Archiwum dla Sierpień, 2014

4/2014/15 Cartusia Kartuzy – Bałtyk Gdynia

Pierwsze kolejki sezonu są niezwykle ważne dla drużyny, lokują ją w jakiejś tam części tabeli i potem trzeba albo utrzymać miejsce w tabeli, albo odrabiać straty. Dlatego po niefortunnym remisie z Chemikiem bardzo ważne było, aby zwyciężyć w Kartuzach i nie stracić kontaktu z czołówką. Maruderami wieszczącymi porażkę się nie przejmowałem, bo moim ostatnim meczem Bałtyku był ten w Drawsku i wiedziałem, ze stać naszych graczy na wiele. Ponieważ Lębork coś mi kibicowsko spuchł ostatnio, na miejscówkę spotkania z Luzinem udałem się sam. Przy PKP spotkałem chłopaków z Pogoni zbierających się na wyjazd na Start Miastko. Droga do Kartuz szybka, dojeżdżamy w kilka aut pod stadion Cartusii na 20 minut przed meczem. Wchodzimy do klatki dla przyjezdnych i rozwieszamy dwie flagi – „Luzino” i „Gdańsk”.  Jest nas 22, ale w 15 minucie meczu dochodzą jeszcze 3 osoby i jest nas ogółem 25 osób na wyjeździe. Z ciekawostek to naliczyłem 8 osób z kategorii „Over 35 years” 8-) .  Całą pierwszą połowę meczu jedziemy z bardzo dobrym dopingiem, no i do przerwy prowadzimy 1-0 – a powinniśmy wyżej, zmarnowaliśmy chociażby rzut karny.  Cartusia zebrała się w mini młynek 20-30 osób, czasem coś krzyknęli. W drugiej połowie obie drużyny miały swoje szanse, ale wynik już nie uległ zmianie, fantastyczne wyjazdowe zwycięstwo stało się faktem. Ludzi z Bałtyku było więcej na trybunach, momentami doping był nawet na 3 młyny prowadzony, no ale jak wszędzie za oficjalną liczbę uznajemy tych w klatce. Mój 180 wyjazd z Bałtykiem zaliczony bardzo sympatycznie :-)  . Po meczu piłkarze podziękowali nam za doping, razem sobie pośpiewaliśmy, po czym do domu, co dziwne nasze auto eskortowały przez kilkanaście km. głupki z milicji. Bałtyk wyraźnie nabiera rytmu i powiem wam szczerze – nie chciałbym być w skórze tych ogórasów bez kibiców z Koszalina, których gościmy za tydzień…

DSC00122My

4 kolejka 2014/15 Cartusia Kartuzy – Bałtyk Gdynia, 30.08 godzina 16.00

Nieuchronnie zbliża się już 4 kolejka rozgrywek naszej 4 ligi. Zaczęliśmy sezon przyzwoicie, acz mogło być lepiej. W najbliższą sobotę mamy drugi wyjazd w tym sezonie do jakże dobrze nam znanych Kartuz. Nasz przeciwnik zaczął sezon średnio – zwycięstwem, remisem i porażką.  Kibice Cartusii jeszcze żyją – w minionej kolejce odwiedzili Koszalin w 6 aut, więc zapewne w 25 – 30 osób. Tam odebrali pierwsze w tym sezonie punkty Gwardii Koszalin, więc być może ich forma rośnie, choć cała ta 4 liga to kopanie się po kostkach i poziom nadzwyczaj mierny. W ubiegłym sezonie zremisowaliśmy tam bez bramek i taki scenariusz i w tą sobotę jest możliwy, aczkolwiek ja liczę na zwycięstwo 3-1 naszej drużyny. Najważniejsza w tym wszystkim jest mobilizacja naszych kibiców i przyzwoita frekwencja. Większość ludzi jedzie do Kartuz jak na piknik i zasiada na sektorze rodzinnym, może nawet byłoby dobrze żeby ktoś wpadł i dam im po ryjach na przebudzenie? Jedziemy, dopingujemy, a 2 godziny po wyjeździe jesteśmy już w domach. Zwycięstwo znów będzie nasze!

