Najnowsza książka Wojciecha Cejrowskiego przenosi nas na Dziki Zachód. Konkretnie do jego rancza w Arizonie, nieopodal granicy z Meksykiem. Tam właśnie podróżnik ma swoje ranczo, w którym nie był 20 lat, ale na prerii przez ten czas zmieniło się niewiele. Cejrowski żyje w otoczeniu prostych amerykańskich farmerów. Są oni nieokrzesani i każdy wie wszystko o każdym, zarazem prezentują też cechy, które chętnie bym zaszczepił wielu Polakom – bezinteresowna pomoc, życie w zgodzie z zasadami i z naturą. Amerykanie na prerii a Amerykanie w wielkich miastach typu Los Angeles czy Nowy Jork to całkiem inni ludzie, po lekturze tej książki widać to aż nadto wyraźnie. Styl pisania książek Cejrowskiego znam od dawna i w pełni go zaakceptowałem, sympatyczny żart, porównania jak i dystans do samego siebie. Czyta się lekko, łatwo i przyjemnie aczkolwiek mało wymagający temat jak na Wojtka sprawia wrażenie, że trochę poszedł na łatwiznę. Książka jest niezbyt gruba i brak tu mega wciągających akcji jak w jego poprzednich książkach o Indianach z dorzecza Amazonki na przykład. Jednym słowem dobra książka, lekko się czyta, ale trochę mi mało, mam lekki niedosyt. Od tego akurat autora wymagam więcej. W mojej ocenie 7 w skali 0-10. Polecam jako miłą, nie zmuszającą do myślenia lektorę.

wyspa