Zagrał Bałtyk tak, jak nam się marzyło. Szybko, dokładnie, zdecydowanie. Ręce same się składały do oklasków. Marzenia o awansie Cartusii ostatecznie wybił Krysiński, potem dwa razy Kuzimski i na końcu Kazubowski. Tak się powinno grać, jak Bałtyk w tej rundzie u siebie. Tak się nie powinno grać, jak Bałtyk w tej rundzie na wyjazdach. Dwa zwycięstwa u siebie i 6-1 w bramkach, dwie porażki na wyjazdach i 0-6 tamże w plecy. O co chodzi w tym wszystkim? Już wyjaśniam – zapłacone frycowe, pierwsze śliwki robaczywki, zbite szklanki, nagromadzenie pecha. Te wszystkie plagi już za nami. Czas przełamać tą sinusoidę, bo takim wzlotami i upadkami do baraży nie dojedziemy, tym bardziej że Gryfitki z Wejherowa, dzielne dziewczyny, nie odpuszczają. Pierwsi inaugurujemy kolejną rundę, bo niestety już w środę wyjazdem do gównianej drużyny z Koszalina, która ośmieliła się przybrać naszą nazwę. Bałtyk wspomagało dobrym dopingiem 50 kibiców z długą flagą, a za Cartusią zawitało około 30 przyjezdnych. To był dobry mecz, więcej nam nie trzeba, taka gra do końca rundy i jedziemy z wszystkimi jak z baranami prowadzonymi do rzeźni. Nadzieja wróciła!!!