Mecz w Dygowie był idealnym momentem na przełamanie dołka piłkarskiego, w którym znalazła się drużyna. Bo z kim wygrywać, jak nie z outsiderem? Już 2 dni przed wyjazdem dzwonił do mnie człowiek z Gwardii Koszalin z propozycją towarzyską. Mianowicie o tej samej porze co my, grali oni zaledwie 8 km od nas, w Ustroniu Morskim! Idealna okazja na to, aby się spotkać, pogadać, napić piwa. Kilku kibiców Bałtyku tego dnia jechać nie mogło, ale sądziłem że pozostali prawdziwi kibice Bałtyku, którzy udadzą się na wyjazd, skorzystają z okazji… Kto nie lubi chłodnego piwa? Tymczasem zaczęła powracać stara zmora Bałtyku – spóźnialstwo. Gdy najstarsi z Bałtyku, z wiadomych względów nie zainteresowani piciem piwa pojechali na mecz długo przed czasem, starzy kibice czekali na młodzież w miejscu zbiórki. W końcu się doczekali i wiadomym było, że z picia browaru z Gwardią nic tego dnia nie będzie, gdyż młodzież była już po spożyciu znacznie mocniejszych trunków. Ja rozumiem, 18 urodziny jednego z uczestników wyjazdu to poważna sprawa, ale są poważniejsze niekiedy… Ruszyliśmy w stronę Dygowa, to zaledwie 200 km od Gdyni, ale bus młodych ciągle robił postoje, a my ciągle czekaliśmy gdzieś na nich. Mecz już od dawna leciał, więc w końcu udaliśmy się naszym autem na niego, nie czekając już na resztę. Do przerwy dramat, Bałtyk przegrywał a następnie remisował z Raselem, a obok naszych kilku obecnych już na meczu kibiców krążyli i coś tam burczeli jakieś miejscowe gamonie. Na sektorze pojawiliśmy się w przerwie meczu, problem gamoni zniknął od razu, jeszcze została kwestia wyniku i dojazdu busa, który gdzieś się zgubił (naiwna wiara w nieomylność nawigacji gps).Na mecz weszliśmy za darmo, obiekt Rasela to dramat, trybuny z jednej strony tylko, może na 500 osób, płotek metrowy, jakaś klatka żenująca na 50 osób, do której nawet się nie zbliżaliśmy. Zero normalnych kibiców, znikaj Raselu jak najszybciej w otchłani koszalińskiej 5 ligi! Piłkarze z Dygowa w drugiej połowie meczu puchli z każdą minutą i całe szczęście, bo gra Bałtyku była tego dnia kiepska. Oczywiście na tle amatorów z Dygowa pod koniec meczu wyglądała coraz lepiej, szczęście że graliśmy tego dnia z takimi słabiakami. Ostatecznie wygraliśmy 3-1 po 2 golach Rusinka i 1 Węglińskiego. Doping był rwany, aż w końcu w 60 minucie spotkania doszło 8 osób z busa i już ostatnie pół godziny meczu dopingowaliśmy naszych jak należy. Ogółem na Raselu Dygowo pojawiliśmy się w 19 osób.  Mimo naszego nie najlepszego dnia piłkarze w komplecie podbili do nas po meczu i podziękowali nam za doping, a my im za grę. Co było miłe i ciekawe jeden gracz Rasela, chyba ich kapitan, też nam podziękował za przyjazd, spoko gość. Powrót szybki i spokojny, Gwardia trochę smutna, że nie nadawaliśmy się tego dnia do picia piwka, umówiła się z nami wstępnie na inny termin.

DSC00145My w Dygowie

DSC00148Inne ujęcie Prawdziwego Bałtyku

DSC00151Ha ha, Dygowo do boju, co za beka :-)