galernik

Z pamiętnika galernika

Niezbyt często czytam książki autorów, których znam osobiście. Ełkaesiaka Artura znam całkiem nieźle od jakiś 15 lat. On był gwiazdą medialną ŁKS-u, ja Bałtyku heh 8-) . Jego „Galera News” to zdecydowanie najdłużej ukazujący się klubowy zin polski. Bardzo dobra jest ta gazetka, tak więc byłem pewien wydawnictwa na wysokim poziomie, gdy dowiedziałem się że niebawem wyjdzie książka. Pierwszy wyjazd Artura to październik ’91, a mój kwiecień ’92, więc zaczynaliśmy prawie jednakowo. Wyjazdy meczowe, awantury, pijatyki dzielnicowe – znajome tematy, bliskie nam klimaty. Trochę się z tej książki dowiedziałem o znanych mi osobach nowości… myślałem że Artur to taki ułożony chłopak, spokojny ultras nie przesadzający  z alkoholem. Tymczasem ułożony to on może jest, ale za młodu pił i rozrabiał, niczym nie przymierzając – ja, i wielu mi podobnych :mrgreen: . Z kolei Szulcu to myślałem, że największy handlarz pamiątkami Europy Środkowej, a też okazało się, że pijak i rozrabiaka poza tym. To my wszyscy mieliśmy takie same hobby w latach 90-tych? Na to wygląda :twisted: . Język autora może jest pozbawiony przesadnych metafor i ozdobników, raczej suche fakty, wzbogacone lekkim komentarzem na podstawie danych z pamiętnika Artura. Niemniej czyta się dobrze, wspomnienia z młodości odżywają. Szkoda tylko że Bałtyk już od tak wielu lat gra na prowincjach, rozmijamy się przez to z ŁKS-em i brak opisów z naszym udziałem… Jest tylko wspomnienie z Lechia – ŁKS o jednorazowym wybryku 3 kibiców Bałtyku, którzy chcieli tworzyć FC ŁKS-u w Gdyni i pojawili się na tym meczu (Flacha z dwoma kolegami), oraz na 230 stronie o najlepszych dawnych korespondentach Artura, wśród których był… wiadomo kto z Bałtyku ;-) . Reasumując – tematyka świetna, czyta się jednym tchem, jeżeli Artur poprawi kilka drobnych błędów składniowych i ożywi nieco swój styl literacki, kontynuacja książki będzie miała notę idealną. A na dzisiaj 9 w skali 0-10, zdecydowanie polecam! Oto link do aukcji na Allegro z tą książką, kupcie koniecznie!

http://allegro.pl/z-pamietnika-galernika-nowa-ksiazka-o-kibicach-i4535054333.html

galernik

Saturn pożerający własne dzieci

Mroczny, niepokojący klimat w muzyce czy sztuce malowania obrazów jest mi bardzo bliski, stąd moje zamiłowanie do Beksińskiego, czy w muzyce do Pink Floyd, O.N.A. czy Kinga Diamonda. Francisco Goya to hiszpański malarz doskonały, któremu powodziło się nieźle. Żył 82 lata na przełomie 18 i 19 wieku, szybko doceniony już za życia opływał w luksusy. Był też malarzem nadwornym na dworach królewskich kolejnych Burbonów. W latach 1819 – 1823 stworzył serię 14 tzw. czarnych obrazów, jednym z nich jest przedstawiany przeze mnie obraz o nazwie „Saturn pożerający własne dzieci”. Saturn był bogiem w mitologii rzymskiej, o którym nie można powiedzieć żeby był specjalnie miłującym swoją rodzinkę. Najpierw załatwił swojego starego, niejakiego Coelusa, aby panować nad światem. Potem co mu się urodziło dziecko, to je zżerał, tak bardzo bał się utraty panowania nad światem, że któreś z dzieci w przyszłości odbierze mu tron.  Podobnie zachowują się na przykład posłowie sejmu RP, którzy są gotowi na najgorsze kurewstwo, aby tylko utrzymać się na stołkach. Sądzę, że wielu z nich zjadłoby i swoje dzieci, gdyby to  zapewniało im utrzymanie się przy żłobie. Najbardziej to podejrzewam Grodzką, przecież ona (?) na pierwszy rzut oka wygląda na taką, która conajmniej parkę niewinnych dzieci zżera na śniadanie.  Ma to wypisane na swym obojnackim ryju. Wracając do Saturna, to na obrazie Goi wygląda on niespecjalnie. Włos zmierzwiony, błędny, goniący za rozumem wzrok, tępy wyraz twarzy. Czy należy wnioskować z tego że szaleńczy pęd ku władzy i nieliczenie się z nikim i z niczym, aby osiągnąć swój cel, nie służy rozumowi i powoduje zatracanie się w obłędzie? Chyba tak, pieniądze i władza to nie wszystko, czasem koszt bycia na świeczniku jest zbyt wysoki. Nie wierzycie, to obejrzyjcie najbliższe wiadomości z sejmu. Debilnych mord tam co niemiara. Ponura tematyka obrazu, jak też dominujące na nim ciemne barwy sprawiają wrażenie melancholii i destrukcji. Ponieważ Goya całą tą czarną serię obrazów stworzył po 73 roku życia, domniemywa się, iż jest ona świadectwem jego smutku i świadomości schyłkowości z powodu nadeszłej starości. Zgadzam się z tym, ja już teraz mam czasem doła z powodu starzenia się, a co dopiero za ponad 30 lat? Na koniec napomknę, że nazwisko twórcy tego obrazu jest zbieżne z imieniem mojego pieska, ale jst to zbieżność przypadkowa na 99%  :roll:  . Miłej kontemplacji nad tym pouczającym i ciekawym obrazem!

