Podwórkowa filozofia Malkontenta

Podwórkowa Filozofia Malkontenta

Zacząłem ten artykulik, zbiorcze myśli i filozofie moje pisać dwa, jak nie trzy tygodnie temu… Trochę nie poszło, przez gówniane choróbska, które ostatnio mnie atakowały, zrobiłem się jakiś przymulony i straciłem wenę… Chciałem to wszystko wykasować, że niby już nieaktualne, ale czy ja wiem? Nic nie skreślam, wszystko wrzucam, dodam aktualne myśli, a wy, biedni ludzie, zmuszeni jesteście te wypociny czytać…  Idę tylko wina sobie zagrzać, już zapomniałem, jak smakuje ciepłe czerwone wino, ale chyba dobrze… sprawdźmy…

Zebrało się trochę materiałów do filozofowania dla redaktora naczelnego popularnego bloga, oj zebrało. Codzienna obserwacja tego debilnego świata i nadzwyczaj marnych przywódców kreujących nasze życie i świadomość, jest stałym, wciąż zwiększającym się materiałem do rozważań filozoficznych. Dodajmy – nadzwyczaj pesymistycznych i smutnych, że oto cała ludzkość nieustannie ku katastrofie zmierza, w tempie rozpędzonego bobsleja w lodowej rynnie. Jak ma nie zmierzać, skoro wśród najważniejszych postaci wielkiego państwa, leżącego w centrum Europy jest kretyn? To znaczy kretynów jest tam całe mrowie, ale ja chcę o takim ważnym kretynie napisać. Nie wspomnę jego nazwiska, bo jest to tak ważna postać w naszym kraju, że nie chcę budzić w was przerażenia, że oto aż takiego kretyna mamy na czele naszego państwa. Niech więc jego godność pozostanie tajemnicą, nie nagabujcie mnie pytaniami, kto zacz… Kretyn udał się z wizytą do Japonii i rozbawiony faktem, którym rozbawiony wcale być nie powinien (charakterystyczne dla kretyna, aczkolwiek kamery były zbyt daleko, bym zaobserwował, czy kretyn miał inne cechy charakterystyczne, np. błędny wzrok lub ślinotok…) wołał generała Kozieja do pamiątkowej fotki, nazywając go swym szogunem. Kretyn chciał być zabawny i wyszło mu równie dobrze, co Wałęsie pisanie testu ortograficznego. Potem kretyn opowiadał 1 marca, jak to trzeba zająć się ekshumacją bohaterów, zapominając (cecha charakterystyczna dla kretyna, często zapomina to, co działo się nawet 10 minut temu) jakie problemy robił z tym dotychczas rząd, w którym kretyn ten piastuje wysoką funkcję. Zawsze się znalazło parę groszy na podwyżki dla posłów, zawsze zabrakło na wykopanie i godny pochówek naszych żołnierzy z łączki na Powązkach, zawsze nie starczyło na polskich repatriantów np. z Kazachstanu… A może liczy na to, że wszyscy słuchający go też są kretynami? Że tez nie pamiętają?  że kiełbasa wyborcza znów przejdzie? Potem jeszcze kretyn przeszedł samego siebie żałując bandytów z epoki stalinizmu, którzy byli… ofiarami Żołnierzy Wyklętych. Tak tak, przejęzyczył się… Nie pierwszy raz, nie drugi, nie ostatni… Nie, doprawdy, nie zamęczajcie mnie pytaniami, kim jest ów kretyn, nie zdradzę wam tej tajemnicy, lepiej żebyście nie wiedzieli… Kretyn startuje w wyborach prezydenckich i poparcie ma spore (aczkolwiek spada mu ostatnio), no cóż, kretynów i debili ci u nas dostatek, swój ciągnie do swego… Kabareciarze -  lewaki Sobczak i Szpak (jeden z nich się zawinął niedawno, więc to pierwsze i ostatnie ich wspólne dzieło…) wydali książkę „Dom Wariatów – Polska”. Sporo bzdur w niej napisali, natomiast tytuł jest, trzeba przyznać, bardzo adekwatny do tego, co mamy teraz w naszym kraju… Kretyn kandydatem na prezydenta, w domu wariatów radość panuje, „Znów nasz rządzić będzie”,  krzyczą tępe ch…e… Ale to się jeszcze zobaczy, głupolki, jak dojdzie do drugiej tury…

Tak sobie patrzę czasem na zdjęcia i artykuły w necie, rzadziej na wiadomości w telewizji, którą notorycznie „zapominam” włączyć. Wychodzą na ulice ludzie jacyś czasami, strajkują…  Ludzie hmmm niezdolni i niewydolni. Dali się oszukać żydom i własnej chciwości, bądź też naiwności, i nabrali kredytów we frankach. Ich sprawa, tez należę do rodziny „zarżniętych na amen” i kredyt wysoki mam także i będę go spłacał aż do śmierci, może uda mi się ze 2 lata być wolnym. Takie życie, wolę być zarżnięty i być biednym, ale wolnym panem na swoich włościach, niż mieszkać z mamą lub tatą, bądź kątem u kogoś na wynajętym… Nie o tym jednak mowa. Ci strajkujący to wyraz jakiejś bezradności, naiwności ale też i trochę bezczelności. Widziały gały co brały. Jak było super niskie oprocentowanie, jak płaciliście grosze, to było OK? A teraz, to was nagle oszukali? Wk…wia mnie to. Ja wziąłem kredyt w złotówkach, bo jestem Polakiem, a nie Niemcem, Chińczykiem czy żydem. Oglądam co 3 miesiące wykresy WIBOR-u, czy jest rosnący czy malejący, 6 lat mija jak płacę, póki co wybrałem dobrze. Sytuacja może się zmienić, jednak nie w głowie mi płakać czy protestować. Wiedziałem co biorę,  wiedziałem co wybieram.  Nie będę płakał i się użalał, jak mi rata wzrośnie nagle o 300 złotych, tzn. będę wk…ny na maxa, ale co z tego? Zacisnę zęby i będę płacił. Mój wybór, mój problem… Tymczasem „frankowicze” domagają się jakiś praw, przywilejów, reakcji państwa i banków, bo oto obsrali się z płaceniem i im nie wystarcza. Państwo ma ich w dupie, robi jakieś ruchy pozorowane, banki tym bardziej, maja wszystkie kwity wypisane jak należy, nic się nie zmieni, szanowni kredytowicze frankowi! Są dla was trzy wyjścia: 1 – płacić, 2- płacić, 3 – jeszcze raz płacić… I całe szczęście, bo gdyby frankowicze otrzymali jakąś realną pomoc od państwa, ja byłbym pokrzywdzony. Za to, że byłem mądrzejszy, bardziej przewidujący, mniej naiwny. Ja płaciłbym swoje nadal, a gamonie otrzymaliby pomoc. Sytuacja ta sama, co w systemie podatkowym. Ci którzy potrafili się ogarnąć i zarobić więcej od reszty, płacą za karę wyższe podatki. Po moim trupie! Jak frankowicze dostaną jednak jakąś realną pomoc, zaczynam organizować wielki, ogólnopolski strajk tych, którzy wzięli kredyt hipoteczny w złotówkach. My też mamy ciężko!!! Też będziemy się domagali dopłat i pomocy! I tyle w temacie.

