy o Botticellim, da Vincim, Durerze, Raffaello Santim czy Boshu… Arcydzieło goni arcydzieło, opisy jak zwykle ciekawe i konkretne. Poznajemy największe dzieła malarskie i dowiadujemy się wiele o ich twórcach. Czy rzeczywiście Mona Lisa była największym dziełem da Vinciego? Który z wielkich malarzy nie używał wody i mydła, a cudowny wręcz talent malarski niestety łączył się z jego homo upodobaniami? Autor ma własne zdanie, inne od innych ekspertów niekiedy… bardzo dobrze się go czyta, niekiedy jak powieść przygodową. Zdecydowanie polecam! W mojej ocenie 9 w skali 0-10.

mbc2

noe

Noe : wybrany przez Boga

Film „Noe: wybrany przez Boga” to dzieło reżysera Aronofskiego. Nie jest to reżyser zbyt płodny, to dopiero jego 5 film w XXI wieku, ale ma w dorobku kilka filmów niezłych, a jeden doskonały: „Requiem dla snu” z 2000 roku. Może faktycznie lepiej nie robić dwóch filmów rocznie, a skoncentrować się na tym, aby były dobre? „Noe…” to swobodna adaptacja historyjek biblijnych. Czasem coś się dzieje słowo w słowo i biblia jest cytowana, a czasem reżyser dodaje swoje autorskie wątki. Głównym bohaterem jest Noe, grany zresztą bardzo dobrze przez Russella Crowe. Ma on apokaliptyczne wizje potopu i wskazówki od Boga co zrobić, aby ten potop przeżyć wraz z niewinnymi ziemskiej hekatomby, czyli zwierzętami. Zaczyna budować arkę (czego ja rzecz jasna robić bym nie mógł, nigdy nie przyłożę ręki do budowy żadnej arki, zbyt złe skojarzenia, heh) a pomagają mu w tym upadłe anioły pod postacią kamiennych olbrzymów. Walczą oni o odkupienie swych win, co im się finalnie udaje. Na arkę pod koniec jej budowy przybywają zwierzęta, zadbano o bardzo efektowne przedstawienie tej zwierzęcej migracji. Zresztą scena potopu też przedstawiona jest efektownie, ale najbardziej wymiata scena walki, gdy ludzie którym przeznaczony jest koniec, próbują się wedrzeć na łódź Noego i walczą z kamiennymi olbrzymami. Koniec filmu jest bardzo dramatyczny i trzymający w napięciu, choć nie ma tu już efektownych scen batalistycznych. Widzimy człowieka, którym targają spore emocje, toczy się wewnętrzna walka dobra ze złem i na szczęście niekiedy ta lepsza strona wygrywa, także i tym razem. Generalnie film jest dobry i na pewno wart polecenia. Mocne 7 w mojej skali 0 -10 i zapraszam do kina.

noe

tadek

Tadek – „Niewygodna Prawda II”

Jakoś nie mam czasu i chęci do słuchania płyt, a tym samym ich recenzowania. W końcu jednak nadarzyła się okazja, bo dostałem od córki płytę Tadka. Poznałem gościa na pielgrzymce kibiców na Jasną Górę w styczniu, gdy dawał koncert, i słowa jego utworów, przepojone patriotyzmem i miłością do ojczyzny bardzo przypadły mi do gustu. Na płycie jest 15 kawałków, już pierwszy wymiata – „Wolność i Niezawisłość” – zadaje pytanie „Czy nasze ofiary nie pójdą na marne…”, potem jest „Major Łupaszko” – „Stał się ikoną polskiej konspiracji…” , dalej leci wzruszający „Moja mała dziewczynko z AK”, naprawdę chwyta za serce. Kolejny kawałek „Powstanie 1863” i „Ojczyznę wolną racz nam wrócić Panie…” – słowa wciąż aktualne… niestety. „Dziś patrzę na Polaków, których chce się wywieść w pole.. wołam – chodźmy razem w sztafecie pokoleń!” to już fragment tekstu następnego. Dalej lecą „Bestie” o oprawcach stalinowskich, „Zbrodnie UPA” – wiadomo, coś dla dzisiejszych miłośników Ukrainy pod sztandarami Bandery :roll: .  Nie będę wam streszczał wszystkich kawałków, solidna patriotyczna muza, oczywiście hip hop jako taki nigdy konesera muzyki nie powali na kolana, natomiast fantastyczne słowa, dobry klimat muzy ściskają za serce i już po chwili sobie nuciłem fragmenty kawałków z „Niewygodnej Prawdy”… Ze znaczną szkodą dla słuchu osób otaczających mnie ;-). Bardzo fajnie spędziłem czas przy płycie Tadka. „Wojna się skończy, kiedy wolna będzie Polska!” –  wszystko na temat. Bardzo polecam, 9 / 10 w mojej skali.

