Publicystyka

braz

O Brazylii

Strasznie ciężko w dzisiejszych czasach na dłużej gdzieś się osiedlić i zarobić jak człowiek. Ostatnio musiałem wynająć na 2 noclegi jakąś metę w okolicach Kutna, gdzie 2 metry od wyjścia z pokoju przejeżdżały tysiące tirów, a w kuchni sypiał jakiś wąsaty Czesiek kręcący fajki i lubiący wypić. Cieszcie się ci, którzy na noc w swoich domach sypiacie. Nie doceniacie tego, co macie :roll: . Na dokładkę łączność z Internetem była iluzoryczna, tzn. raz na jakiś czas na kilka minut był, po czym szybko znikał na długo. Niczym baleron w mięsnym w połowie lat 80-tych. Ja bez Internetu już żyć nie potrafię, w tych warunkach nie da się pracować! Ani sportu on – line, ani wiadomości kibicowskich, ani politycznych, ani niewiast rozebranych  uprawiających nieprzyzwoite czynności… Jednakże był telewizor, jak powiem że biało – czarny, to pewnie nikt nie uwierzy. No i nie będąc w posiadaniu Internetu oddałem się w jakże pożyteczne czytanie książki wieczorami i oglądanie inauguracji Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej. Swoją drogą czy ma ortograficzne uzasadnienie, że piszę to z dużej litery? Nie wiem. Te mistrzostwa ogólnie to była dla mnie do niedawna jedyna impreza, w której piłka się broniła, esencja futbolu na najwyższym poziomie. Gdy nasza piłka wszelaka prezentuje poziom żenujący, gdy farsa ligi mistrzów dawno już wychodzi bokiem, właśnie mistrzostwa świata zostały jako jedyne ciekawą imprezą. Jednak i tu już wszechwładna jest korupcja, kurewstwo i poprawność polityczna.  Mistrzostwa świata  w roku 2022 zaplanowano w Katarze – śmieszność decyzji w tej kwestii FIFA jest karykaturalnym wręcz przykładem łapówkarstwa i zidiocenia, które za odpowiednią ilość kasy przelanej na konta dostojników FIFA pozwoliła nawet na tak absurdalny przekręt. Stare dziady będą pławić się w luksusach, a mistrzostwa w piłkę będą się odbywały w kraju, który o piłce nie ma najmniejszego pojęcia, przy olbrzymich temperaturach powietrza i zerowym zainteresowaniu tubylców. Teraz jacyś dziennikarze doszli do papierów, że sternikami FIFA rządziły jedynie chęci pomnożenia swych kapitałów, a nie chęci proklamowania futbolu w niezdobytych dotąd dla futbolu lądach… No niemożliwe po prostu :lol: . Tymczasem wróćmy do teraźniejszości. Oto zaczęły się mistrzostwa w Brazylii. Mistrzostwa, których w Brazylii prawie nikt nie chce, poza oficjelami i może 10 % – ami obywateli. Grają sobie w piłkę, a w miastach zadymy rozwścieczonych ludzi z policją, ludzi wkurzonych, że w katastrofalnej sytuacji kraju rząd wydaje 11 miliardów dolarów na turniej, z którego ani się nie najedzą,  ani w żaden inny sposób nie skorzystają. Ludzie nie bardzo chcą igrzysk, jeśli nie mają chleba. Ja jednak, siedząc przez telewizorem niespecjalnie, musze się przyznać , problemami Brazylijczyków się przejmuję. Wolałbym się zająć problemami Polaków, których im bynajmniej nie brakuje. Więc włączam mecz otwarcia i cóż widzę? Już i sam mecz jest w szponach wszechwładnej polityki. Bo oto trzeba uspokoić nastroje społeczne, już jest zaplanowane że Brazylia musi zajść daleko a kto wie, może i zdobyć mistrzostwo? A na pewno wygrać mecz otwarcia, żeby te zadymy w Sao Paulo czy w Rio były trochę mniejsze, żeby lud się uspokoił. No i Chorwacja miała pecha, bo na nich padło być pierwszym przeciwnikiem gospodarzy. Grała świetnie, do 70 minuty meczu remisowała z Brazylią, mecz był bardzo atrakcyjny. Ale remis…? Nie takie były plany i założenia. Do gry wkracza sędzia z Japonii.  Dyktuje karnego kompletnie z kapelusza, którego na pewno nie było. Brazylijczyk strzela fartownie (mimo karnego!) gola i Chorwacja musi ulec. Kręci jeszcze do końca meczu, kontroluje sytuację i plan wykonany – Brazylia wygrywa. I co z tego, że widziało to 2 miliardy ludzi?  Sędziego ukarają (albo i nie), Brazylia się cieszy, wynik poszedł w świat. Dziady z FIFA przeliczają pieniądze, sędzia z Japonii już może iść na emeryturę. Deal życia zaliczony, odbijamy korki od szampanów, fiesta trwa.  Gramy dalej, numer się udał. W normalnej sytuacji bym wiedział, ze znów wygra Europa, że zajmie pewnie 4 pierwsze miejsca, ale w sytuacji takiej jaka była w meczu otwarcia wszelkie spekulacje biorą w łeb. Wygra ten, kogo wybiorą dziady z FIFA, biznesmeni, politycy, bukmacherzy. I tak to się zohydza najważniejszą imprezę sportową świata, przy której jak dla mnie igrzyska olimpijskie są niczym.  Czy w związku z tym przestanę to oglądać..? No nie, siła przyzwyczajenia jest większa, jednak trochę tej piłki w dobrym wykonaniu trzeba obejrzeć. Może rozwali ich wszystkich Holandia, może jeszcze się obudzi Chorwacja czy Hiszpania, ciekawe co pokaże Belgia… Nawet Niemcom będę kibicował, jeśli będą grali z kimś spoza Europy, bo futbol tamtejszy to fajna sprawa. W przeciwieństwie do ludzi. Będę oglądał czasami, i trzymał kciuki za Europę, i jeżeli Europa zniszczy resztę świata, to wszystko OK, a jeżeli wygra ktoś spoza niej, to będę pewny spisku niczym wyznawcy PiS-u po eurowyborach 8-)

