Publicystyka

gryf

Wywiad z Gryfem Słupsk

Witam. Dziś  w wywiadzie Wolnej Polski porozmawiam sobie z kibicem naszej tzw. kosy, czyli kibicem Gryfa Słupsk. Na pewno będzie miał parę rzeczy ciekawych do opowiedzenia, zadam te pytania, których dotychczas z różnych względów zadać nie było mi dane, a czy odpowie szczerze? To zależy tylko od niego. Muszę też dodać, że tak jak moi poprzedni rozmówcy z Widzewa czy Rakowa ten kibic Gryfa także jest mi znany od lat wielu i w związku z tym nic przede mną nie ukryje ;-). Na początek proszę napisz tyle, ile uważasz za stosowne o sobie. Ile masz latek, jaka ksywka, kiedy po raz pierwszy pojawiłeś się na Gryfie, oraz ile dotychczas zaliczyłeś wyjazdów. Jaka jest twoja rola w młynie Gryfa? Odpisując pamiętaj tylko (powtarzam się, ale trzeba), że mojego bloga nie czytają tylko normalni ludzie, ale tez i milicyjne ścierwo tu węszy, jestem tego pewien, czuję ich smród ;-). Nie można pisać wszystkiego ha ha ;-)…

No to na dzień dobry krótko, rocznik 79, Łukasik, samodzielnie na Gryfie ponad 20 lat, przyszedł koleżka z klatki i mówi że był z ojcem (świeć panie nad jego duszą) na Gryf – Arka i że awantura na stadionie była i że za tydzień Gryf gra znowu mecz i może znowu będzie ta Arka (nie znaliśmy wtedy takiego wynalazku jak terminarz), więc poszliśmy na mecz, Arki nie było, ale się wkręciliśmy całą bandą. Wyjazdy przy chyba 50 na Gryfa przestałem liczyć, generalnie jakimś mega-wyjazdowiczem nie jestem, ot połowę w sezonie jakoś zaliczam, za to u siebie opuściłem może 5-6 spotkań, jak bym dłużej pomyślał to bym je mógł wymienić. Na młynie przez te lata zajmowałem się chyba wszystkim z czym można mieć jakikolwiek związek, czyli kręcenie młyna, organizacja wyjazdów, oprawy, wydawanie zinów, stowarzyszenie, kontakty z klubem, szycie flag, projektowanie pamiątek, rozpracowywanie terminarza i rozkładu PKP ;) no nie ma chyba rzeczy w tym rzemiośle za która się nie brałem. Dziś jako bardziej zrzęda niż „działacz” stwierdzam, że kibicowsko z Gryfem osiągnąłem wszystko co było można osiągnąć, jak to mówi jeden z podsklepowych chłopaków starej daty z mojej starej dzielnicy „Niech Bóg pomnoży twoje sukcesy” to tak się właśnie działo.

Poziom sportu w Słupsku, całkiem dużym 90-tysięcznym mieście to jest pełna żenada, ale w dupie ze sportem, liczy się tylko piłka nożna. Gracie w jakiejś podwórkowej 5 lidze, gdzie na większości stadionów głównymi widzami są koneserzy podłych jaboli, a przed rozpoczęciem spotkania trzeba usuwać krowie placki z murawy i wezwać pobliską ochotnicza jednostkę straży pożarnej do zabezpieczenia spotkania. Może trochę przesadzam, ale szału nie ma. Połowa waszych wyjazdów to tereny na których się kibicuje Lechii, połowa Arce no i jeszcze jest mój magiczny Lębork ;-). Jak w tym mało atrakcyjnym kibicowsko klimacie wyglądają na dzień dzisiejszy fani Gryfa? Będąc 20 lat w temacie możesz określić – jesteście w dołku kibicowskim, macie równą, stabilną formę, a może właśnie przeżywacie najlepsze swoje lata? Bardziej mnie interesuje forma sportowa od ultrasowskiej – nie ukrywam, ale weź pod uwagę obie…

Gryf jest klubem, który ma fanów nie tylko w mieście ale i w okolicy, więc i zasięg i populacja większa bo to jakieś 200 tysięcy, więc jak na miasto jest u nas sobie kosz czy szczypiorniak, ale na region już jest kulawo, bo wielkie społeczności kochają piłkę, a o nią nikt nie dba. Nikt nie rozumie, żaden polityk czy biznesmen, że bardziej ogrzeje swój wizerunek na stadionie niż na hali. Od zawsze więc bieda, ale na dziś ten piąty poziom to jest policzek w twarz dla całej ekipy, tym bardziej, że mieliśmy przecież te 5 lat w III lidze międzywojewódzkiej a tam same sukcesy. Dziś co prawda nikt nas nie kopie po tyłkach, ale jakiś spadek formy jest, tym bardziej że dwa ostatnie sezony w III i pierwszy w IV piłkarsko były chujowe, a nie oszukujmy się, poziom sportowy robi. Dlatego liczby wyjazdowe mniejsze i oprawy słabsze. Na dziś są piłkarskie plany awansu i to nawet realne, więc liczę na jakiś rozwój, tym bardziej że mieliśmy tzw. wymianę pokoleniową, której efektem był np. wypad 8 marca do Lęborka na turniej kibiców który to zakończył się przed finałem. Jeżeli zaś boli kogoś że co trzeci wypad mamy do ziomków z Lechii to przypominam, że w dzisiejszych czasach cokolwiek robi się na trasie i jak by ktokolwiek cokolwiek, to zawsze może nas sprawdzić, a wtedy okaże się w jakiej jesteśmy formie.

A co tam w Słupsku na mieście? Komu się jeszcze kibicuje poza Gryfem i w jakiej formie są inni kibice? Czy tylko są to fani Czarnych? Jakie oficjalnie macie stosunki z nimi? Za kosy z nimi było weselej, pamiętam jak zakończyli wam 50 – dniową zgodę z Miedzią Legnica, obijając ich przy was bez żadnej waszej reakcji :-). No ale to prehistoria, jak jest teraz? Czy są w Słupsku ludzie, którzy kibicują tylko Lechii, a na Gryfa nie chodzą? Drugie pytanie to zgody i kosy, czy z Chojniczanką i Pomezanią macie zgodę czy układ? Czy to warto? Co kibicowsko dzieje się w pobliskiej Ustce też napisz.

W Słupsku są jeszcze Czarni, w zasadzie są to dwie grupy. Jedni nie mają swojego klubu to jeżdżą na Lechię i coś w okolicy mają na układzie w Korzybiu chyba, ale tylko coś kojarzę. Drudzy to fani koszykówki, tych koszykarskich my i ci normalni Czarni traktujemy z przymrużeniem oka i to jest taka oficjalka, bo jak tam wewnętrznie u Czarnych jest, no to przecież nie wiem. My mamy z Czarnymi układ od zamieszek w Słupsku w 1998. Na początku tego układu nawet było wsparcie, przykładowo byli z nami na Olimpijskiej i spalili Twoją flagę. Dziś układ kończy się na znajomościach, interesach i ogólnym zawieszeniu broni, choć gdzieś tam czasem w knajpie ktoś da sobie po ryju, no ale jesteśmy facetami, to bywa że iskrzy, Słupsk jest ogólnie wesołym miastem i kosa nie jest tu konieczna. Za dawnych czasów było różnie, ale zgody nam nie zakończyli. Zgoda z Miedziakami padła trochę inaczej i przez zupełnie kogoś innego, jednak ten bardzo intensywny i patologiczny okres wart jest opisania w całości i bez ściemy a na to trzeba jeszcze kilku lat :D Wracając do Słupska to są też tu ludzie którzy jeżdżą tylko na Lechię, nie jest to jednak zorganizowana grupa, Lechia swoim poziomem przyciąga coraz większą rzeszę kibiców. Tak więc oprócz Gryfa i Czarnych w mieście nie ma nic zorganizowanego.

Z Pomezanią od 1999 i Chojniczanką od 2004 łączą nas dobre układy. Czy warto? No chłopie, chciał byś mieć takie układy. My nie musimy latać po kraju po jakiś gównianych turniejach, nie musimy latać jakoś specjalnie na kadrę. Trzymamy się razem, odwiedzamy i wspieramy często i to działa jak należy.

W Ustce jest nasz FC no i jest Jantar. Jantar jeszcze jakiś czas temu coś tam miał z Czarnymi i Bytovią, ale to sie posypało chyba po tym, jak w Człuchowie z ucha strzelili na milicję. Ostatnio widziani na Amber Cup w Słupsku, ale zostali pogonieni. Teraz awansowali do nas do ligi i sam jestem ciekaw co oni tworzą.

PS – odwiedziłem sobie właśnie Ustkę, grali pierwszą kolejkę u siebie w naszej lidze, 15 dzieciaków z 4 flagami i trochę śpiewów, czyli taka egzotyka raczej.

