Szczęśliwym trafem, będąc nieopodal na rodzinnej imprezie mogłem w końcu zaliczyć, i to od razu na inaugurację, mecz Bałtyku u siebie. Ale bieda straszliwa to boisko do rugby na którym gramy! Nic się nie zmieniło na lepsze ;-) . Mecz się zaczął marną grą z obu stron, a kibice nie uformowani w żaden konkretny młyn z rzadka dopingowali. Na płocie zawisły 4 flagi, w tym debiutująca fana kibiców Bałtyku z Gdańska. Generalnie lepsza była Lechia. Gdy jednak małoletnie rezerwy Lechii się wyszumiały, po pół godzinie gry do głosu doszedł Bałtyk, aż w końcu padł w 45 minucie gol na 1-0 i w dobrych humorach rozeszliśmy się na przerwę. Gola strzelił Milczarek. W drugiej połowie Bałtyk grał, miał sytuacje, aż w końcu siadł na dupach i skupił się na dowiezieniu korzystnego wyniku do końca meczu. Od 70 minuty Lechia cisnęła coraz bardziej a my coraz bardziej drżeliśmy o wynik. No i stało się…  w 90 minucie meczu Lechia wyrównała… Około 80 osób dopingujących momentami Bałtyk było załamanych. Czekaliśmy na gwizdek sędziego pogodzeni z losem, ale wtedy zawodnik Bałtyku wykonał strzał rozpaczy, bramkarz Lechii zaspał i wpuścił piłkę do bramki, po czym ją natychmiast wyrzucił! Padł gol, ale sędzia, ślepy pedał, go nie uznał! Żebyś śmieciu zdechł, a do samej śmierci srał drutem kolczastym! Dziennikarze widzieli że był gol, wszyscy piłkarze (obu drużyn) widzieli że był gol, wszyscy kibice też, a jeden obsrany mafioso w czerni nie widział, dlatego moje życzenia są z czystego serca szczere i oby się spełniły! No i od startu mamy 2 punkty straty do lidera, pięknie po prostu. Od teraz rozpoczynamy akcję Drawsko Pomorskie, to już za tydzień!

DSC00025