braz

Po wyborach

No i mamy po wyborach. Sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, najpierw zwycięstwo odtrąbili platformersi, potem pismeni, w końcu jednak „wygrała” platforma. Swoją drogą podejrzewam tu lekki wałek wyborczy. Sfałszować wyborów na dużą skalę nikt nie jest w stanie, wszak pilnują ich partie konkurencyjne, niechby tylko PiS miała najmniejsze choćby podstawy do wszczęcia alarmu… Ale taki mały wałek, żeby tak z 1-2 procenta poprawić wynik, to myślę że komisja wyborcza pod przewodnictwem rządzącej ekipy jest w stanie… Wczoraj na necie było wiadomym, że z minimalną przewagą wygrał PiS, i ukazało się info, że komisja gdzieś tam utknęła, chyba na lotnisku, i ostateczne wyniki będą opóźnione. Wtedy to stwierdziłem dowcipnie – i jednak okaże się, że wygrało PO. I gdy w końcu  ogłosili oficjalne wyniki, wyszło na to, że byłem prorokiem… patrz pan, na ostatniej prostej wyprzedzili PiS o 0,35 procenta… Dla mnie to śmierdząca mocno sprawa. Oficjalnie to nic nie zmienia, obie partie otrzymały po 19 mandatów do europarlamentu. Jednak jest tu bardzo ważny akcent psychologiczny. Za półtora roku kolejne wybory, i PiS przystąpi z łatką wiecznego outsidera, partii która przerżnęła 7 wyborów pod rząd. Już w telewizji na dole ekranu ukazuje się, niby nieistotna informacja na pasku: ostatecznie wygrało PO. Dużymi literami czarnymi na żółtym pasku, żeby było dobrze widać. Swoją drogą trochę czuję „podziw” dla PO. Osiągnęli znakomity wynik. Nie wiem naprawdę jak to robią, że mają cały czas wynik nie gorszy od PiS-u. Partia zdrady narodowej i tragedii społecznej. Ruina finansowa kraju, drastyczne bezrobocie, upadek przemysłu, edukacji, służby zdrowia. Niespotykana skala nepotyzmu, biurokracji, łapówkarstwa, rozkwit złodziejstwa, przestępczości. Przekręt, oszustwo, kurewstwo to chleb powszedni w działaniach tej partii. Służalczość, wasalizm, otwarte wręcz reprezentowanie interesów wrogich nam nacji… Wszystko to wiemy, tak tak – kiwa plebs głowami, dość już mamy tej złodziejskiej partii… po czym dostają ponad 30 procent poparcia. To jest w ogóle jakaś abstrakcja, irracjonalna, nierzeczywista kwestia. Mamy wyjaśnione, że Polska to kraj idiotów i mówię to z wielką przykrością, ale i pewnością. Wyrżnęli nam kiedyś całą inteligencję i skutki tego widać do dzisiaj. Inna sprawa to że musiało być gorzej po tym jak otworzyły się granice. Z Polski wyjechało ze 2,5 milionów ludzi. W tym podkuliło ogon i uciekło powiedzmy z milion ludzi kumatych, którzy uznali, że lepiej potyrać dla ciapatego bądź jakiegoś czarnucha, niż bronić i pilnować własnego kraju. Wszystko dla kasy. A jak spytasz panie, to patriota na patriocie, patriotą pogania. A w Polsce panoszy się PO. Kto ma tych biednych, ciemnych ludzi uświadamiać? Nie każdy (jeszcze) czyta Wolną Polskę ;-) . No ale ważne, że wpada te parę funtów co tydzień. Takie czasy. Inna sprawa, że na wynik PO zawzięcie pracował PiS. Ta partia robiła chyba co mogła, żeby wygrała platforma. Nieudolność pana Kaczyńskiego, jego zabawne bon moty, tragiczne decyzje polityczne napędzały platformie elektoratu antypisowskiego. Facet kreuje się na patriotę, po czym jedzie na Ukrainę i staje ramię w ramię z banderowcami. Raz na jakiś czas jebnie takim tekstem, ze nie wiadomo – śmiać się czy płakać. Nie tak dawno mówił, że załatwi dla naszego kraju bilion złotych… to ja się pytam – dlaczego nie trzy biliony? Albo czterdzieści osiem? Jak można gadać takie pierdoły? Kiedyś pan Jarek obiecał od siebie 3 miliony nowych mieszkań… czy ktoś może wytłumaczyć temu wyalienowanemu z rzeczywistości człowiekowi, że nowych mieszkań nie trzeba robić? Jest ich w Polsce tysiące, wszędzie stoją pustostany. W takiej dziurze jak mój Lębork w dniu dzisiejszym jeśli się ma forsę, można wejść i kupić ze 200 mieszkań… 2/3 mieszkań w nowo wybudowanych blokach stoi puste, a z mieszkań używanych to w moim bloku chociażby są ze 4 do sprzedania od zaraz. Niech ktoś wytłumaczy temu panu, że trzeba stworzyć warunki do przedsiębiorczości i rozwoju, obniżyć podatki, zmniejszyć biurokrację, a miejsca pracy same powstaną – nie trzeba TWORZYĆ 1.200.000 nowych…  Dać ludziom żyć, warunki do rozwijania się, to stworzą się same. Nie chce już się znęcać nad tym człowiekiem, bo to chłop inteligentny i wrażliwy, kochał swoją matkę i kocha zwierzęta, po prostu nie powinien się wypowiadać na tematy gospodarcze czy ekonomiczne, bo jego jedyna mocna strona to jak do tej pory była polityka zagraniczna, ale po haniebnej wizycie na Ukrainie i ten bastion padł. Trzeba wierzyć, że dobierze sobie lepszych fachowców od wizerunku, którzy mu powiedzą, żeby nie gadał i nie robił głupot, bo to PiS-owi nagminnie obniża loty wyborcze, przecież mieli już 6 % przewagi nad platformą, wystarczyło ich „dobić”. A tu dupa. Trzecie miejsce SLD i ich wynik powyżej 9% to efekt słabej frekwencji. Wielu „sprytnych” mówiło, że olewają wybory,  bo nie będą wspierać UE i takie tam. Tymczasem elektorat lewacki jest zgrany i zdyscyplinowany i gdy „sprytni prawicowcy” zostali w domu, lewaki poszły i zamiast prognozowanych 6-8 procent SLD dostało ponad 9. „Buntownicy” zostając w domach dodają tym samym procentów SLD, ciekawe czy są z siebie zadowoleni. Czwarte miejsce NP JKM to trochę zaskoczenie, że wyprzedzili PSL i że dostali 7,15% poparcia – myślałem że będą mieli jakieś  5,5. Obecność korwinowców w tym gównianym europarlamencie doda sądzę trochę kolorytu tej bandzie nierobów, ciekawe czy po ponad rocznym pobycie przy europejskim korycie polityczne życie JKM i jego ekipy będzie trwało dalej, czy będzie to tylko jednorazowa efemeryda. Mają szanse się wykazać, zobaczymy. Strasznej histerii na wieść o jego – nie tak wielkim przecież – sukcesie dostały obie największe obecnie partie i to jest trochę zabawne, jak za jednym zamachem obsrały się i PO i PiS, niczym na wiecu w Ukrainie mówią znów jednym głosem… Jeszcze trochę i koalicję założą 8-) . Trzecią partią która nie może przeboleć sukcesu NP JKM jest Solidarna Polska, mina wkurwionego Kurskiego – bezcenna. Ostatnia partia która dostała się do tego cyrku z poparciem 6,80% jest PSL. Gdy myślę o tej partii, na myśl przychodzi mi gówno rozpylone przez wentylator. Śmierdzi, wszędzie się roznosi i gdzie tylko się da – przykleja się. Z każdym im po drodze, z każdym zawiążą koalicję, z każdym dojdą do porozumienia. I zawsze wszędzie się dostają. To moje pierwsze i ostatnie podsumowanie tych zabawnych wyborów, bo w sumie nie są one zbyt istotne. Może o tyle, że poznaliśmy aktualne preferencje wyborcze Polaków – nie przez sfałszowane, robione na zamówienie sondaże, tylko przez wyniki konkretnych wyborów. Od jutra zajmuje się z powrotem normalnym życiem Polaków i kibiców Bałtyku. No chyba, że Korwin zrobi tam na jakimś posiedzeniu słowną masakrę tamtejszym lewakom – wtedy pospieszę wam o tym donieść ;-) .

