Archiwum dla Marzec, 2015

Bóg

Bóg nie umarł

Filmy religijne, to, delikatnie rzecz biorąc, nie jest mój konik. Do wiary podchodzę z wielką obojętnością, jak i z wielkim szacunkiem, gdyż sam wierzę w różne dziwne rzeczy, nie bardziej realne, niż ukazanie się Matki Boskiej pastuszkom w Fatimie. Wierzę w przywrócenie pełnej godności, szacunku i miejsca pochówku bohaterom narodowym naszego kraju, np. powstańcom czy żołnierzom wyklętym. Równocześnie wierzę w pokazanie prawdy o bandytach i kryminalistach, o pośmiertne niekiedy choćby odebranie godności i praw publicznych zbrodniarzom pokroju Mazowieckiego, Jaruzelskiego, Wałęsy czy Michnika. Wierzę, ze zapanuje w moim ukochanym kraju szczerość, uczciwość i godność, a to dzięki sprawiedliwości społecznej, zmniejszeniu podatków i biurokracji. Ciągle w to wszystko wierzę i dlatego żyję, dlatego piszę. Także nawet najwięksi sceptycy muszą przyznać, że mój agnostycyzm nie wywodzi się z braku wiary w rzeczy pozornie nierealne, gdyż tej mam niewyczerpane pokłady wręcz, a z braku takiej potrzeby po prostu. Przypomniałem sobie jednak, ze zaliczyłem już jeden film religijny który bardzo mi przypadł do gustu, a mianowicie „Pasję” Mela Gibsona. Precedens był, a więc i teraz wybrałem się do kina z córką, nastawioną wręcz euforycznie do tego filmu. Głównym motywem filmu jest profesor – wykładowca na uniwersytecie, grany przez gościa, który wcześniej grał kiedyś Herkulesa… jaka zmiana image’u ;-) … Tenże profesor na wykładach z filozofii już na pierwszym spotkaniu ze studentami stosuje indoktrynację, mianowicie każe studentom napisać na kartce „Bóg umarł” po czym kartkę tę nakazuje oddać sobie do rąk własnych. Nie wszyscy stosują się do jego polecenia, student Josh mówi, iż kłóci się to z jego przekonaniami religijnymi i naciskom nie ulegnie, kartki nie podpisze. Zblazowany, pewny siebie, znakomicie przygotowany teoretycznie profesor wymyśla podstęp, który skazuje studenta na „pewną” porażkę. Wyzywa go na pojedynek intelektualny. Daje mu po 20 minut z trzech końcówek swoich wykładów na udowodnienie tezy, że jednak Bóg nie umarł. Zakład idzie o poważną stawkę, praktycznie o zaliczenie roku. Ten ich pojedynek to fantastyczna uczta dla uszu i oczu, nie padają żadne prostackie stwierdzenia, żadne obiegowe tezy, to raczej ekscytująca szermierka na zdania i poglądy największych filozofów, najwybitniejszych myślicieli. Bardzo mocne, bardzo dobre. Student wygrywa i nagle wszystko zaczyna się zmieniać. Losy 4 czy 5 postaci z filmu, wszystkich w jakiś sposób dotyczących wiary zaczynają się prostować, wyjaśniać – nie zawsze pozytywnie, bo np. znana dziennikarka – lewaczka doznaje olśnienia dopiero, gdy dostaje raka i dowiaduje się, że zostało jej kilka miesięcy życia, oraz jak na jej chorobę zareagowały „bliskie” jej osoby… Tu już poziom filmu nieco spada, zaczyna się lekka sztampa, wesołe piosenki religijne, kochany czarny pastor i robi się niebezpiecznie familijnie i słodko. Jednak generalnie gra gitara, padają słowa i zdania, które warto zapamiętać. „Bóg jest dobry? Tak, jest dobry”, i wszystko na temat. No cóż, ja się nie nawrócę, a to dlatego, że nie mam z czego, nigdy niczego nie negowałem, a jedynie olewałem temat. Do wczoraj, bo filmik ten zacny dla mnie to nie koniec tematu… Już słyszę ten rubaszny śmiech wszystkowiedzących cwaniaków, ale mam to w miejscu, gdzie słońce dochodzi nader rzadko. Wczoraj otrzymałem Znak. Po raz pierwszy zwątpiłem w swą nieomylność. Może to był Bóg, może Szatan, może Latający Potwór Spaghetti a może dowódca wahadłowca Enterprise (tego ze „Star Tracku”) wysadzający właśnie Elvisa Presleya na plaży nieopodal Helu…? Nie wiem kto to był, ale ktoś wielki i potężny i nie wdając się w prywatne kwestie, które nikogo nie interesują, otrzymałem wskazówkę, że robię dobrze, że warto próbować. Tak niewiarygodny splot okoliczności się nie zdarza, to nie mógł być przypadek. Dzięki Ci… nie jestem pewien, kim jesteś, ale wróciłem.  I’ll be back, jak mawiał terminator Schwarzenegger. Wszystko się odwróciło o co najmniej 90 stopni, i nieważne, jak się skończy. Wróciła nadzieja. A film? Miało być 8, ale za sprzężenie z tym głosem, który do mnie doszedł, którego znaczenie pojąłem, daję punkcik bonusu. 9/10 i zapraszam do kin. Chociaż nie ma tam gołych dup, choć nikt nie strzela seriami z Kałasznikowa, choć nie ma salw śmiechu „ha ha zesrał się a potem w to wywrócił”, czy rozpierduchy Nowego Jorku w 3D za pomocą Godzilli – idźcie do kina, jeśli chcecie coś sobą reprezentować. Koniecznie. Teraz i na wieki wieków, amen :-) .

