Archiwum dla 20 sierpnia 2014

gryf

Wywiad z Gryfem Słupsk

Witam. Dziś  w wywiadzie Wolnej Polski porozmawiam sobie z kibicem naszej tzw. kosy, czyli kibicem Gryfa Słupsk. Na pewno będzie miał parę rzeczy ciekawych do opowiedzenia, zadam te pytania, których dotychczas z różnych względów zadać nie było mi dane, a czy odpowie szczerze? To zależy tylko od niego. Muszę też dodać, że tak jak moi poprzedni rozmówcy z Widzewa czy Rakowa ten kibic Gryfa także jest mi znany od lat wielu i w związku z tym nic przede mną nie ukryje ;-). Na początek proszę napisz tyle, ile uważasz za stosowne o sobie. Ile masz latek, jaka ksywka, kiedy po raz pierwszy pojawiłeś się na Gryfie, oraz ile dotychczas zaliczyłeś wyjazdów. Jaka jest twoja rola w młynie Gryfa? Odpisując pamiętaj tylko (powtarzam się, ale trzeba), że mojego bloga nie czytają tylko normalni ludzie, ale tez i milicyjne ścierwo tu węszy, jestem tego pewien, czuję ich smród ;-). Nie można pisać wszystkiego ha ha ;-)…

No to na dzień dobry krótko, rocznik 79, Łukasik, samodzielnie na Gryfie ponad 20 lat, przyszedł koleżka z klatki i mówi że był z ojcem (świeć panie nad jego duszą) na Gryf – Arka i że awantura na stadionie była i że za tydzień Gryf gra znowu mecz i może znowu będzie ta Arka (nie znaliśmy wtedy takiego wynalazku jak terminarz), więc poszliśmy na mecz, Arki nie było, ale się wkręciliśmy całą bandą. Wyjazdy przy chyba 50 na Gryfa przestałem liczyć, generalnie jakimś mega-wyjazdowiczem nie jestem, ot połowę w sezonie jakoś zaliczam, za to u siebie opuściłem może 5-6 spotkań, jak bym dłużej pomyślał to bym je mógł wymienić. Na młynie przez te lata zajmowałem się chyba wszystkim z czym można mieć jakikolwiek związek, czyli kręcenie młyna, organizacja wyjazdów, oprawy, wydawanie zinów, stowarzyszenie, kontakty z klubem, szycie flag, projektowanie pamiątek, rozpracowywanie terminarza i rozkładu PKP ;) no nie ma chyba rzeczy w tym rzemiośle za która się nie brałem. Dziś jako bardziej zrzęda niż „działacz” stwierdzam, że kibicowsko z Gryfem osiągnąłem wszystko co było można osiągnąć, jak to mówi jeden z podsklepowych chłopaków starej daty z mojej starej dzielnicy „Niech Bóg pomnoży twoje sukcesy” to tak się właśnie działo.

Poziom sportu w Słupsku, całkiem dużym 90-tysięcznym mieście to jest pełna żenada, ale w dupie ze sportem, liczy się tylko piłka nożna. Gracie w jakiejś podwórkowej 5 lidze, gdzie na większości stadionów głównymi widzami są koneserzy podłych jaboli, a przed rozpoczęciem spotkania trzeba usuwać krowie placki z murawy i wezwać pobliską ochotnicza jednostkę straży pożarnej do zabezpieczenia spotkania. Może trochę przesadzam, ale szału nie ma. Połowa waszych wyjazdów to tereny na których się kibicuje Lechii, połowa Arce no i jeszcze jest mój magiczny Lębork ;-). Jak w tym mało atrakcyjnym kibicowsko klimacie wyglądają na dzień dzisiejszy fani Gryfa? Będąc 20 lat w temacie możesz określić – jesteście w dołku kibicowskim, macie równą, stabilną formę, a może właśnie przeżywacie najlepsze swoje lata? Bardziej mnie interesuje forma sportowa od ultrasowskiej – nie ukrywam, ale weź pod uwagę obie…