jaruzel

Śmierć kata

W piekle zapanowało ożywienie… dziś święto. Kostucha dostarczyła nowy towar i jest wśród niego prawdziwy rodzynek. Zbrodniarz nad zbrodniarze. I oto wkroczył w bramy piekła… Minął pierwszy poziom nawet na chwilę się nie zatrzymując. Na tym poziomie smażą się w kotłach źli ludzie… złodzieje, bandyci, pedofile, katujący dzieci i dręczący zwierzęta… smoła wesoło skwierczy, potępieńcy wydają jęki, może kiedyś odkupią swe winy, a może po wsze czasy będą cierpieć… Zbrodniarz dochodzi do poziomu drugiego… sekcja polska… Tu już poważny kaliber, tu już siedzą bardzo źli ludzie, którzy nigdy piekielnych męczarni nie będą mieli kresu… Mordercy… złoczyńcy… zdrajcy narodu, którzy tysiące ludzi skazali na cierpienie i poniewierkę… w sekcji polskiej w dziale politycznym smaży się tu Geremek… zły, antypolski żyd, jeden ze sprzedawców narodu, szczekał na niego poza granicami kraju, jest też Mazowiecki… świeży klient, czeluść piekielna za grubą kreskę, za Magdalenkę, za zdradę narodu zamknie go na wieki w swych podwojach… jest też Kuroń i paru innych, smażą się w smole, są smagani chłostą ale i tu zbrodniarz się nie zatrzymuje. Kroczy dalej i dochodzi na najwyższy trzeci poziom. Tu już są najwięksi zbrodniarze, najwięksi mordercy, najwięksi zdrajcy, tu jest miejsce tych, przez których cierpiało i ginęło tysiące innych ludzi… Tu już nie ma podziałów narodowościowych, tu tylko kilka największych kanalii się smaży, gotuje i jest obdzieranych ze skóry: Hitler, Stalin, Kim Ir Sen, Mao Tse Tung, Breżniew, Chruszczow… jeszcze kilku. Tu już jest miejsce dla naszego zbrodniarza. To Jaruzelski… sam Lucyfer wychodzi na przywitanie….  - Długo na ciebie czekałem, Wojtek… Nie zaznałeś kary za życia, do końca życia pławiłeś się w luksusach, ale to już koniec, a może dopiero początek? Czas na sprawiedliwość, na zasłużona karę… I poszedł krwawy Wojtek do kotła, i będzie smażony w smole po wieki wieków, i będzie obdzierany ze skóry, miażdżony, tłuczony i co tam jeszcze… A w niebie słychać oddech ulgi… Mogą już odpocząć umęczone dusze, które nie mogły zaznać spokoju, dopóki to bydlę chodziło po ziemi. Dusze żołnierzy AK ściganych i torturowanych przez komunistycznych oprawców pod przywództwem Wojtka… Dusze zamordowanych górników… zamordowanych stoczniowców… zabitych i represjonowanych w stanie wojennym… Zdrada, śmierć, esencja zła… Zbrodnie nieosądzone, winy nieukarane…