Skoro już wzniosłem się trochę „ponad poziomy” to już po raz kolejny, acz tym razem całkiem ostateczny, informuję o zakończeniu dopuszczania do wglądu waszych durnych komentarzy, dotyczących prywatnych osób. X w ostatnim z nich poruszył temat rodziny swych adwersarzy i spraw prywatnych, nie dotyczących zagadnienia, ty, wojujący katolik, takie teksty…? Napij się zimnej wody chłopie i odpocznij. Chrześcijaninie ty nasz… Nie licuje to trochę, co? A wy, anonimowe leszcze (nie dotyczy ducha) też trzymajcie ryje krótko, bo nigdzie was nie ma, zasad się nie trzymacie, a się sracie. I tak go nie przegadacie, bo to bydlę, ale wyszczekane. Za wami wszystkimi prawie ciągnie się smród, tyle że za X zachowań niegodnych, ale PRYWATNYCH, jeździłem z nim kilkanaście lat na mecze i NA MECZACH nie zauważyłem nic niegodnego w jego zachowaniu, co mówię publicznie. Jego megalomania i świadomość (nie do końca uzasadniona) swej wielkości i nieomylności sprawiła, że i ja nie chce go widzieć na meczach Bałtyku, ale nigdy mu nie zamknę drogi do pisania czy wyrażania opinii u mnie, bo zachował się kiedyś jak ch… wobec kibiców Bałtyku i przegiął, gdy popisał bzdury po kraju, ale jednak zasad chuligańskich się trzyma, a do powiedzenia ma więcej, niż wy wszyscy, może nawet więcej niż ja, co rzadko zdarza mi się stwierdzić. A wy oczyśćcie najpierw nasze sprawy do końca, bo z frajernią się trzymacie i ukrywacie pewnych frajerów w tłumie i to są fakty, wasz plus że sytuacja jest taka, że nikt nie miał przypału, nikt nie siedzi i niby się rozeszło, ale tylko niby, bo dopóki Łysy żyje, to Bałtyk czysty albo żaden, i ja też nie spocznę, dopóki sprawa się nie wyjaśni. To, że się upiekło nie spowoduje, że będę zamiatał gówna pod dywan, bo kibice to nie dziennikarze, biurokraci czy politycy, którymi tak gardzimy. Czyste serca i spokój w głowie oraz zasady na 100%. Nie na 99, to zbyt mało. I nigdy Bałtyk nie będzie czysty i wielki, dopóki spraw z przeszłości nie załatwimy. Czy ma to być jak u Limahla „Never Ending Story”  czy ogarniamy się wszyscy, zamiatamy, a za kilka miesięcy, razem,  rozp…my resztę Polski? Mam wiarę, że możemy to zrobić, tylko się ogarnijcie, bo zegar bije jak jebnięty, uwierzcie starszemu panu po przejściach. Czas się kończy. Ku chwale Wielkiego Bałtyku! Oczywiście na każdy inny temat, konstruktywne bądź nie uwagi, byle bez wulgaryzmów, puszczam, nie wnikając nawet w treść zbytnio.  To na tyle…

Bóg

19/2014/15 Bałtyk Gdynia – Cartusia Kartuzy

Zagrał Bałtyk tak, jak nam się marzyło. Szybko, dokładnie, zdecydowanie. Ręce same się składały do oklasków. Marzenia o awansie Cartusii ostatecznie wybił Krysiński, potem dwa razy Kuzimski i na końcu Kazubowski. Tak się powinno grać, jak Bałtyk w tej rundzie u siebie. Tak się nie powinno grać, jak Bałtyk w tej rundzie na wyjazdach. Dwa zwycięstwa u siebie i 6-1 w bramkach, dwie porażki na wyjazdach i 0-6 tamże w plecy. O co chodzi w tym wszystkim? Już wyjaśniam – zapłacone frycowe, pierwsze śliwki robaczywki, zbite szklanki, nagromadzenie pecha. Te wszystkie plagi już za nami. Czas przełamać tą sinusoidę, bo takim wzlotami i upadkami do baraży nie dojedziemy, tym bardziej że Gryfitki z Wejherowa, dzielne dziewczyny, nie odpuszczają. Pierwsi inaugurujemy kolejną rundę, bo niestety już w środę wyjazdem do gównianej drużyny z Koszalina, która ośmieliła się przybrać naszą nazwę. Bałtyk wspomagało dobrym dopingiem 50 kibiców z długą flagą, a za Cartusią zawitało około 30 przyjezdnych. To był dobry mecz, więcej nam nie trzeba, taka gra do końca rundy i jedziemy z wszystkimi jak z baranami prowadzonymi do rzeźni. Nadzieja wróciła!!!