No to teraz o kosach. Oczywiście znam je wszystkie, ale jedno mnie dziwi. Za starych lat to gadało się tylko o kosie Słupska z Koszalinem, że derbowa nienawiść i takie tam. Tymczasem teraz mam wrażenie jakby waszą zdecydowanie największą kosa byli chłopaki z Pogoni Lębork. Z Gwardią to chyba tak jak z nami. Znamy się jak łyse konie, oczywiście przy każdej nadarzającej się okazji wam najebiemy, i wy na pewno nam też, ale nie ma jakiejś zaciekłej nienawiści, wyzwisk, prymitywnego bluzgania. Możemy spokojnie sie poobijać a przy innej okazji pogadać lub nawet przy okazji marszu, meczu kadry czy pielgrzymki razem coś wypić czy posypać – gdyby była taka okazja. Natomiast do chłopaków z Lęborka macie coś jakby mały kompleks, swoją typową „derbową” nienawiść przenieśliście jakby z Gwardii na nich. Dziwne to trochę, bo macie więcej sukcesów w obustronnych starciach (co nie znaczy że oni was nie trafiali), szczególnie wjazd sprzed pół roku udowodnił co i jak. Czemu aż tak wielka nienawiść ;-)?

Kosy w zasadzie są takie jakie liga dyktuje. Graliśmy dekadę po wsiach i tylko z tym Lęborkiem człowiek konkurował, plus coś z wami i Arką, bo wszystko kwestia gdzie się jeździ na czyj teren, no i ta wojna z Czarnymi była. Z Gwardią to od wielkiego dzwonu jak po drodze do Gdyni mieli. Raz śmieszna sytuacja, trzepiemy pociąg z Gdyni, jakaś grupka w odpowiednim wieku wysiada, rzucamy się na nich, trzepiemy plecaki, a to jakaś klasa z nauczycielem na jakieś pierdoły przyjechała prawie się posrali ze strachu, ale nie uciekli jak Lębork ma w zwyczaju :) . Na derbach na Ejsmonda co do Cracovii strzelali z gumowych to Gwardia próbuje naszą flagę rwać – uratowana. Potem przecież zgodę z Kotwicą mieliśmy, też się działo, a na kosza jak do Słupska przyjeżdżali to na pączki? Jak awansowaliśmy do międzywojewódzkiej i zaczęły się wypady pod Szczecin to Pogoń nam na listę wskoczyła. Wtedy też zaczęliśmy grać z Gwardią w lidze regularnie to skończyło się na bluzgach i wjeździe na ich trybuny a to nie jest podrzucanie sobie wody na sektor. Oczywiście są tacy co zza monitora starają się pisać cudze historie i idą w świat wieści, że Gryf z Gwardią układ ma. Trzeba by rzecznika prasowego wynająć, żeby to dementować. Kwestia zawziętości co do Lęborka polega jednak czymś innym. Do takich ekip jak Gwardia, Bałtyk, Arka czy Pogoń jest coś jak szacunek do wroga, a Lębork to coś co tak wkurwia jak baba podczas czy przed okresem, czasem więc nerwy puszczają i baba dostaje liścia. Chcesz stwierdzić, że są naszą największą kosą? Proszę bardzo, ale stwierdzenie, że mamy „więcej sukcesów co nie znaczy, że nas nie trafiali” pozwolę sobie uściślić. Przez dwadzieścia lat stuknęli nas 5-6 razy, jak bym pogrzebał w głowie to bym to wymienił, a my ich jebiemy te dwadzieścia lat, uwaliliśmy ich łącznie chyba na 10 flag, dziesiątki akcji, a oni ci powiedzą, ze od 8 marca są z nami na minusie. Jeżeli więc bilans jest jaki jest, no to jak można twierdzić że to największy wróg? Oddział Prewencji z Gdańska, o to jest kosa, jako jedyni nam sektor zdobyli, to jest wróg i kosa i ciężki przeciwnik.

To chyba już powoli będziemy kończyć ten wywiad, na koniec dwa pytania, co ci się marzy w Słupsku w dziedzinie sportowo – kibicowskiej? Chodzi mi o cel realny, nie piszmy o lidze mistrzów z Realem Madryt i 6.000 w młynie ;-), oraz dwa słowa o kibicach Bałtyku twoim zdaniem, nie musi być uprzejmie ;-).

No pomarzyć można. Więc piłkarsko chciał bym finał Pucharu Polski z Mistrzem Polski, wtedy mieli byśmy gwarantowany udział w pucharach i wyjazd za granicę, to było by coś. Stadion żeby był normalny, tzn. trybuny w prostokąt, podwyższone, zadaszone, nieduże, na 5-6 tysia no i oświetlenie, taki mniejszy holenderski stadionik. Kibicowsko to na to co dziś mamy piłkarsko to więcej się chyba nie da, nie wyczarujesz na IV lidze 3 tysięcy ludzi na każdym meczu z czego mógłbyś sobie narybek ciągnąć. Ogólnie być zawsze na plusie to podstawa i nigdy się nie cofać czyli to co ju z jest żeby trwało.

O Bałtyku byś chciał? No teraz to tam organizacyjnie trochę kiepsko u was, się słyszy o jakiś podziałach itd., ale wiem jest mała grupka fanatyków i czasem to wystarczy. Bo lepsze 10 chłopa z jajami, niż 100 z pizdami. Ogólnie do Bałtyku mam jakiś sentyment, a bo to kiedyś jakiś układ był, potem byłeś u nas żeby go odnawiać. Pamiętam jak Ultrasów z Bydgoszczy wtedy przywiozłeś, taki powiew cywilizacji. Potem pamiętam jak byliśmy u was i ruszyliście na nas przez murawę na Olimpijskiej, tzw. pokazówa :D , ale efekt był, ryzyko straty flag też, ale nie dobiegliście bo już siedzieliśmy na płocie, nie zdązyliśmy przeskoczyć jak wróciliście na trybuny. No i niezapomniany atak terrorystyczny Gryfa i Bałtyku na komendę milicji podczas jednej z rocznic, akurat mnie trzepali kryminalni wtedy w miejscu mordu to nieobecny, ale story niesamowite, tym bardziej że problemy po tym żadne. No jest trochę wspomnień, przez murawę też ze dwa razy do was biegłem, a raz to wyganiałem ze stadionu, fajne te nasze potyczki były i liczę na następne i życzę wam, żebyście na normalnym stadionie grali.

Nie byłem odnawiać zgodę, tylko zobaczyć co i jak, poznać klimat jednych z pierwszych derbów z Pogonią. Na odnowienie nie było szans, trzymaliście wtedy z FC Koeln, hi hi. Szalony początek lat 90-tych. Niemniej dzięki wielkie za wywiad. Powodzenia na szlaku piłkarskim (5 liga to trochę na was za mało) i umiarkowanego na kibicowskim (samych zwycięstw z Arką, samych porażek z Bałtykiem ;-) ).

gryf

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bałtyk na Wileńszczyźnie

W dniu naszego wyjazdu do Drawska Pomorskiego trzech kibiców Bałtyku pojechało na Wileńszczyznę, by wspomóc mieszkających tam w drastycznie kiepskich warunkach Polaków. Oto relacja  Andersena i Truchy, jak też kilka fotek od nich:

