Archiwum dla Maj, 2015

28 / 2014 / 15 Kaszubia Kościerzyna – Bałtyk Gdynia

Wspomnę najpierw o poprzednim meczu Bałtyku Gdynia… a więc po heroicznej walce wygraliśmy z KS Chwaszczyno 1-0 po golu, tak – dobrze myślicie – Kuzimskiego.

Dziś dla odmiany graliśmy w Kościerzynie z tamtejszą Kaszubią. Zakończyła się zwycięska passa już po jednym meczu, przegraliśmy 0-2.  Po tym meczu nadal będziemy na 7 miejscu w tabeli. Za tydzień ekscytujący mecz z Gwardią Koszalin, najprawdopodobniej pojawią się przyjezdni…

postepy

Andrzej Duda – niech się uda…

Redakcja blogu „Wolna Polska” w imieniu swoim i powiązanych z nią środowiskami:  patriotycznym, nacjonalistycznym, kibicowskim i kilkoma innymi serdecznie gratuluje panu Andrzejowi Dudzie zwycięstwa w wyborach prezydenckich. Długo się wahałem i miałem wątpliwości, czy pana poprzeć, ostatecznie jednak zdecydowałem, że warto. Główną przyczyną takiej decyzji była pana kultura, prezencja, sposób bycia, towarzyska ogłada, znajomość języków, inteligencja i dobry charakter. To niezwykle istotne cechy przy tak reprezentacyjnej funkcji, jak prezydent RP. Drugą przyczyną mego poparcia w drugiej turze Pana osoby była wiara, że będzie pan zarzewiem nowych działań, nowych porządków w państwie polskim.  Przymknąłem oko na nie najlepszy, mocno socjalistyczny program PiS-u, na pana kompletnie nierealne (co niektóre) obietnice wyborcze, na różne negatywne kwestie. Musiałem to oko przymknąć, bo oto staliśmy w obliczu unicestwienia państwa polskiego, utraty całkowitej jego suwerenności i tożsamości. O uratowanie państwa polskiego walczyły trzy grupy: środowisko narodowe, które jednak jest w kiepskim stanie obecnie, dość powiedzieć że wspierało troglodytów ukraińskich… Niemniej są po właściwej stronie… drugą grupą byli dobrzy ludzie, którzy mieli dość zakłamanych zbrodniczych rządów kryminalistów spod znaku platformy i PSL. Trzecią grupą – najważniejszą w tym wszystkim – byli kibice. To my nagłośniliśmy złodziejstwo i bandytyzm szumowin rządowych. Tysiące ludzi na stadionach śpiewało odpowiednie piosenki pod adresem zorganizowanej przestępczości rządowej. Oprawy meczowe z odpowiednim przesłaniem obiegały całą Polskę lotem błyskawicy. O Donaldzie, że jest matołem, o Bronku że jest tępym żulem, za naszym pośrednictwem słychać było wszędzie. To było zbyt skomplikowane, zbyt zorganizowane, te tysiące różnorakich akcji, tysiące wizyt na wiecach neokomunistycznych prominentów z PO. Ludzie widzieli, że odbiegamy od stereotypu pijanej żulii rzucającej na oślep kamieniami w matki z dziećmi na ręku, lansowanego przez środowiska rządowe. Ciężko w to uwierzyć, ale co poniektórzy zaczęli myśleć… Czas rozkmin i analiz wszelakich jeszcze przed nami. Opozycja z ramieniem zbrojnym i reakcyjnym – w postaci kibicowskiej braci  - rozpoczyna demontaż bantustanu bezprawia i powrót do korzeni państwa polskiego, opartego na wierze, lojalności, zasadach chrześcijańskich i sile gospodarczej i militarnej. Daleka jeszcze droga do odzyskania państwa polskiego. Jednak zostało zasiane ziarno nadziei, że ten syf nie będzie trwał wiecznie. Poleciał pierwszy kamyk… Czy w październiku ruszy lawina? Tak! Jestem tego pewien! Już niedługo… zamiast liści…

Panie Andrzeju! My wierzymy!

