Akcja „Stukostrachów” dzieje się, jak to często bywa u Kinga w niewielkim, sielskim miasteczku w stanie Maine. Miejscowa średniej klasy pisarka znajduje w lesie metalowy przedmiot, którego część wystaje, ale znaczna większość jest głęboko zakopana w ziemi.  Oczywiście nie jest to przygoda zbieracza złomu, akcja przybiera wymiar metafizyczny, ludzie w miasteczku zaczynają się dziwnie zachowywać. Całe Haven, bo tak się owe miasteczko nazywa, staje się bardzo nieprzyjazne dla obcych, dzieją się coraz dziwniejsze rzeczy.  Ludzie się zmieniają, są jakby opanowani umysłowo przez inne istoty. Akcja jest wartka i wciągająca, powieść liczy sobie z 500 stron , ale szybko się ją połyka. King tradycyjnie ma świetne dialogi, dobrze dozuje napięcie, z jednej strony coraz więcej elementów horrorystycznych, z drugiej zaś widzimy obraz drobnomieszczaństwa amerykańskiego, ich codziennego życia. Akcja zmierza ku finałowi, który niby jest fajny, ale trochę jednak przewidywalny i trochę nazbyt, jak na moje oczekiwania baśniowy, rodem z powieści S-F. Inaczej rzecz biorąc super lektura 90% książki i średnio zaskakujące zakończenie, to już kolejna taka książka po ”Pod kopułą”, którą czytałem poprzednio tego autora. No cóż, „Miasteczko Salem”, „Misery” czy „Zielona mila” to to nie jest, niemniej śmiało polecam, nie czeka was zmarnowany wieczór… kilka wieczorów, sądząc po ilości stron. W mojej ocenie 8 w skali 0-10.

stuk