Właściwie nie mieliśmy prawa liczyć na dobry wynik w Koszalinie. Gdyż nie licuje to z tym co od dawna nie tylko my, ale i inni kibice twierdzili, mianowicie że szkoda, aby do wyższych lig wchodziły drużyny pozbawione fanatyków. Tak właśnie jest w Bałtyku. Gdyby stał się cud, doszlibyśmy do baraży i je wygrali, to co wtedy? Awans zrobiłby nam straszną krzywdę. Bo jeżeli w dzień, na bliski, atrakcyjny i prestiżowy wyjazd nie wybiera się prawie nikt, to ile by pojechało  na Stal Stalową Wolę, Znicz Pruszków czy Nadwiślana Górę? Puszczę Niepołomice czy Wisłę Puławy? Naprawdę tych liczb się nie domyślacie? U siebie byłoby znacznie więcej kibiców, zaś na wyjazdach nie wspierani dopingiem piłkarze przegrywali by wszystko i z hukiem byśmy z powrotem zlecieli. To już lepiej zostać, gdzie jesteśmy. Niedługo reorganizacja ligi i wierzącym mówię – a czas ku temu jest dobry, bo świąteczny – módlcie się. Abyśmy w tej lidze tylko jak najdłużej zostali. Zresztą szerzej ten temat chyba jeszcze dziś poruszę, wszak czas na przedświąteczną filozofię jest jak najbardziej. W temacie: Nasz Bałtyk przegrał w Koszalinie 2-0 i w dupie mam, szczerze mówiąc, kto i kiedy im strzelił. Od nas na tym meczu 5 osób, dopiero na sam koniec meczu kilka razy krzyknęli, za co piłkarze im podziękowali. Słabi ci piłkarze, oj słabi, ale nic na to nie poradzimy. Na pewno się starają, wierzę, że chcieliby grać wyżej, ale co z tego? Ja też bym chciał mieć 25 lat i 1,85 wzrostu. Nie mam i już mieć nie będę. Podobnie piłkarze z awansem do wyższej ligi. Są po prostu kwestie nie do przeskoczenia…. O tym jeszcze będę dziś może pisał.