dudaduda

Dzień wyboru

Z jednodniowym opóźnieniem piszę dziś o Światowym Dniu Praw Zwierząt. Opóźnienie wynika z kilku powodów… Piątek to najtrudniejszy w moim tygodniu dzień do pisania. Na dodatek zaraz po przyjeździe do domu miałem niezwykle ważną wizytę… Która zakończyła się pełnym sukcesem. Wieczorem, już o północy padłem na ryj i spałem aż do 10… Wyobrażacie to sobie??? Spać do 10??? Jest też inna przyczyna… Jeżeli już coś obchodzę, to konkretne rocznice, np. wybuchu Powstania Warszawskiego albo radosną odzyskania przeze mnie wolności w połowie grudnia 2014 ;-) . Wszelkie światowe dni „ku czci” mam w miejscu, gdzie słońce nigdy nie dochodzi, no chyba że opalam się na brzuchu na plaży w Ahlbeck… Jednak gdy chodzi o zwierzątka mogę zrobić wyjątek. O właśnie, można to określić inaczej. Ważne dla mnie postacie czy zwierzęta obchodzą u mnie swój dzień każdego dnia. Zawsze będę darzył miłością i sympatią zwierzątka, więc nie musze obchodzić ich szczególnego dnia, raz w roku. Podobnie z Dniem Kobiet, ta jedna ma u mnie co dzień swoje święto… czy z wszelakimi dniami pamięci o bohaterach narodowych. O nich też pamiętam zawsze…. To na tyle. Wracając do zwierząt. W ciężkich czasach, gdy brakuje ludziom na chleb, gdy wokół panuje złodziejstwo i kurewstwo, gdy krajem rządzą (oby już niedługo) bandyci i szmaciarze, zwierzęta mają jeszcze gorzej od ludzi. W takich to bowiem czasach jeszcze łatwiej wyrzucić niechcianego psa z okna samochodu, albo przywiązać łańcuchem do drzewa w lesie (Bóg mi świadkiem że takiemu, złapanemu przeze mnie delikwentowi zrobiłbym to samo, ale jeszcze zmiażdżyłbym ku przestrodze bejsbolem rzepki w kolanach). Łatwiej też wierzyć szarlatanom i oszustom wmawiającym, że sadło z tłuszczu kota albo jego skóra wpływa kojąco na bóle kręgosłupa. Po prostu wraz z biedą szerzy się głupota, ciemnota i zacofanie. Ciągle jeszcze obdziera się dziesiątki zwierząt z futer, żeby tępe, bogate baby miały z nich futra, ciągle rozpuszcza się króliczkom oczy kwasami i chemikaliami, żeby ustalić skład nowego kosmetyku. Oczy tych słodkich zwierzaków dla morderców z koncernów farmaceutycznych są najlepsze, bo nie mają powiek. Nie znieczulają ich, bo łzy, a później parujące oczy i drgawki na skutek śmiertelnego bólu są dla panów „naukowców”  dowodem, że oto kosmetyk jest za mocny, albo za słaby… A to wszystko przez jakiś gówniany pęd ku nowościom, ku zwiększeniu zysków. Problem leży nie w tym kretyni, żebyście koniecznie mieli nowy zapach, szampon czy mydło. Problem leży w tym, żebyście nie bali się wody i mydła. Lepszy Biały Jeleń i szare mydło codziennie, niż najnowszy zapach Givenchy na śmierdzącą dupę pryskany… Polska jest ciągle jeszcze narodem brudasów. Nie wierzycie? Wsiądźcie w upalny dzień do busa na trasie Lębork – Łeba… Ciągle jeszcze są tacy, którzy uważają, że zmiana bielizny osobistej co drugi dzień to normalna sprawa…. Błeee… na szczęście powoli ta chociaż sprawa – higieny narodowej – ulega powolnym zmianom na lepsze… No ale odszedłem od tematu. Słabe, bezbronne wobec siły i nowoczesnej technologii zwierzęta ciągle są poddawane okrutnym torturom, jak kurczaki hodowane w zbrodniczych warunkach na wielkich fermach… jak gęsi którym zadaje się niewiarygodny ból, aby szybko mieć słynne we Francji ich wątróbki na export… Oszczędzę sobie, a raczej wam szczegółowych opisów tej „hodowli”… Jak konie transportowane do Włoch w nieludzkich warunkach, z połamanymi kończynami, ale ciągle żywe , żeby dłużej były świeże… O żółtych bydlakach zjadających psy albo gotowane żywcem, albo zatłuczone pałkami, bo ponoć lepiej wtedy smakuje ich mięso, aż brak sił, żeby pisać…

Tytuł mojego artykułu jest nieco zwodniczy. Pewnie wszyscy myśleli, że będę pisał o jutrzejszym wyborze Prezydenta Polski. To szczerze mówiąc nie jest aż takie ważne. Ważniejszy jest wasz wybór drogi życiowej. Los zwierzątek jest w waszych rękach i jest on znacznie ważniejszy pod tego, kto zostanie prezydentem. I jeszcze jedno – stosunek do zwierząt w dużym stopniu obrazuje stosunek do ludzi. Kogo bawi przywiązywanie kotów do aut, a następnie ruszanie, wsadzanie im łapek w łupiny od orzechów, kopanie bezpańskich psów lub jakiekolwiek ich dręczenie – nie ważne czy z przyjemności, czy dla zysku – ten na pewno nie jestem dobrym człowiekiem. Kto natomiast kocha zwierzęta i stara się im pomagać, a przynajmniej im nie szkodzi – ten na pewno nie jest jeszcze do końca stracony. Bądź zawsze po właściwej stronie – po stronie dobra!

Dlatego jutro, już nie wnikając w programy polityczne, obietnice, inteligencję, prezencję czy partie polityczne… Wybieram tego, dla którego nie jest przyjemnością strzelanie do zwierząt. Dla tego, który nie jest myśliwym. A Ty? Jeżeli masz zamiar oddać głos na myśliwego z WSI, to proszę, nie zaglądaj więcej na mojego bloga. To blog dla porządnych ludzi, którzy walczą o lepszą Polskę, o lepszą przyszłość, o godne życie dla ludzi i zwierząt. Jeśli do nich nie należysz, to wyp…laj! Ratujmy, co się da… Jutro, przy urnie, jest tylko jeden jedyny wybór…