Jakiś czas temu wrócił temat „Polański do USA”. Przypominam, że w tym to kraju polski żyd, Roman Polański jakby to delikatnie napisać, hmmm, puknął w anala 13-letnią dziewczynkę. Pal licho że dziewczynki bynajmniej nikt nie zmuszał i sport ten pannica polubiła. W trąbę też z tematem, jaki to zacny człowiek i wybitny reżyser. Fakt, że niezły, ale to przecież nie na temat. Cały w ogóle temat deportu Romana do stanów jest dęty i nierealny niczym dziewictwo Teresy Orlowski, Romana nikt nie puści w objęcia amerykańskiej temidy. Chodzi mi jedynie o to, że mimo triumfu lewactwa i demokratów w USA, mimo czarnego prezydenta, mimo upadku ogólnego, który Stany Zjednoczone dosięgnął, przyznać wciąż mimo tych wszystkich kataklizmów trzeba jedno. Że Stany Zjednoczone Ameryki to wciąż jest jakaś tam ostoja normalności. Wciąż jest tam paru kowbojów z jajami zamiast wydmuszek. Zgwałcił nielatę? No to jest paragraf. Minęło ze 30 lat? To wielki reżyser? No i ch…j. Prawo jest równe dla wszystkich. Pedofilia nie ulega przedawnieniu. Zawijka, pudło, gibanie. A może dwumetrowy homo murzyn w celi? Miło słyszeć, że gdzieś tam, za oceanem, nie ma równych i równiejszych wobec prawa, nie ma świętych krów. Romek! Nie planujesz kupić sobie na starość rezydencji w Honolulu, co? Hi hi. Murzyn czeka…

-14 marca minęło 35 lat, jak zginęła tragicznie polska piosenkarka, choć żydowskiego pochodzenia, Anna Jantar. Ależ to była gwiazda… Prawdziwa gwiazda polskiej sceny, wielki format. Z domu Szmeterling, po mężu Kukulska. Czuła muzykę, wyrastała ponad stan smętnej, komunistycznej codzienności. Śpiewała piosenki o życiu, nagrała 4 płyty, a na nich mnóstwo prawdziwych przebojów. Wesoła, spontaniczna, normalna laska, która miała świetny głos i w sobie „to coś”. Siermiężna, zła komuna i jej, Anny,  pozytywny przekaz. Wszystko szare i ponure, ludziom żyć się nie chce, a ona „Tyle słońca w całym mieście…”. Nie można siedzieć na dupie, trzeba cos robić, ruszyć się, działać… „Najtrudniejszy pierwszy krok…”. Nie było dane tej dziewczynie dożyć trzydziestki. Kilka miesięcy przed okrągłymi urodzinami samolot, którym leciała, spadł na ziemię. „ Nic nie może wiecznie trwać…” Ale szkoda, gdy życie trwa tak krótko, jak życie Anny Jantar. Zdecydowanie zbyt krótko. Jak w twoim singlu z 1979 roku: „Śpij maleńka spokojnie!!!”