19/2014/15 Bałtyk Gdynia – Cartusia Kartuzy, 27 marca, 18:00

Dziwna drużyna z tej Cartusii Kartuzy. Jesienią wygraliśmy na ich stadionie 1-0, zbytnio nam wtedy nie zagrozili. W drugiej części jesieni punktowali jednak bardzo regularnie, wskoczyli nawet na podium lidera tabeli. To jest potwierdzeniem mojej teorii, że piłka w naszej lidze stoi na niezwykle słabym poziomie i wygrać ją może każdy.  Rundę wiosenna Cartusia zaczęła fatalnie -  w pierwszych trzech kolejkach zdobyła zaledwie punkt i marzenia o wygraniu naszej grupy 4 ligi oddalają się od niej jeszcze szybciej, niż od Bałtyku. Sytuacja jest prosta – Cartusia jest cienka, jak stan mojego konta (choć cienko być aż tak cienkim, ha ha), a Bałtyk musi szybko odzyskać zaufanie kibiców i zacząć piąć się w górę. Lepszej okazji niż rozwalenie marnej Cartusii szybko nie znajdziemy. Tylko zwycięstwo! Mecz jest o tyle ciekawy, że wraz z drużyną Cartusii zawitają do Gdyni zapewne tez jej kibice. Jeżdżą oni na wyjazdy dość regularnie, więc czemu nie mieliby zawitać i do nas? Tym bardziej że w dawniejszej historii trochę nas łączyło i zapewne dla kibiców Cartusii punktem honoru będzie pokazać się dobrze u nas. Ciekawe czy tak jak my u nich rozsiądą się po trybunach, czy są bardziej kumaci od naszych i wiedzą, że na wyjeździe się siedzi w jednej grupie. Jutro ok 20, gdy weekend dla większości ludzi dopiero się rozpoczyna, kibice Bałtyku już będą wiedzieli, czy ma szansę on być udanym. Do boju!

konf

O młodych konfidentach

Ja już nie wiem, kiedy w końcu będę w pełni zdrowy, przygotowany do jakichś akcji i pełen werwy oraz weny twórczej. Choć nic mnie nie boli, nie mam podwyższonej temperatury i jakoś tam niby funkcjonuję, np. w pracy, po południu już jest kiepsko. Morda mi się nie chce zamknąć, ciągle ziewam i najchętniej w okolicach 18 szedłbym spać. Z czego to wynika? Nie wiem. Nie piję, nie zażywam, odżywiam się może nie idealnie, ale też nie tragicznie. Przesilenie wiosenne? Zawsze mi się wydawało, że to trochę bzdura. Ale gdy lat przybywa… Do tego trosk wszelakich nie brakuje – a to z finansami, a to z kobietami… Zauważyliście, że te z najładniejszymi oczami, to zawsze mężatki? Nie ma faceta, który by się oparł takim ładnym oczom, piosenki na ten temat powstawały, że wspomnę niejakiego „Iwana i Delfina”… No ale żeby przez oczy nie móc pisać? A skąd ta senność? Dość tych dywagacji, to chyba najzwyklejszy SKS mnie dopada, i wcale tu nie chodzi o skrót przed nazwą Bałtyku… Tytuł tego artykułu miał brzmieć „O standardach…” , gdyż chciałem się rozwodzić o standardach dzielących naszą klasę polityczną, Jak w analogicznych sytuacjach zachował się PiS, a jak PO… Myślałem też, żeby wspomnieć o kandydatach na urząd prezydenta… Ostatnio zaciekawił mnie Niemiec, niejaki Andreas, który postanowił zakończyć swój żywot, a przy okazji pociągnął za sobą 149 osób – doprowadzając do katastrofy samolotu. Jak to zrymował ktoś złośliwie – „hopsasa,  hopsasa nie ma już airbusa”. Ale co siadałem wieczorem do kompa, mniej więcej po odebraniu poczty (a więc po około 5 minutach) ogarniała mnie ta cholerna senność… Odpuszczę sobie te tematy, na pewno coś nowego wybuchnie w przyszłym tygodniu. Wrócę do standardów życiowych, ale obecnych w naszym życiu codziennym, a nie wśród klasy politycznej. Pracowałem w mieście, które jeszcze nie tak dawno było wojewódzkim. Spotykamy kolesi ze zbliżonej, hmmm branży. Jakiś głupek spośród nich zaczął coś pyskować, więc została mu złożona propozycja obicia durnego ryja.  W tym momencie koleś, na oko 25 letni chłop na schwał, wyciąga komórkę i jakimś takim piskliwym dyszkantem zaczyna krzyczeć: „Niech pan powtórzy te groźby raz jeszcze… nagrywam pana… mam zadzwonić gdzie trzeba..?”. Dajecie wiarę? Że tak właśnie można się zachować? Wszystko upada, już tylko ludzie ulicy umieją się zachować jak trzeba. Już tylko na stadionie i pod niektórymi blokami można mieć gwarancję normalnego, męskiego zachowania. Kiedyś myślałem, że takie zachowanie jest właściwe starym ubekom, konfidentom, złotówom, pedałom, milicjantom… Wydawało mi się, że każdy młody, w miarę ogarnięty chłopak zachowuje się jak trzeba. Okazuje się, że źle mi się wydawało, bo przykład, jaki podałem, jest tylko jednym z wielu. Winą mojego wadliwego postrzegania młodzieży jest to, że ja raczej poruszam się – staram bynajmniej – w przyzwoitym towarzystwie. Niestety, rzeczywistość jest mniej kolorowa. Wychodzisz na ulice i oto w koło prawie sami frajerzy, leszcze i konfidenci. Zachowasz się jakoś tam na ulicy – i oto już jeden nagrywa, drugi dzwoni, psiarnia jedzie na sygnale… Trzeba uważać! Obijesz jakiegoś śmiecia za niegodne zachowanie, a społeczeństwo konfidenckie zadzwoni, doniesie i wskaże palcem…i dobrego chłopaka (np. Ciebie) za jakąś gnidę, za dobry uczynek zawiną. Kto ich tego nauczył, kto dał im takie wskazówki, kto uczy takich wzorców zachowań młodych ludzi? Nie myślcie sobie – jestem wśród młodzieży, nikt mnie nie sprzeda, mogę robić co uważam. Młodzi, ambitni, zapewne przyszli wyborcy PO – dają z ucha aż miło. Sztafeta pokoleń, k… mać. Do wszystkich konfidentów, młodych, czy to starych – po wsze czasy ch… wam na grób! I to na tyle, nigdy nie szkoda szpalt redaktorskich na potępienie konfidenctwa i frajerskich zachowań, szczególnie bolesnych, gdy tolerowanych wśród młodzieży. A na koniec sobie jeszcze westchnę przed snem… te oczy…

