Archiwum dla 8 lutego 2015

rozliczenie

Rozliczenie z zimą

Ta zima, choć marna jako pora roku – mało mrozów, śniegu i generalnie gówniana pogoda – obmierzła mi jednak straszliwie i mam jej dość, jak nigdy dotąd. Wy też? Przede wszystkim zima, to powinna być zima… zbliża się grudzień i jeb! 5 stopni mrozu w dzień, 15 w nocy. Niedużo śniegu, wystarczy że spadnie raz i się utrzyma dzięki mrozom, za to mroźno i chłodno… tak w grudniu i styczniu, od lutego ocieplenie. Od moich urodzin i tym samym  Dnia Żołnierzy Wyklętych notujemy plusy temperatury, od połowy marca pełna wiosna… Oto moja wersja zimy. Nie sprawdza się ona, niestety. Minusów nie ma, jest chlapa, czasem pada deszcz, czasem śnieg, raz zimno raz ciepło, do bani z taką aurą. Na dodatek zachorowałem i od 2 tygodni trzyma się mnie jakieś gówno. Staram się żreć jakieś leki i dbać o siebie, pomagało to o tyle, że nie zdechłem marnie, natomiast ozdrowieć się też nie dało. Doszło do tego, że gdy obudziwszy się w sobotę we własnym, komfortowym łożu nadal czułem się nad wyraz kiepsko, powiedziałem sobie: dość! Nie będzie Jaśnie Pan BG we własnym łożu, boleściami złożony, konał! Tam w Polsce ludzie czekają! Czytelnicy na treści, piękne swawolne kobiety na zainteresowanie się nimi, młodzież denerwuje się, bo brak im drogowskazów… Wstałem i udałem się do państwowej służby zdrowia, jest w Lęborku takie jedne miejsce, gdzie przyjmują w soboty. Postałem pół godziny, trochę się pośmiałem z bab, które się kłóciły o jakieś wyimaginowane bądź nie – przywileje – czy te miłe, przyjemne w dotyku stworzenia nie potrafią zachowywać się normalnie w sytuacjach, gdy jest ich więcej niż 3 w jednym miejscu? Nieważne. W końcu mnie przyjęto i sympatyczna pani doktor zaordynowała mi jakieś antybiotyki, dzięki czemu do życia wracam i chyba też do pisania normalnego, bo ludzie co rusz dopytują „co tak słabo ostatnio” i czy aby wizyta na psiarni mnie nie przygasiła intelektualnie. No ta wizyta na psiarni przyjemna nie była, nie wiem czemu właściwie środowiska lewackie, anarchistyczne i pedalskie od lat wielu darzą mnie niechęcią, nienawiścią wręcz? Donoszą na mnie, knują, atakują zza pleców. Nawet umieszczają mnie w swoich brunatnych księgach jakichś, co z uśmiechem niedowierzania odczytałem na jakiejś zapchlonej lewackiej stronie netowej. Pierwszy lęborski nazista na tych stronach umieszczony, ha ha ha. To zabawne, że ktoś w tym kraju mnie nazwał nazistą, popularność jak widać, różnymi ścieżkami wiedzie, niekiedy krętymi i fałszywymi. Równie dobrze można mnie nazwać chińskim mandarynem, wojownikiem sumo, krawcem z Panamy, czerwonym kapturkiem, lub Jeanem Claudem Van Damme…  Jak tam kto sobie życzy. Być może dla niektórych niczym Bóg mogę występować w każdej postaci i wszędzie, aczkolwiek skromność moja wrodzona rumieńce wstydu u mnie na te porównania wywołuje i zaprzeczam, gorąco zaprzeczam… Ja tylko zwykłym bandytą stadionowym jestem. Z honorem i zasadami. Poza Bałtykiem Gdynia dbam o narodową pamięć i tożsamość. Adolf Hitler i Rudolf Hess są dla mnie ważni w życiu równie bardzo, niczym Michał Wiśniewski z Marylą Rodowicz, czyli wcale. Dno, debile i degeneraci. Raczej nigdy nikogo nie oszukam na kasę, na pewno nikogo nie sprzedam, jestem zawsze tam, gdzie powinienem być jako kibic i czasem ( z powodów czasowych i finansowych) tam, gdzie powinienem być jako patriota. Jestem głosem, wizytówką i honorem kibiców Bałtyku Gdynia i daj mi Boże (o ile istniejesz) zdrowie i siły, bym mógł jeszcze długo nim być, bo na sile, szacunku i wizerunku kibiców Bałtyku Gdynia najbardziej mi zależy, a lata mijają, dziadzieję, a nie widzę żeby ktoś wreszcie utrącił dziada (mnie czyli) z medialnego i wyjazdowego piedestału, co wcale radością mnie nie przejmuje… Boję się zapowiadać publicznie odnośnie mojej frekwencji wyjazdowej na meczach Bałtyku w nadchodzącej rundzie wiosennej, gdyż zapowiedzi swe publiczne traktuję niezwykle poważnie, więc powiem enigmatycznie nieco, gdyż do kolejnej (który to już raz?) rundy wiosennej przygotowując się psychicznie kluczową decyzję już podjąłem. Mianowicie pojadę tu i tam, zaliczę jakieś wyjazdy, postaram się być tam, gdzie trzeba. Nie chcę brzmieć pompatycznie i obiecywać na wyrost, ci co mnie znają, wiedzą co znaczy taka zapowiedź u dziada, który w minionym roku zaliczył 100% wyjazdów. Gdzieś tam wpadnę!! I morda mnie już swędzi z góry, szczególnie na myśl o zaliczeniu po raz 3 z rzędu rezerw Pogoni Szczecin, ha ha ha. Może oszczędzą tam dziadka? Wróćmy do tej zimy, co mija, rozprawmy się z nią. Do pogody i choróbsk, co się przyczepiły, doszło mi tej zimy zwiększenie metrażu. Nie to, żebym dokupił, wręcz przeciwnie, nie mam już wstępu na działkę, na której z taka przyjemnością dołki kopałem, pieliłem, roślinki sadziłem… Tak, nie jestem już obszarnikiem. Metrażu zwiększenie doszło, bo balast się odczepił. Odszedł zły humor, knowania, pretensje, alkoholizm… wrócił spokój, normalność, odpoczynek. I chociaż głos głucho huczy w pustym, ograbionym pokoju, chociaż ktoś koszty naliczył lepiej, niż ten słynny komornik, co niezgodnie z prawem ciągnik facetowi zajął, chociaż wielu rzeczy w domu brakuje, to nie dla rzeczy, nie dla ich posiadania stworzeni zostaliśmy…  A niech tam czasem zabraknie łyżeczki do mieszania herbatki, kuchenki mikrofalowej do odgrzania posiłku czy pralki do ciuchów uprania… Zło sobie odeszło, a dobro drobiazgami przyziemnymi się nie trwoży. Spokój, miłość i przyjaźń już będą gościć w tym domu. Nareszcie… Oho, naprawdę, 2 dni brania antybiotyku i chyba zdrowieję. Nabrałem ochotę na lampkę wina w niedzielny wieczór. Drugiej chyba nie będzie, nie można szarżować, jutro znów do pracy o świcie… Kolejne kino drogi i kolejne pomysły na życie przelewane na kompa… Zegar bije, od dzisiaj równy miesiąc pozostał do inauguracji rundy na Lechii II Gdańsk. Zaczynam się budzić, zima się kończy, wraca zdrowie, energia, nadzieja, będzie walka!!! O Bałtyk w wyższej lidze (piłkarze), o Bałtyk w wyższej lidze (kibice), o pamięć dla bohaterów. Złe siły jeszcze warczą, jeszcze macki swe obrzydliwe ku mnie wyciągają, ale maczetą jakąś zaraz je obetnę. Źli ludzie, zła milicja, zła pogoda, złe choroby przegrywają. Nie poddam się nigdy, jak rotmistrz Pilecki i nigdy nie zwątpię, jak Danka Siedzikówna i ruszam do walki, jak „Łupaszko” i „Zapora”. Pójdźcie ze mną, a cel swój osiągniecie, a całun zwycięstwa lica wasze pokryje, lampkę wina swoją wznoszę… Na pohybel zimie, na pohybel złym marom, na pohybel złym potworom, na pohybel zdradzie i oszustwu, zdrowie nasze! Stuknęła się szlachta kielichami z winem wytrawnym, i ruszyła wiara w pole…! Bałtyk Gdynia, Polska, honor i zasady – aż po życia kres!!!

rozliczenie

pingwiny

Pingwiny z Madagaskaru

Czasem jest tak, że twórcy drugoplanowi są na tyle wyraziści i cieszący się sympatią widzów, że doczekują się filmów o  sobie, w których są tym razem już głównymi bohaterami. Tak było z „Kotem w butach” ze „Shreka”, podobnie jest z pingwinami, które po drugoplanowych rolach w „Madagaskarze” tym razem są głównymi postaciami. Wytwórnia „Dream Works” robiąc filmy dla dzieci, stara się robić też trochę humoru dla dorosłych, aby i oni mieli z czego się pośmiać i nie oponowali przed następną wyprawą do kina ze swoimi pociechami… Do tego odpowiedni przekład i faktycznie, można się pośmiać, przyznacie chyba, że w komentarzu do wiecznego zimna na Antarktydzie tekst „Sorry, taki mamy klimat” raczej do najmłodszych dzieci nie jest skierowany… Tytułowe pingwiny łączą się z organizacją o nazwie „Wiatr Północy”, która ma na celu ratowanie zwierząt na świecie. Mają potężnego przeciwnika. Jest nim Oktawiusz Mackiewicz, występujący też jako ośmiornica Dave, który chce zamienić wszystkie pingwiny tego świata w ohydne bestie, aby ludzie je znienawidzili. Bajka pełna zabawnych gagów i zwrotów sytuacji, choć oczywiście z góry wiadomo, kto wygra. Momentami film jest bardzo zabawny, a że reklamuje takie wartości, jak przyjaźń i poświęcenie, nic tylko udać się do kina. Nie samemu, z dzieckiem. W mojej skali 7 / 10, polecam.

pingwiny