Podwórkowa Filozofia Malkontenta

Skończyła się epoka Adamka. Trochę go szkoda, bo w pojedynku ze Szpilką byłem zdecydowanie po jego stronie. Obydwoje panowie intelektem nie grzeszą, ale przynajmniej Adamek reprezentuje jakieś wartości emocjonalne, a Szpilka okazał się trochę rurą, no nie będę się w szczegóły wgłębiał. W każdym razie płakać zbytnio nie ma nad czym, Adamek tak czy siak – na życie ma, głodować nie będzie. Mógłby już wrócić z tej Ameryki, jak jest takim patriotą, i w Polsce zająć się czymś pożytecznym, np. trenowaniem młodych sportowców, albo uzupełnieniem edukacji. Bokserów zbyt wielkich to my teraz nie mamy, bo Szpilka jak trafi na jakiegoś dobrego boksera, to dostanie ze dwa gongi i po nim. No i dobrze mu tak, głupkowi. Bokserzy potrzebni są na trybunach i manifestacjach patriotycznych 8-) . Z boksowania po mordach przejdę tu sobie płynnie do boksu politycznego, jakim eufemistycznie można nazwać wybory samorządowe. Podobno wygrał je PiS z przewagą 4 procent nad PO. PiS to partia gamoni, która całkowicie odcięła się od kibiców i na każdym kroku ich „potępia”, żenada pełna, aczkolwiek i tak musiałem na nich głosować, bp np. w takim Lęborku moim kandydatem była szmata z platformy, szmata lewacka, nieznany mi z Polski Razem i chłop w miarę porządny z PiS-u. No to dałem mu głos, który nic nie dał. Z tych 4 kartek to jeszcze na jednej dałem krzyżyk na chłopa z PiS-u, a dwie następne do jakiś sejmików i na radnych na gości z Nowej Prawicy. PiS tradycyjnie robił co mógł, żeby przegrać te wybory, media platformerskie czekały na ich potknięcie no i się doczekały w postaci wałków związanych z podróżami PiS-u po świecie. Na szczęście Jarek, po ujrzeniu światła dziennego wyczynów Hofmana i jego znajomych zachował się jak powinien. Wyrzucił trzech debili i naciągaczy w trybie natychmiastowym z partii, dobrze że mimo całej gamoniowatości prezesa PiS-u jest to człowiek dość uczciwy i porządny, chwała mu i za to. Szkoda tylko że te dwie, w sumie zwyczajne cechy, już go znacznie wyróżniają na plus w tym politycznym bajzlu. To jest jak z towarzyszem Leninem w starym ruskim dowcipie, co pani kazała dzieciom z klasy opowiedzieć na przykładach z życia, dlaczego Lenin jest mądry, przyjazny ludziom  i wspaniały. Wstaje mały Gienadij i opowiada. Towarzysz Lenin stoi w otwartym oknie i ostrzy sobie brzytwę na pasku od spodni, przygotowuje się do golenia. Przechodzi obok okna sześcioletni chłopczyk i mówi: „Dzień dobry towarzyszu Leninie!”, na co towarzysz Lenin odpowiada z uśmiechem „dzień dobry, chłopczyku!”. No dobrze, mówi pani nauczycielka, a gdzie tu dowód na to, że Lenin jest mądry, przyjazny i wspaniały? „No jak to” – mówi Gienadij – „Powiedziałem wyraźnie, miał brzytwę w ręku. Mógł rżnąć!”. Dowcip, choć mocno przestarzały, jak ulał pasuje do naszej, skądinąd ruskiej, rzeczywistości. Mógł rznąć, a nie rżnie – jest super. Kaczyński mógł być ch…m jak goście z PO, a nie jest. Wiwat! W moim prowincjonalnym (często to podkreślam, z dumą, bo lubię prowincję) miasteczku wybory wygrali… nie napiszę ich nazwisk, żeby ścierwa nie reklamować. Opowiem to innymi słowami. Wychodzicie z domu i otrzymujecie od losu dwie kartki z planem dnia, musicie jedną wybrać.  Wybieracie jedną, i czytacie „wejdź na 10 piętro wieżowca, wypij 2 wina i skocz na bańkę”. Jesteście załamani, nie tak miało być, ale los jest łaskawy. Pozwala wybrać drugą kartkę. Cieszysz się, pełen nadziei ją rozpościerasz, a tam napisane – „idź na trasę wylotową z twojego miasta. Wypij dwa wina i wskocz pod rozpędzonego tira”. Taki to właśnie mamy wybór w drugiej turze wyborów w Lęborku. Skok na bańkę albo rozpędzony tir. Co byście wybrali? Dlatego ja pasuję. Na drugą turę nie idę. Szkoda, bo mieszkam w pięknym mieście, przyszłej stolicy Polski (kiedy tylko zostanę jej monarchą, władcą absolutnym) i chciałbym mieć jakiegoś solidnego zarządcę mojego sioła, sam przecież nie podzielę się na 100 części, tyle pracy przede mną… Kolejny burmistrz Lęborka na pewno na to stanowisko nie będzie się nadawał. W ogóle to Rosja jest obecna na co dzień w naszej kulturze i rzeczywistości, wszak znów padły serwery PKW… czy aby nie rosyjskiej produkcji…? Źle tylko wyliczyli, padły za późno, chyba nie da się już nic zrobić, żeby platforma wygrała… Nie haraszo! Na wybory parlamentarne trzeba się będzie lepiej przygotować. Ja jako filozof w kolejny przypadek natury technicznej nie bardzo wierzę, bo umysłu informatycznego nie mam, natomiast widzę co się dzieje, pewną zaskakującą powtarzalność– zawodzi rosyjska technika i potem są straty, na których zyskuje platforma i jej rosyjscy zwierzchnicy… że zacznę od tragedii w Smoleńsku. Że sugeruję zamach…? Jeszcze mnie wezmą za katola oszołoma, ja tylko pytam, dociekam, rozważam, dziwię się… Wiem, że nic nie wiem :twisted: . Historia lubi się powtarzać i dopóki ten naród nie chwyci za broń, bądź za gardła swych ciemiężycieli, będzie jeszcze więcej wpadek, szczególnie rosyjskiej inżynierii technicznej…  Na koniec swych filozoficznych rozważań wspomnę o akcencie pozytywnym – meczu z Gruzją w Tbilisi. Tak filozoficznie rzecz rozważając, to chyba nie była polska drużyna. Mecz idzie średnio, w drugiej połowie nasi rzucają się do ataku, zamęczają przeciwnika? Aż w końcu zaczyna wpadać gol za golem? Nie zaspokaja się jednym golem i nie cofa za podwójną gardę na obronę, nie ustawia autobusu w polu karnym, tylko jeb… jeb… jeb… trafia nabojem przeciwnika, który się zatacza i broczy krwią, niczym postrzelony łoś w okolicach Gołdapi. Strzela jeszcze raz, po czym z bliskiej odległości dla pewności jeszcze raz trafia, niczym Mila strzałem pod poprzeczkę, a gdy gruziński łoś spod Gołdapi już leży i harczy, podchodzi i dobija ostatecznie zwierzynę, niczym Milik czwartym golem do szatni. Polowanie zakończone, liczymy łupy… jest dobrze, 4 mecze za nami, zima idzie w naszą stronę, piłka europejska się kończy powoli. Tymczasem z dorobkiem 10 punktów Polska przewodzi grupie. Ta właśnie Polska, która dzięki ręce Furtoka wygrała kiedyś z San Marino, którą golili wszyscy na boisku i nikt na trybunach (poza jednym wyjątkiem, meczem towarzyskim z Niemcami kiedyś w Zabrzu) przewodzi grupie, w której szkopy, Szkoci i Irlandczycy pochylając się nad butelką Jagermeistera tudzież Scotch Whisky czy Jamesona myślą… jak to możliwe? Chłopcy do bicia przestali być chłopcami do bicia. Niech wzorem piłkarzy i reszta narodu weźmie sobie ich postawę pod uwagę. Przestańcie być chłopcami do bicia, zróbcie się chłopcami bijącymi… mocno, celnie i bez pardonu. Jest kogo, zapewniam…

