Bałtyk Gdynia

10/2014/15 Leśnik Manowo – Bałtyk Gdynia

Ten mecz był dla nas ważny i sportowo, i kibicowsko. Po blamażu ze słabiutką Astrą przed tygodniem spotkanie w Manowie koniecznie musieliśmy wygrać, by nie stracić dystansu ze ścisłą czołówką. Co do kwestii kibicowskich z kolei, mieliśmy w planie spotkać się z kibicami Gwardii, by zmazać obciach sprzed 2 tygodni, gdy to jadąc do Dygowa, nie byliśmy w stanie z nimi się zetknąć. Drugi plan praktycznie nie był realny od samego początku, gdy wiadomym było, że do Manowa pojedzie nas bardzo, ale to bardzo mało. Ostatecznie było nas 7 chętnych, ale tylko 1 auto! Więc pojechaliśmy w 5 osób. Poza kierowcą i mną – abstynentem – skład samochodu raczył się whisky z colą. Po drodze wpadaliśmy na wesołe pomysły, np. żeby zaproponować zawiedzionej naszą postawą Gwardii sparing np. po trzech ale składem over 35 albo po dwóch składem over 40 i powiem wam – byłoby grubo 8-) . Ostatecznie koledzy zmagali się jedynie z kolejną butelką whisky. Do Manowa zajechaliśmy elegancko, na 20 minut przed rozpoczęciem meczu. Tuż przed jego rozpoczęciem doszedł do nas koleżka z Wejherowa, więc ogółem w Manowie nas 6 osób.  Gdynia, co dziwne jest jak na klub z Gdyni, nie istniała na tym wyjeździe – było 3 z Wejherowa, 2 z Luzina i ja z Lęborka. Zachodni Bastion staje się powoli jedynym bastionem Bałtyku. Mecz to była trochę męczarnia, Bałtyk starał się, niby próbował biegać, ale bardzo marnie to wszystko wychodziło, mieliśmy 2 bardzo dobre sytuacje, Leśnik jedną i remis do przerwy. Co ciekawe w tym Manowie był catering, udaliśmy się tam w przerwie meczu i zjedliśmy drogie i niezbyt dobre kiełbasy, oraz kilka kawałków smacznego ciasta – kto to widział żeby kibole na wyjeździe żarli ciasto ;-) . Przerwa meczu bardzo się przedłużyła, ponad 30 minut, a to z powodu sędziego, który zasłabł (kto to widział, żeby amfetaminę wódką popijać, he he ). Drugą połowę Bałtyk zaczął lepiej, ale około 60 minuty gra siadła. Tak szczerze mówiąc to przestaliśmy już zbytnio wierzyć w zwycięstwo w tym meczu, gdy nadeszła ta fartowna, 78 minuta. Rozegranie w okolicach pola karnego, obrona Leśnika po prostu stanęła, piłkę przejął Węgliński, podciągnął kilka metrów i jeb – pod bramkarzem – wygrywamy 1-0! Ależ się ucieszyliśmy. Gonić wszystkich, jak dobrze idzie, to fajna sprawa, ale jak rozgrywamy kolejny słaby mecz, a mimo to kolejny raz walimy przeciwnika, to już też jest umiejętność, którą nie każdy ma. Albo inaczej, mieliśmy dzisiaj całkiem sporo farta. Jak na naszą malutka grupeczkę dopingowaliśmy znośnie, pomogła akustyka manowskiego stadionu i docenili to piłkarze – miło z ich strony, że choć było nas tak mało, podeszli do nas podziękować po meczu. My też dziękujemy i uwaga do trenera – nadal są miliardy rzeczy do poprawienia w grze Bałtyku, trenować, ogrywać się, bo teraz przed nami najważniejsze mecze tej rundy. Powrót naszej grupki spokojny, chłopaki obalili jeszcze butelkę czy dwie, zjedliśmy obiad w knajpie i odwiedziliśmy grób Voopera ze zniczami. Dobry wynik i… nic więcej.