Na wstępie chcielibyśmy raz jeszcze podziękować wszystkim kibicom Bałtyku Gdynia, jak i samemu klubowi oraz ludziom niezwiązanym z naszym środowiskiem, dzięki którym ta akcja pomocy Polakom na Litwie w ogóle się odbyła.
Dzień przed wyjazdem kończymy zbierać pieniądze i wybieramy się na zakupy. Pierwsze kalkulacje nie wychodziły najlepiej, ale dzięki dobremu rozpoznaniu udało się zaoszczędzić kilkaset złotych – tutaj szacunek dla Ani, która pomogła ogarnąć odpowiedni spis produktów oraz miejsce, gdzie kupiliśmy je najtaniej. Bez jej pomocy pakowalibyśmy pewnie do samego wyjazdu, a tak udało się położyć przed 4 nad ranem  W sumie, przygotowaliśmy paczki dla 35 dzieci, w których znajdowały się przybory szkolne. Dla szkoły zakupiliśmy środki czystości.
Godzinę wyjazdu ustalamy na 8:00, ale ostatecznie wyruszyliśmy chwilę po 10, w składzie Ł, M z Karwin i M z Dąbrowy. Na miejsce planowaliśmy dotrzeć tak, aby zdążyć na ostatnią mszę z racji święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Niestety przez pogodę, roboty drogowe i przesunięcie czasu docieramy do Egliszek o 21:20.
Nocleg mamy załatwiony w Polskiej szkole im. Św. Jana Bosko, do której wpuszcza nas Andrzej (zdj. Nr 1.) Rozpakowujemy się i jedziemy na godzinkę pod Ostrą Bramę i spacer po starówce. Rano spotykamy się z dyrektorem placówki Panem Zbigniewem, który organizuje nam plan dnia. Najpierw oprowadzając trochę po Wilnie, a następnie przekazując w ręce Pani Alicji oraz Oksany.
Zwiedzamy może z 2 godziny, wymieniamy walutę, jemy oraz jesteśmy na ślubie polskiej pary.
Po 15:30 za pieniądze, które nam zostały jedziemy z Oksaną zrobić zakupy dla dwóch najbardziej potrzebujących rodzin (zdj. Nr 2.). Tego dnia udało się nam odwiedzić 5-6 rodzin. Resztę paczek przekaże Oksana (na co dzień pomaga tym rodzinom z ramienia szkoły). To co zobaczyliśmy u niektórych przeszło nasze najgorsze wyobrażenia o warunkach w jakich można żyć. Nie wszystko mamy na fotkach, bo czasami po prostu nie wypadało robić zdjęć. Zresztą zdjęcia nawet w 50% nie odzwierciedlają tego co zobaczyliśmy i poczuliśmy…
Pierwszą odwiedziliśmy rodzinę Lisowskich, którzy dostali od nas najwięcej, bo aż cztery wyprawki szkolne oraz artykuły spożywcze wartości ok. 300 zł. Co I tak jest kroplą w morzu potrzeb. Matka i pięcioro dzieci mieszkają bez wody, bez prądu z zasiłkiem niespełna 400zł. Mieszkanie spokojnie można nazwać “norą”, mimo wszystko wszyscy uśmiechnięci, zaciekawieni. Matka na nasz widok od razu poleciała po orzechy laskowe, które to świeżo nazbierali w lesie.
Trochę zszokowani jedziemy dalej. Następni nie są już “tacy” biedni, ale widok starszej kobiety rąbiącej drewno na podwórku pokazuje jak tu jest ciężko. Zostawiamy wyprawkę i do następnych.
Tutaj kolejny hardcore. Matka z trójką dzieci + siostra z dwójką pośpiesznie ogarniają puste butelki po piwie. Trochę im prawimy morałów, ale z drugiej strony co możemy wymagać od ludzi, którzy są w takiej spirali nieszczęść?! Miesiąc wcześniej mąż siostry wiesza się w pokoju obok… Pewien pozytyw to dwie dziewczynki, dla których przywieźliśmy paczki. Jedna bardzo lubi matematykę, a druga j. polski. – może mają jakieś szanse? Życzymy im powodzenia i w drogę.
W następnym domu nie chcieli nam nawet otworzyć. Po 5 min. pukania otwierają… matka, syn i jakiś pan… wszyscy pod wpływem. To była nasza pierwsza i chyba ostatnia wizyta w tym domu. Chłopak totalnie nas olewa, na dodatek gada po rusku. Szkoda czasu, a może to był tylko taki kamuflaż przed obcymi, może nasza wizyta zaprocentuje w przyszłości? Nieważne, na tą chwilę chcemy pomagać potrzebującym Polakom, mówiącym po polsku, a nie po rosyjsku. Następnej rodziny nie ma w domu, więc udajemy się do ostatniej tego dnia. Bardzo sympatyczni ludzie. Ładnie mówią po polsku, oglądają polską tv itp. Oksana wybrała ich jako bardzo potrzebujących, dlatego jako druga rodzina oprócz wyprawek dostają również produkty spożywcze i chemię.
W pewnym momencie byliśmy już mega przytłoczeni tym co zobaczyliśmy, dlatego z zadowoleniem przyjmujemy zaproszenie od dyrektora szkoły na kolację. Po 3 godzinach rozmów wracamy i kładziemy się spać, bo na rano umówiliśmy się jeszcze na wspólne wyjście do kościoła.
Na mszę udajemy się wraz z Panem Zbigniewem do jednego z wielu kościołów na starówce, nieopodal polskiej ambasady. Msza oczywiście w języku polskim.
Po mszy pożegnanie, ostatnie wskazówki odnośnie trasy i w drogę powrotną!
W domach jesteśmy w niedzielę wieczorem. Dumni, że mimo wszystko się udało, że komuś pomogliśmy, że rodacy tam mieszkający wiedzą, iż ktoś o nich pamięta i może dzięki temu będą mieć więcej siły by walczyć.
Zostało nam 42 zł. które przekazujemy na kolejną akcję. (Możliwe, że jeszcze w tym roku na świeta – jeśli nie to za rok).

Byliśmy też na cmentarzu na Rossie, najstarszym cmentarzu w Wilnie. Spoczywa tam serce Marszałka Piłsudskiego. Postawiliśmy dwa znicze, choć było już tam sporo kwiatów, wieńce m.in. odczytałem napis na wstędze wieńcowej Senat Rzeczypospolitej Polskiej.
Starsza kobieta, która sprzedawała pamiątki pod cmentarzem od razu nas poznała i do nas: ” O, patrioci przyjechali! „.
Pan Zbigniew trochę nas pooprowadzał po tej nekropolii, nie omieszkał powiedzieć, że cmentarz był niemiłosiernie dewastowany za czasów Związku Radzieckiego, choć i obecnie zdarza się, że jest rozkradany przez złomiarzy i dewastowany przez litewskich nacjonalistów. Jak przyjechaliśmy w piątek po 21, to przejął nas ten Andrzej. Pytania jak się żyje, jak się układa życie z Litwinami. Mówił, że w porządku, że to media raczej piszą i mówią źle. Ale gdy wróciliśmy z wieczornego zwiedzania Ostrej Bramy i pod bramę szkoły podjechało auto i stało z zapalonymi światłami centralnie na nas zapytałem o co chodzi. Odpowiedział, że czasem miejscowi skini litewscy coś tam próbują… Po chwili auto odjechało i za jakiś czas jeszcze raz się pojawiło by wolniutko przejechać obok płotu szkoły…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ja, ze strony redakcji Wolnej Polski dziękuję naszym kibicom za zorganizowanie tego wyjazdu, Bałtyk zawsze patriotyczny! Pamiętajmy o naszych, to tacy sami Polacy, którzy na wrogiej ziemi znaleźli się nie z własnego wyboru.

Pamiętamy…

 

Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak, tyle, tyle tysięcy
Na piętrach, dachach, w piwnicach,
Promienny i krwawy jak zorza,
Radością pogonił w ulicach.

Wśród domów okrzykiem – jak surmą,
W zaułkach seriami – jak śmiercią.
Tysiące ruszyły do szturmu
W zwycięstwo. Sierpniowe zwycięstwo.

Dziś idę walczyć – Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak, tyle, tyle tysięcy.

W czerwieni i bieli zuchwałej
Proporców, opasek na rękach,
Nie zważa na ognia nawałę
Szalona, junacka potęga.

A sierpień zachodem nam świeci,
Zachodem co w łunach goreje.
Warszawa rzuciła swe dzieci
Po jutra wolnego nadzieję.

Dziś idę walczyć – Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak, tyle, tyle tysięcy.

Zgineło polskich żołnierzy
Za Wolność naszą i sprawę,
Ja w Polskę, Mamo, tak strasznie wierzę
I w świętość naszej sprawy

Dziś idę walczyć – Mamo kochana,
Nie płacz, nie trzeba, ciesz się, jak ja,
Serce mam w piersi rozkołatane,
Serce mi dziś tak cudnie gra.

To jest tak strasznie dobrze mieć Stena w ręku
I śmiać się śmierci prosto w twarz,
Za kraj! Za honor nasz!

Dziś idę walczyć – Mamo!
Może nie wrócę więcej,
Może mi przyjdzie polec tak samo
Jak, tyle, tyle tysięcy.

 

Józef Szczepański, „Ziutek”

 

Mija właśnie 70 lat od największego zrywu niepodległościowego w Europie. Warszawa była w gruzach, a Polacy mieli przeciwko sobie prawie wszystkich: Rosyjską stalinowską swołocz nadciągającą ze wschodu, niemieckich nazistów i polskich komunistów przygotowywanych do objęcia władzy w powojennej Polsce pod jarzmem Ruskich.  To dziwne, ale gdy jutro o godzinie 17 zawyją na chwilę syreny i większość Polaków choć na chwilę stanie, by oddać cześć bohaterom, nachodzą mnie jakby wspomnienia. Choć było to przecież 70 lat temu. Oczami duszy widzę płonącą stolicę i tych ludzi, którzy walczyli o wolność, o przyszłość, o honor, dumę i zwycięstwo. Jutro będą miały miejsce różnego rodzaju imprezy związane z tym dniem. Niewielu już zostało żywych powstańców, przecież każdy z nich musi mieć powyżej 85 lat… Ludzie ci byli bohaterami największymi z największych, tymczasem po wojnie byli nękani i niszczeni przez zbrodniarzy komunistycznych, a i dziś różnego rodzaju żydowskie bądź komunistyczne media próbują ich szkalować bądź podważać sens ich powstańczej walki. Nie będę tu streszczał historii, bo kto tylko chce, pozna ją z właściwych źródeł. Na szczęście jest pokolenie stadionów, polska nacjonalistyczna młodzież, która nie pozwoli, by pamięć o powstaniu kiedykolwiek zginęła. Wspomnijcie jutro choć na sekundę bohaterskich powstańców, oddajcie im cześć. Walka jeszcze nie skończona, jeszcze zło rządzi na świecie, a rosyjskie i germańskie imperia nadal trzymają się mocno, ale ofiara powstańcza nie pójdzie na marne, gdyż zwycięstwo należy do nas… Cześć i chwała bohaterom!