Podwórkowa filozofia Malkontenta

Wtorek z rana nie zapowiada się fajnie. Łamie mnie w kościach, boli krzyż i nic się nie chce. No dobra, coś tam się chce, ale tego tu nie ma ;-) . Do tego dochodzi katar, którego mieć nienawidzę.Za okno patrzę i widzę zachmurzone niebo, które jakby do mnie mówi – „masz przesrane dzisiaj, będę waliło deszczem na okrągło”. Czas na poranną kawę… druga lub trzecia w ciągu dnia może być, ale nie musi. Pierwsza musi koniecznie. Coraz więcej moich kolegów niczym małe dzieci lub kobiety w ciąży pije kawy rozpuszczalne, czemu nie od razu kawę zbożową „Inkę” lub „Anatola”? Czy te wymienione przeze mnie w ogóle istnieją jeszcze? Nie wiem, raczony nimi byłem podczas pobytów w areszcie, a dawno temu tam byłem ostatnio. Wchodzę na neta, a tu wiadomość szokująca, zwala z nóg. Taki cios o 7 rano? Czytam i oczom nie wierzę. Prawdopodobnie przestaną kręcić „Na Wspólnej”! ja pierdzielę, życie milionów gospodyń domowych i setek tysięcy mężczyzn w sile wieku straci sens! Już po zaprzestaniu kręcenia „Plebanii” nie było łatwo, ale ten cios ostatecznie pogrąży polskich wyznawców seriali. Gdy tak głębiej pomyślę, to w XXI wieku tylko dwie tragedie o podobnej mocy miały miejsce – zamach na World Trade Center i katastrofa w Smoleńsku. A ja tak w ogóle to znam jedna aktorkę z „Na Wspólnej”.  Taka zgrabna blondyna, widziałem jej sesję w „CKM” czy „Playboyu”, no muszę przyznać, że ma duże walory… aktorskie. Gdybym kręcił filmy, wziąłbym ją na kilka epizodów. Tym bardziej, że gdybym kręcił filmy, to wiadomo, jakie by to były filmy. Byłyby to niekończące się tasiemce, rozważania filozoficzne ta temat sensu życia, tyle że wg malkontenta, a nie Monty Pythona.

No co z tą pogodą? Słońca już nie będzie? Jak były upały, to ludzie narzekali że za gorąco, a ja im prawiłem „jeszcze zatęsknicie za nimi”… I słowo moje ciałem się stało, kilka dni jest chłodniej i już wszyscy tęsknią za latem. Lato już nie wróci zapewne, chyba że to globalne ocieplenie w końcu da znać o sobie, bardzo bym chciał. Skończy się ”na Wspólnej”, że tak uparcie wrócę do serialowego wątku, to cóż wtedy oglądać? Dajmy na to, że nie powstanie na szybkiego nowy serial np. „Na  Niczyjej”.  Przez parę dni nie będzie z tym problemu, gdyż zaczną się transmisje z największej imprezy dla Januszów jaka tylko może być. Jeśli się nie mylę, to w Polsce odbędą się mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn. Januszowa orgia jednym słowem. Hale zdominuje ryk piszczałek, trąbek i wuwuzeli. Podpici kretyni z pomalowanymi ryjami, metrowymi kapeluszami i kołatkami wszelakimi będą drzeć ryje w takt melodii do „Pana Wołodyjowskiego”. Skończy się mecz Polski, to się nachleją, czy to z radości czy ze smutku. Siatkówka to nawet fajny sport, ale kibiców ma tylko piłka nożna, w kilku ekstremalnych przypadkach żużel bądź hokej. Poza siatkówką na nic nie można liczyć w naszej zasranej telewizji, a tyle ciekawych programów się marzy… Oto moja propozycja:  8.00 – Poranna gimnastyka. Kasia Cichopek wraz z trzema wygłodniałymi samcami uprawia akrobatyczne figury. Program w wersji XXX/Hardcore/3D. 10.00 – Poranna egzekucja. Dziś Ryszard Kalisz. Uwaga! W systemie audio Tele widzowie pod numer 666 wysyłają swoje typy na rodzaj narzędzia egzekucji. A – konopny sznur, B – Krótka seria z karabinu AK 47 w głowę, C – gilotyna.  Jeden SMS kosztuje 0,99 zł, do rozlosowania cenna nagroda w postaci kompletu zdjęć z egzekucji i płyty CD z zapisem fonicznym odgłosów śmierci delikwenta.  Uwaga! Z ostatniej chwili. Z powodu problemów ze znalezieniem wystarczająco mocnego sznura na udźwignięcie Kalisza zmieniamy to narzędzie egzekucji na cyjanek potasu. 12.00 – Najnowsze przeboje – Maryla Rodowicz w przeboju „Niech żyje bal” oraz nieemitowany dotąd oryginalny teledysk, na którym powabna Maryla robi laskę na zmianę Olbrychskiemu i Jaruzelskiego, rok 1981, stół ugina się od jadła, Maryla zawsze na świeczniku, bal trwa. Twarz Jaruzelskiego zakryta czarnym paskiem z powodu śmierci generała oraz zbyt częstych przypadków uszkodzenia monitorów telewizyjnych, spowodowanych charczeniem i pluciem na ekran przez telewidzów. 14.00 Program dla dzieci – Trynkiewicz i Agatka. W dzisiejszym programie pan Mariusz odprowadza Agatkę do przedszkola opowiadając jej fascynujące bajki z zakresu anatomii dziecięcej. Z nieodległych krzaków życzliwy prokurator z uśmiechem na twarzy obserwuje przebieg resocjalizacji pana Mariusza. 16.00 Ojczyzna – żydowszczyzna. Profesor Dżemik tłumaczy zawiłości języka hebrajskiego i tłumaczy na ten język najprostsze zdania np., „jestem z Polski, nie umiem pracować, daj 5 euro”. 17.00 W świecie sportu. Profesor Strzykawa opwiada, jak w biegu na 100 metrów osiągnąć magiczną granicę 6 sekund. 18.00 – Wieczorna czytanka. Leszek Miller czyta 5 tom „Dzieł Wszystkich” Lenina. 19.00 – Wieczorne dobre wiadomości. Zespół ekspertów od public relations opracowuje i przedstawia państwu nadzwyczaj dobre wiadomości przedstawiające skomplikowane meandry uzdrawiania państwa przez polityków PO. Dziś reportaż z ukończenia budowy 234 metrowego odcinka autostrady Pcim Dolny – Pacanów Średni już po 12 latach ciężkich robót. Będą się wypowiadać ekonomiści o cudzie gospodarczym tego przedsięwzięcia, gdyż autostrada ta kosztowała jedynie 11 bilionów euro. 20.00 – tanie gotowanie. Onufry Kuroń, daleki kuzyn nieżyjącego Jacka opowiada o pysznościach dostępnych za niewielkie pieniądze, na które stać każdego emeryta.  Dziś sałatka warzywna  z obierek ziemniaczanych, pasztet z nieświeżych jaj kurzych oraz ravioli z robaczywej mąki z posypką z tynku ściennego. 22.00 premiera filmowa. Frankenstein. Film z Borisem Karloffem w roli głównej, już 90 lat po światowej premierze u nas na ekranach! 23.00 Pora spać, ścierwa. Program nocny wzbogacony pogadanka z kierowniczka MOPS-u w Barlinku zachęcający miłych widzów do codziennego 15 – minutowego zbierania surowców wtórnych przed snem. By żyło się łatwiej. Czyś taki program nie zadowalałby was? Miłego dnia