goya3

Podwórkowa filozofia Malkontenta

Wtorek z rana nie zapowiada się fajnie. Łamie mnie w kościach, boli krzyż i nic się nie chce. No dobra, coś tam się chce, ale tego tu nie ma ;-) . Do tego dochodzi katar, którego mieć nienawidzę.Za okno patrzę i widzę zachmurzone niebo, które jakby do mnie mówi – „masz przesrane dzisiaj, będę waliło deszczem na okrągło”. Czas na poranną kawę… druga lub trzecia w ciągu dnia może być, ale nie musi. Pierwsza musi koniecznie. Coraz więcej moich kolegów niczym małe dzieci lub kobiety w ciąży pije kawy rozpuszczalne, czemu nie od razu kawę zbożową „Inkę” lub „Anatola”? Czy te wymienione przeze mnie w ogóle istnieją jeszcze? Nie wiem, raczony nimi byłem podczas pobytów w areszcie, a dawno temu tam byłem ostatnio. Wchodzę na neta, a tu wiadomość szokująca, zwala z nóg. Taki cios o 7 rano? Czytam i oczom nie wierzę. Prawdopodobnie przestaną kręcić „Na Wspólnej”! ja pierdzielę, życie milionów gospodyń domowych i setek tysięcy mężczyzn w sile wieku straci sens! Już po zaprzestaniu kręcenia „Plebanii” nie było łatwo, ale ten cios ostatecznie pogrąży polskich wyznawców seriali. Gdy tak głębiej pomyślę, to w XXI wieku tylko dwie tragedie o podobnej mocy miały miejsce – zamach na World Trade Center i katastrofa w Smoleńsku. A ja tak w ogóle to znam jedna aktorkę z „Na Wspólnej”.  Taka zgrabna blondyna, widziałem jej sesję w „CKM” czy „Playboyu”, no muszę przyznać, że ma duże walory… aktorskie. Gdybym kręcił filmy, wziąłbym ją na kilka epizodów. Tym bardziej, że gdybym kręcił filmy, to wiadomo, jakie by to były filmy. Byłyby to niekończące się tasiemce, rozważania filozoficzne ta temat sensu życia, tyle że wg malkontenta, a nie Monty Pythona.