Gryf jest klubem, który ma fanów nie tylko w mieście ale i w okolicy, więc i zasięg i populacja większa bo to jakieś 200 tysięcy, więc jak na miasto jest u nas sobie kosz czy szczypiorniak, ale na region już jest kulawo, bo wielkie społeczności kochają piłkę, a o nią nikt nie dba. Nikt nie rozumie, żaden polityk czy biznesmen, że bardziej ogrzeje swój wizerunek na stadionie niż na hali. Od zawsze więc bieda, ale na dziś ten piąty poziom to jest policzek w twarz dla całej ekipy, tym bardziej, że mieliśmy przecież te 5 lat w III lidze międzywojewódzkiej a tam same sukcesy. Dziś co prawda nikt nas nie kopie po tyłkach, ale jakiś spadek formy jest, tym bardziej że dwa ostatnie sezony w III i pierwszy w IV piłkarsko były chujowe, a nie oszukujmy się, poziom sportowy robi. Dlatego liczby wyjazdowe mniejsze i oprawy słabsze. Na dziś są piłkarskie plany awansu i to nawet realne, więc liczę na jakiś rozwój, tym bardziej że mieliśmy tzw. wymianę pokoleniową, której efektem był np. wypad 8 marca do Lęborka na turniej kibiców który to zakończył się przed finałem. Jeżeli zaś boli kogoś że co trzeci wypad mamy do ziomków z Lechii to przypominam, że w dzisiejszych czasach cokolwiek robi się na trasie i jak by ktokolwiek cokolwiek, to zawsze może nas sprawdzić, a wtedy okaże się w jakiej jesteśmy formie.

A co tam w Słupsku na mieście? Komu się jeszcze kibicuje poza Gryfem i w jakiej formie są inni kibice? Czy tylko są to fani Czarnych? Jakie oficjalnie macie stosunki z nimi? Za kosy z nimi było weselej, pamiętam jak zakończyli wam 50 – dniową zgodę z Miedzią Legnica, obijając ich przy was bez żadnej waszej reakcji :-). No ale to prehistoria, jak jest teraz? Czy są w Słupsku ludzie, którzy kibicują tylko Lechii, a na Gryfa nie chodzą? Drugie pytanie to zgody i kosy, czy z Chojniczanką i Pomezanią macie zgodę czy układ? Czy to warto? Co kibicowsko dzieje się w pobliskiej Ustce też napisz.

W Słupsku są jeszcze Czarni, w zasadzie są to dwie grupy. Jedni nie mają swojego klubu to jeżdżą na Lechię i coś w okolicy mają na układzie w Korzybiu chyba, ale tylko coś kojarzę. Drudzy to fani koszykówki, tych koszykarskich my i ci normalni Czarni traktujemy z przymrużeniem oka i to jest taka oficjalka, bo jak tam wewnętrznie u Czarnych jest, no to przecież nie wiem. My mamy z Czarnymi układ od zamieszek w Słupsku w 1998. Na początku tego układu nawet było wsparcie, przykładowo byli z nami na Olimpijskiej i spalili Twoją flagę. Dziś układ kończy się na znajomościach, interesach i ogólnym zawieszeniu broni, choć gdzieś tam czasem w knajpie ktoś da sobie po ryju, no ale jesteśmy facetami, to bywa że iskrzy, Słupsk jest ogólnie wesołym miastem i kosa nie jest tu konieczna. Za dawnych czasów było różnie, ale zgody nam nie zakończyli. Zgoda z Miedziakami padła trochę inaczej i przez zupełnie kogoś innego, jednak ten bardzo intensywny i patologiczny okres wart jest opisania w całości i bez ściemy a na to trzeba jeszcze kilku lat :D Wracając do Słupska to są też tu ludzie którzy jeżdżą tylko na Lechię, nie jest to jednak zorganizowana grupa, Lechia swoim poziomem przyciąga coraz większą rzeszę kibiców. Tak więc oprócz Gryfa i Czarnych w mieście nie ma nic zorganizowanego.