 filozof

Podwórkowa Filozofia Malkontenta

A więc stało się… Nieoficjalna to jeszcze wersja, niepotwierdzona papierami, ale fakt jest faktem… Od dziś jestem posiadaczem ziemskim. Pani emerytka trochę zaszalała z ceną, ale w końcu przystała na moje warunki no i wraz z moją żoną jestem właścicielem działki. Jutro wizyta u notariusza i takie tam. 500 metrów kwadratowych nowej posiadłości, domek,, folia krzewy, no sielski krajobraz po prostu… Swoją drogą takie kupowanie działki to jak głębiej pomyśleć, oznaka starzenia się i biedy. Starzenia, bo to panie posiedzieć, pogrzebać w ziemi, grilla zrobić… A kiedyś się chciało świat zdobywać. Biedy, bo można 800 metrów od domu udać się „na wczasy”, taki zamiennik wyjazdu na Mazury czy w góry… Myślałem, czym by tu się zająć na takiej działce, najlepiej czymś niezbyt legalnym. W grę wchodził mały, zaciszny burdelik, plantacja konopii, punkt dealerski bynajmniej nie Forda, produkcja nielegalnego alkoholu albo punkt z hot dogami, w praktyce pralnia brudnych pieniędzy. Niestety połowica moja sprowadziła mnie na ziemię, stanowczo żądając uprawy warzyw, hodowli kwiatów, rekreacji i wypoczynku. Czyli z bałaganu nici… No trudno – co zrobić.

Kupiłem sobie ostatnio tygodnik „Do Rzeczy”, aby poczytać. Generalnie kupuję raz w tygodniu, no czasami częściej „Przegląd Sportowy”, raz w miesiącu „To My, Kibice” no i tygodnik „Angorę”, ale ten mnie drażni coraz mocniej, bo czytuję tam różne lewackie artykuły w stylu Sobczaka, Szpaka czy Martenki, sam Korwin -  Mikke  swymi zjadliwymi prawicowymi tekstami tego pisma nie uratuje, a że poziom merytoryczny artykułów tego pisma także spadł, zastanawiam się nad zmianą periodyku. „Nie” Urbana odpada, „Wiadomości Wędkarskie” również, „Markiza” dla zwolenników BDSM już nie wydają – szkoda, kurde ;-)  . No i czytam te „Do rzeczy” i tak powiem szczerze, nie jest może najgorzej, ale na kolana też nie powala. Oczywiście zacząłem od przedostatniej strony, tam pisze Łysiak, ale akurat nie napisał w tym numerze niczego zaskakującego, bo opisywał Ronalda Reagana z okazji 10 rocznicy śmierci tego pana. Reagan jest największym bohaterem dzisiejszych czasów, bardzo wiele zrobił i dla Polski, jak i dla upadku sowieckiego imperium zła, zresztą jedno z drugim się łączy. Tyle że ja to wszystko wiem, poczytałbym coś innego. Inne felietony raz lepsze, raz gorsze, nie z wszystkimi dziennikarzami piszącymi dla „Do Rzeczy” sympatyzuję. Ogólnie myślałem, że będzie ciekawiej. Na koniec śmiesznostka – jest taka dziwna aktorka, Szczepkowska, ta która kiedyś ogłosiła, że skończył się komunizm. Myślałem że to baba o zapatrywaniach prawicowych, a okazało się, że pisała felietony dla „Wysokich Obcasów”, dodatku do… „Gazety Wyborczej”, skąd przeszła do… „Do Rzeczy”. No i właśnie po wydaniu 26 numeru, tego który sobie kupiłem, Szczepkowska zrezygnowała z pisania dla tej gazety, a to na skutek okładki, na której jest Tusk z ryjem pomalowanym niczym Indianin i jest tekst „Tusku odejdź”.  Pani Szczepkowska wyjaśniła, że odchodzi, bo nie zgadza się z linią programową pisma, bo Tusk nie jest według niej wszystkiemu winien… No muszę to w końcu napisać: debilka. „Wyborcza” nie pasuje, „Do rzeczy” nie pasuje, no szkoda naprawdę że tego „Markiza” już nie wydają, może odnalazłaby się jako seksistowskie, pełne przemocy wcielenie potwora doktora Frankensteina z pejczem wysadzanym ćwiekami na ten przykład 8-)  ?

Dziś, spontanicznie, korzystając z pięknej pogody (znając życie – długo nie potrwa) udaliśmy się nad jezioro. Przy wejściu na plażę chronioną widziałem tabliczkę – zakaz wprowadzania psów. Tak sobie pomyślałem, że taki zakaz jest trudny do wyegzekwowania. Bo co zrobić, jak pies przyjdzie po cywilu? Bez munduru? Ja wiem, przeciętny pies ma matołectwo i debilizm wypisany na twarzy, są jednak wyjątki, które dobrze się maskują. Takiego psa można bez problemu wychwycić za pomocą podchwytliwego pytania, np. o stolicę Polski, z dodawania w zakresie dziesięciu lub jakiego koloru jest kolor niebieski. Jeżeli na takim pytaniu się wyłoży, na 90% jest to milicjant, ale może też to być Wałęsa albo Krzywonos, więc system nie jest stuprocentowo pewien. Zresztą nie widziałem przy furtce na plażę bramkarzy – selekcjonerów, więc obawiam się, że niejeden pies się przemycił. Krzywonos nie dałaby rady, bo nie ma takiej furtki, przez którą by się przecisnęła.