konf

18/2014/15 Chemik Police – Bałtyk Gdynia

Aby zaliczyć mecz Bałtyku Gdynia, jego kibice muszą ponieść sporo wyrzeczeń i nieźle się nakombinować. Trzeba z kimś zostawić dzieci oraz wnuki. Załatwić sobie dzień wolny w pracy, poustawiać sobie kwestie rodzinne, poprzestawiać godziny sobotnich imprez na późno wieczorne. Po prostu kibice Bałtyku są bardzo zaawansowani wiekowo, nie ma u nas uczniów szkół jakichkolwiek, którzy mają bezproblemowe wolne w sobotę, nie ma u nas nawet młodych bezrobotnych czy złodziei. Wszyscy prawie jeżdżą trzecią dekadę na Bałtyk, ja np. na samym Chemiku Police byłem po raz pierwszy jak już pisałem 23 lata temu, w niektórych ekipach wyjazdowych to górny pułap wieku… Nie moja to wina, że starzeję się i czas ucieka, nie jest to wina tych, co pojechali na wyjazd do Polic, że mają tyle lat, ile mają. Chwała nam wszystkim za to, że jeszcze nam się chce. Problemem jest po prostu to, że nie ma żadnych następców, że w kwestii kibicowskiej czuję się niczym kapitan Titanica po zderzeniu z górą lodową. Wiem, że idziemy na dno i wiem też, że niestety nic się z tym nie da zrobić. Już teraz nic. Oczywiście jeszcze parę razy się zbierzemy i gdy na wyjazd zbierze się większa liczba 25 – 30 letnich „gówniarzy” , coś tam pokażemy i tak ze 2-3 lata jeszcze będziemy wegetować zapewne. Ale pójścia na dno nic już raczej nam nie cofnie. Kończąc ten wątek napiszę, że średnia wiekowa na tym wyjeździe kibiców Bałtyku to 35,9 lat. Sądzę, że najwyższa na świecie. Do Polic udaliśmy się autami w 9 osób. Szybka i sprawna podróż bez wahadła i oto na 20 minut przed rozpoczęciem spotkania meldujemy się na trybunach Chemika. Wywieszamy transparent z pozdrowieniami dla kolegów, którzy siedzą w pierdlu. Nieprzyjemna pogoda, wiatr i siąpiący deszcz nie pozwolił nam oglądać spotkania w zbyt komfortowych warunkach. Wszystkich kibiców na meczu nieco ponad 200. Oczywiście bez jakiegokolwiek młyna. Drużyna Chemika złożona z jakiś nieopierzonych juniorów. Bałtyk zaczął mecz aktywnie i walecznie, spodziewaliśmy się zwycięstwa. Niestety, przyszła 40 minuta spotkania i zawodnik naszej drużyny otrzymał drugą żółtą, a w konsekwencji czerwoną kartkę. Gdy jeszcze się zastanawialiśmy, czy aby Bałtyk grając w „10” zdobędzie planowane 3 punkty, sytuacja się powtórzyła chwilę po przerwie i oto już graliśmy w „9”. Przestaliśmy już liczyć na zwycięstwo w tej chwili i zaczęliśmy się modlić o remis, ale modlitwy niestety rzadko odnoszą zamierzony skutek, a przynajmniej w kwestii zdobywania punktów przez Bałtyk. Młodzi gracze Chemika zwietrzyli szansę i po chwili prowadzili 1-0 po nie najlepszej obronie naszego Szlagi, trochę później po jego koszmarnym błędzie było już 2-0 i kolejny przykry weekend w wykonaniu Bałtyku stał się faktem. Chłopcy z Chemika oszaleli ze szczęścia, a dla nas mimo upływu tylu lat, tylu meczów na Chemiku „twierdza” Police pozostała niezdobyta.  