powst44

 

 

O Brazylii po raz czwarty

Po raz czwarty, i zapewne przedostatni piszę o odbywających się właśnie mistrzostwach w piłkę kopaną. Wczoraj w meczu pocieszenia Holendrzy pokazali Brazylijczykom, że ich 1-7 z Niemcami nie było (ha ha) wypadkiem przy pracy. Dziś zapowiada się stosunkowo nudny mecz. W zasadzie Niemcy udowodnili już, że są najlepszą drużyną świata. Tyle, że na poprzednich mistrzostwach świata czy Europy bywało podobnie, a tytułu już dość dawno nie zdobyli. W tym może upatrywać swojej szansy południowoamerykańska drużyna o ładnych barwach. Argentyna może też liczyć na niewiarygodnego farta, np. że Niemcy dostaną szybko czerwoną kartkę, potem drugą… może też liczyć na sprzyjającego sędziego, na pewno byłoby weselej oficjelom, gdyby klub z kontynentu na którym odbywają się mistrzostwa je wygrał. Może geniusz Messiego? Bach bach, strzeli w 10 na przykład minucie meczu super bramkę, potem postawią tzw. autobus w polu karnym i dowiozą najskromniejsze zwycięstwo… tego wszystkiego nie można wykluczyć, bo piłka nożna jest grą niespodzianek, i wziąwszy to wszystko do kupy Argentyna ma mocne 20% szans na zdobycie mistrzostwa. Będzie to jednak niespodzianka sporego kalibru i nie sądzę, by to było możliwe.  Bo Szkopki są teraz tak dobre, ze tak naprawdę sami sobie muszą coś spieprzyć, żeby tego meczu nie wygrać.  Musi Neuer puścić jakiegoś babola, któryś ze znakomitych niemieckich obrońców zaspać, albo któryś z napastników nie dać rady. Mało prawdopodobne i mój – jakże często nietrafny typ – to skromne 2-1 dla Niemiec. To dobre preludium dla rozpoczętego właśnie przez mnie urlopu. Było zwiedzanie, jezioro, teraz lampka wina, kilogram bobu i można oglądać. Przyjeżdżajcie na Mazury, naprawdę warto! Szum jeziora za oknem, mecz w telewizji, wygrana u bukmachera… cóż można chcieć więcej?

Satyrycy z marginesu

Gdy myślę o polskich „rozśmieszaczach”, zawodowych dowcipnisiach, wszelkiej maści kabaretach zastanawiam się, dlaczego polski ogólnie pojęty kabaret już się skończył? Dlaczego klasa humoru prezentowanego na łamach telewizji i w naturze dorównała poziomem klasie polskich polityków, i nie jest to bynajmniej stwierdzenie nobilitujące? Wiem wiem, nie brakuje „zabawnych” programów w ekranie tego szklanego gówna w moim pokoju. Jest „Dzięki Bogu już weekend”, „Kabaretowy klub dwójki” różne transmisje  kabaretowe na żywo bądź na martwo (hi hi) z Mrągowa, Lidzbarku Warmińskiego i pewnie wielu innych.  No dobrych parę godzin tygodniowo jakby się człowiek uparł można oglądać skecze, monologi, dowcipasy najróżniejsze. No muszę wam powiedzieć że są tak zajebiście zabawne, że oglądam je w pampersach, bo w innym przypadku byłbym regularnie posrany ze śmiechu. Turlam się po podłodze, łzy z rozbawienia mi ciekną, brzuch mnie tak boli ze śmiechu, że minimum 2 ranigasty zjadam po takim programie. Mówiąc poważniej to osiągnęliśmy dno całkowite. Dowcip rubaszny rodem z Niemiec gdzie faceci malują się, przebierają się za baby i odwrotnie – baby w spodniach z browarem w łapie udają facetów. Niejaki kabaret Limo z Gdańska (nie dziwota, PO ma tu najlepsze wyniki w Polsce) opowiadający jak to papież zwyczajnie sra i szcza i puszcza bąki jak inni ludzie i że nic w tym boskiego. Jakiś inny przezabawny kabaret wesoło opowiadający anegdotki o Smoleńsku. Formacja Chatelet przybliżająca nam kulturę pedałów – jacy oni śmieszni, zabawni, sympatyczni. Gwóźdź programu to najczęściej grający najebanych jak szpadle chamów w kufajkach mający obrazować zacofanie i pijaństwo polskiej wsi. Oczywiście są pojedyncze wyjątki, goście z kabaretu Moralnego Niepokoju czy Ani Mru Mru mają jakąś tam zawodową śmieszność w sobie, czasem rozbawią, owszem. Generalnie jednak jest to szajs. Kiedyś było z tym znacznie lepiej, polski humor śmieszył. Począwszy od intelektualnego humoru z lat bardzo dawnych w postaci „Kabaretu Starszych Panów”’ aż do końca komuny było dobrze, bo kabaret był opozycją, walczył z niewolniczym systemem, wszyscy byli „po jednej stronie” i nie była to strona prorządowa. Tu chyba właśnie jest jedna z przyczyn całkowitej degrengolady polskiego humoru, po prostu ci, co dawniej walczyli, są już po „właściwej” stronie. Nie jątrzą, nie dopytują, nie psują sielanki. Przytyki pod adresem rządu są życzliwe i delikatne, no bo co tu krytykować, skoro wszystko jest „zajebiście”? Ot żarciki, że Tusk idzie „haratnąć w gałę” albo Komorowski mówi niczym ksiądz na kazaniu. Nie znaczy to, że kabareciarze polscy nie potrafią dosadnie zjebać i skrytykować, co to to nie! Tym jebanym katolom zawsze się dostanie, temu PiS-owi zawsze warto przyjebać, a ci kibice? Ci naziści w biało czerwonych barwach? Kabareciki o miernych umiejętnościach, śliskim charakterze, niezbyt wysokich ambicjach. Gówno na gówno wpisane w ramy gównianej telewizji dla gównianych odbiorców. Dużo tego gówna generalnie. Nie wszyscy się wpisują w ten kanon lizodupstwa, konformizmu i pedalstwa, są pojedynczy artyści, starej daty na ogół którzy w ten kloaczny nurt się nie wpisują. Na przykład Jan Pietrzak czy Janusz Rewiński. Nie boją się mówić prawdy, mają swoje zasady i przekonania. Mając tez IQ wyższe od pawiana białorękiego, a więc nie są fanatykami PO. No i dziwnym trafem ci akurat artyści zostali zepchnięci na pobocze „kabaretowej sceny polskiej”, heh. Widać, już nie śmieszni. Szczególnie nie śmieszą baronów z PO i ich przydupasów. Pojechali z naszym gównianym niepolskim rządem no to rząd pojechał z nimi… Nagle, po wielu latach kariery i uznaniu wśród Polaków, dowcip Rewińskiego przestał śmieszyć rządzących i dziwnym trafem stracił wszystkie swoje programy, jak też przestał dostawać propozycje robienia następnych. Nagle, po kilkudziesięciu latach nie przedłużyli Pietrzakowi umowy najmu miejsca, w którym grał jego „Kabaret pod Egidą”, i też, cóż za przypadek, przestał dostawać propozycje występów, choć nadal jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych polskich satyryków. Jednym słowem władza się rozprawia z niewygodnymi. Kończą karierę niewygodni satyrycy, a w ich miejsce już są nowi, jakże słuszni, pokorni i przydatni. Władza się roprawia z kim chce, a kiedy ktoś w końcu rozprawi się z tą władzą?

