Ten mecz był dla nas ważny i sportowo, i kibicowsko. Po blamażu ze słabiutką Astrą przed tygodniem spotkanie w Manowie koniecznie musieliśmy wygrać, by nie stracić dystansu ze ścisłą czołówką. Co do kwestii kibicowskich z kolei, mieliśmy w planie spotkać się z kibicami Gwardii, by zmazać obciach sprzed 2 tygodni, gdy to jadąc do Dygowa, nie byliśmy w stanie z nimi się zetknąć. Drugi plan praktycznie nie był realny od samego początku, gdy wiadomym było, że do Manowa pojedzie nas bardzo, ale to bardzo mało. Ostatecznie było nas 7 chętnych, ale tylko 1 auto! Więc pojechaliśmy w 5 osób. Poza kierowcą i mną – abstynentem – skład samochodu raczył się whisky z colą. Po drodze wpadaliśmy na wesołe pomysły, np. żeby zaproponować zawiedzionej naszą postawą Gwardii sparing np. po trzech ale składem over 35 albo po dwóch składem over 40 i powiem wam – byłoby grubo 8-) . Ostatecznie koledzy zmagali się jedynie z kolejną butelką whisky. Do Manowa zajechaliśmy elegancko, na 20 minut przed rozpoczęciem meczu. Tuż przed jego rozpoczęciem doszedł do nas koleżka z Wejherowa, więc ogółem w Manowie nas 6 osób.  Gdynia, co dziwne jest jak na klub z Gdyni, nie istniała na tym wyjeździe – było 3 z Wejherowa, 2 z Luzina i ja z Lęborka. Zachodni Bastion staje się powoli jedynym bastionem Bałtyku. Mecz to była trochę męczarnia, Bałtyk starał się, niby próbował biegać, ale bardzo marnie to wszystko wychodziło, mieliśmy 2 bardzo dobre sytuacje, Leśnik jedną i remis do przerwy. Co ciekawe w tym Manowie był catering, udaliśmy się tam w przerwie meczu i zjedliśmy drogie i niezbyt dobre kiełbasy, oraz kilka kawałków smacznego ciasta – kto to widział żeby kibole na wyjeździe żarli ciasto ;-) . Przerwa meczu bardzo się przedłużyła, ponad 30 minut, a to z powodu sędziego, który zasłabł (kto to widział, żeby amfetaminę wódką popijać, he he ). Drugą połowę Bałtyk zaczął lepiej, ale około 60 minuty gra siadła. Tak szczerze mówiąc to przestaliśmy już zbytnio wierzyć w zwycięstwo w tym meczu, gdy nadeszła ta fartowna, 78 minuta. Rozegranie w okolicach pola karnego, obrona Leśnika po prostu stanęła, piłkę przejął Węgliński, podciągnął kilka metrów i jeb – pod bramkarzem – wygrywamy 1-0! Ależ się ucieszyliśmy. Gonić wszystkich, jak dobrze idzie, to fajna sprawa, ale jak rozgrywamy kolejny słaby mecz, a mimo to kolejny raz walimy przeciwnika, to już też jest umiejętność, którą nie każdy ma. Albo inaczej, mieliśmy dzisiaj całkiem sporo farta. Jak na naszą malutka grupeczkę dopingowaliśmy znośnie, pomogła akustyka manowskiego stadionu i docenili to piłkarze – miło z ich strony, że choć było nas tak mało, podeszli do nas podziękować po meczu. My też dziękujemy i uwaga do trenera – nadal są miliardy rzeczy do poprawienia w grze Bałtyku, trenować, ogrywać się, bo teraz przed nami najważniejsze mecze tej rundy. Powrót naszej grupki spokojny, chłopaki obalili jeszcze butelkę czy dwie, zjedliśmy obiad w knajpie i odwiedziliśmy grób Voopera ze zniczami. Dobry wynik i… nic więcej.

2014-10-11 Leśnik Manowo - Bałtyk Gdynia 003My

2014-10-11 Leśnik Manowo - Bałtyk Gdynia 004Niezły graf na ścianie budynku klubowego Leśnika ;-)