Do 2010 roku w kwestii  1 marca wszystko było jasne. Jest to bardzo ważny dzień dla świata ze względu na moje kolejne urodziny, oraz ważny dla mnie symboliczny początek sezonu piłkarskiego w Polsce… Teraz trochę się zmieniło. Ze względu na podgrzewane murawy początek sezonu trochę nieaktualny, bo sezon zaczyna się już w lutym. Urodziny też nie do końca aktualne, bo choć obchodzę je co roku, od dawna już mój zegar biologiczny stanął w miejscu i przestałem się starzeć. A ponieważ nie piję, nie palę i nie zażywam narkotyków, śmiem nawet twierdzić, iż młodnieję. Daleko mi jeszcze do Ibisza, może dlatego, że nie stać mnie na botox, ale z drugiej strony w jego akurat stronę „rozwoju” nie zmierzam. Od 2011 roku, głownie dzięki staraniom i zaangażowaniu ŚP Lecha Kaczyńskiego, w dniu moich urodzin obchodzimy Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”. To bardzo ważne święto, bardzo ważny dzień. Dzięki ci Lechu tam, w niebiosach, za ruszenie tego tematu, za starania o to, aby powstał dzień, w którym byśmy mogli oddać hołd Żołnierzom Wyklętym. Piszę teraz do młodszych czytelników, albo mniej zorientowanych – bo przecież nie każdy od razu wie, kim naprawdę byli ci żołnierze, dlaczego o nich tak dużo mówią patrioci i narodowcy,  a tak mało oficjalne media…? Żołnierze Wyklęci to w jednym, suchym zdaniu polskie powojenne podziemie niepodległościowe i antykomunistyczne. Gdy zakończyła się II Wojna Światowa, do Polski wkroczyli Rosjanie. Wpadliśmy z deszczu pod rynnę, po niemieckich zbrodniarzach, którym zależało na wymordowaniu wszystkich Słowian, a Polaków w szczególności, niemiecki okupant zmienił się na rosyjską dzicz. Nie każdy był świadom nadchodzącej tragedii, ludzie skołowani sześcioma  latami wojennej hekatomby cieszyli się z nadchodzącego „pokoju”. Witali wjeżdżających do Polski Rosjan kwiatami rzucanymi na czołgi i żołnierzy, byli szczęśliwi, że oto nikt już nie będzie do nich strzelał, burzył ich domów, mordował i represjonował. A czołgi wjeżdżały, tysiące ruskich żołdaków zalewały Polskę, de facto nawet na jeden dzień nie odzyskaliśmy wolności. Po chwili nowy – rosyjski, czy może raczej radziecki – pogódźmy to słowem sowiecki – okupant rozpoczął swe rządy w naszym kraju. Rządy krwawe, bezlitosne, okrutne. Nasze wojsko, przemysł, drogi, mosty, fabryki i wszystko inne znalazło się w rękach sowietów. Tępych, okrutnych, złych okupantów pod wodzą demona zła, Józefa Wisarrionowicza Dżugaszwilego, zwanego jako Stalin. Zaczął się dla nas okres tragiczny, okres kolejnego zniewolenia, które trwało aż do 1989 roku. Sowieccy mordercy zaczęli „czyszczenie” Polski z jej obrońców, z niezłomnych bohaterów ojczyzny. Pomagały w tym polskie kundle na ich usługach, daleko bardziej godne pogardy od Niemców i Rosjan, które podrzucały adresy „wrogów ludu” w postaci na przykład żołnierzy AK, powstańców warszawskich czy innych patriotów. Do śmierci Stalina w 1953 roku mordowano bądź zamykano w łagrach tysiące ludzi, skala represji była nie mniejsza, a może i nawet bardziej uciążliwa, niż ta podczas wojny. Gdy Stalin zmarł, zaczęto udawać, tzn. tworzyć komunizm „z ludzką twarzą”. Polegało to na tym że mordowano już w tajemnicy, i nie hurtowo, a wywożono pod osłoną nocy. Ludzie systemu już się usadowili w swoich miejscach, ubecko komunistyczny aparat opanował cały kraj. Cóż za straszliwy los, cóż za straszliwa niegodziwość spotkała tych, którzy walczyli o kraj, którzy oddawali życie za Polskę, byśmy wyzwolili się spod jarzma niemieckiego! Wpadliśmy pod jeszcze gorsze, radzieckie. Ścierwo sowieckie w pełnej gotowości czekało sobie nad brzegiem Wisły, aż powstańcy wykrwawią się w bojach o Warszawę, a potem rozpoczęli dzieło niszczenia Polski wolnej i niepodległej, zadbali o to, by okres niewoli i utraty niepodległości przedłużył się z lat 6 do…?  