Ostatni wyjazd roku 2014 był dla nas ważny i pod względem sportowym, i pod kibicowskim. Jechaliśmy bez przypału, bez żadnych list imiennych, peseli, obstawy psiarni czyli tak, jak od zawsze postulowałem – znowu miałem rację 8-) . Gdy już zebraliśmy się w połowie trasy do Koszalina, postanowiliśmy zadzwonić do Gwardii celem sprawdzenia się. Poprzednie dwa razy odmówiliśmy, jadąc w małych liczbach na wioski pod Koszalinem, umówiliśmy się że „do trzech razy sztuka”, więc ten trzeci raz w końcu nadszedł. Półtorej godziny przed meczem Gwardia dostała cynk i zaczęła się zbierać. Dojechaliśmy do Sianowa, gdzie czekaliśmy na chłopaków z KSG. Przyjechali na stację paliw, powiedzieli że jest ich 8 osób i w tej liczbie nie chcą się sprawdzać. No OK, to po meczu. Przez te wszystkie kwestie na mecz dotarliśmy spóźnieni, dopiero około 25 minuty spotkania zasiedliśmy w sektorze dla przyjezdnych. Mieliśmy na wyposażeniu sporo flag, ostatecznie wywiesiliśmy bodajże 4. Gwardia zebrała się w max 80 osób, cały czas dopingowała, zrobiła dwie oprawy, czwarty raz byłem w Koszalinie na wyjeździe i od strony ultras teraz wyglądali zdecydowanie najlepiej. Trochę pajacowały psy, robili zdjęcia dowodom, kamerowali, fotografowali ludzi na sektorze. Obok psa fotki nam robił młody koleś w czapce Gwardii, trochę dziwnie to wyglądało. Ogółem nas w Koszalinie na Gwardii 46 osób – 39 w sektorze dla przyjezdnych plus 7 pod stadionem, którzy na sektor wejść nie mogli. Na meczu trochę bluzg, trochę dopingu, ogólnie za dobrze nam tego dnia nie szło. Poziom meczu mógł się podobać, choć obrony obu drużyn nie popisały się. Spokojnie mogła wysoko wygrać Gwardia, mógł też Bałtyk, skończyło się remisem, co na boisku wicelidera jest niezłym wynikiem. Po meczu piłkarze podziękowali nam za doping i pojechali do domu, a my nie. Owszem, w stronę domu ruszyliśmy, ale w niejakim Malechowie odbiliśmy w lewo, w pamięci mieliśmy wieści o niezwykle malowniczych pejzażach pól i lasów w tamtych okolicach. Zaiste, pięknie tam było, do podziwiania owych widoków zaprosiliśmy kibiców Gwardii, którzy ponoć mieli taka ochotę – spotkać się z nami. Okazało się, że jednak dla fanów Gwardii nie było tam aż tak pięknie, gdyż nagle odechciało im się przyjeżdżać. Marne argumenty, zmyślone powody… Najzwyczajniej w świecie Gwardia po prostu wydygała i zdarza się to każdemu, można było po prostu powiedzieć, że dziś nie damy rady, a nie szukać marnych wykrętów. Zmartwiło nas to, ruszyliśmy w stronę domu. Dzwonił jeszcze Gryf Słupsk, ale z nimi spotkaniem nie byliśmy tego dnia zainteresowani. Trochę zawiódł nas ten dzień, zawiodła Gwardia, ale przynajmniej wynik dobry, bo oto wygramy za tydzień z rezerwami Arki i jesień kończymy jako jedyny, niepodważalny lider tabeli! Z Lęborka 2 osoby na tym meczu. Cały rok 2014 skończyliśmy bez jednego choćby zera wyjazdowego, komplet wyjazdów i wiosną, i jesienią zaliczyła tylko jedna osoba z Bałtyku… Ciekawe kto 8-) ? Zgadliście – to ja we własnej osobie.

DSC00001

My w lesie pod Sianowem w malowniczej scenerii…

DSC00178

 Kibice Gwardii KoszalinDSC00182My na sektorze

GwardiaJeszcze ujęcie z daleka nas na sektorze