No co z tą pogodą? Słońca już nie będzie? Jak były upały, to ludzie narzekali że za gorąco, a ja im prawiłem „jeszcze zatęsknicie za nimi”… I słowo moje ciałem się stało, kilka dni jest chłodniej i już wszyscy tęsknią za latem. Lato już nie wróci zapewne, chyba że to globalne ocieplenie w końcu da znać o sobie, bardzo bym chciał. Skończy się ”na Wspólnej”, że tak uparcie wrócę do serialowego wątku, to cóż wtedy oglądać? Dajmy na to, że nie powstanie na szybkiego nowy serial np. „Na  Niczyjej”.  Przez parę dni nie będzie z tym problemu, gdyż zaczną się transmisje z największej imprezy dla Januszów jaka tylko może być. Jeśli się nie mylę, to w Polsce odbędą się mistrzostwa świata w siatkówce mężczyzn. Januszowa orgia jednym słowem. Hale zdominuje ryk piszczałek, trąbek i wuwuzeli. Podpici kretyni z pomalowanymi ryjami, metrowymi kapeluszami i kołatkami wszelakimi będą drzeć ryje w takt melodii do „Pana Wołodyjowskiego”. Skończy się mecz Polski, to się nachleją, czy to z radości czy ze smutku. Siatkówka to nawet fajny sport, ale kibiców ma tylko piłka nożna, w kilku ekstremalnych przypadkach żużel bądź hokej. Poza siatkówką na nic nie można liczyć w naszej zasranej telewizji, a tyle ciekawych programów się marzy… Oto moja propozycja:  8.00 – Poranna gimnastyka. Kasia Cichopek wraz z trzema wygłodniałymi samcami uprawia akrobatyczne figury. Program w wersji XXX/Hardcore/3D. 10.00 – Poranna egzekucja. Dziś Ryszard Kalisz. Uwaga! W systemie audio Tele widzowie pod numer 666 wysyłają swoje typy na rodzaj narzędzia egzekucji. A – konopny sznur, B – Krótka seria z karabinu AK 47 w głowę, C – gilotyna.  Jeden SMS kosztuje 0,99 zł, do rozlosowania cenna nagroda w postaci kompletu zdjęć z egzekucji i płyty CD z zapisem fonicznym odgłosów śmierci delikwenta.  Uwaga! Z ostatniej chwili. Z powodu problemów ze znalezieniem wystarczająco mocnego sznura na udźwignięcie Kalisza zmieniamy to narzędzie egzekucji na cyjanek potasu. 12.00 – Najnowsze przeboje – Maryla Rodowicz w przeboju „Niech żyje bal” oraz nieemitowany dotąd oryginalny teledysk, na którym powabna Maryla robi laskę na zmianę Olbrychskiemu i Jaruzelskiego, rok 1981, stół ugina się od jadła, Maryla zawsze na świeczniku, bal trwa. Twarz Jaruzelskiego zakryta czarnym paskiem z powodu śmierci generała oraz zbyt częstych przypadków uszkodzenia monitorów telewizyjnych, spowodowanych charczeniem i pluciem na ekran przez telewidzów. 14.00 Program dla dzieci – Trynkiewicz i Agatka. W dzisiejszym programie pan Mariusz odprowadza Agatkę do przedszkola opowiadając jej fascynujące bajki z zakresu anatomii dziecięcej. Z nieodległych krzaków życzliwy prokurator z uśmiechem na twarzy obserwuje przebieg resocjalizacji pana Mariusza. 16.00 Ojczyzna – żydowszczyzna. Profesor Dżemik tłumaczy zawiłości języka hebrajskiego i tłumaczy na ten język najprostsze zdania np., „jestem z Polski, nie umiem pracować, daj 5 euro”. 17.00 W świecie sportu. Profesor Strzykawa opwiada, jak w biegu na 100 metrów osiągnąć magiczną granicę 6 sekund. 18.00 – Wieczorna czytanka. Leszek Miller czyta 5 tom „Dzieł Wszystkich” Lenina. 19.00 – Wieczorne dobre wiadomości. Zespół ekspertów od public relations opracowuje i przedstawia państwu nadzwyczaj dobre wiadomości przedstawiające skomplikowane meandry uzdrawiania państwa przez polityków PO. Dziś reportaż z ukończenia budowy 234 metrowego odcinka autostrady Pcim Dolny – Pacanów Średni już po 12 latach ciężkich robót. Będą się wypowiadać ekonomiści o cudzie gospodarczym tego przedsięwzięcia, gdyż autostrada ta kosztowała jedynie 11 bilionów euro. 20.00 – tanie gotowanie. Onufry Kuroń, daleki kuzyn nieżyjącego Jacka opowiada o pysznościach dostępnych za niewielkie pieniądze, na które stać każdego emeryta.  Dziś sałatka warzywna  z obierek ziemniaczanych, pasztet z nieświeżych jaj kurzych oraz ravioli z robaczywej mąki z posypką z tynku ściennego. 22.00 premiera filmowa. Frankenstein. Film z Borisem Karloffem w roli głównej, już 90 lat po światowej premierze u nas na ekranach! 23.00 Pora spać, ścierwa. Program nocny wzbogacony pogadanka z kierowniczka MOPS-u w Barlinku zachęcający miłych widzów do codziennego 15 – minutowego zbierania surowców wtórnych przed snem. By żyło się łatwiej. Czyś taki program nie zadowalałby was? Miłego dnia

 filozof

3/2014/15 Bałtyk Gdynia – Chemik Police

Po tym meczu mogliśmy zostać nawet i liderem tabeli. Wystarczyło rozgromić Chemika 5 golami, albo i czterema, ale przynajmniej w stosunku 5-1. Tymczasem po najgorszym w tym sezonie meczu szczęśliwie zremisowaliśmy z outsiderem z Polic 1-1. Lider, owszem jest teraz z Gdyni, ale to śledziewskie rezerwy, a nie my. Bałtyk zremisował fartownie, bo Chemik prowadząc 1-0 miał rzut karny, jednak błysnął talentem Szlaga i strzał wybronił. W 73 minucie wyrównał stan meczu Piekarski i to wszystko na co było stać Bałtyk tego dnia. Trzeba się obudzić, bo następnej kolejce gramy w Kartuzach, a tamtejsza drużyna właśnie pozbawiła na wyjeździe pierwszych punktów lidera, remisując 1-1 na Gwardii Koszalin. Dodam jeszcze, że nie było dopingu i nie wisiała żadna flaga, więc żeby zabrzmiało cokolwiek optymistycznego w relacji to powiem, że fartowna seria Martyniuka trwa. Jakby bowiem nie patrzeć, był to 13 mecz Bałtyku bez porażki. Dodam też jeszcze, ze klub z gorszej strony Gdyni uległ Stomilowi na wyjeździe i robi się już całkiem przyjemnie. Wznieśmy kielich wina wytrawnego – na pohybel Arce i milicji! Miłego weekendu!