Dziś w telewizji widziałem w jakimś programie informacyjnym, jaki to „problem” mają ludzie z jednego z warszawskich osiedli. Otóż w spożywczym pani sprzedaje dynks spod lady, no denaturat innymi słowy. No i jest problem, bo przychodzą menele i ten denaturat kupują i go – co tu ukrywać – wypijają. Pani wyczuła biznes, bo ponoć smakoszy fioletowej jest w tamtych okolicach niemało. No i dziennikarz zasrany chodzi po osiedlu i dopytuje, czy faktycznie wszystkich to wkurza, że menele kupują dynks. Pyta też pani sklepowej, dlaczego go sprzedaje, oraz psów, co robią żeby problem zniknął. Ten cały program to jakiś jeden wielki bzdet, kretynizm do potęgi entej. Denaturat jest dopuszczony do normalnej sprzedaży jako środek chemiczny, a czy ktoś go pije, myje nim szyby, czy smaruje sobie dupę – jego sprawa. Więc nic tu nie ma pod względem prawnym do roboty, program wyjęty z dupy! Psy to nawet powiedziały, że mogą babie na kant tyłka skoczyć, bo nie robi nic bezprawnie. Nie kumam też baby sklepowej, która na hasło „towar” wyjmowała denaturat spod lady i goniła go klientom. Czego tu się wstydzić, co tu ukrywać? Ja bym walnął wielką fioletową butelkę z kartonu przed sklepem z jakimś wesołym wierszykiem zachęcającym do kupowania. Menele kupowały sobie małą flaszkę dynksu za 2,50, po swojemu rozrabiały i było z tego imprezy na cały dzień. Na więcej ich nie stać, a wypić mają prawo ile tylko chcą – nie jest to zabronione póki co. Nie wchodzą nikomu w drogę i piją za swoje. Burzą się jacyś zasrani emeryci, którym wszystko przeszkadza. Sami całe życie chlali, na pewno nie raz byli obrzygani, spali na ławce w parku, tłukli swoje baby po paru głębszych. Teraz na to są za starzy, więc uprzykrzają życie innym. Nie przyburzą się do cwaniaków którzy grupkami chleją wódę pod sklepem, nie przyburzą się do małolatów którzy śmigają naćpani po osiedlu, tylko burzą się do meneli, którzy im nie mogą dać po ryjach, skarżą na nich dziennikarzom i psom. Stare ubeki, konfidenci dzielnicowi, jebane społeczniaki. Wczoraj skarżyli się w partii, dziś dzwonią do TVN-u. Wczoraj biegli skarżyć do milicji, dziś… też do milicji, choć nazwa chyba inna. A dziennikarz –  szmaciarz podchwycił obsrany, nic nie warty temat. Myślał że zabłyśnie, a tu klapa. Menele! Piszę do was, choć wiem że niewielu z was ma kompa z netem. Znam jednego waszego drinka – przepuszcza się dynks przez bułkę paryską, dodaje sok pomidorowy i podobno – miód malina, whisky się chowa . Na zdrowie!

Podwórkowa Filozofia Malkontenta

Ech jak słodko się pracuje blisko domu… 20.30 na zegarze, a ja już w domu od dawna… Kasa w banku wpłacona i zaraz stracona na różne haracze, zakupy zrobione, piesek zaliczył długi spacer… Niemcy zrobili swoje, Francja nawet nie kwiknęła zbytnio w meczu mistrzostw… Francja tak generalnie ma, że jak się biorą za nią Niemcy, to nawet nie kwiknie i poddaje się bez większej walki. Tak było w różnych starciach francusko – niemieckich, tak jest też i w tych mistrzostwach. No, ale zawsze i tak mają lepiej od pedałkowatych Włochów, bo mieli swoje 5 minut w postaci Napoleona Bonaparte. Siedzę tak sobie, wypoczywam z lekka i myślę… myślę, że jakaś myśl mnie nachodzi, ale jeszcze nie wiem do końca jaka. W domu sam jestem, pies zmęczony zalega na łożu, kobieta na babskim grillu… To nawet i trochę dobrze, bo choć tęsknię za swoją kobietą, to i sam być lubię, muszę przyznać… nawet bardzo lubię. Dziwne są te sprzeczności w człowieku. Uwielbiam, ponosi mnie atmosfera meczowa, doping, race, awantury, szaleństwo, adrenalina, w koło mnie 1000 ziomali z Bałtyku… poniosło mnie trochę, tylko raz w historii było nas 1000 w młynie :roll:  Ale nie w tym rzecz. Fanatyzm, atmosfera, pełno ludzi złączonych w jednej idei… mecz, koncert, pielgrzymka kibiców – jest super. I z drugiej strony – być samemu, ukoić swe myśli, nie gadać z nikim… Komputer, książka, czasem mecz w tv… Hałas jest piękny, stymulujący, energetyzujący… Cisza – dokładnie tak samo… Wszystko zależy od nastroju chwili. Też tak macie? Czy tylko ja mam takie rozdwojenie jaźni? Melancholik czy choleryk? Dr Jekyll czy Mr Hyde? The Prodigy czy Beethoven? Różnie to bywa. Podczas bicia w mordę melancholia się nie sprawdza. Podczas romantycznej kolacji przy świecach o zadymach się nie prawi… no dobra, zdarzało się, ale to udane randki nie były :mrgreen: . Kukam przez okno, temperatura mocno letnia, niepokoi mnie. Niepokoi mnie, że lato przyszło za szybko. Już ja znam swoje szczęście, przygrzeje jeszcze kilka dni, potem mam urlop i 3 tygodnie pompa i wichury, a potem znów się pięknie wszystko unormuje. Jak już wrócę do pracy. Wrrr… Patrzę sobie przez okno… niczym „Okno na podwórze” Hitchcocka, heh – zabawna dygresja. Patrzę i słucham… coś przerywa mi sielankę świergotania ptaków i szumu wiatru… odgłosy jakieś… Hmmm… Już wiem. To odgłosy dzieciaków. Kilku chłopaków może 12 – letnich gra sobie w piłkę… To dziwne. Grają w piłkę? Jakie to miłe, myślałem że wszyscy chłopcy w ich wieku siedzą przed kompami. Nic to, że grają na trawniku, do boiska daleko, trzeba się cieszyć, że ktokolwiek chce jeszcze grać w piłkę. Aaaa niech tam i szybę sobie jakąś wybiją. Tak się zaczyna przygoda, jeb! I nie ma szyby, ucieczka, gonią czy nie gonią? Gorzej jak piłka po wybiciu szyby wpadnie do jakiejś piwnicy czy pokoju. Jak byłem takim 12 – letnim srajtem, to była jeszcze głęboka komuna, rok 1985. Posiadać elegancką piłkę do nogi to było nie byle co. Tam gdzie grywałem w piłkę, a chodziło się kiedyś codziennie, na 20-30 chłopaków były ze 2-3 piłki, ja też miałem. Koniec szkoły – plecak czy może raczej tornister w kąt, na podwórko i do nocy się grało. To były czasy! A więc już wiem, jakie mnie naszły myśli… nie polityczne tym razem, nie sportowe, tylko te najgorsze – wspomnieniowe. Okropne! Wiecie czemu..? Bo oznacza to, że się starzeję… Przez długi czas człowiek w ogóle nie zaprząta sobie głowy tym, co było wczoraj. Potem od czasu do czasu wspomina – to mój etap właśnie – aż w końcu wkracza w epokę dziadowania i żyje tylko wspomnieniami… Ludzie na starość żyją gdzieś w 75% wspomnieniami, w 25% życiem realnym, współczesnym… Ten procent się cały czas zmienia na gorsze, aż staruszek fiksuje do końca albo schodzi z tego łez padołu. Ech dość marudzenia… czegoś mi brakuje… To chyba ciągle jest szklanka whisky z odrobiną lodu? 16 miesięcy mi mija jak nie chleję, a ta whisky mi z głowy nie chce wyjść. „Whisky moja żono” ;-) ? No trudno, wezmę sobie w zamian Dr Peppera, taki głupi napój gazowany, który mi ostatnio zasmakował. Zbliża się czas, w którym mam nadzieję Brazylia zapłacze. Wierzę że Kolumbia ich opędzluje , mocno wierzę! Nie lubię faworytów, pewniaków, frajerów wożonych przez sędziów! Kolumbio niszcz gamoni z Brazylii! Ooo co widzę, pierwsza szklana telewizji, Materna jest w studio. Mecz czas zacząć, wyłączam się, ale przecież niedługo wrócę ;-)