    Andrzej Duda Prezydentem RP

zwierzaki

27/2014/15, 23 maja 17:00 Bałtyk Gdynia – KS Chwaszczyno

Już jutro czeka nas kolejny ligowy mecz Bałtyku Gdynia. Zawsze się tam jeździło na giełdę, po warzywa. Teraz oni przyjadą do nas… na mecz. W rundzie jesiennej byliśmy tam w dużej 80-osobowej grupie, pewnie dlatego, że niektórym było bliżej na „wyjazd” Bałtyku do Chwaszczyna, niż na mecz u siebie… Sorry. Niż na mecz na stadionie rugby w Gdyni, gdzie gościnnie, nie posiadając własnego stadionu, rozgrywamy mecze. My to w ogóle niewiele już posiadamy. W ogóle zapowiadanie takiego spotkania to jakaś patologiczna prześmiewcza forma autokreacji z mojej strony, bo jak opisywać na poważnie to, co obecnie dzieje się w moim ukochanym klubie? Wróćmy do meczu. KS Chwaszczyno nie radzi sobie ostatnio najlepiej. Z ostatnich 4 meczów nie wygrało żadnego, w dwóch ostatnich meczach nawet nie strzelili bramki… Zapowiada się ostry, wyrównany mecz. Bałtyk pewnie będzie chciał się odegrać za jesienną porażkę w Chwaszczynie. Ambicja ich zżera, tych naszych zawodników, oj będzie się działo. Może nawet kibice Przyjezdnych zawitają?? Było ich u siebie z 25, autobusy miejskie kursują… Zapowiadają się pasjonujące piłkarskie szachy, pełne technicznego kunsztu. Na moje to skończy się bezbramkowym remisem! Aczkolwiek – Bałtyku, tylko zwycięstwo!!!

1993.05.02 Warta Poznań – Bałtyk Gdynia

Dawno nie opisywałem archiwalnych wyjazdów Bałtyku, na wszelki wypadek przypominam, że czasy się zmieniły. Dziś wyglądają one całkiem inaczej…Nie nawołuję do przemocy ani nie pochwalam agresji, ja tylko opisuję, jak było… Taka rola kronikarza.