3 kolejka 2014/15 Bałtyk Gdynia – Chemik Police, 23.08, 11.00

W sobotnie przedpołudnie drużyna Bałtyku Gdynia wprawi nas, mam nadzieję, w dobry humor na resztę weekendu.  Teoretycznie sprawa wydaje się łatwa. Gramy z Chemikiem Police. Ta drużyna tylko dzięki rozpadnięciu się Pomorza Potęgowo utrzymała się w 4 lidze. W tym sezonie już po pierwszych dwóch kolejkach Chemik udowadnia, że nominalnie jest drużyną 5-ligową, i utrzymanie jej w naszej lidze czwartej było niepotrzebne. Przegrali swoje dwa pierwsze mecze  trzema bramkami i są już na dnie. Czy zostaną na nim po trzeciej kolejce? Oby. Trzeba uważać, nasze ostatnie mecze z Chemikiem nie były łatwe. Niemniej jestem pewien zwycięstwa i liczę na wysokie, bo w początkowej fazie rozgrywek bilans bramkowy też może decydować o miejscu w tabeli. Kibice Chemika nas nie odwiedzą, bo ich po prostu nie ma. Sam nie wiem czemu, Graja z nami od początku mego jeżdżenia, byli w latach 90-tych w drugiej lidze, powinni się dorobić grupki fanów, niestety nic z tego. Dziwne że w stosunkowo dużych miastach jak np. Police czy Stargard kibice nie chcą kibicować własnemu klubowi. Idziemy na mecz, a o 13 zaczną strzelać korki od szampanów, jeszcze zostanie nam 27 kolejek do awansu!

gryf

Wywiad z Gryfem Słupsk

Witam. Dziś  w wywiadzie Wolnej Polski porozmawiam sobie z kibicem naszej tzw. kosy, czyli kibicem Gryfa Słupsk. Na pewno będzie miał parę rzeczy ciekawych do opowiedzenia, zadam te pytania, których dotychczas z różnych względów zadać nie było mi dane, a czy odpowie szczerze? To zależy tylko od niego. Muszę też dodać, że tak jak moi poprzedni rozmówcy z Widzewa czy Rakowa ten kibic Gryfa także jest mi znany od lat wielu i w związku z tym nic przede mną nie ukryje ;-). Na początek proszę napisz tyle, ile uważasz za stosowne o sobie. Ile masz latek, jaka ksywka, kiedy po raz pierwszy pojawiłeś się na Gryfie, oraz ile dotychczas zaliczyłeś wyjazdów. Jaka jest twoja rola w młynie Gryfa? Odpisując pamiętaj tylko (powtarzam się, ale trzeba), że mojego bloga nie czytają tylko normalni ludzie, ale tez i milicyjne ścierwo tu węszy, jestem tego pewien, czuję ich smród ;-). Nie można pisać wszystkiego ha ha ;-)…

No to na dzień dobry krótko, rocznik 79, Łukasik, samodzielnie na Gryfie ponad 20 lat, przyszedł koleżka z klatki i mówi że był z ojcem (świeć panie nad jego duszą) na Gryf – Arka i że awantura na stadionie była i że za tydzień Gryf gra znowu mecz i może znowu będzie ta Arka (nie znaliśmy wtedy takiego wynalazku jak terminarz), więc poszliśmy na mecz, Arki nie było, ale się wkręciliśmy całą bandą. Wyjazdy przy chyba 50 na Gryfa przestałem liczyć, generalnie jakimś mega-wyjazdowiczem nie jestem, ot połowę w sezonie jakoś zaliczam, za to u siebie opuściłem może 5-6 spotkań, jak bym dłużej pomyślał to bym je mógł wymienić. Na młynie przez te lata zajmowałem się chyba wszystkim z czym można mieć jakikolwiek związek, czyli kręcenie młyna, organizacja wyjazdów, oprawy, wydawanie zinów, stowarzyszenie, kontakty z klubem, szycie flag, projektowanie pamiątek, rozpracowywanie terminarza i rozkładu PKP ;) no nie ma chyba rzeczy w tym rzemiośle za która się nie brałem. Dziś jako bardziej zrzęda niż „działacz” stwierdzam, że kibicowsko z Gryfem osiągnąłem wszystko co było można osiągnąć, jak to mówi jeden z podsklepowych chłopaków starej daty z mojej starej dzielnicy „Niech Bóg pomnoży twoje sukcesy” to tak się właśnie działo.