2014-10-11 Leśnik Manowo - Bałtyk Gdynia 003My

2014-10-11 Leśnik Manowo - Bałtyk Gdynia 004Niezły graf na ścianie budynku klubowego Leśnika ;-)

10/2014/15 Leśnik Manowo – Bałtyk Gdynia, 11 października, 12.00

Kolejny czwartoligowy mecz z wiejską drużyna przed nami. Czy sobie poradzimy, czy będzie bardzo ciężko? Trudno orzec, jeśli Bałtyk zagra normalnie, tak jak już kilka razy pokazał, że potrafi, wygra ze 4-0 i tak powinniśmy lać wszelkie drużyny grające na nieużytkach upadłych PGR-ów. Jednak gwarancji na normalną grę Bałtyku nie ma żadnych, gdyż w ostatnich czterech meczach Bałtyk grał słabo, tracąc bramki i punkty z outsiderami. Leśnik czy tam GKS – różnie piszą, sprawia ciut lepsze wrażenie od naszych poprzednich rywali. Jest trochę bliżej środka tabeli no i nie jest beniaminkiem – fartem bo fartem, ale utrzymał się w naszej lidze sezon temu i nieco już okrzepł w towarzystwie czwartoligowców. Leśnik zaczął sezon beznadziejnie, 3 porażkami, ale szybko się ogarnął i następne wyniki były już bardzo wartościowe w naszych realiach – puknęli rezerwy Arki, brylujące w czołówce Przodkowo, urwali na wyjeździe punkt liderującemu KS Chwaszczyno! Na szczęście ostatnie 2 mecze wtopili, więc chyba słabną. Oj śmierdzi mi tu remisem, ale.. zaraz zaraz, przecież liczymy na awans. Musimy to wygrać! Piłkarze Bałtyku ogarnijcie się, kryzys trwa zdecydowanie zbyt długo, nie możemy drżeć ze strachu przed wyjazdem do Manowa! Grajcie dla nas! A co do kwestii kibicowskich to żal się wypowiadać, zera nie będzie, ale miejsca na stadionie dla nas starczy… Na pewno starczy…

9/2014/15 Bałtyk Gdynia – Astra Ustronie Morskie

Kryzys w Bałtyku trwa w najlepsze. Próbowałem sobie i wam wmówić, że druga polowa meczu w Dygowie go zakończyła, ale dobijanie prowincjonalnego Raselu przesłoniło nam obraz faktyczny, tymczasem jest źle. Po fantastycznym meczu z Bałtykiem Koszalin kolejne 4 mecze były nieudane. Zaczęło się od wyjazdu do Wejherowa, gdzie oddaliśmy mecz bez walki. Przyszedł mecz z rezerwami Pogoni Szczecin, bardzo słaby w naszym wykonaniu, ledwie udało nam się zremisować.  Pojechaliśmy do Dygowa, gdzie po koszmarnej pierwszej połowie udało się wypunktować słabiutki Rasel, który być może nie wygra już żadnego meczu w tej lidze. Czary goryczy dopełnił dzisiejszy mecz, który z bardzo słabą wiejską Astrą zremisowaliśmy, do przerwy zresztą przegrywając! Oba gole w tym meczu padły z rzutów karnych, my wyrównaliśmy zaraz po przerwie dzięki pewnemu trafieniu Rusinka. No cóż, drużynie Astry gratuluję dzielnej postawy, długo tam będą wspominać pewnie remis na Bałtyku, który to przecież grywał w ekstraklasie… Żal, wielki żal, gdyż po raz pierwszy od wielu lat mogliśmy zostać liderem tabeli, wystarczyło wygrać z Astrą. Tymczasem piłkarze i trener Bałtyku ten mecz koszmarnie zjebali, jakoś tak, mimo „oczywistego” zwycięstwa bałem się tego meczu i nie bez powodu. Jeżeli drużyna Bałtyku nie chce być liderem, nie chce rozbudzać marzeń o barażach w walce o awans do wyższej ligi, to może niech zarząd, drużyna i trenerzy po prostu oficjalnie o tym powiedzą, bo niepotrzebnie to wszystko przeżywamy. Zdjąć chłopaki żel z włosów i zapierdalać, zapierdalać! Czas laby się skończył. Teraz jedziemy do Manowa pod Koszalinem i jak nie będziemy tam widzieć walki, zaangażowania i poprawy wyniku z poprzedniego sezonu (porażka 4-3), to możecie usłyszeć kilka nieprzyjemnych słów panowie. Nikt z nas tego nie chce, prawda? O stronie kibicowskiej tego „widowiska” nie bardzo jest co opowiadać, przyjezdna drużyna kibiców nie posiada, u nas też z tym było bardzo słabo, z rzadka był prowadzony doping. Zapomnijmy jak najszybciej tą nieudaną niedzielę!