W takich dniach jak dzisiejszy, gdy odszedł ten niewiarygodnie podły, nikczemny, zły człowiek moja radość nie jest aż taka wielka. Trochę balastu spadło z serca że oto i kata nadszedł w końcu kres – i tyle. Wątpię, czy piekło rzeczywiście istnieje, bo wydaje mi się, że nie ma żadnej sprawiedliwości na tym świecie, ale jeżeli jednak jest, to ten zbrodniarz już się smaży. Już nie zobaczę jego ohydnego ruskiego ryja, chyba że w archiwalnych programach. Spoczywaj w męczarniach ruski śmieciu, obyś cierpiał w nieskończoność…

jaruzel

urna

Eurowybory

Jutro wybory do europarlamentu. Wbrew lansowanej przez reżymowe media opinii nijak się one mają do wyborów do polskiego sejmu, to jest powiedzmy 1/10 w skali ważności. W tej chwili europarlament to instytucja szkodliwa, w wielu swych działaniach antypolska, dlatego tez unia jako taka powinna przestać istnieć. Wybierając europarlamentarzystów z Polski dajemy im po prostu możliwość ustawienia się na całe życie, wystarczy się nie wychylać, przychodzić czasem na jakieś komisje czy głosowania i spokojnie przez kilka lat tych kilkuset szczęśliwców z Europy może doić europejską krowę. Dość już mam patrzenia na te same zakłamane, pijackie mordy cwaniaków z PO, PiS, PSL czy SLD, o jakimś tam pedalskim Ruchu nie wspominam, bo to efemeryda kończąca już swój nieudany żywot. Z tej bandy trochę przyzwoitsza się wydaje zbieranina z PiS-u ale tylko trochę, nie na tyle, by na nich głosować. Trudno nie zapomnieć im wielu nieprzyjemnych zagrań, a ostatnim (ramię w ramię z PO!) wspieraniem ukraińskiej banderowskiej dziczy przeważyli moją szalę niechęci do nich.  Pewnie na dość długi okres. Po wielu męczących przemyśleniach oświadczam tym, którzy chcą głosować, nie są jeszcze zdecydowani na kogo i zaglądają na Wolną Polskę celem porady: należy oddać swój głos na listę numer 7 – Nową Prawicę Janusza Korwin – Mikke. Choć ten starszy pan co nieco czasem fiksuje i kompromituje się niektórymi tekstami, należy głosować na jego partię. Choćby z powodu takiego, że Korwin – Mikke nie stwierdza niczym Ludwik IV że „państwo to ja” – w odniesieniu do NP JKM – innymi słowy że jest tam wielu innych ludzi poza coraz trudniejszym w obyciu JKM. Ludzi inteligentnych i wartościowych, jak np. pan Artur Erwin Dziambor – numer 1 na Pomorzu z listy NP JKM. Na tego człowieka oddam swój głos i polecam to wszystkim mieszkańcom Województwa Pomorskiego. To będzie dobry wybór! Wysoka pozycja NP w przedwyborczych sondażach doprowadza bandę czworga do apopleksji nieomalże, strasznie też irytuje kanapowców w postaci Polski Razem i Solidarnej Polski, gdyż zabiera im głosy zwolenników prawicy i przez to zapewne nie dostaną się do europejskich konfitur. Dostanie się do europarlamentu polityków NP to będzie swego rodzaju test – zobaczymy do czego się nadają. Dowiemy się, czy warto na nich zwracać uwagę w postaci wyborów do polskiego sejmu, samorządów itp. w przyszłości. Idźcie jutro na te wybory i kopnijcie w dupy tych cwaniaków, którzy od 25 lat się kręcą przy żłobie i liczą na taki układ do końca świata. Wiem, że ten artykulik nie spodoba się fanatykom PiS-u czytającym te słowa (zwolennicy SLD czy PO chyba tu zbytnio nie zaglądają), ale nie moja wina, że ta partia co rusz się kompromituje i do siebie zniechęca. Czas na zmiany! Poeksperymentujmy na Europie, tam już gorzej być nie może  :twisted:

urna

Monte Cassino

Dziś mija 70 rocznica zwycięstwa w bitwie o Monte Cassino. To niezwykła, symboliczna bitwa w sercach Polaków. Cała bitwa o Monte Cassino trwała prawie 5 miesięcy. Klasztor na tej górze był jednym z punktów Linii Gustawa, niezwykle ważnym dla Niemców, jak i dla aliantów. Niezwykle trudno było go zdobyć, udało się to w głównej mierze dzięki 2 Korpusowi Polskiemu pod przywództwem generała Andersa. Powojenna, stalinowska dyktatura umniejszała znaczenie tej bitwy, wmawiano społeczeństwu, że Anders chciał wywołać III Wojnę Światową. Społeczeństwo oczywiście w te brednie nie wierzyło, przynajmniej jego świadoma część. Pieśń „Czerwone maki na Monte Cassino” stała się wręcz jednym z hymnów niepodległościowych. Po wojnie w kawiarni na Marszałkowskiej, prowadzonej przez Mieczysława Fogga, gdy właściciel puszczał „Czerwone maki…” z patefonu, bądź osobiście je intonował, ludzie przestawali tańczyć i w milczeniu oddawali hołd poległym żołnierzom w tej walce. Takie były zasady. Monte Cassino to przykład niesamowitego męstwa, odwagi, bojowości, oraz strategii żołnierza polskiego. Dokonaliśmy tego, co dla innych było zadaniem ponad siły. Po zdobyciu klasztoru droga do Rzymu i reszty Włoch była otwarta dla aliantów niczym promenada. Jak pokazała historia, do końca to zwycięstwo nie było wykorzystane tak jak powinno, niemniej stanowi ono dowód, że gdzie nikt nie może, tam Polaka pośle. Takich przykładów w historii nie tylko II Wojny Światowej jest znacznie więcej. Pamiętajmy o naszych bohaterach, o tych którzy przeżyli, jak tez o tych Polakach, którzy zginęli (ponad 900 osób w tej bitwie). Wszystkim im się marzyła Wolna Polska, bez kalkulowania, przeliczania, negocjowania, chyba nawet bez strachu walczyli o nią do ostatniej kropli krwi – „Lecz silniejszy od śmierci był gniew…”. Chwała bohaterom!