Poziom sportu w Słupsku, całkiem dużym 90-tysięcznym mieście to jest pełna żenada, ale w dupie ze sportem, liczy się tylko piłka nożna. Gracie w jakiejś podwórkowej 5 lidze, gdzie na większości stadionów głównymi widzami są koneserzy podłych jaboli, a przed rozpoczęciem spotkania trzeba usuwać krowie placki z murawy i wezwać pobliską ochotnicza jednostkę straży pożarnej do zabezpieczenia spotkania. Może trochę przesadzam, ale szału nie ma. Połowa waszych wyjazdów to tereny na których się kibicuje Lechii, połowa Arce no i jeszcze jest mój magiczny Lębork ;-). Jak w tym mało atrakcyjnym kibicowsko klimacie wyglądają na dzień dzisiejszy fani Gryfa? Będąc 20 lat w temacie możesz określić – jesteście w dołku kibicowskim, macie równą, stabilną formę, a może właśnie przeżywacie najlepsze swoje lata? Bardziej mnie interesuje forma sportowa od ultrasowskiej – nie ukrywam, ale weź pod uwagę obie…

Gryf jest klubem, który ma fanów nie tylko w mieście ale i w okolicy, więc i zasięg i populacja większa bo to jakieś 200 tysięcy, więc jak na miasto jest u nas sobie kosz czy szczypiorniak, ale na region już jest kulawo, bo wielkie społeczności kochają piłkę, a o nią nikt nie dba. Nikt nie rozumie, żaden polityk czy biznesmen, że bardziej ogrzeje swój wizerunek na stadionie niż na hali. Od zawsze więc bieda, ale na dziś ten piąty poziom to jest policzek w twarz dla całej ekipy, tym bardziej, że mieliśmy przecież te 5 lat w III lidze międzywojewódzkiej a tam same sukcesy. Dziś co prawda nikt nas nie kopie po tyłkach, ale jakiś spadek formy jest, tym bardziej że dwa ostatnie sezony w III i pierwszy w IV piłkarsko były chujowe, a nie oszukujmy się, poziom sportowy robi. Dlatego liczby wyjazdowe mniejsze i oprawy słabsze. Na dziś są piłkarskie plany awansu i to nawet realne, więc liczę na jakiś rozwój, tym bardziej że mieliśmy tzw. wymianę pokoleniową, której efektem był np. wypad 8 marca do Lęborka na turniej kibiców który to zakończył się przed finałem. Jeżeli zaś boli kogoś że co trzeci wypad mamy do ziomków z Lechii to przypominam, że w dzisiejszych czasach cokolwiek robi się na trasie i jak by ktokolwiek cokolwiek, to zawsze może nas sprawdzić, a wtedy okaże się w jakiej jesteśmy formie.

A co tam w Słupsku na mieście? Komu się jeszcze kibicuje poza Gryfem i w jakiej formie są inni kibice? Czy tylko są to fani Czarnych? Jakie oficjalnie macie stosunki z nimi? Za kosy z nimi było weselej, pamiętam jak zakończyli wam 50 – dniową zgodę z Miedzią Legnica, obijając ich przy was bez żadnej waszej reakcji :-). No ale to prehistoria, jak jest teraz? Czy są w Słupsku ludzie, którzy kibicują tylko Lechii, a na Gryfa nie chodzą? Drugie pytanie to zgody i kosy, czy z Chojniczanką i Pomezanią macie zgodę czy układ? Czy to warto? Co kibicowsko dzieje się w pobliskiej Ustce też napisz.

W Słupsku są jeszcze Czarni, w zasadzie są to dwie grupy. Jedni nie mają swojego klubu to jeżdżą na Lechię i coś w okolicy mają na układzie w Korzybiu chyba, ale tylko coś kojarzę. Drudzy to fani koszykówki, tych koszykarskich my i ci normalni Czarni traktujemy z przymrużeniem oka i to jest taka oficjalka, bo jak tam wewnętrznie u Czarnych jest, no to przecież nie wiem. My mamy z Czarnymi układ od zamieszek w Słupsku w 1998. Na początku tego układu nawet było wsparcie, przykładowo byli z nami na Olimpijskiej i spalili Twoją flagę. Dziś układ kończy się na znajomościach, interesach i ogólnym zawieszeniu broni, choć gdzieś tam czasem w knajpie ktoś da sobie po ryju, no ale jesteśmy facetami, to bywa że iskrzy, Słupsk jest ogólnie wesołym miastem i kosa nie jest tu konieczna. Za dawnych czasów było różnie, ale zgody nam nie zakończyli. Zgoda z Miedziakami padła trochę inaczej i przez zupełnie kogoś innego, jednak ten bardzo intensywny i patologiczny okres wart jest opisania w całości i bez ściemy a na to trzeba jeszcze kilku lat :D Wracając do Słupska to są też tu ludzie którzy jeżdżą tylko na Lechię, nie jest to jednak zorganizowana grupa, Lechia swoim poziomem przyciąga coraz większą rzeszę kibiców. Tak więc oprócz Gryfa i Czarnych w mieście nie ma nic zorganizowanego.

