Jeśli ktoś wpadł w dobry humor po wyjeździe do Koszalina – nasza liczba, grupa do bójki, waleczna drużyna…  to ledwie tydzień minął, a humor mu się skończył. Drużyna grała niespecjalnie, ledwo udało się wyciągnąć remis. Bałtyk dostał na początku meczu dar od losu w postaci rzutu karnego, którego to profesjonalny piłkarz bez większych problemów wykorzystuje.  Jednak w Bałtyku pan Rusinek strzela zawsze tak samo i choć to gracz najbardziej znany w Bałtyku, otrzaskany w grach w lepszych drużynach i wyższych ligach, rzut karny spieprzył. W najważniejszym meczu, ze znienawidzonymi śledziami, zawodowy piłkarz mogąc zapewnić Bałtykowi liderowanie w tabeli, spieprzył sobie rzut karny i meczu nie wygrywamy, a miejsce w tabeli to może będziemy mieli trzecie, a może czwarte. Dziękujemy panie Rusinek. Dobrze, że chociaż remis uratowaliśmy, rundę jesienną kończymy z punktem straty do lidera, niezależnie czy nim będzie Cartusia Kartuzy, czy Gryf Wejherowo – jeśli wygra jutro swój mecz. Kibicowsko pełna padlina, ekipa „raz do roku” była w Koszalinie, więc jak nazwa wskazuje następnym razem ujrzymy ją w 2015 roku, i dzisiaj być nie mogła. W 2013 roku byli w Policach, w 2014 w Koszalinie, gdzie swą obecnością owa ekipa zaszczyci mecz Bałtyku w 2015 roku? Nie wiadomo. W zapowiedzi meczu z rezerwami Arki  zażartowałem sobie o armii kibiców Bałtyku, bo wiedziałem że głupki śledzie nie zajarzą żarciku, sarkazmu, ironii, za rzadko gamonie czytają mojego bloga 8-) . Generalnie armii nie było, nic w ogóle nie było. Kilkanaście osób kilka razy krzyknęło w pierwszej połowie meczu, ktoś tam się cieszył po golu. Wiele osób siedziało w nowych czapkach Bałtyku, które właśnie doszły. Byli też śledzie chyba w kilkanaście osób, głównie z Chylonii i Cisowej. Mecz to jakieś prymitywne wrzuty między tymi którzy się rozpoznali, zaproszenia na solówki i takie tam, ale nikt nikomu po pysku nie dał, no prowincjonalny mecz jednym słowem, zawalili wszyscy: piłkarze, kibice. To, że pojechaliśmy tydzień temu i wystraszyliśmy Gwardię Koszalin nie ugruntowuje naszej pozycji kibicowskiej na 5 najbliższych lat. Jesteśmy kibicowsko w czarnej murzyńskiej dupie. Dziękuję tym, którzy byli i którzy nie dali się werbalnie śledziom, przykro mi, że nie bywam na meczach u siebie, ale coś musiałem wybrać, moje życie to wyjazdy i tak jak zaliczyłem ich 100% w roku 2014, zaliczę ich prawdopodobnie tyle samo w 2015. Choć do końca nigdy nic nie wiadomo, jest kilka spraw w Bałtyku do wyjaśnienia i jeżeli kolejną zimę nic się nie wyjaśni… e tam, o tym innym razem. Piłkarzom Bałtyku życzę solidnie przepracowanej zimy bo w ich grze do poprawienia jest wiele… bardzo wiele. Humor zepsuty i do marca już się nie poprawi, bo właśnie zaczęliśmy przerwę zimową.