Z Pomezanią od 1999 i Chojniczanką od 2004 łączą nas dobre układy. Czy warto? No chłopie, chciał byś mieć takie układy. My nie musimy latać po kraju po jakiś gównianych turniejach, nie musimy latać jakoś specjalnie na kadrę. Trzymamy się razem, odwiedzamy i wspieramy często i to działa jak należy.

W Ustce jest nasz FC no i jest Jantar. Jantar jeszcze jakiś czas temu coś tam miał z Czarnymi i Bytovią, ale to sie posypało chyba po tym, jak w Człuchowie z ucha strzelili na milicję. Ostatnio widziani na Amber Cup w Słupsku, ale zostali pogonieni. Teraz awansowali do nas do ligi i sam jestem ciekaw co oni tworzą.

PS – odwiedziłem sobie właśnie Ustkę, grali pierwszą kolejkę u siebie w naszej lidze, 15 dzieciaków z 4 flagami i trochę śpiewów, czyli taka egzotyka raczej.

No to teraz o kosach. Oczywiście znam je wszystkie, ale jedno mnie dziwi. Za starych lat to gadało się tylko o kosie Słupska z Koszalinem, że derbowa nienawiść i takie tam. Tymczasem teraz mam wrażenie jakby waszą zdecydowanie największą kosa byli chłopaki z Pogoni Lębork. Z Gwardią to chyba tak jak z nami. Znamy się jak łyse konie, oczywiście przy każdej nadarzającej się okazji wam najebiemy, i wy na pewno nam też, ale nie ma jakiejś zaciekłej nienawiści, wyzwisk, prymitywnego bluzgania. Możemy spokojnie sie poobijać a przy innej okazji pogadać lub nawet przy okazji marszu, meczu kadry czy pielgrzymki razem coś wypić czy posypać – gdyby była taka okazja. Natomiast do chłopaków z Lęborka macie coś jakby mały kompleks, swoją typową „derbową” nienawiść przenieśliście jakby z Gwardii na nich. Dziwne to trochę, bo macie więcej sukcesów w obustronnych starciach (co nie znaczy że oni was nie trafiali), szczególnie wjazd sprzed pół roku udowodnił co i jak. Czemu aż tak wielka nienawiść ;-)?

Kosy w zasadzie są takie jakie liga dyktuje. Graliśmy dekadę po wsiach i tylko z tym Lęborkiem człowiek konkurował, plus coś z wami i Arką, bo wszystko kwestia gdzie się jeździ na czyj teren, no i ta wojna z Czarnymi była. Z Gwardią to od wielkiego dzwonu jak po drodze do Gdyni mieli. Raz śmieszna sytuacja, trzepiemy pociąg z Gdyni, jakaś grupka w odpowiednim wieku wysiada, rzucamy się na nich, trzepiemy plecaki, a to jakaś klasa z nauczycielem na jakieś pierdoły przyjechała prawie się posrali ze strachu, ale nie uciekli jak Lębork ma w zwyczaju :) . Na derbach na Ejsmonda co do Cracovii strzelali z gumowych to Gwardia próbuje naszą flagę rwać – uratowana. Potem przecież zgodę z Kotwicą mieliśmy, też się działo, a na kosza jak do Słupska przyjeżdżali to na pączki? Jak awansowaliśmy do międzywojewódzkiej i zaczęły się wypady pod Szczecin to Pogoń nam na listę wskoczyła. Wtedy też zaczęliśmy grać z Gwardią w lidze regularnie to skończyło się na bluzgach i wjeździe na ich trybuny a to nie jest podrzucanie sobie wody na sektor. Oczywiście są tacy co zza monitora starają się pisać cudze historie i idą w świat wieści, że Gryf z Gwardią układ ma. Trzeba by rzecznika prasowego wynająć, żeby to dementować. Kwestia zawziętości co do Lęborka polega jednak czymś innym. Do takich ekip jak Gwardia, Bałtyk, Arka czy Pogoń jest coś jak szacunek do wroga, a Lębork to coś co tak wkurwia jak baba podczas czy przed okresem, czasem więc nerwy puszczają i baba dostaje liścia. Chcesz stwierdzić, że są naszą największą kosą? Proszę bardzo, ale stwierdzenie, że mamy „więcej sukcesów co nie znaczy, że nas nie trafiali” pozwolę sobie uściślić. Przez dwadzieścia lat stuknęli nas 5-6 razy, jak bym pogrzebał w głowie to bym to wymienił, a my ich jebiemy te dwadzieścia lat, uwaliliśmy ich łącznie chyba na 10 flag, dziesiątki akcji, a oni ci powiedzą, ze od 8 marca są z nami na minusie. Jeżeli więc bilans jest jaki jest, no to jak można twierdzić że to największy wróg? Oddział Prewencji z Gdańska, o to jest kosa, jako jedyni nam sektor zdobyli, to jest wróg i kosa i ciężki przeciwnik.