 zlaczeni

O Brazylii po raz trzeci

Maradona wrócił do gry! Nie sądziłem, że w wieku 54 lat ten genialny piłkarz i, delikatnie mówiąc, nie najwyższych lotów intelektualnych człowiek przerwał emeryturę i wszedł na boisko, by pomóc Argentynie wywalczyć awans do półfinału. Powiem wam na dokładkę, że wyszło mu to dobrze, był jednym z najlepszych graczy w drużynie. Zastanawiał fakt jego uderzającego podobieństwa do Messiego… Coś mi w tym wszystkim nie pasowało, no ale przecież redaktor Szpakowski to zawodowiec, mógł się ewentualnie raz pomylić, ale nie pięć! Tak tak, to musiał być Maradona. To był mecz – Argentyny z Belgią – na którym pysk raz po raz się otwierał podczas oglądania. Niestety, nie w niemym zachwycie, a z nudów. Argentyna strzeliła gola i wszyscy grali tak, jakby właśnie obstawili u bukmacherów 1-0 dla Albicelestes. Argentyna niby grała, a Belgia niby chciała wyrównać i skończyło się na niczym, czyli awansie Argentyny. Bardzo nad tym ubolewam, że akurat 5 mecz w tych mistrzostwach był zdecydowanie najsłabszy w wykonaniu Belgów, kibicowałem im. Wyszedł chyba brak obycia  w tak wielkich imprezach, niemniej swoje zrobili, awans do ćwierćfinałów to też bardzo solidny wynik. Wracając do Szpakowskiego, to cieszy jednak to, że nauczył się już, jak nazywać mieszkańców Belgii. Bo kiedyś mówił „Beldzy” he he. Co pokaże Argentyna w dwóch ostatnich meczach też tak do końca nie wiadomo, zagrali dotychczas jeden dobry mecz – z Nigerią, jeszcze w grupie, dwa ostatnie średnio – ze Szwajcarią i wczoraj z Belgią. Tym bardziej że ich półfinałowy przeciwnik – Holandia – też wczoraj zaspał. Holendrzy chcieli wziąć Kostarykę jak najmniejszym nakładem sił i trochę się zagalopowali, zaczęli grać dopiero na poważnie w 80 minucie i dzielna Kostaryka się wybroniła, dogrywka też nie dała efektów i Oranje musieli celnie strzelać rzuty karne, by dostać się do pierwszej czwórki tych mistrzostw. Strzelali je bardzo pewnie  i awansowali, ale wielki szacun dla dzielnej Kostaryki, ze grała tak długo i zaszła tak daleko. Dla piłki jednak lepiej że weszła Holandia, możemy liczyć na emocje w półfinale, mama nadzieję że pogonią Argentynę, bo jestem Europejczykiem i kibicuję Europie… Wcześniejsze półfinały były ciut ciekawsze, w końcu zaczyna przekonywać do siebie Brazylia, jej mecz z Kolumbią był zdecydowanie najlepszym spośród czterech półfinałowych meczów tych mistrzostw. Ubolewam nad tym, bo Brazylii nie znoszę i zawsze kibicuję jej przeciwnikom, no bo przecież z Izraelem grać nie mogą ;-) . Nie lubię tych wszystkich nażelowanych gwiazdorów i tego namolnego pchania przez media wszelakie Brazylii na tron mistrzostw świata, liczę że ktoś ich w końcu pokona. Kolumbia walczyła ze wszystkich sił, przedtem Chile, nie udało się, to trzeba kogoś z Europy. Czas by Niemcy zaczęli grać na poważnie. Bo na razie robią to wyrywkowo – w meczu otwarcia puknęli na poważnie Portugalię 4-0, potem pokazali że nie idą na układy i wygrali na luzie 1-0 z USA i sprężyli się w dogrywce meczu z Algierią, żeby nie doszło do loterii, jaką są rzuty karne. Francję przycisnęli, strzelili gola i bez większych napięć spokojnie dowieźli zwycięstwo do końca. Widać, że mają spore rezerwy i coś mi się wydaje, że tylko oni mogą pogonić Brazylię i mam nadzieję, że to uczynią. Bo niemiecki futbol to jest siła, szybka gra atrakcyjna dla oka i walka do ostatnich minut meczu. Wszystko to mi imponuje i choć za Niemcami delikatnie mówiąc nie przepadam, ktoś musi przywrócić blask europejskiej piłce. Liczę na finał Niemcy – Holandia, byłoby fantastyczne widowisko, ale droga ku temu daleka… A kibice? Nudy na pudy. Bogate, pomalowane gamonie, bez inwencji, bez doświadczenia w kibicowaniu. Zero konkretnych flag, zero konkretnego dopingu, zero atmosfery. Może na następnych mistrzostwach w Rosji będzie ciekawiej, bo w kolejnych w Katarze to już na pewno nie  . Zresztą zabiorą im je jeszcze :twisted: . Lać Brazylię, lać Argentynę! Czekamy na wtorek z niecierpliwością…

O Brazylii po raz drugi

Piłka nożna to ma w sobie jednak tą moc. Choć nie sprężałem się na mistrzostwa w Brazylii mentalnie, to wciągnęły mnie one dość szybko. Oszustw i niesmaku na tej imprezie nie było tyle ile myślałem że będzie po obejrzeniu meczu otwarcia. Skręcili Chorwację i być może dzięki wałkom na korzyść Brazylii tej dzielnej drużyny nie ma już w turnieju. Jednak następne mecze raczej były sędziowane przyzwoicie, a błędy sędziowskie były chyba wynikiem ich (arbitrów) marności a nie świadomego oszustwa. Czytałem wypowiedzi co niektórych blogerów i ich czytelników, że cieszą się, że zgniła i upadła Europa dostaje laczki od drużyn z Ameryki Południowej, ze jedna po drugiej „potęga” europejska pakuje się i wraca już po pierwszej rundzie mistrzostw do domu. No Europa to niewątpliwie jest na skraju przepaści z powodu swego zepsucia, zgnilizny , nie szanowania wartości i ogólnego upadku cywilizacji. Ja jednak myślę inaczej, bo za pomocą Polaków, Węgrów czy może Serbów lub Chorwatów Europa wróci na właściwe tory, zresztą piłka to nie polityka, a przynajmniej nie tylko. Europa jest najważniejszym kontynentem świata czy się to komuś podoba czy nie, a biały człowiek, choć stanowi zaledwie 3 % populacji ziemskiej,  jest fundamentem cywilizacji, od niego wszystko się zaczęło i na nim się kończy. Więc Europa musi zwyciężyć, choć niespodzianki są… Odpadli etatowi nadęci farmazoniarze którzy z niewiadomych przyczyn byli wymieniani w gronie szeroko pojętych faworytów, po czym dostawali oklep aż miło. Anglia, Włochy, Rosja to bogate kraje, piłkarze tamtejsi zarabiają aż miło, trenerzy też, i tylko piłkarzy nie mają, a tym samym wyników. Jednak kiedy ostatnio w Londynie, Rzymie czy Moskwie widziano naprawdę dobry mecz? Balon nadmuchiwany bez żadnych obiektywnych i uzasadnionych przyczyn pękł momentalnie po konfrontacjach z drużynami, w których piłkarzom chciało się grać i faktycznie, żal po nich żaden. Z Europy zostało jeszcze 6 drużyn w tych mistrzostwach, w tym 4 które mogą zdobyć mistrzostwo świata – Francja, Niemcy, Holandia i nieobliczalna Belgia. Ameryka Południowa ma niefartowny układ, w swojej części drabinki turniejowej biją się między sobą i już wiadomo, że w półfinale z 4 drużyn ostanie im się jedna, mam nadzieję że będzie to Chile, które tak elegancko pogoniło Hiszpanię, ale i Kolumbią się nie zmartwię. Kolumbia to ciekawy kraj, rządzą tam bandyci z lewackich bojówek  i uzbrojone po zęby kartele narkotykowe, jedynie względnie chronione przez wojsko miejsca to trójkąt Bogota – Medellin – Cali, wszędzie indziej można być w każdej chwili okradzionym, uprowadzonym bądź po prostu zabitym. Piłkarze kadry zapewne tych problemów nie znają, aczkolwiek każdy pamięta pewnie historię piłkarza Escobara, który za swój błąd powodujący koniec kariery Kolumbii na mistrzostwach zapłacił cenę najwyższą – zabili go jak psa na ulicy :roll: . Afrykańskie ostatki w postaci Nigerii i Algierii zapewne skończą swą karierę na 1/8 turnieju, trudno przypuszczać żeby postawiły się odpowiednio Francji i Niemcom, szykuje się chyba fascynujący pojedynek tych europejskich drużyn w ćwierćfinale. Holandię czeka bardzo ciężki mecz z Meksykiem, a potem znacznie łatwiejszy ze zwycięzcą spotkania Kostaryka – Grecja, chyba już są jedną nogą w półfinale. Ostatnia „ćwiartka” to faworyt Argentyna, jednak mam wielką nadzieję, że pogoni ich Szwajcaria, a jeśli nie ona, to rundę później waleczna Belgia. Mistrzem świata musi być ktoś z Europy! Na pewno emocji nie zabraknie. Szkoda tylko że nudy na pudy na trybunach, nikt tam prawie nie pojechał, nie licząc bogatych gamoni. Nawet jak oglądałem niby zdjęcia najlepszych lasek na trybunach, to stwierdziłem, że lepsze są w Lęborku na ulicach. Doprawdy nie ma na czym oka zawiesić, aha jeszcze jest wesoły przypadek Suareza, urugwajskiej baby co gryzie przeciwników. Widać za długo gra w Anglii, już zniewieściał. Nie lepiej jebnąć z bani niczym Zidane albo z wyskoku niczym Cantona? Lepiej wygląda i szacunek na lata jest zapewniony… ;-)