No cóż, tak „twierdza” się broni, jak atakujący ją „rycerze” atakują. Podziękowaliśmy piłkarzom za chęci do gry, bo one naprawdę były, a oni nam za doping. Mamy po prostu marną drużynę, która wybiła się w górę tabeli dzięki niezłej pracy trenera Martyniuka, bo wiele więcej na ten poziom nie trzeba. Jego czar już jednak przestaje działać, zaskakujące brednie pomeczowe trenera dopełniają czary goryczy, element zaskoczenia ligowych rywali chyba właśnie się skończył. Najbliższe 3 mecze zapewne pogrążą nas całkowicie, gramy u siebie z Cartusią i liderem z Wejherowa, a pomiędzy nimi wyjazd do Koszalina na Bałtyk. Jeśli zdobędziemy w nich 9 punktów, naiwni znów odpalą swe kalkulatory i wrócą do obliczania szans na zwycięstwo grupy. Na to się jednak nie zanosi, bo przecież przegraliśmy z drużyną, od której trudno szukać słabszej personalnie, no może Rasel Dygowo. Generalnie tradycyjnie pozostaje nam liczyć na cud, ale czy worek pokutny i koszula z włosienicy, oraz pielgrzymka na kolanach do Częstochowy z przystankiem w Licheniu pomogą? Śmiem wątpić, ale i tak ten sposób wydaje się bardziej dający szanse powodzenia, niż aktualna gra naszych piłkarzy. Po zmęczeniu deszczem, całkiem głośnym w wykonaniu naszej skromnej grupki dopingiem, oraz torturami dla oczu dziejącymi się na boisku, wsiadamy do aut i wracamy do domu. Po drodze dzwonią chłopaki ze Szczecina spytać, czy aby nie mamy ochoty dostać w trąby. Ja protestuję! Emerytów się nie bije. Możecie nam potłuc okulary, zniszczyć aparaty słuchowe i połamać laski. Już dość mamy podagry i innych schorzeń geriatrycznych, wynikających ze stania na meczu w zimnie i deszczu. Odmawiamy i przez nikogo już więcej nie niepokojeni wracamy do domów. Dwa wyjazdy za nami i stosunek bramkowy 6-0 w plecy. Ciekawy bilans, godny emerytowanych „ekspertów” w stylu Geszkego czy Polakowa. Jakie upokorzenia przyniesie nam kolejny weekend?

Foto 005

18/21.03.2015, godzina 13, Chemik Police – Bałtyk Gdynia

Chemik Police towarzyszy mi od początku kariery jako kibica Bałtyku, już swój 2 wyjazd w życiu, w maju 1992 miałem właśnie na Chemika. Lata mijają, mnóstwo klubów powstało, jeszcze więcej upadło a Bałtyk z Chemikiem spotykają się po raz kolejny. Ani się nie rozpadły te drużyny, ani tez nie wzniosły na żadne piłkarskie wyżyny przez te 23 lata, ot stagnacja raz na nieco lepszym, raz na gorszym poziomie. W tym sezonie Bałtyk gra jednak lepiej od Chemika i jedzie do Polic po zwycięstwo, które będzie jednym z etapów przybliżających nas do wygrania ligi i awansów do baraży. Czy za drużyną Bałtyku stawią się w Policach jacyś kibice? Jest to niewykluczone, aczkolwiek hord tysięcznych spodziewać się nie należy. Gamonie zostaną w domach, a to grupa większościowa na Bałtyku, niestety. Jednego możemy być pewni – zapowiada się słoneczne, bardzo ciekawe, pełne emocji sobotnie popołudnie. Bałtyku – my wierzymy!!!