Wyjazd na Wartę zapowiadał się atrakcyjnie. Raz, że bardzo blisko – bliższe od wyjazdu do Poznania były tylko wyjazdy do Bydgoszczy. Dwa, że z Lechem Poznań mieliśmy wtedy świeżą zgodę. Trzy, że Warta Poznań to był nasz bezpośredni przeciwnik w walce o awans. To była okazja aby wyjątkowo licznie odwiedzić Gród Przemysława. Zresztą z czasem okazało się, że był to nasz najliczniejszy wyjazd w okresie pięcioletniej gry w drugiej lidze w latach 90-tych. Do Poznania jechaliśmy na 3 sposoby. Najpierw, w piątek ok 23 godziny ruszał pociąg. Zebrało się na niego około 50 osób, prym w tej grupie wiodło „Stare Obłuże”… Młode Obłuże z kolei niosło wesoło brząkające siatki, a w nich butelki z wódką. To nie było jeszcze pokolenie piwoszy, to była stara, wódczana kadra. Pamiętam scenę, gdy ktoś ze starych poprosił o jakiś emblemat Bałtyku, bo nic nie miał… dostał odznakę Bałtyku. Myślał, co z nią zrobić, aż wpadł na pomysł. Przekłuł nią sobie ucho, po czym zagiął, aby nie zgubić… Ja zasiadłem „do stołu” z FC Wejherowo. Zapasy wódki szybko topniały, zaś wesołość wzrastała. Ledwie do Tczewa dojeżdżaliśmy, gdy już we trzech mieliśmy 1,2 litra osuszone. Małolat z Wejherowa padł nam przy stole biesiadnym (zwykły, podokienny stolik w przedziale), a ja zwierzyłem się G z mojego marzenia pociągowego. Bo wiecie, a starzy pamiętają, że gdy jeszcze byłem młodym głupkiem, miałem manię tłuczenia luster pociągowych. No cóż, widok mojej mordy w lustrze zawsze mnie przerażał, może to jakaś lustrzana fobia… ? Ale zawsze czułem niedosyt. Jebnął człowiek 3-4 lustra i koniec, a baby, żeby się w nim przejrzeć, poszły sobie wagon dalej i załatwione…Moje marzenie było takie, żeby raz w życiu pozbyć pociąg kompletu tychże luster. 100% ! Wszystko albo nic! Kolega mnie wysłuchał, po czym zaproponował pomoc. Tego mi było trzeba. Ja wtedy śmigałem na mecze obcięty na zero, w zielonym flyersie i w butach wojskowych, tzw. opinaczach. Namiastka obuwia Dr. Martensa … Zaczęliśmy od tyłu składu. G był gorzej wyposażony, bo w adidasach chodził, więc wziął tą większą butelkę po wódce. Problemu kanarów nie było, „na śmierć” zapomnieli o sprawdzaniu biletów w ostatnim, zajętym przez nas wagonie… Wesoło trzaskały lustra, rozbawiona gawiedź z Bałtyku śledziła nasze poczynania. Roboty było huk, w każdym wagonie takich luster są 4 sztuki, jeśli mnie pamięć nie myli. Wszystko szło dobrze przez mniej więcej pół pociągu. Tam niestety nieomalże „na gorącym” złapali nas sokiści i spisali… Mandaty te natychmiast po powrocie zapłaciliśmy, jak wszystkie zresztą mandaty i kolegia w naszym życiu…   8-) Dojechaliśmy w końcu do Poznania w okolicy 3 w nocy. Po wyjściu na miasto bawiliśmy się nadzwyczaj wesoło. Mniej wesoło z okazji naszych zabaw było kilku właścicielom kilku samochodów na „białych blachach”, czyli niemieckich, którym wskakiwaliśmy na maski i dachy. Potem wjazd do tramwaju, gdzie nadal piliśmy wódkę… Dotarliśmy do olbrzymiego i zaniedbanego stadionu Warty. Wtedy niestety urwał mi się film… Obudziłem się po kilku godzinach na twardej, stadionowej ławce. Nieopodal kilku kolegów. Koło mnie stało pół butelki wódki, butelka taniego wina, jak tez napój gazowany w półtoralitrowej butelce. Z dala słychać było dźwięk radiowozu na sygnale. Szybko się wyjaśniła przyczyna tego dźwięku, otóż dojechało dwoma autokarami 100 – osobowa banda Bałtyku. Szli wesołą grupą środkiem ulicy, donośnie śpiewając kto, i w jakim celu przybył do Poznania, przy okazji tamując ruch kołowy. Cos tam się zbiło przy okazji… Po wypiciu alkoholu chwiejnym krokiem udaliśmy się w stronę sektora dla przyjezdnych. Nie graliśmy na wielkim, zniszczonym stadionie Warty, tylko na jakimś mniejszym, nieopodal. Dojechała załoga kilku aut i uformowaliśmy się w około 200 osobowy młyn. Wspierało nas 30-40 kibiców Lecha Poznań. Na wyposażeniu mieliśmy 5 dużych flag – cztery nasze i jedną Lecha Poznań. Poza nami na stadionie było może 500 emerytowanych kibiców Warty, mnóstwo milicji i ochrony. Mecz nie i przebiegał po naszej myśli, Bałtyk nie dał rady skorumpowanej Warcie i walkę o awans do ekstraklasy przegrywał… Drugim wielkopolskim złodziejem był wtedy Sokół Pniewy. Przerwa meczu była nudna, spędzaliśmy jej na poszukiwaniu płynów mogących ugasić pragnienie, kac męczył podejrzewam 90% wycieczki… Rozpoczęła się druga połowa meczu i jakże brzemienna w wydarzenia 55 minuta spotkania. Ktoś zdenerwowany rzucił czymś na boisko. Była to petarda gazowa, przeznaczana zapewne na tłumienie zamieszek… Zrobiło się lekkie pandemonium. Piłkarze natychmiast przerwali grę i ze łzami w oczach podbiegli do ławki rezerwowych lub szatni. Z trybun w panice i z płaczem uciekali ludzie. Szczęście że w naszą stronę nie wiało. Trochę dziwnie wyglądał stadion, na którym nikt nie grał, byli tylko kibice przyjezdni, a piłkarze i sędziowie rzewnie płakali. W nasz sektor wjechała rozwścieczona milicja. Zaczęli nas tłuc. Chwilę się tylko opieraliśmy, nie mieliśmy szans tego dnia. Mnie i kilku kolegów z różnych przyczyn wyciągnęli z tłumu, zaczęli kopać i lać – mnie osobiście w trzech – pałami. Było to kilkuminutowe tłuczenie, które można wręcz nazwać katowaniem. Osłaniałem tylko głowę. Trochę mi się śmiać z nich chciało, przez znieczulenie alkoholowe aż tak bardzo nie bolało. Potem wyciągali kolejne osoby z tłumu, np. za odmowę ściągnięcia szalika z szyi. Myślę że lista obitych po kolei osób osiągnęła około 12 – 15 ludzi. Mecz w końcu, po ok 15 minutach przerwy był kontynuowany i zakończył się oczywiście niekorzystnym wynikiem. Odeskortowano nas do autokarów i na dworzec. Ruszyliśmy w drogę powrotną… Nie była ona zbyt komfortowa, kac gigant straszliwie dręczył, a wraz z ulatnianiem się alkoholu z organizmu wzmagał się ból po milicyjnym katowaniu. Wróciliśmy do domu, a w poniedziałek prasa – nie tylko trójmiejska – szeroko się rozpisywała o naszym najeździe na Poznań. To był wyjazd, który wiele osób zapamiętało na dłużej…

O „Angorze” i „Przeglądzie”

Nie jestem jakimś wielkim czytelnikiem prasy, kiedyś było inaczej… Ale kiedyś było mniej możliwości. Ciężko było dostać dobrą książkę, a o internecie nikt nie słyszał. W obecnych czasach czasem przeczytałem „W Sieci”, z wiadomych przyczyn miesięcznik „To My Kibice”, ale przede wszystkim w każdy poniedziałek „Angorę” i „Przegląd Sportowy”. Chciałem powiedzieć krótko i dosadnie. Nigdy więcej nie kupie tego gówna. Do widzenia „Angoro”, do widzenia „Przeglądzie”! Żegnam bez żalu. Nienawidzę indoktrynacji, nienawidzę fałszu.

„Angora”, ponoć niezależny przegląd prasy codziennej tydzień temu cały numer (z wyjątkiem felietonu JKM)  poświęciła w mało dyskretny sposób agitce Komorowskiego. Dowcipy sugerujące niedołęstwo umysłowe wszystkich, którzy głosują „inaczej”. Artykuły dziennikarza Ogórka, Martenki i innych piewców systemu sugerujące głosowanie na jedynego słusznego kandydata. Nawet nie chce mi się komentować i szczegółowo opisywać. To nie jest wielka strata dla „Angory” gdy stracą jednego czytelnika, ale liczę na to, że dzięki mnie kolejnych 10 czytelników zrezygnuje z kupowania tego zakłamanego gówna. Odstawcie ten syf!