braz

Artyści upadli

Wiele jest kapel muzycznych, których słuchałem w młodości, począwszy od lat 80-tych, do których mam sentyment ze względów chyba wiadomych. To były fajne czasy, muzyki się słuchało na kiepskich nośnikach, jakość tego wszystkiego była co najwyżej średnia. Ale to nie przeszkadzało. Dużo się słuchało muzyki polskiej wtedy, zagraniczna była mniej dostępna no i nie miała tej siły przekazu, czyli zrozumiałych słów, odnoszących się do naszej teraźniejszości… która w połowie lat 80-tych specjalnie różowa nie była. Teraz zresztą też nie jest.  Chcę dzisiaj wspomnieć o kapelach upadłych… którym jakoś przedziwnie spadek formy artystycznej nierzadko połączył się z zaangażowaniem w politykę i wybory te były delikatnie rzecz biorąc nietrafione. Kiedyś kapele buntu, kontestacji otaczającej rzeczywistości, nastawione anty… do kurewstwa, syfu i komuny, dziś już nierzadko nastawione prorządowo, miękkie faje, podstarzałe pierdzistołki. Bez wyrazu, bez jakości, bez niczego sensownego, poziom muzyczny jakiś Kwiatkowskich i Grzeszczak (nie Margaret! Ona jest słodka, lubię ją :lol: ), nadal wydaje im się, że mają coś do powiedzenia, ale to już jest naćpany bełkot, nic wartościowego. Jak to śpiewał Perfect „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…” aczkolwiek sam wykonawca tego utworu, o ile jeszcze nie zszedł ze sceny, to czas już ku temu najwyższy, ciekawe czy o tym wie.  Zaczniemy od Big Cyca. Kiedyś fajna kapela, naprawdę lubiłem. Od 1990 roku poczęli grać, ich pierwsze płyty to „Z partyjnym pozdrowieniem” i „Nie wierzcie elektrykom”, bardzo udane, podobnie jak następne „Miłość, muzyka, mordobicie” oraz „Wojna plemników”. Potem już tylko było coś w stylu the best z kilkoma nowymi utworami czyli „Nie zapomnisz nigdy” i jak dla mnie właściwie Big Cyc się skończył. Skończyły się czasy pomarańczowej alternatywy, protestów wraz z UPR-em  w sprawie podatków,za to Skiba stał się gwiazdą dziennikarstwa. Wszędzie go zrobiło się pełno, tylko że niestety wraz ze swym przyjacielem Koniem Konnakiem stawał się coraz głupszy i stan ten permanentnie się pogłębia do dni dzisiejszych włącznie. Płyty Big Cyca stawały się coraz gorsze, ich poziom leciał na łeb na szyję wraz z poziomem pseudo celebryckich zachowań, komentarzy i felietonów Skiby. Nadal pisze ironicznie o komunistach, lewakach i czarnuchach, ale życzliwa to ironia, nie braknie w niej elementów drobnej sympatii, za to walka z kościołem stała się w świadomości Skiby kwestią nadrzędną. Upadek całkowity. Posłuchajcie sobie jego utworu z ostatniej nadającej się do słuchania płyty o nazwie „Wszystko gnije”, o tym jak etos solidarności zagubiły, zniszczyły i zdewaluowały te wszystkie Bolki, Niesiołowskie, Krzywonosy i inne indywidua… Przynamniej ja tak ten utwór rozumiem i o to chodzi, aby rozumieć po swojemu.



Następnym wykonawcą, który „kiedyś grał” a obecnie mało że jest nikim od strony muzycznej, to jeszcze jest służalczym pachołkiem systemu, jest pani Kora Jackowska z zespołu Maanam. To biedna, upadła kobieta. Kiedyś grała rewelacyjnie, bardzo lubiłem Maanam z moich bardzo młodych lat. Ostatnia płyta Maanamu, ostatnia kiedy naprawdę grali to „Derwisz i Anioł” z 1991 roku, to ta płyta z „Wyjątkowo zimnym majem”. Na tym w zasadzie Maanam się skończył. Dziś to jest stara kobieta, ćpająca i zamawiająca paczki z narkotykami na imię i nazwisko swojego psa. W oparach alkoholu i marihuany pani ta z przeciwniczki i kontestatorki stała się piewczynią systemu, ulokowała się w nim świetnie, no i ustawiła się na lata. Ze śpiewaniem u niej marnie, więc jest jurorką za niebagatelną kasę w talk show „Must Be the Music” i tam może bezkarnie dawać upust swym talentom oratorskim (fakt faktem na muzyce się zna, nikt jej tego nie odbierze) i pluć w koło jadem na wszystko, co związane jest z wiarą, kościołem lub PiS-em. Nienawiść do systemu przekuła w nienawiść do wartości duchowych, intrygująca i dziwna przemiana. W roku 1983 Maanam nagrał świetną płytę, której tytuł jak też wiodący singiel to „Nocny Patrol”. To nie mogło się spodobać komunistycznym cenzorom z ul. Mysiej w Warszawie, kawałek o nocnym patrolu podczas stanu wojennego i godziny milicyjnej. Błysnęła odwagą, bo mogli jej zamknąć karierę raz na zawsze, nie takich ludzi wtedy łamano. Oczywiście natychmiast dostała odpowiedź, że płyta ta absolutnie nie pójdzie. No to Maanam wziął się na sposób i nagrał tą samą płytę w wersji angielskiej – „Night Patrol”. Czy to cenzorzy byli durni i nie umieli sobie przetłumaczyć, czy też uznali, że w niewyedukowanym lingwistycznie społeczeństwie taka płyta szkód nie narobi – dość powiedzieć, ze w angielskiej wersji płyta poszła. Potem stan wojenny się skończył i w końcu puszczono na rynek płytę w wersji polskiej i tym samym kuriozum, przynajmniej jak na tamte czasy stało się faktem. „Night Patrol” wyszedł w 1983 roku, „Nocny Patrol” w 1984. Posłuchajmy jak to „Oddech zmęczony, tupet nerwowy  – sypie się szkło…”, bo teraz już Kora nic podobnego na pewno nie zaśpiewa, no chyba że (ale świnia ze mnie) zrobi sobie jakiś cover Chemical Brothers na dziale onkologii w szpitalu…

Myślałem, kogo jeszcze by tu wrzucić. Budkę Suflera? Perfect? Wiecznie żywą niczym Lenin Marylę Rodowicz? Wielu jest jeszcze kandydatów na listę hańby, ale już wystarczy, chciałem tylko zwrócić uwagę, jak to ludzie się zmieniają, jak alkohol i narkotyki mogą zmienić fazę na bani, jak niektóre prostaki się pogubiły gdy „upadła” komuna… Zjechały czołgi z ulicy, Rosjanie nie stacjonują u nas, i już nie wiedzą co robić, kto jest swój, a kto wróg. To się nazywa brak permanentnej logiki i samodzielnego myślenia. Tak wiem, wielu ludzi ma z tym problemy, ale artyści rzekomi, którzy kształtują w dużym stopniu gusta, myślenie swoich fanów powinni od siebie wymagać więcej i widzieć szerzej… Niestety różnie z tym bywa. A jeżeli czytają mnie różni gówniani „artyści” i cieszą się, że o nich nic nie skrobnąłem, to uważajcie – radość wasza jest przedwczesna. Redakcja Wolnej Polski wszystko widzi i wszystko wie, i nikt jej surowej acz sprawiedliwej ocenie nie umknie. Wszystko jest kwestią czasu  :twisted:

karty2

Kto rozdaje karty… ?

