„Ciemno już… zgasły wszystkie światła…Ciemno już… noc nadchodzi…” – tak śpiewa Peja w jednym ze swych utworów… Ciemno jest, światła zgasły… ale nie wszystkie. Jeszcze jedno się tli… Tli, Migota chwiejnym blaskiem, refleksy świetlne tańczą na ścianie…ale jeszcze ma w sobie moc. Jeszcze może rozbłysnąć… Niechaj nie gaśnie. Przypilnuj płomienia… Bo na rozpalenie następnego już nie starczy ognia… A gdy naprawdę zapadnie noc… Zanim zdmuchniesz ostatni płomień… Pamiętaj, że jak u Szymborskiej, która była miernotą moralną, ale za to dobrą poetką „Nic dwa razy się nie zdarza…”  Nic a nic. A jak już coś jest szczególnie piękne, dobre, niesamowite… Że kundelki ujadają…? Wszak jedziemy w karawanie…Cóż nam mogą zaszkodzić ujadające kundelki… najwyżej obsikają nam nogawki, bądź pogryzą po kostkach…

Smutno się robi niezmiernie. Zawsze miałem trzy najważniejsze punkty odniesienia… trzy takie moje małe ojczyzny…Polska jest moją ojczyzną…Nie wiem czy tu będzie dobrze w tym kraju, ale tu jeszcze można wierzyć… Drugą moja ojczyzną jest Bałtyk… Moje 25 lat mega intensywnego życia… ale Bałtyk umarł. Bałtyku nie ma. Tak bardzo nie ma, że już i mi się odechciało…  Klub najlepszy na świecie SKS Bałtyk Gdynia już najlepszy nie jest. Nie jest też najgorszy. Jego po prostu już nie ma… i po co to wszystko było… chciałby człowiek spytać..? Warto było, niczego nie żałuję. Jest paru kumpli. Jest trochę wspomnień. To było bardzo dobre w moim życiu. Czy będzie ciąg dalszy… Nie wiem. Bo „Kto umarł, ten nie żyje”… bo ciemność nadchodzi… Chyba w Bałtyku ciemność zapadnie całkowita. Zresztą to teraz mój najmniejszy problem… Jest jeszcze życie osobiste… rodzina… A kto wypisał się z rodziny już taki słodki nie jest… List dzisiaj dostałem od takiej jednej pani… Żąda kasy… olbrzymiej… nieuzasadnionej niczym… A ponoć nie jest materialistką… ? Biedna pani. Ej, proszę pani… Ach nie, wszak byliśmy po imieniu. Ej, ty… wybaczam Ci. Leć na milicję może jeszcze… daj do proroka… Pucuj pucuj i sprzedawaj…, zobaczymy czy przybiją… Tylko nie strasz. Bo ja się tylko jednej rzeczy boję. I wcale nie jest to śmierć… nawet jakbym gdzieś ją widział tu niedaleko… przechodziła… kiwała do mnie ręką??? Eee chyba nie. Powtarzam  – wybaczam ci. Rób swoje. Nie boję się też więzienia, zresztą trafić tam nie mam za co. Nie boję się też zwierząt, bo one nigdy na mnie nie warczą. Każdy pies na imprezie po kilku minutach kładzie mi głowę na kolanach. I kundel Zofia, i labrador Benek… Może i Ty, mój prywatny zwierzaczku położysz mi głowę na kolanach… One mają szósty zmysł. Wiedzą komu można ufać. Zawierz im i Ty…

Zaczynam sprzątanie… Twitter – padł… Viber – padł… Jeszcze klika MSN, jeszcze Wolna Polska nadaje… Wolna Polska umiera ostatnia.

A może Bóg istnieje…? Ale ja nie umiem prosić… ja nie umiem się ukorzyć, kurde. Przecież to moje główne motto na tej stronie…Myśl autora „Dżumy”… Hmm… Ale to już ostatni dzwonek…No więc Boże – jeśli istniejesz – pomóż mi.  Pokornie Cię proszę. Wiesz, że tym razem akurat to, co robię, jest bardzo dobre, więc może się zlitujesz. Może ścieżki wyboiste ku temu wiodą i manowce są wkoło… Ale jaka nagroda będzie … najwyższa wisienka z tortu. To bezczelność z mojej strony o cokolwiek Cię prosić, wiem o tym dobrze. Ale spróbować zawsze mogę, czyż nie? Kończę. Noc nadchodzi. Sporo świateł już pogasło. Nasze jeszcze się tli…

noc