„Przegląd” z kolei w skandaliczny sposób opisuje zajścia w Knurowie. Staje na straży i w obronie psiarni. Sługusów systemu. Pisze kompletne bzdury na temat tamtejszych zajść.  Nic nie wspomina o niezgodnych z prawem działaniach kundli. O nieudzieleniu pomocy. Wspieranie morderców z mundurach to jakoś nie moja bajka. Jeżeli ktoś pisze pod zamówienie i chwale obozu rządzącego i jego psów łańcuchowych, to mnie taka literatura nie interesuje. I wcale nie chodzi o to, że o Bałtyku Gdynia w „Przeglądzie Sportowym” przeczytać jest niezwykle trudno. Chce być wolny i dostawać rzetelne, zgodne z prawdą informacje. Poszukam sobie innej prasy. Albo zostanę przy internecie, tam znam odpowiednie strony…

Czas w tym kraju przywrócić normalność. Trzeba o nią walczyć. Czas odzyskać wolność. Na szczęście redaktor naczelny Wolnej Polski jest nie do kupienia – bo nie zależy mu zbytnio na pieniądzach i ma żelazne, dogmatyczne zasady. Nie do ruszenia. Zastraszyć też się nie dam, ale o tym to już wiedzą i psy i władza nam obecnie panująca i wszyscy którzy mnie znają.

Jebać system. Jebać platformę. Jebać milicję. Jebać frajerów.

Zwycięstwo będzie nasze!