Znamy smutną historię ostatniego ćwierćwiecza, gdy to na fali euforii z powodu upadku komunizmu zmienialiśmy świat na lepsze… Okazało się, że tylko nam się wydawało, że zmieniamy, i tylko nam się wydawało, że komunizm upadł. Lata minęły, u jednych oszołomienie minęło szybko i dopuścili do siebie prawdę po kilku latach, u innych trwało dłużej, a są też i tacy, u których trwa do dziś, ale to już raczej albo debile albo ludzie źli, świadomie zniekształcający fakty. Wszyscy znają już historię prawdziwą „Okrągłego stołu”, poprzedzającej go „Magdalenki”, historię werbunku i wiernego wywiązywania się z powierzonych zadań przez kapusiów SB. Znamy nazwiska zdrajców a efekty ich działań szukać daleko nie trzeba. Wystarczy wyjść na ulicę. Jest fasada, przykrywka, którą można pokazywać w telewizji i którą można się chwalić w programach propagandowych. No bo przybyło przecież autostrad, przez te lata… ze sporym opóźnieniem i najdroższe na świecie, ale są. Przybyło nam stadionów, w tym narodowy… najdroższy na świecie, ale jest. Bloki stały się bardziej kolorowe, wszędzie pełno jest krzykliwych, kolorowych reklam, każdy ma komórkę, lub kilka, a w sklepach półki uginają się pod ciężarem dóbr wszelakich. Kanałów w telewizji w najpodlejszej tv osiedlowej jest 50, ale żaden problem mieć ich 5.000, wszystko zależy od wykupionego pakietu. Można jechać za granicę, do pracy i na wycieczkę, chcesz na Malediwy? Proszę bardzo, chcesz na Bora Bora? Czemu nie. Wpłać kasę tylko, w twoim mieście na pewno jest kilka biur podróży. Chcesz sexu? Wchodzisz na portal internetowy i w 10 minut masz telefon do odpowiedniej panny, za parę złotych. Zmywak w Anglii, mecz pucharowy we Włoszech, pigułki w Amsterdamie, rejs statkiem po Nilu, safari w Kenii. To wszystko masz ot tak, pstrykniesz, zadzwonisz, zapłacisz  i masz. Warto było, zmiany zaszły, jest dobrze! Może tak pomyśleć debil po otrzymaniu solidnego zastrzyku ogłupiającego. Mógł tak pomyśleć pijany kibic z Irlandii będący tydzień w Polsce na mistrzostwach Europy. Bo whisky było dobre, kurwiszony na każdym kroku, uśmiechnięty (bo rolujący cię, irlandzki baranie) taksówkarz stoi pod hotelem i zaprasza do siebie. Gdy mieszkasz jednak dłużej niż tydzień w tym kraju, gdy myślisz choć trochę, gdy umiesz wyciągać wnioski, fasada pęka. Mur kłamstwa lichy coraz bardziej jest i wali się, niczym mury Jerycha po zadęciu w trąby przez żydowskich siedmiu kapłanów… Mur już legł w gruzach i mamy wszystko jak na dłoni, i oto widać gówno. Lawa gówna, potoki gówna w jakie zmienione jest nasze życie. Bo faktycznie autostrad przybyło, ale jeżdżą po nich głównie samochody firmowe, prywatna osoba zastanowi się zanim zaleje paliwa, którego litr kosztuje tyle co 40 minut pracy. Bo sklepy faktycznie pełne, tyle że bankrutują jeden po drugim, bo ludzie przychodzą tylko po chleb, kaszę i mleko. Ponad 2 miliony ludzi uciekło z kraju, z tego 90% żyje za granicą jak szczury, w nędzy i upokorzeniu ciułają po 2 funty dziennie, może starczy na wpłatę na kawalerkę w Polsce po kilku latach oszczędzania, jak pan murzyn z pracy nie wywali przedtem. Mimo tylu wyjazdów bezrobocie nadal rekordowe. Padają firmy, przemysł, obniża się standard życia. Rośnie liczba samobójstw, morderców i dewiantów. Baby boją się rodzić dzieci, bo rodzina może zdechnąć z głodu, bo tylko tata ma etat, zarabia 2 koła i cieszy się, bo inni mają gorzej. Ludzie w rozpaczy wołają „wróć komuno”  i wcale im się nie dziwię. Oni nie muszą rozumieć, że komuna trwa nadal, że fasada, otoczka tylko się zmieniła. Oni pamiętają, że jak człowiek do partii się zapisał, to i do sekretarza partyjnego mógł pójść na skargę, z głodu na pewno by nie umarł. A teraz umierają. Umierają renciści z 900 zł na rękę co miesiąc, gdy za czynsz dają 500, trochę na prąd i gaz i zostaje comiesięczny dylemat: żreć za te 300 czy kupić te leki co doktor przepisał? Zdechnąć z głodu czy z choroby? Syn nie pomoże, bo pracy nie ma od 15 lat i się rozpił. Poskarżyć się nie ma komu. Nędza, syf i brak perspektyw na lepsze jutro. Jednak przy tym wszystkim jest i to wcale nie taka mała grupa, która na „zmianach ustrojowych”, na „25 latach wolności” wyszła świetnie. To ci, którzy trzymali za stery w roku ’89 jak też w latach wcześniejszych i późniejszych. Kilku tysiącom ludzi powodzi się w tym kraju naprawdę dobrze: starym ubekom, ludziom z nocnej zmiany, zdrajcom z „Solidarności” od Bolka Wałęsy począwszy, neokomunistom spod znaku PO, no jeszcze trochę można by wymieniać. Wszystko to wie ten, kto chce wiedzieć, kto kojarzy fakty i w zasadzie nie ma co się powtarzać, bo pisałem o tym nie raz. Nurtuje mnie inny problem – kto dzisiaj pociąga za sznurki? Kto dzisiaj, niczym Nowicki w „Wielkim Szu” rozdaje karty? Karty znaczone, oszukane, muszą wygrać ci, którzy są ku temu namaszczeni. Kto wypełni kolejny tom „Alfabetu Szulerów”, jeśli takowy Łysiak będzie chciał kiedyś napisać? Trochę takiej wiedzy mamy, aczkolwiek na pewno czymś będziemy zaskoczeni. Dotychcas rządzący renegaci powoli będa odchodzić od władzy, niebawem czekają nas więc kolejne przykre zaskoczenia. Ktoś kogoś namaści na nowych rządzących, tradycyjnie „z tylniego siedzenia”. Komuś opadnie maska sympatycznego patrioty i zobaczymy ohydny mongolsko – sowiecki ryj z żydowskimi świdrującymi oczkami. Niejeden autorytet padnie, obawiam się że niejeden kolejny „piewca wolności” okaże się szmatą. Bo chyba nikt nie wierzy w to, że neokomuna nie ma planu „B”. Oni dobrze wiedzą, że czas  Platformy Obywatelskiej się kończy, jak nie teraz, to za pół roku, rok, najdalej dwa. SLD chyba do władzy nie dojdzie, trzeba dać ludowi kogoś nowego, „wiarygodnego”, niczym Wałęsa i jego banda w 1989. Korwin Mikke chyba się nie nadaje, zbyt kopnięty, a tym samym niewygodny do prowadzenia przez oficerów prowadzących, więc może Kaczyński? Wieczna opozycja dopcha się do władzy, zna się z tymi wszystkimi ch…mi, od 30 lat siedzi w tym bagnie. Obydwoje siedzą od wielu lat, obydwoje Żydzi z pochodzenia, Goldberg i Kalkstein, a Żydzi pójdą na wszystko, byle kasa się zgadzała. I najlepiej na świecie umieją udawać, np. prawdziwych patriotów, np. antykomunistów… Może ktoś z Ruchu Narodowego jest już namaszczony? Bo czas nacjonalistycznych partii, ich dojścia do głosu zbliża się wielkimi krokami, Francja, Węgry, Anglia, Niemcy, coraz więcej w tych krajach nacjonaliści mają do powiedzenia, ci co rozdają karty dobrze o tym wiedzą, szulerzy to najwyższej klasy. Strzelam ślepakami na razie, być może obrażam uczciwych ludzi, posądzam niesłusznie, ale też i wiem że mam rację,tylko jeszcze nie wiem „kto”.  Ta banda bardzo złych ludzi rządzących Polską od wielu lat zawsze jest przygotowana na kolejną transformację systemu. Trzymający władzę to parafrazując „Wielkiego Szu” nie jest naiwny drobny cwaniaczek z postoju taxi, to nie jest też małomiasteczkowy macher Mikun ogrywający głupszych od siebie, to jest sam Wielki Szu, który niczym Nowicki w swej popisowej roli gra tak, byś do samego końca myślał, że wygrywasz… Grasz w pokera, myślisz że jesteś dobry, dobierasz trzy karty i masz fula maxa, trzy asy na dwa króle… Fortuna jest już blisko, czujesz przyspieszone bicie serca, poker jest twój, a Polska jest nasza, wygraliśmy w końcu wybory… Ale po drugiej stronie stołu siedzi On. Przytrzymuje twoją rękę, która już zgarniasz forsę ze stołu. Ma karetę z 4 dziewiątek. Leżysz. Leżysz i kwiczysz, a tak bardzo miałeś nadzieję… „Wielki szu” to bardzo mądry i pouczający film, jeśli jakimś cudem ktoś go jeszcze nie widział – polecam. Ale tu nie o film chodzi. Jestem zły, zgorzkniały i nieufny. Nie wierzę tak do końca nikomu. Pchnęły mnie ku takiemu zachowaniu złe czasy i źli ludzie. Nie ufam nikomu w pełni, bo nikt na to nie zasługuje. Muszę się dowiedzieć, kto rozdaje karty i kto jest przewidziany na stołki w najbliższych latach. Chętnie wykonam na nim (na nich) jedyny słuszny wyrok: śmierci. W moim kodeksie on nadal funkcjonuje. No nie wierzę w dobrych ludzi i prawdziwych 100 – procentowych patriotów z aureolą nad głową i zastępem dobrych aniołów im towarzyszących. Może się mylę, może przesadzam… ale ja rok 1989 dobrze pamiętam, pamiętam jak wiara moja upadała, by dopiero chyba po 2000 roku przestać wierzyć całkowicie politykom. Dlatego wybieram, bo nie mam wyjścia, ale nie zbawcę, uzdrowiciela, szamana polskiej rzeczywistości. Szukam jedynie kogoś w miarę uczciwego, kto ma pojęcie o gospodarce, ekonomii, kto nie jest skurwielem i złodziejem… Albo przynjajmniej jest trochę mniejszym od tych, którzy są teraz. To już są cechy dostępne niewielu politykom, znacznie ich z tego bagna wyróżniające. W zbawcę i przywódcę uczciwego, prawdziwego, nie przygotowanego przez rozdających karty póki co nie wierzę, bo nie widze nikogo zaufanego, godnego i zdolnego by wymaganiom moim podołać. Jak i wymaganiom całej Polski, niestety. Bo nie wierzę wto, że establishment odpuści, że salon dopuści „nie swoich” do konfitur władzy. Ale jak pisałem w poprzednim artykule – przy paleniu sejmu i wieszaniu złoczyńców może taki ktoś się objawi? Ja czekam… Nawet zapałki i sznur mam już przygotowane…