Podwórkowa filozofia Malkontenta

Ponoć podróże uczą. No nie wiem, ja tam jakimś większym obieżyświatem czy innym globtroterem nie jestem, brak czasu i funduszy na zwiedzania świata. Za to w mam już tak duże doświadczenie w podróżowaniu po terenie naszego kraju, że powinienem być już nieźle wyuczony… Po ponad rocznym wysiadywaniu w Łodzi zasiedziałem się w atrakcyjnym Świnoujściu, by przez Piłę, Szczecinek czy dziurę o nazwie Połczyn Zdrój wylądować w najstarszym mieście Polski. Wiecie które to ;-) ? W każdym razie to jedyne, co mnie cieszy w pracy, w której dzień co dzień użeram się z hordą kretynów zamieszkujących bloki, wieżowce i kamienice. To zwiedzanie kraju właśnie.  Będąc w takich wojażach trzeba też gdzieś mieszkać i tu też trzeba zmagać się z kolejnymi zastępami debilów… Niestety nie stać nas na mieszkanie w 3 gwiazdkowych hotelach i trzeba się obijać po kwaterach prywatnych, bądź masowych typu 6 pokoi na jednym piętrze, a dla wszystkich do dyspozycji 2 łazienki i 2 WC. Jedynymi wymuszanymi standardami są ciepła woda, kuchnia, lodówka i tv, jak dla mnie jeszcze wi – fi,  ale to nie warunek – w końcu ma się ten mobilny internet 8-) . Czasem niestety, a miałem taki przypadek ostatnio, po pracy nie da się odpocząć, albowiem i w miejscu zamieszkania obcuję z niewyobrażalnym chamstwem. Chłopaki  - buraki sądząc po blachach ze wsi nieopodal Bydgoszczy wesoło spędzali czas po pracy na pijaństwie, wrzaskach wulgarnych i trzaskaniu drzwiami. Mieli chyba jakiś nieuzasadniony lęk przed płynem do naczyń, w związku z czym nie zmywali po sobie, natomiast braki spożywcze uzupełniali kradnąc nam żarcie z lodówki. Była to mieszanka młodych wieśniaków złodziejaszków ze starymi wieśniakami pijakami. Tak sobie smętnie pomyślałem, gdy po raz kolejny w okolicach północy ze snu mnie wybudziły wrzaski i trzaskanie drzwiami, że z tymi oto ludźmi nic w tej Polsce nie zmienimy. Prymitywne słownictwo, mordy trochę jakby ruskie, tępy wyraz twarzy… Problem obejmuje ponad połowę Polaków, tzn. debili jest więcej, ale mówię już o takich, którzy nie jarzą nic kompletnie, których nic nie interesuje. Nie wiem… czy walka o dusze, o świadomość tych ludzi ma jakikolwiek sens? Czy w ogóle  warto coś robić? Co dzień nurzamy się w oparach beznadziei, debilizmu, tępoty. Media z coraz większym naciskiem propagują pedalstwo, nihilizm, lewactwo, serwilizm, służalczość, konfidenctwo i inne przymioty współczesnego ćwoka. Już raczej wiadomo, że nic się przez wiele najbliższych lat nie zmieni, bo nie ma kto do tych zmian doprowadzić. Moi niektórzy koledzy usilnie proklamują PiS i Jarka na zbawcę Polski, choć będąc osobami niegłupimi dobrze wiedzą, ze kandydat na męża opatrznościowego to żaden. Po prostu nie ma nikogo lepszego i próbują podkręcać mu CV. Nawet komuna zlała Jarka, w sytuacji gdy wszystkich niewygodnych systemowi internowali, jego zostawili w domu. A brali prawie wszystkich. A chyba nikt nie posądza bezpieki, że brakowało im jego danych w archiwum, albo że go przeoczyli… Smutne że wierzący w prawicowe idee ludzie muszą się opierać na takich oszołomach jak Kaczyński czy ostatnio Korwin Mikke. Głosowałem na partię tego drugiego w ostatnich euro wyborach, bo wierzę w jego ludzi (Jarek nawet zaplecza nie ma żadnego, jeśli się mylę to proszę o przykłady) no i wiem że jak i w przypadku Jarka wiele jego wypowiedzi zostało zmanipulowanych. Korwin – żałosny i zabawny pajac, Kaczyński – żałosny i smutny pajac, którego wybrać? Żadnego najlepiej. Niestety nie mamy wyjścia, musimy któreś z takich indywiduów w następnych wyborach wybrać, bo w odwodzie czekają Millery, Tuski, Piechocińskie, Biedronie i Grodzkie. Już nie czeka Kurski, bo ponoć zrezygnował z kariery heh. Cóż za strata. Nie wiem czy to warto zajmować się wielką polityką, pisać o tym, jak z góry wiadomo, że to rzucanie grochem o ścianę. Choćbym się zesrał, pisał dniami i nocami, przytaczał ważkie fakty i żelazne argumenty, ilu ludzi cokolwiek zrozumie? Ilu ludzi z neolewactwa zmieni swe zapatrywania na prawicowe i zrozumie, ze życie w tym kraju jest nie takie, jak przedstawia TVN w telewizji na śniadanie czy jak tam to się zwie? Pewnie niewielu, oceniam swoje siły medialne bo ja wiem, na jedną osobę na rok? To trochę mało 8-O . Podobnie jak i innych pismaków prawicowych. Ale taka już rola niewdzięczna pisarza, poety i wrażliwego romantyka. Pisze, choć nikt nie czyta, pisze, a jego słowa nikną w przestrzeni niczym bąk puszczony podczas zawieruchy. Ale musi pisać i tym samym i ja was pozbawionych moich tekstów nie zostawię… Są też inne ważne na świecie sprawy, na szczęście na polityce świat się nie kończy. Jest jeszcze Bałtyk Gdynia, drużyna która nie przegrywa i nie odpuszcza wyjazdów, jest jeszcze sztuka, sport i erotyka :oops: . Tyle jest ważnych rzeczy… Wychodzę już z tego domu, jako wrażliwy, uduchowiony artysta nie mogę patrzeć, jak moja osobista narzeczona trywialnie sprząta mieszkanie, uwija się tu i tam, wszędzie jej pełno… Wychodzę, i nie wiem kiedy wrócę, aczkolwiek  najpewniej w okolicach obiadu …