245_angora

Nie ma wyjścia. Duda

Żeby odciągnąć świnie od koryta, trzeba najpierw pozbyć się baranów przy urnie… Dość niesamowita jest obecna sytuacja medialno – polityczna. Ludzie, którzy generalnie w swej masie, bardzo delikatnie rzecz ujmując, intelektem nie grzeszą, kapnęli się, że coś tu nie gra. Mimo tego, ze 80% czasu antenowego poświęconego jest prezentacji Komorowskiego z jak najlepszej strony, po prostu wszystkie główne media są prorządowe i zakłamane, cóż się dziwić, skoro to niepolskie media… Mimo tego, że usilnie wspiera ich w swych działaniach milicja i służby specjalne, mimo tego że w telewizji na najwyższych obrotach pracują dziennikarskie kundle, odwieczne sługusy systemu. Mimo paniki różowego „salonu” w postaci pseudo – polityków pokroju Niesiołowskiego, Kwaśniewskiego czy Palikota, czy tez w postaci pseudo – aktorów w postaci Karolaka czy innego kretyna, ludzie się kapnęli… Zapaliło im się jakieś tam, mdłe i blade na razie, ale jednak światełko w ich zakutych baniach, że, parafrazując Kazimierza Górskiego, skoro jest tak dobrze, to dlaczego jest tak źle? Nawet fałszowanie tendencji przedwyborczych nie pomogło, a przynajmniej nie w takim stopniu, jakby salon sobie tego życzył. Pierwsza turę wyborów niespodziewanie dla plebsu, a i przyznaję dla mnie (mimo swej ogólnej wiedzy na temat zakłamania sondaży, nie zdawałem sobie sprawy ze skali tego procederu) wygrał Duda. Minimalnie, bo jednym procentem, ale jakiż to bodziec psychologiczny! Swoją drogą,  gdyby PO było dobrą, skuteczną partią, to powinna się skrycie cieszyć, że Duda może zostać prezydentem. Bo gdyby byli pewni tego, że jest on taki słaby, jak go prezentują, to mają teraz piękny układ. Bo oto Duda na stanowisku głowy państwa kompromituje się co rusz, platformersi walą w niego jak w bęben, ludzie drapią się po głowach… i w nadchodzących, naprawdę istotnych wyborach, czyli tych parlamentarnych, PO wraca na pozycję lidera z 40%-owym poparciem. Widać jednak pewności takowej platforma nie ma, bo panika w ich obozie zapanowała całkiem spora. Komorowski kładzie PO na łopatki z każdym dniem swojego urzędowania niczym kiedyś Kaczyński PiS, albo i chyba nawet jeszcze bardziej.  Kaczyński jest pierdołą i nie myśli czasem, natomiast Komorowski nie myśli nigdy, gdyż czynność ta, w jego wykonaniu jest niemożliwą do spełnienia abstrakcją. Nie pomaga mu bezpłciowy manekin w osobie Kopacz na stanowisku premiera, no jednym słowem czas chyba pogodzić się PO z pierwszą od dawna porażką wyborczą. Ale trzeba uważać. Walka trwa. Zaraz po kandydatach systemowych w wyborach uplasowali się antysystemowi wolnościowcy. Zawiodłem się wyborem ludzi, ja rozumiem że Kukiz jest medialny, ale że co piąty Polak na niego zagłosuje to chyba nawet jego przerosło. Do opozycjonistów względem świń ciągle żrących z koryt rządowych i opozycyjnych obecnego sejmu, oczywiście dołącza też i Korwin Mikke. Marny jego wynik, myślę że zdobyłby około 10% poparcia, gdyby nie fenomen Kukiza. To właśnie jemu zdecydowanie najwięcej zabrał głosów Kukiz, po troszku PO i PiS. Szkoda trochę, ale by się działo gdyby JKM miał dychę! Ludzie postawili na showmana bo był głośniejszy, zabawniejszy i uczepił się JOW-ów, bo to jedynie uwiarygadniało jego haniebną przeszłość w platformie – niby tylko ze względu na JOW-y w niej był. Kukiz – matołek wesołek, no przyjdzie jeszcze czas na weryfikację jego charakteru, charyzmy i osobowości, nie jestem jego wrogiem, jak jestem dla kandydatów z SLD, PO, PSL czy Ruchu Palikota, ale nie wierzę też specjalnie w nawróconych mesjaszów z estrady. Daję mu kredyt zaufania, niech trochę namiesza w tym sejmowym pierdolniku, ale po kruchym lodzie stąpa! Za „Kujawiaka” i „ZChN zbliża się” , „Rodzina słowem silna” oraz kultowy i genialny „On nie jest cham” patrzę na niego z lekką sympatią. Extra kawałki, ale grane mniej więcej tyle lat temu, ile wynosi procent poparcia dla Pawła. Poza tym dobry muzyk to nie znaczy dobry polityk, już przerabialiśmy doskonałych fachowców w swoich branżach, którzy kompletnie bez sensu pchali się, a następnie kompromitowali w ławach sejmowych… Wspomnę chociażby najlepszego trenera polskiego Górskiego czy lekarza Religę… Epizody sejmowe obu świętej pamięci panom chluby bynajmniej nie przyniosły… Kukiz uczepił się tych swoich JOW­-ów jak pijany płotu podczas wiatru, a one ani nie zbawią ani nie pogrążą Polski… Są średnio istotne. Oba pajace z drugiej tury zaczęły się ślinić do Kukiza po jego genialnym wyniku, Duda chce rozmawiać o JOW-ach – ale szkoda, że wcześniej nie chciał, ha ha ha, a Komorowski to w ogóle zawsze był za JOW-ami tylko nikomu nie mówił. Pajace dwa… ha ha ha… ;-)  . Dokańczając temat antysystemowców, bo to ważne niezwykle. Kukiz ma ludzi, ale chwiejny to elektorat… acz potężny! Jak ludziom się znudzi, albo jak się okaże nie tym Pawełkiem z kampanii wyborczej, to mu te 20 procent stopnieje. Właściwie jest to nieomal pewne. Dajmy jednak na to że będzie gadał z sensem, utworzy silny ruch społeczny i uwiarygodni go szeregiem mądrych inicjatyw. Spadnie mu, ale dajmy na to na poziomie tych 12 % poparcie zostaje… Do tego dochodzi 6 % Korwina. Łączą się. Entuzjazm wzrasta, ludziom spodoba się ten manewr, PiS powiedzmy dzięki Dudzie osiąga 40 % w wyborach parlamentarnych. Po wyborach zawiązują koalicję… Niewygodna dla PiS-u bo JKM i Kukiz będą bardzo dokładnie ich rozliczać… Skończy się ten kretyński pisowski socjalizm promowany przez Jarka. Ostre prawe skrzydło śledcze pod okiem Antosia rozwiązuje w końcu  tajemnice tragedii w Smoleńsku, bo to chamstwo i bandytyzm, żeby rząd polski nie chciał rozwiązać kluczowej dla państwa polskiego katastrofy. Równie ostre skrzydło zajmuje się polityką zagraniczną pod przewodnictwem Jarka Kaczyńskiego. Do tej roboty się nadaje. Ekonomią zajmuje się Korwin Mikke, który może jest i nie wyjściowym chamem, ale na ekonomii zna się świetnie, od 20 lat wszystkie jego ważniejsze prognozy ekonomiczne i gospodarcze sprawdzają się. Kukiz premierem, choć trochę strach… niech ma. A prezydentem kto? Prezydentem jednak Andrzej Duda. Możemy sobie kołki na nim ciosać, możemy narzekać na PiS… Trochę się wyrobił. Prezydent nas reprezentuje w świecie. Duda jakoś wygląda, prezencję ma. Język angielski przynajmniej jako tako zna. Ładnie się wysławia. Właśnie jest za nami debata telewizyjna pomiędzy Dudą i Komorowskim. Niestety Komorowski wypadł całkiem dobrze. Dzień w dzień się kompromitował, ale dzisiaj na debatę ostatniej szansy dla niego przygotował się. Ciosem udanym było wrzucenie tekstu o blokowaniu etatu, zaskoczyło ono Dudę, oraz o zmianie poglądów co wybory. Nie bardzo też umiał Duda się wybronić z kwestii SKOK-ów. Duda dobrze odbił piłeczkę JOW-ami i wiekiem emerytalnym. Można powiedzieć że początek należał do Komorowskiego, potem Duda się wk…ł i było mu z tym do twarzy, zaczął zachowywać się jak facet i środek debaty był jego. Na koniec znów Komorowski zaatakował, robił to w sumie często a Duda już oklapł. Sugeruje aby ktoś z ekipy pana Dudy szczypał go w tyłek albo strzelał z procy w niego, wkurzał go jednym słowem podczas debaty, bo wtedy Duda dobrze gada. Debata można powiedzieć na remis, nawet z lekkim wskazaniem na Komorowskiego niestety. Szkoda, bo niestety, ale w tak dramatycznej sytuacji jaką mamy obecnie w naszym kraju, wybór jest tylko jeden…. Duda. Komorowski jest hańbą Polaków, żeby było wszystko jasne: gdybym musiał głosować na któregoś z 10 przeciwników Komorowskiego w wyborach prezydenckich, w 9 aż przypadkach głosowałbym na jego przeciwnika… łącznie z Jarubasem, Ogórkową i Tanajno. Powaga! Tak wielkim obciachem, pomyłką i tragedią byłoby, gdyby ten głąb wygrał swoją reelekcję. Jedynie w przypadku walki Komora z Palikotem myślałbym nad postawieniem krzyżyka przy Bronku… Brrr! Idźcie do Kościoła w dniu wyborów, zjedźcie porządny obiad, wypijcie setkę wódki i ukradkiem robiąc znak krzyża, oddajcie głos na Dudę. Po prostu jest tak źle, że nie ma innego wyjścia. Nie ma żadnej innej opcji. Głosując na Komorowskiego lub oddając głos nieważny, jak też siedząc w domach sprzyjacie temu matołowi! Sprzyjacie złu! Odsuńcie PO-wskie ścierwo od władzy! Zacznijmy od ichniego prezydenta. A ty, Duda, ogarnij się i zesraj się, ale wykaż jakoś… Dbaj o dobry wizerunek i godnie nas reprezentuj… żebyś nie stał się trampoliną do parlamentarnego sukcesu platformy. Albo Korwina i Kukiza. Bałbyś się, co :mrgreen: ?

