To był dla mnie pamiętny wyjazd chociażby ze względów statystycznych – był to bowiem mój setny wyjazd z Bałtykiem Gdynia. Zbieraliśmy się na pętli autobusowej w Sopocie, nieopodal stacji SKM Sopot Wyścigi. Zbiórka szła marnie, chętnych było niewielu i bez kasy. W końcu ruszamy, dość solidnie spóźnieni. Warunki podróży mieliśmy dość luksusowe, jechaliśmy autokarem w zaledwie 13 osób. Każdy miał do wypicia przynajmniej butelkę szampana, a właściwie nazywanego tak wina musującego, które otrzymał z okazji mojego jubileuszu… Pod stadion Olimpii dojechaliśmy w 25 minucie spotkania. Ludzi na meczu było sporo, Olimpia była wtedy w czubie tabeli, natomiast brak było jakiegokolwiek młyna miejscowych. Obstawa psiarni na tym meczu to dwa radiowozy. Rozwiesiliśmy flagę i zajęliśmy się dopingiem. Bajerą na wysokim grypserskim poziomie uraczył nas dżentelmen chwalący się tzw „ćwiarą”, odbytą w miejscowym zakładzie karnym… 8-) Niestety innym od nas gazowane wina trochę uderzyły do głowy, bo zaczęli trochę prowokować miejscowych.  Kilka kilometrów od Sztumu, w Starym Targu, swój mecz rozgrywała Lechia, która wtedy mozolnie odbudowywała swą pozycję, począwszy od A-klasowego szczebla rozgrywek, przewidywałem ich wizytę. Mecz przebiegał nam nie najlepiej. Do przerwy wprawdzie prowadziliśmy, ale w drugiej połowie straciliśmy bramkę, a w ostatniej minucie meczu drugą, by ostatecznie przegrać 1-2. Jeden z naszych – S. Z Vitavy wkurzył się strasznie po tym drugim golu, wbiegł na murawę, przebiegł przez całe boisko, po czym dobiegł do klubowego masztu i zaczął zrywać Olimpii flagę klubową. W miejscowych jakby piorun strzelił. Rzucili się na nas. Wbiliśmy się na murawę, oczywiście od razu sędzia gwizdnął koniec meczu, a za nami płotek przeskoczyły dziesiątki miejscowych. Zaczęliśmy się nap…lać z miejscowa ludnością na środku płyty boiska, i chociaż to byli cywile, o dużej rozpiętości wieku, ciężko było, bo każdy miał po kilku przeciwników. W tym czasie pod bramę stadionu podjechało kilku bojówkarzy z Lechii. Trochę się zdziwili gdy ujrzeli, że na stadionie awantura trwa w najlepsze :mrgreen: . Zaczęło się robić naprawdę ciężko, dupy uratowali nam piłkarze Olimpii, którzy otworzyli nam bramę stadionu. Zrywamy się, przebiegamy obok chłopaków z Lechii, a za nami ze 150 chłopa  z nienawiścią wypisaną na pyskach… Uciekaliśmy pod górę, zrobiliśmy sobie przewagę kilkunastu metrów nad goniącymi. Stanęliśmy, wywróciliśmy 2 śmietniki i zaczęliśmy bombardować  z góry goniący nas tłum butelkami, kamieniami, a na końcu pustymi kiblami. Stanęli, ale gdy skończyła się nam amunicja, znów ruszyli. Podgonili nas znów ze 150 – 200 metrów, gdy znów stanęliśmy, tym razem na przystanku, i znów zaczęliśmy w nich rzucać czym tylko się dało. Miejscowi stanęli, ich szeregi się uszczupliły, nas też zostało 8, reszta gdzieś się rozbiegła na boki. Wtedy tu usłyszeliśmy syreny policyjne. Podjechało kilka kabaryn, wyskoczyły z nich zamaskowane psy i zaczęły zgrywać komandosów. Lali nas pałami wrzeszcząc „na ziemie bo was zaj…my!”, chyba byli świeżo po jakimś szkoleniu, debile 8-)   .Skuli nas wszystkich i przy aprobacie miejscowych chamów, którzy dopiero odważyli się zbliżyć do nas, zawinęli nas w komplecie do radiowozów. Zawieźli nas na KP w Sztumie, tam już była prawie cała reszta naszych pozwijana po drodze przez kundli. Spisali nas wszystkich, zbadali alkomatem, oraz po około godzinie puścili. Wsiedliśmy w końcu w 12 osób do autokaru (jedna z tych, co się odłączyły, wróciła PKS-em) i solidnie spóźnieni wróciliśmy do Trójmiasta. W drodze do domu jeszcze chwile pogadałem z trenerem Bałtyku, który stwierdził, że trudno nie było zauważyć naszej bytności na stadionie 8-) .  To był udany i zabawny wyjazd! Bo wyjazd udany jest zawsze wtedy, kiedy jest awantura  :twisted: