Trochę miałem obaw przed wysłuchaniem i  w ogóle kupieniem tej płyty. Nadworni krytycy, zanim jeszcze się ukazała, negowali jej wartość – że ta płyta to odpady z „Division Bell”, że jest tylko jeden utwór wokalny, a reszta instrumentalna, że odcinanie kuponów… Przeczucie mi jednak mówiła, że spółka Mason & Gilomur nie wypuściłaby spod swoich rąk chłamu, czegoś niedopracowanego. Problemem z kolei jest to, że Waters odciął się od tej pozycji. Jest to album ilustracyjny, spokojny, z najlepszym chyba kawałkiem „Louder  Than Words”, ale po kolei. Moim zdaniem jest to jakby muzyczne podsumowanie działalności Pink Floyd, Fajny jest początek słuchania  tej płyty. Kilka minut leci jakaś muza, po czym nagle wchodzi linia melodyczna, którą może grac na tym świecie tylko Pink Floyd. Solówki Gilmoura są tak charakterystyczne, tak nieosiągalne swym kunsztem dla reszty światowych gitarzystów, że po prostu tylko on może tak grać. I płynie sobie ta muza i płynie, coraz bardziej się pogrążam w świecie Pink Floyd… Cudowny to świat, wspaniały, zatracam się w nim… Żal, że to już pożegnanie Pink Floyd ze swoimi słuchaczami, takiego zespołu nigdy jeszcze nie było i nigdy już nie będzie. Czy musiał nastąpić aż tak ostry konflikt Gilomura z Watersem? Jaka to szkoda dla muzyki! Nie ma jednak co deliberować nad rozlanym mlekiem. Widać tak musi być, że najwięksi z największych nie mogą grać w nieskończoność, zawsze coś musi się spieprzyć. W The Beatles odstrzelili Lennona, Presley zmarł, Jacskon zmarł, Cobain zaliczył złoty strzał… wyjątkiem jest The Rolling Stones… Wracam do płyty. Płynę tą muzyką poprzez płytę, płynę… zatracam się i przestaję myśleć o pierdołach dnia codziennego. Tym, którzy krytykują tą płytę, przypominam, że co dla 99% kapel światowych jest sufitem, dla PF jest podłogą. Albowiem w historii muzyki, na jej najwyższym podium jest właśnie Pink Floyd… potem długo długo nic, a potem się zaczyna muzyka całego świata. Płyńcie razem ze mną, kupcie sobie najnowszą, a zarazem ostatnia płytę Pink Floyd… Następnej już nie będzie. Oczywiście lepiej, gdy ktoś zna poprzednie 14 płyt PF, ale i nowicjusze znajdą tu coś dla siebie. Zdecydowanie polecam!!! Moja ocena: 9 w skali 0-10.

endless