Najnowsza książka Stephena Kinga to mroczny horror „Przebudzenie”.  Powiem wprost i od razu: Mistrz jest w wielkiej formie. Nie każda książka mu wychodzi idealnie, jednak „Przebudzenie” wciąga, niepokoi, zaskakuje, by na końcu, najzwyczajniej w świecie przerazić. Generalnie treść „Przebudzenia” to splatające się losy dwóch osób. Jamie, który na początku powieści jest 13 – letnim chłopcem, oraz charyzmatyczny pastor, Charlie Jacobs. Jamie traci większość swojej rodziny, staje się z czasem średniej klasy muzykiem rockowym, uzależnionym od heroiny. Pastor Jacobs porzuca z kolei służenie Bogu w momencie, w którym w tragiczny sposób traci za jednym zamachem swą żonę i dziecko. Drogi ich się rozstają, ale po kilku latach nieoczekiwanie, przypadkiem łączą. Jacobs zajmuje się kuglarskimi sztuczkami w wesołym miasteczku, fascynując się wykorzystaniem do swoich sztuczek, jak też pewnych, tajemniczych eksperymentów prądu. Za pomocą jednego z nich odzwyczaja Jamiego od heroiny, po czym załatwia mu pracę u znajomego impresaria muzycznego, po czym… znika. Kolejne spotkania tych obu przynoszą coraz bardziej niesamowite rozstrzygnięcia, chwilę przed końcem powieści już wiadomo, że nie będzie to powieść obyczajowa, a straszna i niesamowita historia. Kinga wyróżnia to, że choćbyś był mistrzem dedukcji i zesrał się na rzadko, nie odgadniesz zakończenia, nie trafisz co „autor miał na myśli” zanim sam nie zechce cię łaskawie z owymi myślami zapoznać. Powiem tylko tyle: Zło czai się za progiem, koniecznie przeczytajcie „Przebudzenie”, by poznać niebanalne zakończenie tej pozornie zwykłej historii. Nie trzeba wiele się wysilać, wystarczy zacząć czytać, na pewno potem nie będziecie w stanie oderwać się od lektury. W mojej ocenie 9/10.

Przebudzenie