komoro

PS: Na tym blogu,dzwoniąc lub pisząc sms-y, na Facebooku i osobiście bardzo wiele osób składało mi kondolencje i wyrazy współczucia. Dziękuję Wam drodzy koledzy i drogie koleżanki. Dzięki wam było łatwiej. Chuligani i przyjaciele zawsze razem!

26/2014/15 GKS Przodkowo – Bałtyk Gdynia

Niepotrzebnie panikowałem przed meczem w Przodkowie. Bałem się pogromu, zważywszy na klasę przeciwnika, tymczasem było całkiem nieźle. Przegraliśmy tylko 5-1. Pozdrowienia dla mojego krajana z Lęborka, Wojtka Pięty! Panie Wojciechu, co tak słabo? Tylko 1 gol z ogórasami? Pozdrawiam też jedynego gracza Bałtyku pana Kuzimskiego – po raz kolejny, bo i po raz kolejny on jeden zachował się godnie na murawie. Tym samym każdy kibic obecny na tym wyjeździe miał prawie po 2 gole, albowiem wyjazd Bałtyku zaliczyły 3 osoby. Coraz ciężej będzie zaliczyć wyjazd Bałtyku z większą ilością kibiców od ilości goli nam strzelanych… Za tydzień ciut lżejszy mecz z Chwaszczynem u siebie, będąc niepoprawnym optymistą wietrze bezbramkowy remis, ale potem to już klops pomada że tak infantylnie powiem, albowiem czeka nas wyjazd do Kościerzyny. No to ja powiem wprost… tam muszą być nas co najmniej 2 auta!!! Bo znów będzie więcej goli od kibiców…

26/2014/15 GKS Przodkowo – Bałtyk Gdynia, 16 maja 16.00

No to mamy klops. Bałtyk ma w dniu dzisiejszym poważny problem. Mianowicie trzeba rozegrać mecz. Mało tego, przeciwnik nam się trafił z najwyższej półki… Strach paraliżuje mój ośrodek mowy, nazwa tej drużyny nie chce mi przejść przez gardło… Na szczęście to nie video blog, tylko tradycyjny, pisany. Napisać nazwę tej drużyny będzie mi trochę łatwiej, choć i tu mam wrażenie, że przyciski klawiatury parzą. Niemniej muszę to w końcu zrobić. Naszym dzisiejszym przeciwnikiem jest GKS Przodkowo. Uff… Teraz już będzie z górki. Dla rozluźnienia przypomnę, że Bałtyk ostatnimi czasy wykazuje swym poziomem tendencję zwyżkową. Dość powiedzieć, że graliśmy 3 mecze pod rząd z drużynami, które już praktycznie spadły z ligi i żadnego z nich nie przegraliśmy! Ba, z Raselem Dygowo i Leśnikiem Manowo osiągnęliśmy w meczach u siebie atrakcyjne wyniki remisowe, w żadnym z nich nie tracąc bramki! Jednak nie cieszcie się przedwcześnie, albowiem żarty się skończyły. GKS jest w ścisłej czołówce tabeli, dokładniej na 10 miejscu. Wprawdzie nie był głównym faworytem do awansu, jak nasz Bałtyk przed rundą wiosenną, niemniej widać, że jest tam dobra banda, która z niejednym wygra! Poza tym grają tam dobrze nam znani tacy zawodnicy jak Pięta czy Gronowski, no więc sami widzicie… Do tego drużyna może być zmęczona daleka podróżą. Ja nie wiem, kto ustala składy tych grup, ale z Gdyni do Przodkowa jest 27 km! Kto to wytrzyma! A jeśli jeszcze będą korki w Chwaszczynie? Bałtyku, spręż się jak zwykle, daj radość hordom swoich fanów i wygraj ten mecz! Z gorących wywiadów klubowych to muszę wam uchylić rąbka tajemnicy, mianowicie pracownik klubu pan B nieoficjalnie stwierdził, że widzi postępy w grze, natomiast inny pracownik klubu pan F stwierdził, że widzi w tej drużynie potencjał! Tak więc o przyszłość Bałtyku możemy być spokojni. Do tego dodam, że nasz reporter – szpieg o godzinie 3 w nocy zakradł się do klubowej szatni i odkręcił w kranie w łazience kurek o kolorze czerwonym. Popłynęła ni mniej ni więcej, gorąca woda! Na koniec dodam jeszcze tajne plany pana Rajewicza, naszego dyrektora sportowego, tytana intelektu, mistrza taktyki, geniusza wiedzy sportowej… Otóż ja już znam plany pana Stasia na przyszły sezon. Po prostu rewelacja! W życiu byście się nie spodziewali! Co za chytry lis z pana Stasia, oj ma on głowę na karku! Oj ma! Po pierwsze należy przewietrzyć szatnię, a więc wywalamy wszystkich którzy chcą pieniędzy, oraz tych których można sprzedać drożej niż za 500 złotych. Dajmy na to 16 graczy z podstawowego składu. W ich miejsce pozyskujemy ambitnych, szerzej nie znanych graczy, którym jeszcze nie odbiła sodówa, najlepiej przed 17 rokiem życia. Do nich dokoptujemy 4-5 starych ligowych wyjadaczy po 50-tce. Mieszanka rutyny z młodością! Młodzieńczej krnąbrności z doświadczeniem! To musi zadziałać! Tak więc nie przejmujcie się ewentualnym niepowodzeniem w dzisiejszym meczu, to krótki etap przejściowy który trwa od 2001 roku. Graj Bałtyku jak za dawnych lat!