To chyba już powoli będziemy kończyć ten wywiad, na koniec dwa pytania, co ci się marzy w Słupsku w dziedzinie sportowo – kibicowskiej? Chodzi mi o cel realny, nie piszmy o lidze mistrzów z Realem Madryt i 6.000 w młynie ;-), oraz dwa słowa o kibicach Bałtyku twoim zdaniem, nie musi być uprzejmie ;-).

No pomarzyć można. Więc piłkarsko chciał bym finał Pucharu Polski z Mistrzem Polski, wtedy mieli byśmy gwarantowany udział w pucharach i wyjazd za granicę, to było by coś. Stadion żeby był normalny, tzn. trybuny w prostokąt, podwyższone, zadaszone, nieduże, na 5-6 tysia no i oświetlenie, taki mniejszy holenderski stadionik. Kibicowsko to na to co dziś mamy piłkarsko to więcej się chyba nie da, nie wyczarujesz na IV lidze 3 tysięcy ludzi na każdym meczu z czego mógłbyś sobie narybek ciągnąć. Ogólnie być zawsze na plusie to podstawa i nigdy się nie cofać czyli to co ju z jest żeby trwało.

O Bałtyku byś chciał? No teraz to tam organizacyjnie trochę kiepsko u was, się słyszy o jakiś podziałach itd., ale wiem jest mała grupka fanatyków i czasem to wystarczy. Bo lepsze 10 chłopa z jajami, niż 100 z pizdami. Ogólnie do Bałtyku mam jakiś sentyment, a bo to kiedyś jakiś układ był, potem byłeś u nas żeby go odnawiać. Pamiętam jak Ultrasów z Bydgoszczy wtedy przywiozłeś, taki powiew cywilizacji. Potem pamiętam jak byliśmy u was i ruszyliście na nas przez murawę na Olimpijskiej, tzw. pokazówa :D , ale efekt był, ryzyko straty flag też, ale nie dobiegliście bo już siedzieliśmy na płocie, nie zdązyliśmy przeskoczyć jak wróciliście na trybuny. No i niezapomniany atak terrorystyczny Gryfa i Bałtyku na komendę milicji podczas jednej z rocznic, akurat mnie trzepali kryminalni wtedy w miejscu mordu to nieobecny, ale story niesamowite, tym bardziej że problemy po tym żadne. No jest trochę wspomnień, przez murawę też ze dwa razy do was biegłem, a raz to wyganiałem ze stadionu, fajne te nasze potyczki były i liczę na następne i życzę wam, żebyście na normalnym stadionie grali.

Nie byłem odnawiać zgodę, tylko zobaczyć co i jak, poznać klimat jednych z pierwszych derbów z Pogonią. Na odnowienie nie było szans, trzymaliście wtedy z FC Koeln, hi hi. Szalony początek lat 90-tych. Niemniej dzięki wielkie za wywiad. Powodzenia na szlaku piłkarskim (5 liga to trochę na was za mało) i umiarkowanego na kibicowskim (samych zwycięstw z Arką, samych porażek z Bałtykiem ;-) ).