tru

Trucizna

No i znów zaliczyłem kolejne dziełko Pilipiuka. Czas chyba zrobić sobie przerwę od niego, ale w torbie do pracy leży już książka znacznie cięższego kalibru, zmiana będzie odczuwalna… Tymczasem jednak przenieśmy się w kolejny, siódmy już tom przygód Jakuba Wędrowyicza i jego przyjaciela Semena Korczaszko. Tom ten liczy sobie 20 opowiadań i są one różne – słabe, średnie i dobre. Tych ostatnich jest na szczęście więcej od słabych. Autor trzyma formę – nie jest gorzej, ale i nie lepiej. Po prostu przygody alkoholika, bimbrownika i egzorcysty Jakuba już tak nie zaskakują, jak wcześniej. Jest nadal śmiesznie ale już nie aż tak jak poprzednio. Mi się najbardziej podobało opowiadanie, w którym to w całej wsi woda zmienia się nagle w oranżadę. Bardzo zabawne jest też opowiadanie, w którym wróżka Zębuszka podmieniła Semenowi jego sztuczną szczękę na pudełko kredek. Okazała się ona laską z niezłymi cyckami, natomiast jej intencje podmiany zębów okazały się nie do końca czyste, jak to dzieciom się mawia 8-) . Najmocniejszym jednak w swej treści jest opowiadanko, w którym okoliczne zombie dobierają się do bimbru Jakuba… Głupie zombie, nie wiedziały z kim zadarły. Ogólnie jest śmiesznie, czyta się szybko, aczkolwiek poleciłbym zmianę formuły bądź ożywienie nieco zatęchłych i opatrzonych już nieco bohaterów… Daję 7 / 10 w mojej skali, trochę humoru zawsze się przyda, generalnie polecam.

obiet

Obietnica

Film „Obietnica” jest dziełem pani Kazejak. To ta facetka, która zrobiła przedtem „Skrzydlate Świnie”. Rzecz jest o polskiej młodzieży, a więc dzieje się źle – tak jak w „Sali Samobójców”, czy „Bejbi blues”. Taka młodzież grubo przed osiągnięciem pełnoletniości ma solidny bagaż doświadczeń – alkohol, narkotyki, sex jest dniem codziennym już na starcie kariery licealnej. Smutny to więc film i właściwie pozbawiony pozytywnych bohaterów. Smutne jest też to, że po pierwszych 15 minutach właściwie wszystko już było wiadome. A więc chłopak zdradza swoją panienkę. Ona go rzuca. On mówi, że zrobi kompletnie wszystko, aby ją odzyskać. No to ona – wcale nie żartując, daje mu jedyną szansę na powrót, która wiedzie poprzez … zabicie tej panny, która jest przyczyną rozstania. Chłopak pannę zabija podczas imprezy nad wodą z okazji zakończenia pierwszej klasy liceum. Szybko się wyjaśnia kto zabił i chłopak idzie gibać. Panienka idzie na 48 h na dołek, bo psy wiedzą, że manipulowała swym byłym chłopakiem i nakłaniała go do przestępstwa. W tle są oczywiście rodzice po rozwodzie, którzy są zajęci zarabianiem kasy i swoimi romansami zamiast swoją córką. Przygnębiający film, lekko się ciągnie, jak już pisałem łatwy do przewidzenia. „Sala Samobójców” była w tej tematyce znacznie ciekawszym filmem, choć bardzo pozytywnie należy ocenić debiut aktorski Elizy Rycembel w roli Lilki – panienki o twarzy aniołka, w rzeczywistości introwertycznej, pozbawionej jakichkolwiek hamulców manipulatorki. Można obejrzeć w domu, przy piwku, na DVD. Pójście na ten film do kina jest przesadą, ocena moja to 4 / 10. Zostańcie w domach. PS: dziewczyny podrywające nie swoich facetów – uważajcie, bo kara może być surowa :twisted: !

