Ja już nie wiem, kiedy w końcu będę w pełni zdrowy, przygotowany do jakichś akcji i pełen werwy oraz weny twórczej. Choć nic mnie nie boli, nie mam podwyższonej temperatury i jakoś tam niby funkcjonuję, np. w pracy, po południu już jest kiepsko. Morda mi się nie chce zamknąć, ciągle ziewam i najchętniej w okolicach 18 szedłbym spać. Z czego to wynika? Nie wiem. Nie piję, nie zażywam, odżywiam się może nie idealnie, ale też nie tragicznie. Przesilenie wiosenne? Zawsze mi się wydawało, że to trochę bzdura. Ale gdy lat przybywa… Do tego trosk wszelakich nie brakuje – a to z finansami, a to z kobietami… Zauważyliście, że te z najładniejszymi oczami, to zawsze mężatki? Nie ma faceta, który by się oparł takim ładnym oczom, piosenki na ten temat powstawały, że wspomnę niejakiego „Iwana i Delfina”… No ale żeby przez oczy nie móc pisać? A skąd ta senność? Dość tych dywagacji, to chyba najzwyklejszy SKS mnie dopada, i wcale tu nie chodzi o skrót przed nazwą Bałtyku… Tytuł tego artykułu miał brzmieć „O standardach…” , gdyż chciałem się rozwodzić o standardach dzielących naszą klasę polityczną, Jak w analogicznych sytuacjach zachował się PiS, a jak PO… Myślałem też, żeby wspomnieć o kandydatach na urząd prezydenta… Ostatnio zaciekawił mnie Niemiec, niejaki Andreas, który postanowił zakończyć swój żywot, a przy okazji pociągnął za sobą 149 osób – doprowadzając do katastrofy samolotu. Jak to zrymował ktoś złośliwie – „hopsasa,  hopsasa nie ma już airbusa”. Ale co siadałem wieczorem do kompa, mniej więcej po odebraniu poczty (a więc po około 5 minutach) ogarniała mnie ta cholerna senność… Odpuszczę sobie te tematy, na pewno coś nowego wybuchnie w przyszłym tygodniu. Wrócę do standardów życiowych, ale obecnych w naszym życiu codziennym, a nie wśród klasy politycznej. Pracowałem w mieście, które jeszcze nie tak dawno było wojewódzkim. Spotykamy kolesi ze zbliżonej, hmmm branży. Jakiś głupek spośród nich zaczął coś pyskować, więc została mu złożona propozycja obicia durnego ryja.  W tym momencie koleś, na oko 25 letni chłop na schwał, wyciąga komórkę i jakimś takim piskliwym dyszkantem zaczyna krzyczeć: „Niech pan powtórzy te groźby raz jeszcze… nagrywam pana… mam zadzwonić gdzie trzeba..?”. Dajecie wiarę? Że tak właśnie można się zachować? Wszystko upada, już tylko ludzie ulicy umieją się zachować jak trzeba. Już tylko na stadionie i pod niektórymi blokami można mieć gwarancję normalnego, męskiego zachowania. Kiedyś myślałem, że takie zachowanie jest właściwe starym ubekom, konfidentom, złotówom, pedałom, milicjantom… Wydawało mi się, że każdy młody, w miarę ogarnięty chłopak zachowuje się jak trzeba. Okazuje się, że źle mi się wydawało, bo przykład, jaki podałem, jest tylko jednym z wielu. Winą mojego wadliwego postrzegania młodzieży jest to, że ja raczej poruszam się – staram bynajmniej – w przyzwoitym towarzystwie. Niestety, rzeczywistość jest mniej kolorowa. Wychodzisz na ulice i oto w koło prawie sami frajerzy, leszcze i konfidenci. Zachowasz się jakoś tam na ulicy – i oto już jeden nagrywa, drugi dzwoni, psiarnia jedzie na sygnale… Trzeba uważać! Obijesz jakiegoś śmiecia za niegodne zachowanie, a społeczeństwo konfidenckie zadzwoni, doniesie i wskaże palcem…i dobrego chłopaka (np. Ciebie) za jakąś gnidę, za dobry uczynek zawiną. Kto ich tego nauczył, kto dał im takie wskazówki, kto uczy takich wzorców zachowań młodych ludzi? Nie myślcie sobie – jestem wśród młodzieży, nikt mnie nie sprzeda, mogę robić co uważam. Młodzi, ambitni, zapewne przyszli wyborcy PO – dają z ucha aż miło. Sztafeta pokoleń, k… mać. Do wszystkich konfidentów, młodych, czy to starych – po wsze czasy ch… wam na grób! I to na tyle, nigdy nie szkoda szpalt redaktorskich na potępienie konfidenctwa i frajerskich zachowań, szczególnie bolesnych, gdy tolerowanych wśród młodzieży. A na koniec sobie jeszcze westchnę przed snem… te oczy…

konf