filozof

filozof

Podwórkowa filozofia Malkontenta

       Stuku – puku – sruku, te i inne odgłosy towarzyszą mi od kilku dni bezustannie. Do tego dodam kurz, który mimo sprzątania jest wszędzie, syf i przemeblowane mieszkanie. Oto mam w domu remont. Zaledwie kuchnia i korytarz ulegną zmianom, ale i to jest ponad siły psychiczne i fizyczne dla utalentowanego i wrażliwego artysty, jak w takich warunkach tworzyć sztukę? No jak? Tym samym stwierdzam definitywnie, iż poza ewentualnym malowaniem ścian raz na 10 lat jest to koniec wszelakich remontów do końca żywota mojego. No podziwiam szczerze mówiąc ludzi, którzy pracują w budowlance, szczególnie w wykończeniówce i przy remontach mieszkań. Ja bym w takiej pracy nawet dwóch tygodni nie wytrzymał, u siebie mnie szlag trafia, a jeszcze tyrać w takim czymś dla kogoś? A w ogóle to delikatny jestem i kaszlę, pewnie się nabawiłem pylicy niczym górnik fedrujący lat 35 w kopalni „Makoszowy” w Zabrzu… To już wolę z ludźmi – kretynami nadal się użerać.

       Przez to pisanie dyrdymał wszelakich na komputerze z lenistwa wrodzonego czasem nie jestem wystarczająco czujny. No i na przykład nie panuję nad pilotem, i po obejrzeniu wiadomości, które sobie włączyłem, zaliczam jeszcze „M jak miłość” czy tam „Na Wspólnej” (nie rozróżniam) albo i nawet do audycji komitetów wyborczych docieram… No i ostatnio się tych bzdur nasłuchałem. Nawet było momentami śmiesznie, ale na ogół tragicznie. Niemniej jednak moje myślenie na temat wyborów do europarlamentu uległo ewolucji. Przez dłuższy czas wychodziłem z założenia że do tych wyborów iść nie należy. Przyjąłem za pewnik, że nasze polskie chamstwo polityczne pcha się do europarlamentu tylko i wyłącznie dla kasy i układów. Nie chce się iść głosować, gdy ogląda się te zakazane mordy z telewizora. Nawet nie bardzo wiadomo na kogo. Jednak niestety są też inne fakty. Polska w tej chwili nie jest suwerennym krajem. Rządzi nami Unia Europejska. Ma znacznie większą władzę w naszym kraju, niż polski rząd, a to za sprawą rządów PO, PiS i SLD w ostatnich latach, które do tego dopuściły. Nawet jeżeli jest powiedzmy 5% szansy na to, że europarlamentarzysta z Polski będzie miał na celu dobro naszego kraju, trzeba i tej minimalnej szansy się złapać jak tonący brzytwy i chyba jednak w tych wyborach wziąć udział. Głosowanie jest wyrazem jakiejś świadomości, głosując np. przeciwko PO zawsze dajemy jakiś opór kurewstwu na szczeblach władzy. Bo oczywiście marzy nam się przewrót zbrojny, obalenie obecnego nie-rządu, powieszenie winnych i zaprowadzenie monarchii absolutnej pod przewodnictwem moralnych i etycznych autorytetów. Jednak są to w chwili obecnej kompletne mrzonki. Nie ma najmniejszych szans na takie rozwiązanie w Polsce w najbliższych latach. Więc może jednak warto jest pójść i głosowaniem utrzeć nosa rządzącemu establishmentowi. Zabrać im parę tych lukratywnych posadek w Brukseli. Tematem na kogo głosować w najbliższych wyborach być może jeszcze się zajmę.

       Swoją drogą to matka natura wyraźnie sprzyja obecnie rządzącym. Otóż fala kulminacyjna na Wiśle właśnie przechodzi przez Polskę, mija dziś Lubelszczyznę, i poza drobnymi podtopieniami z tej jak i innych rzek powódź nam raczej nie grozi. Śmiało więc można ogłosić, iż „rząd zdał egzamin” oraz że „rząd był przygotowany”. No cóż, z dwojga złego lepsze to od dramatów ludzkich spowodowanych powodziami. Ale tak sobie myślę, że  mógłby taki Bałtyk, albo ten rów wodny co nazywa się Kacza tak wylać, żeby Narodowy Stadion Rugby doszczętnie zniszczyć. To zmusiłoby zarząd Bałtyku Gdynia do myślenia (bo do tej pory idzie im to bardzo opornie) co zrobić, żeby grać na prawdziwym boisku, piłkarskim, a nie rugby. I na pewno dałoby się coś wymyśleć. Bo przypominam, że jakby nie spojrzeć na grę Bałtyku, to jest to jednak futbol, a nie rugby.

filozof