zbrod

Zbrodnia i Kara

Tak sobie pomyślałem, że aby uzupełnić swe spore braki w literaturze pięknej, mniej więcej co trzecią lekturę szarpnę coś z kanonu literackiego, będącego na piedestale arcydzieł literatury. Nie zawsze się z tymi ocenami zgadzam, coś tam jednak zawsze zyskam czytając dzieła wybitne… Najbardziej wybitne dzieło to jednak będzie moje, kiedy napiszę i wydam drukiem, na razie jednak ocenię innych kolegów – literatów :-) . „Zbrodnia i Kara” to pierwsza książka, którą wziąłem na warsztat z kilku powodów. Raz, że zawsze mnie interesowała analiza zbrodni i psychiki mordercy, kilka książek na ten temat już przeczytałem. Dwa, że sama postać Dostojewskiego jest ciekawa – awanturnik, kobieciarz, syfiarz i alkoholik. Nie lubił Polaków. Odrażający typ, trzeba przyznać. Jednakże pisał ponoć genialnie. Przeczytałem więc książkę… 23 – letni były student, Rodion Raskolnikow jest jakże zbliżony duchem i charakterem do dzisiejszych absolwentów… Bez grosza przy duszy, bez pomysłu i perspektyw, za to nadzwyczaj mądraliński i filozoficzny. Gotów do oceniania całego świata i stawiania śmiałych tez, a nieprzygotowany do pracy, wysiłku i zarabiania na życie. Pseudo – inteligencja „nieużytkowa” bym powiedział… Mniej więcej 160 lat minęło od czasu akcji, a studenci wciąż tacy sami :lol: . Tenże Rodion od dawna ma w głowie plan zabójstwa. W swoich myślowych wywodach umożliwia sobie taką zbrodnię stawiając się wyżej od innych, dając sobie prawo do porządkowania tego świata. Ot, troszkę z Nietzschego, troszkę z Hitlera, troszkę od siebie. Patrząc z dzisiejszej perspektywy rzecz jasna, bo w połowie 19 wieku Adolf nawet nie był w planach. Swój plan wykonuje. Idzie do starej lichwiarki, wali ją w łeb siekierą, baba padła od razu. Pojawia się niespodziewany świadek, kolejna kobieta. Ona też dostaje po głowie siekierą i pada nieżywa. Raskolnikow ucieka i próbuje zatrzeć ślady mogące na niego wskazać jako sprawcę. Poznajemy potem jego życie, rodzinę, zmagania psychiczne z brzemieniem zbrodni. Ciekawe to wszystko, Dostojewski faktycznie pisze zajmująco, dobre i szczegółowe są portrety psychologiczne postaci, oraz analiza psychiczna zbrodniarza. Nie ma ponoć zbrodni doskonałej i w końcu pętla wokół Raskolnikowa się zaciska. W końcu pęka, idzie na psiarnię i składa zeznania. Szczegół po szczególe, nic nie zatajając opowiada jak było. Sąd widząc skruchę i szczerość studenta, oraz że nie spieniężył skrojonych fantów i nie wydał zrabowanej kasy, wydaje niski wyrok. Osiem lat syberyjskich łagrów. Rodion w pierdlu się zmienia, rozumie jak błędne było jego myślenie. Jest więc zbrodnia, kara i odkupienie. Jest i nawet happy end, ale nie taki hollywoodzki, tylko w wersji rosyjskiej, łagodniejszy, mniej efektowny. Książka dość dobra, do przeczytania, niektóre teksty naprawdę ciekawe. Z takich dzieł o zbrodni bardziej mi się podobało „Z zimną krwią” Trumana Capote, ale i „Zbrodnię i karę” mogę z czystym sumieniem polecić. W mojej ocenie 7 / 10. Na koniec smutna dygresja – morał płynący ze „Zbrodni i kary” jest oczywisty, każda zbrodnia wcześniej czy później będzie osądzona i spotka nas za nią kara. Śmiem wątpić. Nadmiar to optymizmu w moim mniemaniu… Spójrzcie na Jaruzelskiego – zbrodniarza, który kary na 99,99% uniknie…