gryf

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bałtyk na Wileńszczyźnie

W dniu naszego wyjazdu do Drawska Pomorskiego trzech kibiców Bałtyku pojechało na Wileńszczyznę, by wspomóc mieszkających tam w drastycznie kiepskich warunkach Polaków. Oto relacja  Andersena i Truchy, jak też kilka fotek od nich:

Na wstępie chcielibyśmy raz jeszcze podziękować wszystkim kibicom Bałtyku Gdynia, jak i samemu klubowi oraz ludziom niezwiązanym z naszym środowiskiem, dzięki którym ta akcja pomocy Polakom na Litwie w ogóle się odbyła.
Dzień przed wyjazdem kończymy zbierać pieniądze i wybieramy się na zakupy. Pierwsze kalkulacje nie wychodziły najlepiej, ale dzięki dobremu rozpoznaniu udało się zaoszczędzić kilkaset złotych – tutaj szacunek dla Ani, która pomogła ogarnąć odpowiedni spis produktów oraz miejsce, gdzie kupiliśmy je najtaniej. Bez jej pomocy pakowalibyśmy pewnie do samego wyjazdu, a tak udało się położyć przed 4 nad ranem  W sumie, przygotowaliśmy paczki dla 35 dzieci, w których znajdowały się przybory szkolne. Dla szkoły zakupiliśmy środki czystości.
Godzinę wyjazdu ustalamy na 8:00, ale ostatecznie wyruszyliśmy chwilę po 10, w składzie Ł, M z Karwin i M z Dąbrowy. Na miejsce planowaliśmy dotrzeć tak, aby zdążyć na ostatnią mszę z racji święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Niestety przez pogodę, roboty drogowe i przesunięcie czasu docieramy do Egliszek o 21:20.
Nocleg mamy załatwiony w Polskiej szkole im. Św. Jana Bosko, do której wpuszcza nas Andrzej (zdj. Nr 1.) Rozpakowujemy się i jedziemy na godzinkę pod Ostrą Bramę i spacer po starówce. Rano spotykamy się z dyrektorem placówki Panem Zbigniewem, który organizuje nam plan dnia. Najpierw oprowadzając trochę po Wilnie, a następnie przekazując w ręce Pani Alicji oraz Oksany.
Zwiedzamy może z 2 godziny, wymieniamy walutę, jemy oraz jesteśmy na ślubie polskiej pary.
Po 15:30 za pieniądze, które nam zostały jedziemy z Oksaną zrobić zakupy dla dwóch najbardziej potrzebujących rodzin (zdj. Nr 2.). Tego dnia udało się nam odwiedzić 5-6 rodzin. Resztę paczek przekaże Oksana (na co dzień pomaga tym rodzinom z ramienia szkoły). To co zobaczyliśmy u niektórych przeszło nasze najgorsze wyobrażenia o warunkach w jakich można żyć. Nie wszystko mamy na fotkach, bo czasami po prostu nie wypadało robić zdjęć. Zresztą zdjęcia nawet w 50% nie odzwierciedlają tego co zobaczyliśmy i poczuliśmy…
Pierwszą odwiedziliśmy rodzinę Lisowskich, którzy dostali od nas najwięcej, bo aż cztery wyprawki szkolne oraz artykuły spożywcze wartości ok. 300 zł. Co I tak jest kroplą w morzu potrzeb. Matka i pięcioro dzieci mieszkają bez wody, bez prądu z zasiłkiem niespełna 400zł. Mieszkanie spokojnie można nazwać “norą”, mimo wszystko wszyscy uśmiechnięci, zaciekawieni. Matka na nasz widok od razu poleciała po orzechy laskowe, które to świeżo nazbierali w lesie.
Trochę zszokowani jedziemy dalej. Następni nie są już “tacy” biedni, ale widok starszej kobiety rąbiącej drewno na podwórku pokazuje jak tu jest ciężko. Zostawiamy wyprawkę i do następnych.
Tutaj kolejny hardcore. Matka z trójką dzieci + siostra z dwójką pośpiesznie ogarniają puste butelki po piwie. Trochę im prawimy morałów, ale z drugiej strony co możemy wymagać od ludzi, którzy są w takiej spirali nieszczęść?! Miesiąc wcześniej mąż siostry wiesza się w pokoju obok… Pewien pozytyw to dwie dziewczynki, dla których przywieźliśmy paczki. Jedna bardzo lubi matematykę, a druga j. polski. – może mają jakieś szanse? Życzymy im powodzenia i w drogę.
W następnym domu nie chcieli nam nawet otworzyć. Po 5 min. pukania otwierają… matka, syn i jakiś pan… wszyscy pod wpływem. To była nasza pierwsza i chyba ostatnia wizyta w tym domu. Chłopak totalnie nas olewa, na dodatek gada po rusku. Szkoda czasu, a może to był tylko taki kamuflaż przed obcymi, może nasza wizyta zaprocentuje w przyszłości? Nieważne, na tą chwilę chcemy pomagać potrzebującym Polakom, mówiącym po polsku, a nie po rosyjsku. Następnej rodziny nie ma w domu, więc udajemy się do ostatniej tego dnia. Bardzo sympatyczni ludzie. Ładnie mówią po polsku, oglądają polską tv itp. Oksana wybrała ich jako bardzo potrzebujących, dlatego jako druga rodzina oprócz wyprawek dostają również produkty spożywcze i chemię.
W pewnym momencie byliśmy już mega przytłoczeni tym co zobaczyliśmy, dlatego z zadowoleniem przyjmujemy zaproszenie od dyrektora szkoły na kolację. Po 3 godzinach rozmów wracamy i kładziemy się spać, bo na rano umówiliśmy się jeszcze na wspólne wyjście do kościoła.
Na mszę udajemy się wraz z Panem Zbigniewem do jednego z wielu kościołów na starówce, nieopodal polskiej ambasady. Msza oczywiście w języku polskim.
Po mszy pożegnanie, ostatnie wskazówki odnośnie trasy i w drogę powrotną!
W domach jesteśmy w niedzielę wieczorem. Dumni, że mimo wszystko się udało, że komuś pomogliśmy, że rodacy tam mieszkający wiedzą, iż ktoś o nich pamięta i może dzięki temu będą mieć więcej siły by walczyć.
Zostało nam 42 zł. które przekazujemy na kolejną akcję. (Możliwe, że jeszcze w tym roku na świeta – jeśli nie to za rok).