Podwórkowa Filozofia Malkontenta

Zacząłem ten artykulik, zbiorcze myśli i filozofie moje pisać dwa, jak nie trzy tygodnie temu… Trochę nie poszło, przez gówniane choróbska, które ostatnio mnie atakowały, zrobiłem się jakiś przymulony i straciłem wenę… Chciałem to wszystko wykasować, że niby już nieaktualne, ale czy ja wiem? Nic nie skreślam, wszystko wrzucam, dodam aktualne myśli, a wy, biedni ludzie, zmuszeni jesteście te wypociny czytać…  Idę tylko wina sobie zagrzać, już zapomniałem, jak smakuje ciepłe czerwone wino, ale chyba dobrze… sprawdźmy…

Zebrało się trochę materiałów do filozofowania dla redaktora naczelnego popularnego bloga, oj zebrało. Codzienna obserwacja tego debilnego świata i nadzwyczaj marnych przywódców kreujących nasze życie i świadomość, jest stałym, wciąż zwiększającym się materiałem do rozważań filozoficznych. Dodajmy – nadzwyczaj pesymistycznych i smutnych, że oto cała ludzkość nieustannie ku katastrofie zmierza, w tempie rozpędzonego bobsleja w lodowej rynnie. Jak ma nie zmierzać, skoro wśród najważniejszych postaci wielkiego państwa, leżącego w centrum Europy jest kretyn? To znaczy kretynów jest tam całe mrowie, ale ja chcę o takim ważnym kretynie napisać. Nie wspomnę jego nazwiska, bo jest to tak ważna postać w naszym kraju, że nie chcę budzić w was przerażenia, że oto aż takiego kretyna mamy na czele naszego państwa. Niech więc jego godność pozostanie tajemnicą, nie nagabujcie mnie pytaniami, kto zacz… Kretyn udał się z wizytą do Japonii i rozbawiony faktem, którym rozbawiony wcale być nie powinien (charakterystyczne dla kretyna, aczkolwiek kamery były zbyt daleko, bym zaobserwował, czy kretyn miał inne cechy charakterystyczne, np. błędny wzrok lub ślinotok…) wołał generała Kozieja do pamiątkowej fotki, nazywając go swym szogunem. Kretyn chciał być zabawny i wyszło mu równie dobrze, co Wałęsie pisanie testu ortograficznego. Potem kretyn opowiadał 1 marca, jak to trzeba zająć się ekshumacją bohaterów, zapominając (cecha charakterystyczna dla kretyna, często zapomina to, co działo się nawet 10 minut temu) jakie problemy robił z tym dotychczas rząd, w którym kretyn ten piastuje wysoką funkcję. Zawsze się znalazło parę groszy na podwyżki dla posłów, zawsze zabrakło na wykopanie i godny pochówek naszych żołnierzy z łączki na Powązkach, zawsze nie starczyło na polskich repatriantów np. z Kazachstanu… A może liczy na to, że wszyscy słuchający go też są kretynami? Że tez nie pamiętają?  że kiełbasa wyborcza znów przejdzie? Potem jeszcze kretyn przeszedł samego siebie żałując bandytów z epoki stalinizmu, którzy byli… ofiarami Żołnierzy Wyklętych. Tak tak, przejęzyczył się… Nie pierwszy raz, nie drugi, nie ostatni… Nie, doprawdy, nie zamęczajcie mnie pytaniami, kim jest ów kretyn, nie zdradzę wam tej tajemnicy, lepiej żebyście nie wiedzieli… Kretyn startuje w wyborach prezydenckich i poparcie ma spore (aczkolwiek spada mu ostatnio), no cóż, kretynów i debili ci u nas dostatek, swój ciągnie do swego… Kabareciarze -  lewaki Sobczak i Szpak (jeden z nich się zawinął niedawno, więc to pierwsze i ostatnie ich wspólne dzieło…) wydali książkę „Dom Wariatów – Polska”. Sporo bzdur w niej napisali, natomiast tytuł jest, trzeba przyznać, bardzo adekwatny do tego, co mamy teraz w naszym kraju… Kretyn kandydatem na prezydenta, w domu wariatów radość panuje, „Znów nasz rządzić będzie”,  krzyczą tępe ch…e… Ale to się jeszcze zobaczy, głupolki, jak dojdzie do drugiej tury…