Z Pomezanią od 1999 i Chojniczanką od 2004 łączą nas dobre układy. Czy warto? No chłopie, chciał byś mieć takie układy. My nie musimy latać po kraju po jakiś gównianych turniejach, nie musimy latać jakoś specjalnie na kadrę. Trzymamy się razem, odwiedzamy i wspieramy często i to działa jak należy.

W Ustce jest nasz FC no i jest Jantar. Jantar jeszcze jakiś czas temu coś tam miał z Czarnymi i Bytovią, ale to sie posypało chyba po tym, jak w Człuchowie z ucha strzelili na milicję. Ostatnio widziani na Amber Cup w Słupsku, ale zostali pogonieni. Teraz awansowali do nas do ligi i sam jestem ciekaw co oni tworzą.

PS – odwiedziłem sobie właśnie Ustkę, grali pierwszą kolejkę u siebie w naszej lidze, 15 dzieciaków z 4 flagami i trochę śpiewów, czyli taka egzotyka raczej.

No to teraz o kosach. Oczywiście znam je wszystkie, ale jedno mnie dziwi. Za starych lat to gadało się tylko o kosie Słupska z Koszalinem, że derbowa nienawiść i takie tam. Tymczasem teraz mam wrażenie jakby waszą zdecydowanie największą kosa byli chłopaki z Pogoni Lębork. Z Gwardią to chyba tak jak z nami. Znamy się jak łyse konie, oczywiście przy każdej nadarzającej się okazji wam najebiemy, i wy na pewno nam też, ale nie ma jakiejś zaciekłej nienawiści, wyzwisk, prymitywnego bluzgania. Możemy spokojnie sie poobijać a przy innej okazji pogadać lub nawet przy okazji marszu, meczu kadry czy pielgrzymki razem coś wypić czy posypać – gdyby była taka okazja. Natomiast do chłopaków z Lęborka macie coś jakby mały kompleks, swoją typową „derbową” nienawiść przenieśliście jakby z Gwardii na nich. Dziwne to trochę, bo macie więcej sukcesów w obustronnych starciach (co nie znaczy że oni was nie trafiali), szczególnie wjazd sprzed pół roku udowodnił co i jak. Czemu aż tak wielka nienawiść ;-)?

Kosy w zasadzie są takie jakie liga dyktuje. Graliśmy dekadę po wsiach i tylko z tym Lęborkiem człowiek konkurował, plus coś z wami i Arką, bo wszystko kwestia gdzie się jeździ na czyj teren, no i ta wojna z Czarnymi była. Z Gwardią to od wielkiego dzwonu jak po drodze do Gdyni mieli. Raz śmieszna sytuacja, trzepiemy pociąg z Gdyni, jakaś grupka w odpowiednim wieku wysiada, rzucamy się na nich, trzepiemy plecaki, a to jakaś klasa z nauczycielem na jakieś pierdoły przyjechała prawie się posrali ze strachu, ale nie uciekli jak Lębork ma w zwyczaju :) . Na derbach na Ejsmonda co do Cracovii strzelali z gumowych to Gwardia próbuje naszą flagę rwać – uratowana. Potem przecież zgodę z Kotwicą mieliśmy, też się działo, a na kosza jak do Słupska przyjeżdżali to na pączki? Jak awansowaliśmy do międzywojewódzkiej i zaczęły się wypady pod Szczecin to Pogoń nam na listę wskoczyła. Wtedy też zaczęliśmy grać z Gwardią w lidze regularnie to skończyło się na bluzgach i wjeździe na ich trybuny a to nie jest podrzucanie sobie wody na sektor. Oczywiście są tacy co zza monitora starają się pisać cudze historie i idą w świat wieści, że Gryf z Gwardią układ ma. Trzeba by rzecznika prasowego wynająć, żeby to dementować. Kwestia zawziętości co do Lęborka polega jednak czymś innym. Do takich ekip jak Gwardia, Bałtyk, Arka czy Pogoń jest coś jak szacunek do wroga, a Lębork to coś co tak wkurwia jak baba podczas czy przed okresem, czasem więc nerwy puszczają i baba dostaje liścia. Chcesz stwierdzić, że są naszą największą kosą? Proszę bardzo, ale stwierdzenie, że mamy „więcej sukcesów co nie znaczy, że nas nie trafiali” pozwolę sobie uściślić. Przez dwadzieścia lat stuknęli nas 5-6 razy, jak bym pogrzebał w głowie to bym to wymienił, a my ich jebiemy te dwadzieścia lat, uwaliliśmy ich łącznie chyba na 10 flag, dziesiątki akcji, a oni ci powiedzą, ze od 8 marca są z nami na minusie. Jeżeli więc bilans jest jaki jest, no to jak można twierdzić że to największy wróg? Oddział Prewencji z Gdańska, o to jest kosa, jako jedyni nam sektor zdobyli, to jest wróg i kosa i ciężki przeciwnik.