Byliśmy też na cmentarzu na Rossie, najstarszym cmentarzu w Wilnie. Spoczywa tam serce Marszałka Piłsudskiego. Postawiliśmy dwa znicze, choć było już tam sporo kwiatów, wieńce m.in. odczytałem napis na wstędze wieńcowej Senat Rzeczypospolitej Polskiej.
Starsza kobieta, która sprzedawała pamiątki pod cmentarzem od razu nas poznała i do nas: ” O, patrioci przyjechali! „.
Pan Zbigniew trochę nas pooprowadzał po tej nekropolii, nie omieszkał powiedzieć, że cmentarz był niemiłosiernie dewastowany za czasów Związku Radzieckiego, choć i obecnie zdarza się, że jest rozkradany przez złomiarzy i dewastowany przez litewskich nacjonalistów. Jak przyjechaliśmy w piątek po 21, to przejął nas ten Andrzej. Pytania jak się żyje, jak się układa życie z Litwinami. Mówił, że w porządku, że to media raczej piszą i mówią źle. Ale gdy wróciliśmy z wieczornego zwiedzania Ostrej Bramy i pod bramę szkoły podjechało auto i stało z zapalonymi światłami centralnie na nas zapytałem o co chodzi. Odpowiedział, że czasem miejscowi skini litewscy coś tam próbują… Po chwili auto odjechało i za jakiś czas jeszcze raz się pojawiło by wolniutko przejechać obok płotu szkoły…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ja, ze strony redakcji Wolnej Polski dziękuję naszym kibicom za zorganizowanie tego wyjazdu, Bałtyk zawsze patriotyczny! Pamiętajmy o naszych, to tacy sami Polacy, którzy na wrogiej ziemi znaleźli się nie z własnego wyboru.