Nie wiem, jak odzyskamy niepodległość, pytajnik zniknie. Oni wiedzieli, że aby panować w naszym kraju, muszą zniszczyć żołnierzy i młodzież wychowanych w duchu patriotycznym za Piłsudskiego i Dmowskiego, bo ci, którzy zasmakowali wolności, nigdy już jej za darmo nie oddadzą. I zrobili swoje… Ludzie, którzy walczyli o nasz kraj, a wiedzieli, że czekają ich represje, tortury lub śmierć, gdy dopadną ich sowieccy siepacze, zareagowali na trzy sposoby. Jedni uciekli za granicę, bądź biorąc udział  w walkach wyzwoleńczych na terenie na przykład Anglii lub Francji, po prostu z nich nie wracali. Drudzy próbowali mimo wszystko wieść normalny żywot w tym kraju, przyjmowali się na zwykłych cywilnych posadach pracowników biurowych bądź listonoszy, mieli już po prostu dość wojaczki i żyli z drżeniem serc każdego dnia, czy aby pukający o 6 rano do drzwi to na pewno jest mleczarz, czy może już UB… Ci aktywniejsi, czujący większe zagrożenie ze strony ubeków zmieniali nazwiska, dokumenty, jechali w drugi koniec kraju… czasem to pomagało, czasem nie, gdyż lista konfidentów i szpicli zataczała coraz szersze kręgi, często ludzie nawet po 10 latach życia incognito wpadali i wtedy było bardzo krucho… No i czas na opowieść o trzeciej grupie. Przy czym od razu mówię – dwóch już wymienionych przeze mnie nie potępiam, nie każdy ma siłę całe życie spędzić w lesie na walkach, oni zrobili bardzo wiele dla ojczyzny przez 6 długich lat wojny. Chwała im. Czas na opowieść o Żołnierzach Wyklętych. Oni nie kierowali się żadną logiką, bo ta kazałaby im natychmiast zawiesić broń na kołku, zdjąć mundury i uciekać za granicę. Oni nie mogli znieść kolejnego okupanta w naszym kraju, dalszej niewoli, dalszej podległości sowieckiej swołoczy. Ich życie przepełniała miłość do ojczyzny, wiara w rzeczy niemożliwe, niewiarygodne wręcz bohaterstwo i poświęcenie. Poszli w las, choć wiedzieli że raczej z niego nie wrócą. Albowiem oni byli nauczeni jednej, najważniejszej maksymy: POLSKA NIEPODLEGŁA – ALBO ŻADNA. Było ich prawdopodobnie 150.000 ludzi, może trochę więcej, może trochę mniej. Żyli prawem wilka. Prowadzili walkę zbrojną z sowieckim najeźdźcą, tworzyli groźną, otwarcie walcząca z sowietami armię. Walka ta trwała aż do początku lat 60-tych, kiedy to sowiecki okupant siłami NKWD zniszczył ostatecznie polskie podziemie antykomunistyczne. Czemu to trwało tak długo? Jakim cudem Żołnierze Wyklęci tak długo stawiali opór machinie zbrojnej sowietów? Byli niesłychanie waleczni, świetnie zorganizowani. Znali teren, często pomagali im odważni, acz zwykli ludzie nie biorący wraz z nimi udziału w walkach. Okupanci srali ze strachu,  gdy słyszeli o „Łupaszce”, „Zaporze”, „Ogniu” i wielu, wielu innych. Mogli zaatakować w każdej chwili, byli jak duchy…Ale to nie tylko twardzi faceci, wojownicy niezłomni brali udział w walkach o niepodległą Polskę. To były też kobiety, dziewczyny, kilkunastoletnie panny, które dopiero co przestały się bawić lalkami. Zamiast chodzić na imprezy i podrywać chłopaków