9/2014/15 Bałtyk Gdynia – Astra Ustronie Morskie, 05.10.2014, 13.00

Z wieśniaków, które awansowały do nas z 5 ligi są dwie drużyny z którymi do tego sezonu jeszcze nie graliśmy – Dygowo i Chwaszczyno, oraz dwie, z którymi już graliśmy – Przodkowo i właśnie Astra Ustronie Morskie, z którą jeden sezon już graliśmy w tej samej klasie rozgrywkowej. Astra to po łacinie znaczy gwiazda, tymczasem dokonania Astry po awansie do naszej ligi do gwiazdorskich zaliczyć jest raczej trudno. Po 8 kolejkach rozgrywek słabsza od nich w tabeli jest tylko czerwona latarnia z Dygowa, którą ograliśmy zaledwie tydzień temu, acz nie bez problemów, więc uważać trzeba. Astra miała kiepskich 7 meczów w tych rozgrywkach, ledwo remisując bądź przegrywając i jeden rodzynek – super mecz z Kaszubią i to na jej terenie! W meczu tym do 70 minuty meczu Astra prowadziła 4-0 by ostatecznie wygrać 5-3. Było to w przedostatniej kolejce, tydzień temu już wszystko wróciło do normy, Astrę na jej terenie ogoliła Gwardia 4-0. Być może po prostu w Kościerzynie chłopaki się dogadali i zarobili parę groszy u bukmachera? Zawodnikiem Astry na którego trzeba najbardziej uważać jest chyba Kupisz, który przeszedł do tego klubu z Kotwicy Kołobrzeg i mimo mizerii piłkarskiej w Ustroniu w dotychczasowych 8 meczach strzelił dla Astry 4 gole, wynik godny uwagi. W nadmorskim Ustroniu nikt nie kibicuje Astrze i nikt za tą drużyną na Bałtyk nie przyjedzie. Nasz klub po 2,5 meczach kryzysu chyba strzelając 3 gole w drugiej połowie meczu w Dygowie kryzys ów zakończył i zwycięstwo w meczu z Astrą będzie czystą formalnością. Typuję zwycięstwo 4-0, pomóżmy drużynie gorącym dopingiem!