Tak sobie patrzę czasem na zdjęcia i artykuły w necie, rzadziej na wiadomości w telewizji, którą notorycznie „zapominam” włączyć. Wychodzą na ulice ludzie jacyś czasami, strajkują…  Ludzie hmmm niezdolni i niewydolni. Dali się oszukać żydom i własnej chciwości, bądź też naiwności, i nabrali kredytów we frankach. Ich sprawa, tez należę do rodziny „zarżniętych na amen” i kredyt wysoki mam także i będę go spłacał aż do śmierci, może uda mi się ze 2 lata być wolnym. Takie życie, wolę być zarżnięty i być biednym, ale wolnym panem na swoich włościach, niż mieszkać z mamą lub tatą, bądź kątem u kogoś na wynajętym… Nie o tym jednak mowa. Ci strajkujący to wyraz jakiejś bezradności, naiwności ale też i trochę bezczelności. Widziały gały co brały. Jak było super niskie oprocentowanie, jak płaciliście grosze, to było OK? A teraz, to was nagle oszukali? Wk…wia mnie to. Ja wziąłem kredyt w złotówkach, bo jestem Polakiem, a nie Niemcem, Chińczykiem czy żydem. Oglądam co 3 miesiące wykresy WIBOR-u, czy jest rosnący czy malejący, 6 lat mija jak płacę, póki co wybrałem dobrze. Sytuacja może się zmienić, jednak nie w głowie mi płakać czy protestować. Wiedziałem co biorę,  wiedziałem co wybieram.  Nie będę płakał i się użalał, jak mi rata wzrośnie nagle o 300 złotych, tzn. będę wk…ny na maxa, ale co z tego? Zacisnę zęby i będę płacił. Mój wybór, mój problem… Tymczasem „frankowicze” domagają się jakiś praw, przywilejów, reakcji państwa i banków, bo oto obsrali się z płaceniem i im nie wystarcza. Państwo ma ich w dupie, robi jakieś ruchy pozorowane, banki tym bardziej, maja wszystkie kwity wypisane jak należy, nic się nie zmieni, szanowni kredytowicze frankowi! Są dla was trzy wyjścia: 1 – płacić, 2- płacić, 3 – jeszcze raz płacić… I całe szczęście, bo gdyby frankowicze otrzymali jakąś realną pomoc od państwa, ja byłbym pokrzywdzony. Za to, że byłem mądrzejszy, bardziej przewidujący, mniej naiwny. Ja płaciłbym swoje nadal, a gamonie otrzymaliby pomoc. Sytuacja ta sama, co w systemie podatkowym. Ci którzy potrafili się ogarnąć i zarobić więcej od reszty, płacą za karę wyższe podatki. Po moim trupie! Jak frankowicze dostaną jednak jakąś realną pomoc, zaczynam organizować wielki, ogólnopolski strajk tych, którzy wzięli kredyt hipoteczny w złotówkach. My też mamy ciężko!!! Też będziemy się domagali dopłat i pomocy! I tyle w temacie.

Jakiś czas temu wrócił temat „Polański do USA”. Przypominam, że w tym to kraju polski żyd, Roman Polański jakby to delikatnie napisać, hmmm, puknął w anala 13-letnią dziewczynkę. Pal licho że dziewczynki bynajmniej nikt nie zmuszał i sport ten pannica polubiła. W trąbę też z tematem, jaki to zacny człowiek i wybitny reżyser. Fakt, że niezły, ale to przecież nie na temat. Cały w ogóle temat deportu Romana do stanów jest dęty i nierealny niczym dziewictwo Teresy Orlowski, Romana nikt nie puści w objęcia amerykańskiej temidy. Chodzi mi jedynie o to, że mimo triumfu lewactwa i demokratów w USA, mimo czarnego prezydenta, mimo upadku ogólnego, który Stany Zjednoczone dosięgnął, przyznać wciąż mimo tych wszystkich kataklizmów trzeba jedno. Że Stany Zjednoczone Ameryki to wciąż jest jakaś tam ostoja normalności. Wciąż jest tam paru kowbojów z jajami zamiast wydmuszek. Zgwałcił nielatę? No to jest paragraf. Minęło ze 30 lat? To wielki reżyser? No i ch…j. Prawo jest równe dla wszystkich. Pedofilia nie ulega przedawnieniu. Zawijka, pudło, gibanie. A może dwumetrowy homo murzyn w celi? Miło słyszeć, że gdzieś tam, za oceanem, nie ma równych i równiejszych wobec prawa, nie ma świętych krów. Romek! Nie planujesz kupić sobie na starość rezydencji w Honolulu, co? Hi hi. Murzyn czeka…

-14 marca minęło 35 lat, jak zginęła tragicznie polska piosenkarka, choć żydowskiego pochodzenia, Anna Jantar. Ależ to była gwiazda… Prawdziwa gwiazda polskiej sceny, wielki format. Z domu Szmeterling, po mężu Kukulska. Czuła muzykę, wyrastała ponad stan smętnej, komunistycznej codzienności. Śpiewała piosenki o życiu, nagrała 4 płyty, a na nich mnóstwo prawdziwych przebojów. Wesoła, spontaniczna, normalna laska, która miała świetny głos i w sobie „to coś”. Siermiężna, zła komuna i jej, Anny,  pozytywny przekaz. Wszystko szare i ponure, ludziom żyć się nie chce, a ona „Tyle słońca w całym mieście…”. Nie można siedzieć na dupie, trzeba cos robić, ruszyć się, działać… „Najtrudniejszy pierwszy krok…”. Nie było dane tej dziewczynie dożyć trzydziestki. Kilka miesięcy przed okrągłymi urodzinami samolot, którym leciała, spadł na ziemię. „ Nic nie może wiecznie trwać…” Ale szkoda, gdy życie trwa tak krótko, jak życie Anny Jantar. Zdecydowanie zbyt krótko. Jak w twoim singlu z 1979 roku: „Śpij maleńka spokojnie!!!”