walczyły. Jako łączniczki, sanitariuszki, dobre duchy wspomagające psychicznie żołnierzy. Ależ one były twarde! Ależ niezłomne! Wyobrażacie sobie sytuację, w której pytają dziewczynę o adresy i kontakty, a z sali obok słyszy płacz swojego dziecka? Ubek jej mówi – dostanie jeść, jak powiesz co wiesz… nie powiedziała, bo przecież przysięgała… 17-letnia Danka torturowana w gdańskiej siedzibie UB. Na końcu zapadł wyrok, i zastrzelił ją ppłk. Sawicki, który być może żyje do dzisiaj pod zmienionym nazwiskiem, a na pewno nigdy nie był osądzony.… Gdy Danka umierała krzyknęła „Niech żyje Wolna Polska! Niech żyje Łupaszko!”. Nie wsypała, nie powiedziała nic nikomu. Wiem, że powtarzam się o tym, ale to nie szkodzi. Trzeba będzie, to co dzień będę o tym pisał, a komu się nie podoba, zawsze może przejść na pudelka. Gryps Danki, znanej w konspiracji jako „Inka”, której rodzice nie żyli i wychowywana była przez babcię – „Powiedzcie babci, że zachowałam się jak trzeba” powinien każdy z was wyryć sobie w widocznym miejscu i czytać go co dzień przynajmniej jeden raz, zaraz po obudzeniu się. Żebyście w chwili próby, a najlepiej zawsze, umieli zachować się, jak trzeba. Wiecie jak to jest? Wczoraj dostałem zaproszenie, jako Bałtyk Gdynia, od Lechii Gdańsk na obchody Dnia Żołnierzy Wyklętych, na modlitwę w (gdzieżby indziej??) Bazylice Świętej Brygidy w Gdańsku, potem na defiladę wolności, w której w końcu będzie brała udział Polska, oczywiście będą żołnierze w mundurach i Anders na białym koniu ich odpowiednio przyjmie :-) . Nie mogę brać udziału w tej imprezie, zaliczę pogadankę o Żołnierzach Wyklętych w Lęborku, oczywiście wraz z córką, lecz oczywiście patrioci z Bałtyku Gdynia wraz z biało czerwoną flagą będą tam obecni. Dziękujemy za zaproszenie, liczę na jakąś małą fotorelację od kolegów. Wracając do naszych bohaterów… Znów się wzruszam, gdy tylko przypomnę sobie wasze ciężkie losy, wasze bohaterstwo i poświęcenie…Nigdy pamięć o Was nie zagaśnie, przynajmniej dopóki ja żyję, obiecuję Wam to, jestem Wam to winny, jesteśmy Wam to winni wszyscy! Nie chodzę się modlić do kościoła, więc zapalę świeczkę w oknie w Waszej intencji. Wiem, że jeśli niebo istnieje, i patrzycie na nas z góry, płaczecie widząc to, co się dzieje w Polsce, przez kogo jest rządzona, komu jest zaprzedana. Ale to nie jest tak, że Wasza walka i ofiara poszła na marne. Zasialiście ziarno, na urodzajnej glebie. Dzięki Wam ja, i tysiące innych patriotów wiemy, że nigdy nie należy się poddawać, że chociaż jest bardzo źle, nie należy zwątpić ani na chwilę, dajecie nam wiarę, energię i pewność zwycięstwa. Wytyczyliście nam szlak, którym my podążamy. Wybaczcie nam błędy i potknięcia, jakżeż Wam mamy dorównać? Zawiesiliście niewiarygodnie wysoko poprzeczkę odwagi, honoru, wiary, męstwa, lojalności, patriotyzmu, zasad… Jest teraz bardzo źle, ale… śpijcie spokojnie. Mamy Was za przewodników, a więc wygramy. Moim celem jest, bym na łożu śmierci mógł z czystym sumieniem powiedzieć to, co „Inka”- zachowałem się, jak trzeba. Nie chodzę do kościoła, więc poczekam aż wróci z niego moja córka i zapalę w oknie świeczkę na Waszą cześć. Niech poleci wam światełko miłości i walki do nieba, a Wy dalej bądźcie moim drogowskazem, jak żyć godnie, jak walczyć, jak trwać w wierze i w walce. Oddaję Wam honor i staję przed wami na baczność.

Żołnierze Wyklęci – cześć Waszej pamięci!!! Cześć i chwała bohaterom!!!

zw