sztu

O sztuce

Sztuka – to jedno z najważniejszych pojęć cywilizowanego świata.  Wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jest ona istotna w naszym życiu, wiele osób nie ma czasu ani ochoty aby zajmować się „tymi bzdurami”. Wszak ważniejsze są dla większości sprawy bytowe – „skóra, fura i komóra” albo „do gara, panie, mieć co włożyć, a nie pierdołami się zajmować”. Być może te rzeczy faktycznie są istotne, ale doprawdy powiadam wam – bez sztuki człowiek nie istnieje. To znaczy istnieje jakiś tam Marian, co to lubi wypić dwa wina przed obiadem, a i po nim kolejnymi nie wzgardzi. Istnieje starozakonny Mojsze, przedsiębiorca finansowy z Izraela, który co dzień liczy swoje pieniądze i pomnaża swój kapitał, zajmuje mu to cały czas poza spaniem i wydalaniem. Istnieje pani Krysia, która całymi dniami pierze, gotuje i obrabia swoją piątkę dzieci i nie ma czasu na nic innego. Oni wszyscy nie mają czasu ani ochoty na zgłębianie meandrów sztuki. Każdy ma prawo (no, w jakiś tam normach) żyć jak chce, ale czy tak do końca wciąż jeszcze są to ludzie? Pojmowanie sztuki, a więc jakaś tam forma myślenia abstrakcyjnego jest tą cechą, która najbardziej odróżnia nas od zwierząt. Nie wygląd, nie najnowszy model auta czy komórki. Nie orliki i nie Platforma Obywatelska i nie wysokość konta w banku czy wczasy w Tunezji (Nie piszę w Egipcie, bo ten kraj zarezerwował sobie pismak z innej strony, a ja zresztą bardzo go (Egipt) lubię i będę tam jeszcze zakładał FC Bałtyku…). Tak… nawet z super komórką, wypasionym telewizorem i kontem z pięcioma zerami ciągle jeszcze jesteśmy zwierzętami, co zresztą nie jest dla mnie szczególnie negatywne, bo zwierzęta bardzo lubię i cenię. Tymczasem pojęcie sztuki jako takiej nie jest proste do zdefiniowania. To znaczy jest, ale niestety zalewa nas morze gówna podpisanego jako dzieła sztuki, gdy tym czasem gówno pozostaje niezmiennie gównem. Ot, zacznijmy od malarstwa. Czytam sobie jeden po drugim dzieła Łysiaka na temat sztuki, to niezmiernie interesujące zajęcie, uczę się wrażliwości artystycznej, podziwiam kolejne dzieła kolejnych twórców. To wspaniałe, jak ludzie kiedyś malowali, jak wiele artyzmu i emocji jest umieszczone w znakomitych dziełach sprzed lat… Tymczasem sztuka malarska jako taka już właściwie nie istnieje. Ostatni wielcy w tej materii, jak np. Gauguin czy Van Gogh zakończyli żywoty na przełomie XIX i XX wieku, po nich właściwie aż do czasów dzisiejszych nie dzieje się prawie nic. No piszę prawie, bo przecież cos tworzyli np. nasi Kossak czy Beksiński, ale to jednostki. Generalnie sztuka malarska umarła już dawno. Teraz nam się wmawia że istnieje sztuka nowoczesna, ale to jest gówno, a nie żadna sztuka. W galeriach teraz są pokazywane obrazy typu „mądra małpa trzyma pędzel i fantastycznie maluje” , albo „prowokacja artystyczna” czyli np. penis na krzyżu w wykonaniu niejakiej Nieznalskiej…  albo jakieś obsrane kreski albo ciapki wyglądające jak wymiociny konesera najtańszych puszkowych piw z Tesco w ilościach hurtowych. Pewnie nieraz widzieliście takie „dzieła”  i siedzieliście cicho, bo myśleliście, że może się nie znacie i nie chcieliście wyjść na głupków… Taa… Tymczasem król jest nagi. Otóż spokojnie – wszystko z wami jest w porządku. Przeczucie was nie myli, to gówno zwyczajne jest, niegodne żadnej uwagi. Sztuka malarska umarła, kilka rodzynków, jeśli istnieją, nie jest w stanie uratować całości sztuki jako takiej.  Minie jeszcze dajmy na to 200 lat, a nadal w galeriach będziemy zachwycać się obrazami XV czy XVI wiecznymi w wykonaniu Bruegla, Da Vinciego czy Boscha. Nie Nieznalską, czy szympansicą z ZOO. Zapewniam.

Trochę lepiej dzieje się w muzyce, ale tylko trochę. O tym, czy dane dzieło można zaliczyć do kultury wyższej, sztuki, nie decyduje styl muzyczny czy narodowość twórcy. No może trochę, bo mimo generalnej niechęci np. do rapu musze przyznać, że w wykonaniu białych nosi on czasem znamiona artyzmu i sztuki, są artyści którzy z hiphopowych bitów potrafią stworzyć cos na kształt muzyki. Jednak rap pochodzi zdaje się od czarnych, a przecież w ich wykonaniu jest on całkowicie niestrawny, żałosny, ordynarny i denny. Czyli zacząć może każdy, ale nie każdy może być artystą. Czy przypadkiem jest, że ludzie czarni bardzo szybko biegają, ale nie potrafią myśleć abstrakcyjnie, czyli choćby tworzyć i rozumieć sztukę? Tak, wiem, jestem ohydnym rasistą, ale nie nawołuję przecież nikogo do nienawiści, bo ja tak naprawdę czarnych lubię, są fajni. Każdy powinien mieć przynajmniej jednego :mrgreen: . Ja po prostu stwierdzam fakty. Poszukajcie sobie jakiś podsumowań typu „100 największych obrazów wszechczasów”  i jeśli znajdziecie tam choć jedne nazwisko czarnego, zgłoście się do mnie po nagrodę. Odbiegam jednak od tematu. Muzyka oczywiście była już kiedyś, wszystko zaczęło się od muzyki klasycznej, zwanej przez amatorów „poważną” i ta właśnie muzyka po wsze czasy wyznacza kanony sztuki w tej materii. Potem muzyka przeszła różne transformacje, aż doszliśmy do poziomu kloacznego rodem z MTV, czy innych kanałów „muzycznych”. Zalew pseudo – popu, pseudo – rocku, pseudo – metalu etc. powoduje rozstrój nerwowy i palpitacje serca u znającego się na rzeczy. Oczywiście są wyjątki, jednak muzyka prawdziwa nie jest zbyt chętnie puszczana przez komercyjne stacje, lepiej puszczać popową sieczkę z rozebranymi pannami i wulgarnymi tekstami. Albo wyjącymi zwycięzcami muzycznych show w stylu „Must be the music” czy jakiś innych. Po co sex w teledyskach? Przecież są miliony stron porno w necie czy kanałów XXX w telewizji, wystarczy sobie wejść i można oglądać do woli. No właśnie po to, by obrazkami zapełnić brak treści. Totalny brak treści, muzyki (muzyki w muzyce – jak kiedyś w starej polskiej komedii zawartość cukru w cukrze, heh), sensu i ambicji. Poza sensem nabijania kasy przez wytwórnie muzyczne i wszelakich „mecenasów sztuki” którzy taki szajs promują. Głupole ściągają sobie gówniana muzykę, kupują gówniane płyty, bo niczego innego nawet zbytnio nie znają. Albo są zbyt tępi aby to ogarnąć. Najlepiej w tym wszystkim radzi sobie literatura. I tu fundamentem jest literatura klasyczna, czym byśmy byli bez twórczości Szekspira, Homera, Hemingwaya, Dostojewskiego, Twaina czy Dumasa czy wielu wielu innych… ale i dzisiaj wiele dzieł powstaje, też oczywiście zalane wszechobecnym badziewiem, gównami nobilitowanymi przez żenujące kapituły tzw. Nagrody Nobla czy Paszportów Polityki. Te , jak i wiele innych koniunkturalnych instytucji promują często nic nie warte literackie gówna, udając że promują artyzm. Wybierając „najlepsze” dzieła roku na zamówienie wszechwładnych mecenasów, wydawców, edytorów… chcecie zacząć swa przygodę ze sztuką, to może żeby nie wdepnąć w mieliznę literackiego, muzycznego czy malarskiego gówna zacznijcie jednak od klasyki. Potem sami będziecie wyławiać, co zalicza się do sztuki, a co tylko ją udaje lub jako taką jest przez jakieś finansowe lobby promowane i przedstawiane. Bo przecież różnicie się od zwierząt, swój rozum macie. Pani też, pani Krysiu, tylko go pani używa bardzo rzadko. Ewentualnie piszcie maila do redakcji „Wolnej Polski”, chętnie pomogę… Bo choć i ja w gruncie rzeczy jestem na swój sposób prymitywny i czasem ulegam różnym wpływom, czasem potrafię wyodrębnić sztukę od gówna. Trzeba to czuć po prostu. „Czucie i wiara silniej mówi do mnie…” Do czego i was zachęcam. Bo życie bez sztuki jest marne, gówniane i murzyńsko – zwierzęce. Nawet tych, którzy o tym nie wiedzą, którzy nie zdają sobie z tego sprawy.

sztu

idio

O idiotach świąteczne rozważania

     Święta jeszcze trwają, i zastanawia mnie odwieczny dylemat niektórych katolików: Które są ważniejsze? Boże Narodzenie czy Wielkanoc? Niby bardziej się celebruje Boże Narodzenie, jednak jak się głębiej zastanowić, to Wielkanoc jest zdecydowanie ważniejsza. Bo narodzić się to jest normalna rzecz, ale zmartwychwstać! To dopiero sztuka! Więc choć muszę się przyznać, że wolę atmosferę i klimat Bożego Narodzenia, to stwierdzam obiektywnie, że Wielkanoc jest ważniejsza 8-) .