body

Body / Ciało

Polski film, nie dla fanów rozpierduch 3D, strzelanin, erotyki  czy pościgów. Cyniczny prokurator, grany przez Gajosa, to gość, dla którego śmierć to po prostu praca, co chwila ma z nią do czynienia, nie rusza go ani wisielec nad rzeką, ani zwłoki noworodka w publicznej toalecie. Jedynie w kwestii osobistej jest inaczej – nie do końca może się pozbierać po śmierci żony, choć nastąpiła ona już 6 lat temu. Wspomnienia najczęściej topi w wódce. Jego córka, brzydka anorektyczka mająca na koncie próby samobójcze jest ciekawie zagrana przez debiutującą Suwałę. Trzecią z najważniejszych postaci filmu jest terapeutka Suwały, grana przez Maję Ostaszewską. Poza życiem zawodowym jest ona też medium… Pewnego dnia oświadcza Gajosowi, iż jego żona próbuje się z nim skontaktować z zaświatów. Prokurator , stuprocentowy pragmatyk musi zweryfikować swoje poglądy w kwestii życia i śmierci, jego córka również.  Rzeczywiście, zgodnie z tytułem jest to opowieść o ciele, jego forma zarówno realistyczna jak i metafizyczna przedstawiona jest nader dokładnie. Dość ciekawy jest to film, nie pozbawiony ironii, gorzkiego humoru, odrobiny sarkazmu. Jest to wszystko dość ciekawie podane, film zdecydowanie do obejrzenia, zakończenie… no tez zaskakujące. Całkiem dobry film, 6/10 w mojej skali.

body

17/2014/15 Bałtyk Gdynia – Drawa Drawsko Pomorskie

Bałtyk Gdynia zdał trudny egzamin. Grał mecz z bezpośrednim rywalem w walce o zwycięstwo w grupie – Drawą Drawsko. Mecz ten pewnie wygrał 2-0, miażdżąc rywala w końcówce meczu, strzelając gole w 80 minucie (Krysiński) jak też w 83 (Kuzimski). Przy założeniu, że trudno poważnie jako rywali traktować Kaszubię, Cartusię czy Gwardię, pozostaje nam bać się tylko Gryfa Wejherowo, któremu miasto jest przychylne i wszystkim tam awans do wyższej ligi się marzy, trzeba na nich uważać. Właśnie wygrali po golu w 90 minucie na wyjeździe, a więc póki co szczęście im sprzyja… Inna sprawą tak jak już wspominałem, są rezerwy Lechii Gdańsk, oby im się nie chciało walczyć o baraże, bo jeśli tak, to pozostaje całej reszcie walczyć tylko o drugie, nic nie dające miejsce… Wracając do meczu z Drawą, to cieszy szybkie dojście do siebie graczy Bałtyku po falstarcie z Lechią. Świetna postawa piłkarzy Bałtyku, dziękuję i gratuluję. Co do dopingu, to oczywiście mecz był bez przyjezdnych, a kibice Bałtyku w 10-20 zebranych razem osób od czasu do czasu dopingowali. Czyli jednym słowem marnie.

17/2014/15 Bałtyk Gdynia – Drawa Drawsko Pomorskie, 14 marca, godz.13

Mecze z Drawą Drawsko należą do arcynudnych od strony kibicowskiej, i to zarówno w Gdyni, jak i w Drawsku. Ta drużyna usypia, na jej mecze nie uczęszcza praktycznie nikt, nawet w Drawsku do arcyosiągnięć należy publika przekraczająca 200 osób, o bardzo zaawansowanej średniej wiekowej. Niestety Drawa ani nie awansuje, ani nie spada z ligi naszej i co sezon musimy się z nią męczyć. Trzeba jednak przyznać, że piłkarsko Drawa znacznie lepiej prezentuje się od tej kibicowskiej, choć od lat gra w naszej 4 lidze, to regularnie kończy sezon w górnej części tabeli i co rusz jest wymieniana, jako faworyt do awansu.  Podobnie jest i w tym sezonie. Początek jesieni 2014 jednak Drawa zaczęła słabo, między innymi nacięła się na Bałtyk w świetnej formie. To już przeszłość, w pierwszej kolejce wiosny Drawa stuknęła u siebie marząca o awansie Gwardię Koszalin i mecz na Bałtyku jest zarówno dla niej, jak i dla Bałtyku niezwykle ważny.  Na koniec sezonu może wręcz decydować o sytuacji w tabeli. Dlatego, po z grubsza planowanym zimnym prysznicu na rezerwach Lechii, niezwykle ważne jest, aby Bałtyk się ogarnął i zrobił swoje. Drawę trzeba stuknąć koniecznie, aby kiedyś tam, później, gorzko nie żałować straconych punktów. Może być 8-3, może być 1-0. Musimy wygrać ten mecz!  Wszyscy na Bałtyk w sobotę o 13!!!