8/2014/15 Rasel Dygowo – Bałtyk Gdynia

Mecz w Dygowie był idealnym momentem na przełamanie dołka piłkarskiego, w którym znalazła się drużyna. Bo z kim wygrywać, jak nie z outsiderem? Już 2 dni przed wyjazdem dzwonił do mnie człowiek z Gwardii Koszalin z propozycją towarzyską. Mianowicie o tej samej porze co my, grali oni zaledwie 8 km od nas, w Ustroniu Morskim! Idealna okazja na to, aby się spotkać, pogadać, napić piwa. Kilku kibiców Bałtyku tego dnia jechać nie mogło, ale sądziłem że pozostali prawdziwi kibice Bałtyku, którzy udadzą się na wyjazd, skorzystają z okazji… Kto nie lubi chłodnego piwa? Tymczasem zaczęła powracać stara zmora Bałtyku – spóźnialstwo. Gdy najstarsi z Bałtyku, z wiadomych względów nie zainteresowani piciem piwa pojechali na mecz długo przed czasem, starzy kibice czekali na młodzież w miejscu zbiórki. W końcu się doczekali i wiadomym było, że z picia browaru z Gwardią nic tego dnia nie będzie, gdyż młodzież była już po spożyciu znacznie mocniejszych trunków. Ja rozumiem, 18 urodziny jednego z uczestników wyjazdu to poważna sprawa, ale są poważniejsze niekiedy… Ruszyliśmy w stronę Dygowa, to zaledwie 200 km od Gdyni, ale bus młodych ciągle robił postoje, a my ciągle czekaliśmy gdzieś na nich. Mecz już od dawna leciał, więc w końcu udaliśmy się naszym autem na niego, nie czekając już na resztę. Do przerwy dramat, Bałtyk przegrywał a następnie remisował z Raselem, a obok naszych kilku obecnych już na meczu kibiców krążyli i coś tam burczeli jakieś miejscowe gamonie. Na sektorze pojawiliśmy się w przerwie meczu, problem gamoni zniknął od razu, jeszcze została kwestia wyniku i dojazdu busa, który gdzieś się zgubił (naiwna wiara w nieomylność nawigacji gps).Na mecz weszliśmy za darmo, obiekt Rasela to dramat, trybuny z jednej strony tylko, może na 500 osób, płotek metrowy, jakaś klatka żenująca na 50 osób, do której nawet się nie zbliżaliśmy. Zero normalnych kibiców, znikaj Raselu jak najszybciej w otchłani koszalińskiej 5 ligi! Piłkarze z Dygowa w drugiej połowie meczu puchli z każdą minutą i całe szczęście, bo gra Bałtyku była tego dnia kiepska. Oczywiście na tle amatorów z Dygowa pod koniec meczu wyglądała coraz lepiej, szczęście że graliśmy tego dnia z takimi słabiakami. Ostatecznie wygraliśmy 3-1 po 2 golach Rusinka i 1 Węglińskiego. Doping był rwany, aż w końcu w 60 minucie spotkania doszło 8 osób z busa i już ostatnie pół godziny meczu dopingowaliśmy naszych jak należy. Ogółem na Raselu Dygowo pojawiliśmy się w 19 osób.  Mimo naszego nie najlepszego dnia piłkarze w komplecie podbili do nas po meczu i podziękowali nam za doping, a my im za grę. Co było miłe i ciekawe jeden gracz Rasela, chyba ich kapitan, też nam podziękował za przyjazd, spoko gość. Powrót szybki i spokojny, Gwardia trochę smutna, że nie nadawaliśmy się tego dnia do picia piwka, umówiła się z nami wstępnie na inny termin.

DSC00145My w Dygowie

DSC00148Inne ujęcie Prawdziwego Bałtyku

DSC00151Ha ha, Dygowo do boju, co za beka :-)