     Denerwuję się strasznie, jak z okazji świąt odwiedzam kogoś z mojej rodziny. Ten ktoś to człowiek niby starszy, wykształcony – historyk. I zawsze są awantury, bo rozmowy schodzą na tematy polityczne, czym męczę moje najbliższe osoby, które z kolei polityki nie rozumieją i nie lubią. Są tłumaczone – to kobiety. No i gadam z tym kimś, i on śmie twierdzić, że Mazowiecki alias Dickman to był „niezły” premier. Ja na to, że to kanalia i przestępca, krótka kłótnia i na moje argumenty – że sprzedał Polskę, że „gruba kreska” dla bandytów, że dzięki rządom żydów od Mazowieckiego nie ma stoczni, hut, kopalni etc. Mój oponent się zgadza, bo przecież wie, że mam rację. Ale jednak – dobry premier. Jako żywo stanęła mi przed oczami „Konopielka” Redlińskiego. Wychodzą chłopi w pole, wszyscy z sierpami, a Kaziuk jako jedyny z kosą. Krzyczą na niego, pomstują, wrzeszczą głośno – „co robisz, głupcze, sierpem lepiej”. „Lepiej kosą” – niewzruszenie odpowiada Kaziuk. W końcu postanowili to sprawdzić. Pracują kilka godzin, jest przerwa. Patrzą, a Kaziuk jest 3 razy dalej niż cała reszta. Wszyscy patrzą i mówią: „Rzeczywiście, Kaziuk jest o wiele dalej”. „I kto miał rację?” pyta Kaziuk. „My. Sierpem lepiej”. To właśnie jest ta sama sytuacja. Udowadniam mojemu rozmówcy, że mam rację, on kiwa głową – tak, tak, rzeczywiście. A potem – dobry premier. Albo – sierpem lepiej. Jak kto woli.

     Za chwilę druga taka sytuacja. Rozmówca miał operację przepukliny niedawno. Lekarz – a to gapcio – nie zaszył dokładnie swojego pacjenta. Coś tam wystawało. To, niczym w horrorze był kawałek jelita! Za kilka dni podczas ściągania szwów przy okazji wycięli feralny kawałek flaka, krew się polała, dodatkowe znieczulenia – aj tam, aj tam, zdarza się… No i mam bekę z lęborskiej służby zdrowia, że to zagrożenie życia, że może był wypity trochę i takie tam. A mój rozmówca ich broni… że to dobrzy lekarze, że takie rzeczy im się nie zdarzają… k..wa ale zdarzyło się, i to jemu! No padłem normalnie, tyle lat ma ta „Konopielka” a ludzie nic się nie zmieniają, książka wciąż aktualna, jakby wczoraj napisana.

     Wbrew pozorom poruszam ważny temat. Chodzi mi o tzw. „pożytecznych idiotów”. Ludzi na ogół miłych, raczej uczciwych, nic złego niby nie robiących. Ludzie ci na ogół przepełnieni są humanizmem, jakąś zboczoną sympatią do 95% ludzi. Tych ludzi można dymać na okrągło, zawsze znajdą wytłumaczenie – „nie miał wyjścia” – to o konfidentach czy dziadkach w Wermachcie, „takie były czasy” to o złodziejach i komunistycznych szmatach, „to na pewno przesada” – jak mówisz o kurewstwie naszych polityków. Nachalne, namolne tłumaczenie wszystkich i wszystkiego, przypisywanie politycznym bandytom cech ludzkich. Głupkowate wybaczanie i zboczone miłosierdzie do tych, którzy plują im w twarz i śmieją się. Bo to właśnie przewidzieli. Do dziś na salonach politycznych wałęsają się przeróżne polityczne kreatury, ścierwa bez jakichkolwiek zasad, o moralności czy etyce nie wspominając. Pęd ku kasie i władzy niczym nie hamowany, dopuszczalne każde kurewstwo, oszustwo, złodziejstwo i chamstwo. Dlaczego? Bo pożyteczny idiota zapomni, wybaczy, wytłumaczy, zrelatywizuje. Można zmieniać partie jak rękawiczki, chlać, kraść, oszukiwać, brać udział w aferach. Przecież w normalnym, czyli myślącym i sprawiedliwym społeczeństwie takie kreatury jak Wałęsa, Tusk, Miller, Kwaśniewski i wielu wielu innych, których aż obrzydzenie wymieniać – nie mieliby racji bytu. Już nie mówię, że by wisieli, ale przynajmniej wypadli całkowicie w polityczny i społeczny niebyt. Tymczasem w naszym społeczeństwie przepełnionym „pożytecznymi idiotami” można wszystko. Zagłosują jak trzeba. Znów dadzą się nabrać na polityczne sztuczki, łykną frazesy tych samych od 25 lat politycznych kretynów niczym pelikan świeże rybki. Świat pożytecznych idiotów – 50% wyborców. Lekko licząc… Dlatego w najbliższych wyborach sporo procent głosów uzyska PO… Mimo tego że ich rządy są najgorsze od 1989 roku, a i dyktaturze komunistycznej śmiało mogą dorównywać. Dlatego też liczą na głosy partyjniaki z SLD. I dostaną ich sporo. Dobrzy głupi ludzie znów spieprzą robotę, znów oddadzą swe głosy tam, gdzie trzeba tym cwaniakom… I tylko w części małej tłumaczy ich problem z brakiem wyboru. Oczywiście słowo „pożyteczny” w kontekście połączenia z „idiotą” nie ma ani grama pozytywnego wydźwięku. Bo są oni owszem, pożyteczni, ale dla śmieci, zdrajców, kanalii i szumowin. Będąc nieświadomym, dobrodusznym idiotą, bezrefleksyjnym i poczciwym jesteś w gruncie rzeczy człowiekiem złym – bo zło wspierasz. Swym wtórnym debilizmem i analfabetyzmem, oraz „tumiwisizmem” idioci wspierają spiralę zła i przemocy. Idiotyzm nie zwalnia od odpowiedzialności, kretyni są potrzebni do wspierania systemu zła, który obecnie panuje i, niestety, ma się dobrze. Miły przygłup, wesoły debil, troglodyta o twarzy małpy, wykształcony demokrata… „Może nie wszystko jest idealnie, ale przecież się starają”… „Nie można im odmówić dobrych intencji”… „To były błędy młodości”, „Może i raz czy dwa kogoś sprzedał, ale pewnie żałuje, ciężkie były czasy”. Ileż razy takie teksty słyszałem… Dopóki w tym kraju będziemy respektować i tłumaczyć zło i kurewstwo w jakiejkolwiek formie, dopóty nic się nie zmieni. Dopóki ludzie świadomi nie zastąpią pożytecznych idiotów, to będzie tak, jak jest. Czyli nie za dobrze… Choć pewnie w końcu będzie lepiej – odpowie mi zaraz „pożyteczny idiota”. Jak zawsze.

