Nie byłem zbytnim fascynatem pójścia do kina na film „Bogowie”. Myślałem, że to będzie płaczliwy melodramat – „I wtedy, pani zaczął uciskać to serce i zaczęło bić, i ten pan przeżył, jakżem płakała! Całe kino we łzach!”. Ale sercowy przypadek mojego ziomala Bomby spowodował, że zacząłem być ciekaw, jak to wszystko wyglądało, jak się zaczęło. Do tego doszły do mnie pierwsze pochlebne recenzje od osób, które bynajmniej gospodyniami domowymi po 50-tce, z wykształceniem podstawowym, łatwo wzruszającymi się na wenezuelskich serialach – nie są. No to poszedłem. Film okazał się dynamicznym, postacie w nim grające przekonywujące, fabuła wciągająca. Znałem Religę, tzn. śledziłem jego żywot, gdy był już w glorii pierwszego kardiochirurga w Polsce, wdał się w jakieś rozgrywki partyjne, upolitycznił się… zdecydowanie mu to zaszkodziło, jego wizerunek znacznie ucierpiał poprzez konszachty z politycznymi kreaturami. Nie polubiłem go zbytnio. Tymczasem w filmie poznałem początki jego kariery, gdy był pełen pasji, miał nieszablonowe pomysły, był medycznym wizjonerem. Do tego wiedza jego podparta była niezwykła fachowością wzmocnioną zagranicznymi stażami, co w czasach głębokiej komuny było niezwykle trudną do realizacji sprawą. Swe wizje musiał przecierać ciężkimi szlakami – komuny, ostracyzmu „starszych towarzyszów” , wszechwładną po dziś dzień biurokracją, partyjniactwem, brakiem pieniędzy.  Gdy zdobył etat właściciela kliniki w Zabrzu, musiał m.in. załatwiać kasę czy zapieprzać w budowlanych ciuchach i budować swój własny oddział…  Wszystko jest na faktach, a przygody godne Jamesa Bonda… który zesrałby się i odpuścił w polskich realiach. Oczywiście cierpi na tym zdrowie doktora, cierpi życie rodzinne, osobiste. Były poważne chwile zwątpienia, ale Religa nie poddaje się i dopina swego. Kto wie, może dzięki niemu gruby Bomba nie ma się co zbytnio bać ewentualnego przeszczepu… ? Mało tego, niemrawemu Kotowi udało się w końcu dobrze zagrać w filmie, akcja jest dynamiczna, humor sytuacyjny naprawdę niezły i śmieszny, a cały film nie jest grany „po ciemku” no jednym słowem nie  ma lipy, film jest niczym jakiś film „zagraniczny”, a nie polski. Do tego zamglone przebitki ze starych dokumentów i gazet, i te siermiężne komunistyczne obrazki – np. parking przed szpitalem, rok 1985… duży fiat, dwa małe fiaty, żuk, łada, trabant i syrena ;-) … Sam sobie nie wierzę, ale daje od siebie 9 w skali 0-10, bardzo dobry film, godny polecenia, lubię ludzi z pasją, lubię wariatów, którzy za wszelka cenę realizują młodzieńcze wizje, a że przy okazji ratują ludzkie życia…? Tylko się cieszyć, idźcie do kina jak najszybciej!

Bogowie