8/2014/15 Rasel Dygowo – Bałtyk Gdynia, 27 września, 16.00

No to się doigraliśmy. Po latach stagnacji na poziomie czwartoligowej ligi pomorskiej gramy z kolejną drużyną, której nazwę jak najszybciej powinniśmy wymazać z pamięci, a to z powodu awansu do wyższej ligi. Albowiem Wielkiemu Bałtykowi z tak czerstwymi drużynami grać po prostu nie przystoi. Dla wsi Dygowo będzie to donioślejsze wydarzenie, niż coroczne dożynki, nawet gdy brać uwagę te sprzed 3 lat, gdy pijany sołtys przejechał traktorem 3 osoby, w tym jedną śmiertelnie (niepotrzebnie cofał zaraz po tym, jak ją przejechał, ale 5,2 promila robi swoje). Dygowo to sympatyczna wioseczka z pomnikiem Łososia w samym środku tej miejscowości. Ciekawa jest geneza powstania klubu Rasel. Otóż, jak wiadomo, znany amerykański aktor, Kurt Russell lubił od czasu do czasu przyjechać sobie w okolice Kołobrzegu na ryby, bądź ewentualnie na kajaki. Pewnego dnia płynął sobie kajakiem przez potok Olszynka, który przez Dygowo przepływa, niestety kajak się wyrąbał i znany aktor nieomalże nie utonął w otmętach tejże Olszynki. Uratował mu życie kierownik Koła Gospodyń Wiejskich w Dygowie, niejaki Zbigniew, nazwisko nieznane. Kurt Russell z olbrzymiej wdzięczności za uratowanie mu życia postanowił w Dygowie założyć klub piłkarski, by dzieci, zamiast jak dotychczas pić wina i palić marihuanę zajęły się sportem. I tak od 2000 roku istnieje Rasel Dygowo – nazwa klubu, jak widać, to nazwisko aktora w spolszczonej pisowni. Projekt do końca nie wypalił, gdyż dzieci mało że nie przestały pić i jarać, to dodatkowo gremialnie zaczęły sobie sprowadzać dopalacze z Holandii, jednakże klub pozostał i gra do dzisiaj. Nie wytrzymał tego aktor i w 2003 roku zmarł, niestety. Wracając do dnia dzisiejszego, to beniaminek naszej 4 ligi ma na razie problemy z aklimatyzacją w tej, jakże wysokiej dla takiego klubiku lidze. Choć zaczął dobrze, zremisował, przegrał i w trzeciej kolejce tego sezonu osiągnął najwartościowszy wynik jak dotychczas – wygrał na wyjeździe z Leśnikiem w Manowie. Na tym dobre wyniki Rasela się skończyły, w kolejnych 4 kolejkach ligowych drużyna zanotowała komplet porażek. Dziś zamyka tabelę, aczkolwiek stratę do wyższych pozycji ma niedużą i na pewno stanie wręcz na głowie, by ugryźć Wielki Bałtyk i odebrać mu jakieś punkty. Musi nasz Bałtyk bardzo uważać, tym bardziej że wpadł w mały dołek formy ostatnio – 1 punkt w dwóch meczach to bardzo słaby wynik – oraz, że zawsze z outsiderami tabel grało nam się ciężko. Wystarczy przypomnieć sławetne remisy u siebie z Koralem Dębnica. No ale to tylko takie gderanie, dołek się skończył, Bałtyk zrobi swoje. Bez fanfar i nagłaśniania, bo po prostu to jeden meczów do odbębnienia, 3-0 do przerwy dla nas, a potem to się zobaczy. Tak ma być i nie inaczej!

russell

7/2014/15 Bałtyk Gdynia – Pogoń II Szczecin

Ten mecz trzeba było wygrać – a jednak się nie udało. Zremisowaliśmy 1-1. Bałtyk Gdynia miał w tym meczu przewagę, ale kompletnie nic z niej nie wynikało. Chaos, niedokładność… to już drugi mecz z rzędu Bałtyk gra kiepsko i gdybym mógł coś sugerować trenerowi, to sugeruję zdecydowane zmiany albo coś, co wstrząsnęłoby zespołem.  Dużo punktów w tym sezonie tracimy u siebie z niezbyt mocnymi drużynami – Lechią II Gdańsk, Chemikiem Police,  teraz  z Pogonią II Szczecin. Stanowczo zbyt dużo. Jedynego gola dla nas na wagę remisu strzelił w 45 minucie Rusinek.  W pierwszej połowie meczu dopingu praktycznie nie było, w drugiej około 30 osób dopingowało Bałtyk, oczywiście przyjezdnych brak.  Następny mamy wyjazd do słabiutkiego Raselu Dygowo i po prostu musimy tam wygrać, aby nie popaść w otchłań czwarto ligowej przeciętności. Smutno się zaczął ten weekend.