idio

wielk

Wesołych Świąt!

wielk

Przed świętami

Patrzę sobie za okno… Jak dziś ładnie! To mi się podoba. Oczywiście mam już dzisiaj dzień wolny od pracy, albowiem Biały Człowiek w Wielki Piątek już nie pracuje ;-). Ja rozumiem, nadzorca musi stać z batem, ktoś musi pilnować czarnych na plantacji bawełny, jednak większość już wypoczywa w oczekiwaniu na święta. Swoją drogą to ci murzyni na plantacjach bawełny to chyba mieli lepiej, niż dzisiejsi, biali niewolnicy. Niż biali niewolnicy pracujący na śmieciowych umowach w podejrzanych zakładach pracy, niż niewolnice siedzące w podpaskach na kasach w hipermarkecie – żeby nie zaszczały krzeseł, bo przerwać pracy nie wolno. W koło naszego kraju mamy na ogół wrogów, nienawidzą nas żydzi, pewnie wiele innych nacji, ale chyba największymi wrogami jesteśmy sami dla siebie. Ale dość o tym. Dziś piszę w zamierzeniu pogodnie, bo czym tu się wkurzać? Jeszcze ponad 4 dni wolnego przede mną, w domu wszyscy zdrowi, może poza psem, lecz i on też dochodzi do siebie po zabiegu, który przeszedł niedawno. Żeby się nie wkurzać, to nie będę chyba pisał o polityce, bo tu ciśnienie samo się podnosi, bezwiednie. To może napisać coś o sporcie?  W trójmiejskim wykonaniu? Lechii udało się dostać do czołowej grupy ekstraklasy, Arce pewnie się uda awans do niej. Zabrzmi to tajemniczo, ale i kolejna drużyna z Trójmiasta może zmienić ligę po tym sezonie. Phi tam, to żaden problem. Wystarczy w Wielką Sobotę dać się ogolić drużynie z Gryfina i zmiana ligi gotowa. Niekoniecznie awans, ale jednak. Nasza drużyna wielokrotnie pokazała, że nie brak jej inwencji w traceniu punktów z byle kim. No i znów powód do nerwów… Poczytam sobie wiadomości z kraju. Igrzyska zimowe w Zakopanem zagrożone. Okazało się, że Jagna Marczułajtis robiła jakieś wałki, a kosztorys imprezy to jakieś setki milionów, o czym ponoć Jagusia nie wiedziała. To chyba tych igrzysk nie będzie 8-) . I już mi weselej, bo wiem, ze jestem w Polsce. Wałek na wałku, swoi ciągną swoich na stanowiska, potem tamci w rewanżu się dzielą łupami. Wprawdzie nikt przy zdrowych zmysłach nam tej imprezy nie przyzna, mam jednak nadzieję że nawet do takiej próby nie dojdzie. Swoją drogą byłoby zabawnie, bo ile by nie wsadzili w to milionów euro, to i tak z Krakowa do Zakopanego jechałoby się 6 godzin. Żadne pieniądze nie zlikwidują korków na Zakopiance. Wieczór idzie, ledwo już siedzę. Mały trening sportowy z córką i 41 – letni dziadek siada. Trzeba coś poczytać i iść spać – jutro z rano trzeba iść poświęcić żarcie. Cała Polska się szykuje do wielkiego żarcia i picia. Mniejsza część do zadumy i świętowania zmartwychwstania. Lampka wina czerwonego wytrawnego podgrzana nieco dla fantazji i do łóżka. Czym jutro mnie zaskoczy?

Nie płacz, Bałtyku mój

Na melodię „Rozszumiały się wierzby płaczące…”. Ten piękny, wojenny utwór posłużył mi za udoskonalenie starej kibicowskiej piosenki śpiewanej ponad 20 lat temu, między innymi na Bałtyku. Dodałem trochę słów, dostosowałem do dzisiejszych czasów… i jedziemy. Oto oryginał, posłuchajcie…

A teraz wypijcie szklankę wódki, weźcie głęboki oddech i jedziemy na tą samą melodię: Acha, 3 i 4 linijkę jedziemy zawsze 2 razy.

1 zwrotka

Rozszumiały się media pomorskie

Że skończony już Bałtyku los

Rozpłakali się kibice starzy

Co z Bałtykiem 30 lat są

Refren: Nie płacz, Bałtyku mój

Z żalu, co serce rwie

Nie płacz, Bałtyku mój

Bo w piątej lidze nie jest źle.

Pogoń Lębork gra tam

I Pomezania też.

Nie płacz, Bałtyku mój

Bo w piątej lidze nie jest źle.

2 zwrotka

Koło historii znów się zatoczy

Znów po Redłowie pójdzie nasz śpiew!

Bo nasz Bałtyk chcą zniszczyć źli ludzie

Oni odejdą, lecz my – nigdy nie!

Refren:  Nie płacz Bałtyku mój… itd

3 zwrotka

Zemsty nadejdzie czas

I się poleje krew!

Wstaniemy jeszcze raz

Nasz Gdyński Bałtyk Eskaes!

Refren: Nie płacz Bałtyku mój…

 

Artysta? Grafoman? idiota? Nieważne, tak mam i co zrobić…