moja polska

Moja Polska Kibolska

Dobrze jest przy okazji czytania książki „Moja Polska Kibolska” poznać jej autora. Co za facet! Niesamowity ksiądz z Gdańska. Pełen niespożytej energii, którą przekuwa w wiekopomne dzieła. Nienawidzi komuny, kocha młodzież. Inteligentny, bystry, przyjaciel kibiców i fanatyk Lechii Gdańsk.  Napisał świetną książkę „Biało – Zielona Solidarność. O fenomenie politycznym kibiców gdańskiej Lechii 1981 – 1989” która stanowi wręcz nieocenione pokłady wiedzy o gdańskiej walce z komuną. Drugie jego dzieło opowiada o misji księdza… O jego miłości do Boga, wolności, kibiców, historii, młodzieży. Głównie dzięki księdzu Jarkowi i śp. Dufowi z Lechii są organizowane coroczne pielgrzymki kibicowskie do Częstochowy. Ja osobiście brałem udział w dwóch ostatnich i nie wyobrażam sobie mojej nieobecności w kolejnych. Dziękuję wam za to! Za te fantastyczne spotkania braci z całej Polski, za bycie razem, za natchnięcie się do walki ze złem tego świata, z komuną, złodziejstwem, nepotyzmem, lewactwem, pedalstwem… Wszelkim złem tego świata. Za kultywowanie pamięci o Żołnierzach Wyklętych, o Powstańcach, o Kresowiakach, o Polakach potrzebujących pomocy… Norwid powiedział kiedyś, że „Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek” i ta właśnie myśl nam przyświeca, gdy razem się spotykamy na pielgrzymce w Częstochowie, w tym właśnie duchu napełniam się wiarą i „ładuję akumulatory” do kolejnego roku walki o lepszą Polskę. Nie jestem specjalnie religijny, ale muszę przyznać, że dzięki takim ludziom jak ks. Wąsowicz moje nastawienie do spraw wiary i religii mocno się zmieniło, chyba trudno o lepszą laurkę? Tak jak „święta w grudniu” czy „wakacje w lipcu” teraz też i „Częstochowa w styczniu” to stały punkt programu do końca życia mojego, bardzo długiego mam nadzieje, bo ogrom pracy jeszcze przede mną i mnogość ważnych czynów do spełnienia… Książka podzielona jest jakby na 3 części. Najpierw teksty historyczne, omawiające idee przyświecające księdzu na podstawie jego różnych wywiadów zamieszczanych w przeszłości. Potem „Sektor niebo” czyli wspomnienia o kibicach Lechii, którzy już odeszli. Jest tu między innymi o dwóch osobach które miałem przyjemność poznać za życia, czyli o Dufie i Haku…  Na końcu są kolejne wywiady księdza, tym razem dotyczące kibiców i medialnej nagonki na nich. Czyta się dobrze, książka chwilę czekała, aż się za nią wezmę, ale jak już chwyciłem, to w ciągu doby przeczytałem… Mam tylko jedną uwagę… ta niezwykle interesująca pozycja to jednak ciągle tylko zbiór wywiadów, esejów, własnych refleksji… Wymagania wzrastają, księdza stać na więcej… Oczekuję teraz dzieła beletrystycznego na miarę „Potopu”… Bo analogie do księdza Kordeckiego, rycerzy broniących Jasnej Góry czy złych prymitywnych najeźdźców błyskawicznie same się nasuwają… księże Jarku, do dzieła ;-) . W mojej ocenie 8/10, bardzo polecam! Aha! O tym, co napisane jest w „Mojej Polsce Kibolskiej” nie przeczytacie w „Wyborczej”, nie zobaczycie w TVN-ie… A przecież tam wiedzą najlepiej 8-) . Szczęść Boże dobrym chłopakom, dobrym wariatom i dobrym księżom!

moja polska