7 kolejka 2014/15, Bałtyk Gdynia – Pogoń II Szczecin, 19 września 18.00

Mecze z rezerwami porządnych klubów pozwalają zakosztować „lepszego świata” kibicowskiego. Wyjazd do Szczecina na Pogoń, to zawsze coś, choćby i na rezerwy. Mecze u siebie to już jednak nudy. Taki mecz to też jest zagrożenie, że drużynę rezerw wesprą gracze pierwszej drużyny. Tym razem takie problem nie istnieje, gdyż  pierwsza drużyna Pogoni Szczecin też jedzie do Trójmiasta, grają z Lechią w Gdańsku, tyle że chwilę po nas, o 20.30. Cóż nam pozostaje? Ogolić do zera, bez litości, zacząć nową serię meczów bez porażki. Dociągniecie chłopaki do 20? Forma Pogoni zbyt wysoka nie jest, ale trzeba być czujnym. Ostatnio ograli u siebie Gwardię, która po dobrym początku sezonu całkowicie się rozkleiła i przegrywa wszystko co się da. Generalnie spodziewam się 1-0 po mimo wszystko ciężkim meczu . Jazda z paprykarzami!!!

6/2014/15 Gryf Wejherowo – Bałtyk Gdynia

Wyjazd na Gryfa Wejherowo traktowaliśmy poważniej niż do Drawska czy Kartuz. Raz, że co by nie powiedzieć – jakiś tam kibiców Gryf posiada, dwa, że jest tam silny Fan Club Arki, zresztą Gryf Wejherowo od lat namiętnie się jej wazelinuje. Bywało, że tej zbieraniny wejherowsko – gdyńskiej nawet i 200 osób oczekiwało, by przy nadarzającej się okazji obić nam mordy. Zebraliśmy się w pewnym miejscu i okazało się, że jest nas nieco ponad 20 osób, więc zdecydowaliśmy się na jazdę autami. Trochę brakło miejsc w tychże, więc zamówiliśmy taksówkę i jedno znajome auto i nieco spóźnieni, ale w komplecie udaliśmy się do niezwykle brzydkiego miasta Wejherowa. Dojechaliśmy pod stadion, gdzie przejęły nas psy. Pod samym stadionem było bardzo śmiesznie, albowiem kolega otwierając drzwi od auta jebnął motocyklistę, który próbował wyprzedzić nas z prawej strony. Gościu fiknął koziołka, a my pękaliśmy ze śmiechu :mrgreen: . Kilkanaście minut trzepały i spisywały nas psy, aż w końcu udaliśmy się pod sektor dla przyjezdnych. Weszliśmy na sektor około 30 minuty spotkania, a wiem to stąd, że w tej właśnie chwili Gryfici objęli prowadzenie – gdy przeciskałem się przez bramkę. Doszło do nas kilka osób oczekujących na nas i zasiedliśmy na sektorze w 29 osób. Po kilku minutach doszła jeszcze jedna osoba, ale głupki z ochrony pozamykały już bramki na kłódki i musiała usiąść obok klatki, niemniej nasza liczba na tym derbowym wyjeździe to równe 30 osób. Wywiesiliśmy dwie flagi – „Voopera” i „Gdańsk”. Po drugiej stronie stadionu – z wielkiej chmury mały deszcz, można powiedzieć. Malutki młynek miejscowych, który odważył się wywiesić swoją flagę dopiero wtedy, gdy wszyscy już byliśmy w klatce! Naliczyłem ich na zdjęciu 37 osób, może kilku było w kiblu, może ktoś doszedł, liczba 40-50 Gryfa na tym meczu na pewno jest odpowiadająca prawdzie. Mieli jedną flagę. Stanowili dla nas zagrożenie na poziomie Cartusii Kartuzy, czyli bardzo nikłe, by nie powiedzieć – żadne. Ponieważ epoka dmuchanych zamków, kobiet w ciąży i wielodzietnych rodzin na meczach Bałtyku odeszła bezpowrotnie, od tego meczu wróciliśmy do normalnego kibicowania naszemu Bałtykowi. Gorący doping dla naszej drużyny przetykany niesłychaną ilością wyzwisk i wulgaryzmów, to jest to. Atmosfera była zabawna, niezwykle chamska, wreszcie wszyscy się dobrze bawili 8-) .  Było „Śpiewają miasta, śpiewają wioski największą  k…ą Gryf wejherowski”, była „Fiesta americana”, była „A..  G… k… świnia”, było przypomnienie, jaką to profesją na co dzień trudnią się matki kibiców Gryfa. Gdy dodam jeszcze, że tak na wesoło poszło „Sieg Heill Rudolf Hess gdyński Bałtyk SS” to należy skonstatować ze „smutkiem”, że drugiej części ballady o dobrym kibicowaniu już chyba nie nakręcą o Bałtyku. Ponieważ gracz Gryfa z numerem 18 o karłowatym wzroście sprawiał wrażenie rudego, dostała mu się także potężna porcja inwektyw („osiemnastka… osiemnastka.. rudy ch…j!”). Ostatnim obiektem, na którym skupiła się nasza werbalna agresja był balon, który przeleciał nad murawą stadionu, ktoś stamtąd nam bezczelnie machał. Poszło od razu „Baloniarze ch…j wam w twarze” i przestali już machać. Niestety, zabawy na trybunach nie podkręcała tego dnia gra Bałtyku, gdyż ten nie grał kompletnie nic. Ciężko to zrozumieć, dobry mecz w Kartuzach, świetny z Bałtykiem Koszalin i tragiczny tydzień później w Wejherowie, ale naprawdę nie istnieliśmy tego dnia. Przegraliśmy 3-1, a jedynego gola dla nas strzelił Węgliński z karnego tuż przed przerwą. Wybaczamy chłopaki, raz na 16 meczów to i Bayern Monachium przegra, ale wiecie co macie zrobić za tydzień z rezerwami Pogoni Szczecin, prawda? Na pewno wiecie? Podziękowaliśmy im za grę, oni nam za doping i do domu. Na skutek szczegółowej rewizji nie wnieśliśmy rac na obiekt, więc odpaliliśmy je sobie na powrocie, przy jakiejś stacji paliw. Na tym wyjeździe ilościowo rządziło Wejherowo, które reprezentowało aż 7 kibiców, ale i Lębork nie od parady – 3 nas było, a z Luzina 2. Centrum chuligańskie Bałtyku przenosi się na zachód :twisted: . Zapamiętajcie sobie kibice Bałtyku ten mecz, bo następnej porażki prędko nie ujrzycie! Amen.

