Myślałem że jestem nie do zdarcia, że do końca życia będę sprawny, spięty, gotowy. Czujny jak ważka. Tymczasem dałem się trochę rozjebać od środka. Czuję się jak pies w klatce, jak w powieści „Biały Kieł” Jacka Londona. Biegam nerwowo po klatce, jestem ranny i ciągle rozdrażniony. Biegam nerwowo, przemierzam w te i wewtę małą powierzchnię klatki i czekam. Nerwy napięte jak postronki, cały czas atakowany, więc czekam. Wystarczy mi chwila nieuwagi, wyskakuję z klatki i rzucam się do gardła. Nie biorę jeńców. Nikomu nie ufam, udaję spokojnego, ale to pozory,  czekam, aby rzucić się do gardła i rozszarpać je. Fighting jest dobry i potrzebny na meczach. W życiu też, ale nie zawsze. Unik, garda, cios. Przeciwnik zaskoczony, słabnie. Rzucam się do gardła, waląc sierpem w skroń. Ja byłem gotów, przeciwnik nie. Znów wygrywam. Wczoraj po kilku tygodniach przerwy wyszedłem w miasto, na chwilę, do kina, do przyjaciela. Zabawnie było przez chwilę, potem znów wyszła ze mnie bestia. Atak, cios za ciosem, tracę kontrolę. W „50 Twarzach Greya” ma to może swój urok, w życiu już niekoniecznie. Trzymam z demonami i może nawet z samym Lucyferem, ale oni nie mogą mną rządzić. Co ja zacząłem gadać, czemu znów nie zaciągnąłem hampla w odpowiednim momencie?  Zachowałem się jak baba. W życiu, gdzieś tam na mieście, na rewirze, w Polce jest jakieś tam SLU, człowiek całe życie pracował na to. Wiedzą,  że będę gdzie mam być, że nie nawalam, że jeżdżę najwięcej, że czasem pomagam, że nigdy nikogo nawet na złotówkę nie jebnąłem. Im bliżej domu tym gorzej. A już we własnym królestwie najgorzej. Zresztą nie od dziś to wiadomo, przysłowie mówi, gdzie jest najtrudniej być prorokiem – we własnym kraju… Rano przyszedł kac. Moralny, bo po tych kilku grzańcach na normalny to za mało… Ale ze mnie szmata, pomyślałem. Być z kimś 7 lat i jechać z nim na nerwie, przez to, że może wkurwił, może nie tak się zachował. Wszyscy moi bliscy wiedzą, jak jadę. Nigdy nie odpuszczam, podbijam dwukrotnie, trzykrotnie stawkę, aż kogoś zniszczę. Mową i jazdą słowną jestem w stanie zniszczyć każdego niestety, no może ten zasrany mądrala z O.K. stawi mi czoła. Słowa ranią lepiej czasem, niż nawet dobrze wyprowadzony prosty, niż odłamkowy ze szrapnela. Niewiele brakowało. Kurwa, jak do tego się ma szlacheckie pochodzenie? Dziadek walczył w powstaniu warszawskim, pradziadek był na Syberii, dorobił się majątku, który stracił na gorzałę, karty i dziewczynki. To nieprawda, nie ma żadnych analogii, żadnych wspólnych cech genetycznych ;-). Już się otrząsnąłem, już się nie dam sprowokować. Przepraszam Iwonkę, że dałem się ponieść emocjom. Biały człowiek, wychowany, tradycje ma i jak ścierwo się zachowuje. To ja właśnie, wstyd mi. Kiedyś tak z żoną jechałem, jak się okazało… nieważne co się okazało. Ja muszę być ponad to. Też przepraszam. Tu kraj jest do naprawienia, a ja wikłam się w jakieś osobiste porachuneczki. Słabo. Generalnie jestem dobrym człowiekiem dla Polski i Bałtyku i złym dla najbliższych. Bestia ostrzy pazury, szykuje się do skoku. Zjechałem 8 kilo, zaczynam się ruszać, sezon blisko. Będę miał formę 20 latka i będę wszędzie. Już nie mogę się doczekać. A Ciebie… I Ciebie już postaram nigdy się nie zranić, ze względu na pamięć, na te piękne dni, one w pamięci mi zostaną. Pamiętajmy dobre dni, złe do wiadra na odpadki. Nie prowokuj mnie, a i ja mordę na wodzy utrzymam. Potem napięcie zjedzie. Gdańsk, Koszalin, Szczecin. Zabawa trwa, jadę do was, jebać was wszystkich, co nie lubicie Bałtyku, mogę wam to powiedzieć w twarz. Do zobaczenia na wyjeździe. Kurde jak to powoli leci, te ostatnie dni!!! Też tak macie, też nie możecie się doczekać?

bestia