karty2

jarek

Czas walki

W polskim prawie karane jest nie tylko przestępstwo. Karana jest również bierność, czyli nieudzielenie pomocy ofierze przestępstwa. No to znaczna większość Polaków powinna iść pod sąd. Albowiem mimo mentalności i umysłowości lemingów podejrzewam, że już 90% społeczeństwa wie i rozumie jaki mamy „rząd” i do czego jest zdolny. Każdego dnia dokonuje się przestępstwo na wielką skalę. Kanalie i hieny rządzące naszym krajem dopuszczają się zbrodni na naszym narodzie, wykrwawiając go, niszcząc jego tożsamość, okradając i defraudując. Wszyscy jesteście świadkami przestępstwa, a nie udzielacie pomocy i to instytucji najważniejszej z najważniejszych – naszej ojczyźnie, Polsce. Widzicie jak wasz dom – Polska  - się pali, niszczeje, jest rozkradany, a nie robicie kompletnie nic, żeby pożar ten zagasić, dom odbudować, złodziei powiesić. Bierni świadkowie przestępstwa najgorszego z najgorszych. To właśnie wy, Polacy. Ostatnia tzw. „afera taśmowa” udowodniła po raz kolejny, że żyjemy w strefie działań gangsterskich wpływów, coś pomiędzy enklawą czeczeńskich terrorystów a afrykańskim kraikiem zarządzanym przez chciwego kacyka. Udowodniła wam, przeciętnym zjadaczom chleba lemingowego pochodzenia… Bo ludzie w miarę normalni, rozumiejący otaczającą ich rzeczywistość, wiedzą to już od bardzo dawna. Nawet śmieszne trochę jest to, że to co od dawna pisze wam redakcja Wolnej Polski, Ostatniej Kohorty, Drogi Legionisty czy innych portali wolnościowych potwierdził sam minister spraw wewnętrznych.  Ci, co mieli nas za nieszkodliwych oszołomów, skrajnych, przesadzających, usłyszeli oto z ryja samego ministra tekst niczym żywcem zerżnięty z mojego bądź któregoś z kolegów bloga – że Polska jest państwem fikcyjnym, nie istnieją tak naprawdę żadne jego struktury. Nie ma prawa, sądownictwa, sprawiedliwości, jest prywata, układy, kurewstwo i złodziejstwo. Piszę o tym od ponad roku i wielu mi nie wierzyło, to może teraz, gdy bezpośrednio umoczony to potwierdził, może zaczniecie wierzyć w słowa prawdy  i w końcu zaczniecie myśleć samodzielnie? Trzeba by w końcu zacząć działać, dlaczego podobne jak u nas taśmy prawdy dały Węgrom impuls by wyjść na ulice, by powiedzieć „dość” rządzącym śmieciom i skurwielom, by przerwać tą sielankę rządzącym bandyckim kreaturom, a u nas nie? Ja oczywiście wiem, że zamordowano nam elity, że nie mamy wielu prawdziwych żołnierzy, prawdziwych intelektualistów, ale przecież mijają lata, najwyższy już czas, by duch zwycięstwa, walki, patriotyzmu w narodzie się odrodził. Otóż znam przyczyny. Jedną z nich jest miałkość intelektualna dzisiejszej młodzieży, brak u niej jaj i woli walki, metroseksualne pokolenie MTV, dżinsów – rurek, dragów, alkoholu i szybkiego sexu, życia bez zasad i wartości, chyba że wartością nazwiemy pęd ku władzy, karierze i pieniądzom. W chwili obecnej do walki przygotowani są tylko kibice i ruch narodowy, a jest nas mało, ilość śladowa wręcz, w razie awantury pachołki systemu zawijają nas i eliminują szybciej, niż Rosja Krym. Choć nie boimy się i jesteśmy dobrze zorganizowani, załatwią nas w 3 dni, a gdy będą się z nami rozprawiać, reszta społeczeństwa będzie tradycyjnie biernie patrzeć i przyglądać się z boku. Sami nie mamy szans. To musi być ruch społeczny, ogólnonarodowy zryw, na który obecnie nie ma szans z drugiego zasadniczego powodu. Brak nam charyzmatycznego przywódcy. Nie ma kto poprowadzić Polaków. Prezes największej partii opozycyjnej, mającej olbrzymie poparcie około 30% Polaków jest fajtłapą i safandułą, poczciwym dziaduniem kochającym kotka, słuchającym mamy, bojącym się elektroniki i internetu (nic dziwnego, skoro używają go tylko chlejący browary amatorzy pornografii…), typowy oderwany od życia człowiek nauki. Ciepły i mądry starszy pan, idealny na dziadka, naprawdę chciałbym być jego wnuczkiem. Czasem jednak ujawnia się w nim twardy bezwzględny polityk, jak po przedostatnich wyborach, gdy cały czas wykorzystywał kibiców do swych celów („Donald, matole…” rozbrzmiewało wszędzie tam, gdzie pojawiał się tusko – bus, pamiętacie?), a dzień po tradycyjnie przerżniętych wyborach całkowicie wypiął się na kibiców, oświadczając publicznie, że nie ma z nimi nic wspólnego. Co niektórych zabolało.  No ale tacy są politycy. Wracając do tematu to pan Kaczyński nie jest niestety Napoleonem Bonaparte, Piłsudskim ani Dmowskim. Nie jest nawet Pinochetem. Ostatnia Kohorta wzywa pana Jarosława, aby ruszył naród do walki, ale brzmi to komicznie niestety, równie dobrze mogłaby wzywać do sprintu na 100 metrów żółwie z Galapagos albo Cyganów do uczciwej pracy na etacie. Dochodzi do scen dramatycznych, łańcuchowe psy systemu wchodzą do redakcji „Wprost” i szarpią się z dziennikarzami, brukając wolność słowa, oficjalnie chcą się dobrać do dziennikarskich materiałów, położyć łapę na kolejnych nagraniach. Tu już nawet nikt nie udaje praworządności, tu trzeba niszczyć dowody, likwidować świadków, fałszować dane. I jaka reakcja na to prezesa PiS – u? Czy taka, jak oczekiwała redakcja OK? Niestety nie, reakcja Kaczyńskiego nie odbiegała od innych jego reakcji – była anemiczna i „praworządna”, prezes liczy na to, że PO się do cna skompromituje i PiS wygra następne wybory w cuglach. Ot i to by było na tyle odnośnie zrywów narodowych. Prezes zapomniał tylko, że jak będą zbliżać się następne wybory, to zapewne prawem serii po raz trzeci z rzędu coś odjebie i wygrane wybory znów będą przegranymi. Ma w tym wprawę, już zawalił dwa ostatnie. Reasumując – zbierajmy broń, rozsyłajmy wici, szykujmy się do walki. Nie mamy żadnych szans, jest nas mało i brak nam przywódcy, ale czyż nie jest to piękne i romantyczne? Nie trzeba koniecznie wygrać, ale trzeba koniecznie walczyć. Coś o tym wiem jako kibic Bałtyku, rzadko wygrywamy. Lepiej walczyć choćby i samemu i zginąć nawet, niż dalej tkwić w tym gównie. Motto mojego bloga jest zawsze aktualne, tu nie zmienia się nic… Sytuacja jest czysta i klarowna, nikt nam nie pomoże i na nikogo nie można liczyć, ale na przekór jakiejkolwiek logice wierzę, że zwycięstwo będzie nasze. A w trakcie palenia sejmu i wieszania zdrajców przywódca może sam nam się objawi. Jeszcze Polska nie zginęła, choć wiele jej nie brakuje. A o prawdziwych przyczynach apatii polskiej opozycji w kwestii walki z nie – rządem Polski jeszcze napiszę… o ile wena mnie nie opuści.

jarek