Kryzys w Bałtyku trwa w najlepsze. Próbowałem sobie i wam wmówić, że druga polowa meczu w Dygowie go zakończyła, ale dobijanie prowincjonalnego Raselu przesłoniło nam obraz faktyczny, tymczasem jest źle. Po fantastycznym meczu z Bałtykiem Koszalin kolejne 4 mecze były nieudane. Zaczęło się od wyjazdu do Wejherowa, gdzie oddaliśmy mecz bez walki. Przyszedł mecz z rezerwami Pogoni Szczecin, bardzo słaby w naszym wykonaniu, ledwie udało nam się zremisować.  Pojechaliśmy do Dygowa, gdzie po koszmarnej pierwszej połowie udało się wypunktować słabiutki Rasel, który być może nie wygra już żadnego meczu w tej lidze. Czary goryczy dopełnił dzisiejszy mecz, który z bardzo słabą wiejską Astrą zremisowaliśmy, do przerwy zresztą przegrywając! Oba gole w tym meczu padły z rzutów karnych, my wyrównaliśmy zaraz po przerwie dzięki pewnemu trafieniu Rusinka. No cóż, drużynie Astry gratuluję dzielnej postawy, długo tam będą wspominać pewnie remis na Bałtyku, który to przecież grywał w ekstraklasie… Żal, wielki żal, gdyż po raz pierwszy od wielu lat mogliśmy zostać liderem tabeli, wystarczyło wygrać z Astrą. Tymczasem piłkarze i trener Bałtyku ten mecz koszmarnie zjebali, jakoś tak, mimo „oczywistego” zwycięstwa bałem się tego meczu i nie bez powodu. Jeżeli drużyna Bałtyku nie chce być liderem, nie chce rozbudzać marzeń o barażach w walce o awans do wyższej ligi, to może niech zarząd, drużyna i trenerzy po prostu oficjalnie o tym powiedzą, bo niepotrzebnie to wszystko przeżywamy. Zdjąć chłopaki żel z włosów i zapierdalać, zapierdalać! Czas laby się skończył. Teraz jedziemy do Manowa pod Koszalinem i jak nie będziemy tam widzieć walki, zaangażowania i poprawy wyniku z poprzedniego sezonu (porażka 4-3), to możecie usłyszeć kilka nieprzyjemnych słów panowie. Nikt z nas tego nie chce, prawda? O stronie kibicowskiej tego „widowiska” nie bardzo jest co opowiadać, przyjezdna drużyna kibiców nie posiada, u nas też z tym było bardzo słabo, z rzadka był prowadzony doping. Zapomnijmy jak najszybciej tą nieudaną niedzielę!