DSC00134Jedziemyyyy…!!!

DSC00135Gospodarze

DSC00139Przemili i kulturalni goście  8-)

DSC00141Ci sami, przemili goście, od wewnątrz sektora.

DSC00144Już po meczu, lecz zabawa trwa!

6 kolejka2014/15, 13 września 17.00: Gryf Wejherowo – Bałtyk Gdynia

Gryf Wejherowo kibiców ma raczej miernych. Natomiast raz do roku zmobilizować się potrafią i przy pomocy wejherowskiej Arki jakoś tam się prezentują. Zresztą to chyba ci sami ludzie. Wyjazdy ligowe fani Gryfa zaliczają bardzo rzadko, natomiast u siebie gdy się zbiorą, potrafią być groźni. Na Bałtyk się zbiorą na pewno, więc jeżeli ktoś by z was wybrał się do Wejherowa, niech uważa, bo Kaszubki żółto – czarne chętnie mu poskaczą po głowie. Co do futbolu to będzie bardzo ciężko. Myślę że Gryf jest przedostatnią drużyną mogącą nam zagrozić w walce o pierwsze miejsce w tabeli. Poza nimi to jeszcze tylko Kaszubia może powalczyć, z resztą faworytów już graliśmy. Póki co Gryf gra w kratkę.  U siebie jeszcze nie wygrał, miał remis 3-3 z Przodkowem i porażkę 0-1 z Kaszubią. Na ostatnim wyjeździe za to rozgromili Gwardię w Koszalinie aż 5-1. Mimo że teren bezpieczny (wszyscy za Arką) fanów Gryfa tylko 5 na tym meczu.  Reasumując czeka nas trudny, ale bardzo ważny mecz. Tym razem nawet remis przyjdę z zadowoleniem, choć tak szczerze mówiąc – lać Kaszubów! Lepiej wygrać… ;-)