To chyba już powoli będziemy kończyć ten wywiad, na koniec dwa pytania, co ci się marzy w Słupsku w dziedzinie sportowo – kibicowskiej? Chodzi mi o cel realny, nie piszmy o lidze mistrzów z Realem Madryt i 6.000 w młynie ;-), oraz dwa słowa o kibicach Bałtyku twoim zdaniem, nie musi być uprzejmie ;-).

No pomarzyć można. Więc piłkarsko chciał bym finał Pucharu Polski z Mistrzem Polski, wtedy mieli byśmy gwarantowany udział w pucharach i wyjazd za granicę, to było by coś. Stadion żeby był normalny, tzn. trybuny w prostokąt, podwyższone, zadaszone, nieduże, na 5-6 tysia no i oświetlenie, taki mniejszy holenderski stadionik. Kibicowsko to na to co dziś mamy piłkarsko to więcej się chyba nie da, nie wyczarujesz na IV lidze 3 tysięcy ludzi na każdym meczu z czego mógłbyś sobie narybek ciągnąć. Ogólnie być zawsze na plusie to podstawa i nigdy się nie cofać czyli to co ju z jest żeby trwało.

O Bałtyku byś chciał? No teraz to tam organizacyjnie trochę kiepsko u was, się słyszy o jakiś podziałach itd., ale wiem jest mała grupka fanatyków i czasem to wystarczy. Bo lepsze 10 chłopa z jajami, niż 100 z pizdami. Ogólnie do Bałtyku mam jakiś sentyment, a bo to kiedyś jakiś układ był, potem byłeś u nas żeby go odnawiać. Pamiętam jak Ultrasów z Bydgoszczy wtedy przywiozłeś, taki powiew cywilizacji. Potem pamiętam jak byliśmy u was i ruszyliście na nas przez murawę na Olimpijskiej, tzw. pokazówa :D , ale efekt był, ryzyko straty flag też, ale nie dobiegliście bo już siedzieliśmy na płocie, nie zdązyliśmy przeskoczyć jak wróciliście na trybuny. No i niezapomniany atak terrorystyczny Gryfa i Bałtyku na komendę milicji podczas jednej z rocznic, akurat mnie trzepali kryminalni wtedy w miejscu mordu to nieobecny, ale story niesamowite, tym bardziej że problemy po tym żadne. No jest trochę wspomnień, przez murawę też ze dwa razy do was biegłem, a raz to wyganiałem ze stadionu, fajne te nasze potyczki były i liczę na następne i życzę wam, żebyście na normalnym stadionie grali.

Nie byłem odnawiać zgodę, tylko zobaczyć co i jak, poznać klimat jednych z pierwszych derbów z Pogonią. Na odnowienie nie było szans, trzymaliście wtedy z FC Koeln, hi hi. Szalony początek lat 90-tych. Niemniej dzięki wielkie za wywiad. Powodzenia na szlaku piłkarskim (5 liga to trochę na was za mało) i umiarkowanego na kibicowskim (samych zwycięstw z Arką, samych porażek z Bałtykiem ;-) ).

gryf

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Bałtyk na Wileńszczyźnie

W dniu naszego wyjazdu do Drawska Pomorskiego trzech kibiców Bałtyku pojechało na Wileńszczyznę, by wspomóc mieszkających tam w drastycznie kiepskich warunkach Polaków. Oto relacja  Andersena i Truchy, jak też kilka fotek od nich:

Na wstępie chcielibyśmy raz jeszcze podziękować wszystkim kibicom Bałtyku Gdynia, jak i samemu klubowi oraz ludziom niezwiązanym z naszym środowiskiem, dzięki którym ta akcja pomocy Polakom na Litwie w ogóle się odbyła.
Dzień przed wyjazdem kończymy zbierać pieniądze i wybieramy się na zakupy. Pierwsze kalkulacje nie wychodziły najlepiej, ale dzięki dobremu rozpoznaniu udało się zaoszczędzić kilkaset złotych – tutaj szacunek dla Ani, która pomogła ogarnąć odpowiedni spis produktów oraz miejsce, gdzie kupiliśmy je najtaniej. Bez jej pomocy pakowalibyśmy pewnie do samego wyjazdu, a tak udało się położyć przed 4 nad ranem  W sumie, przygotowaliśmy paczki dla 35 dzieci, w których znajdowały się przybory szkolne. Dla szkoły zakupiliśmy środki czystości.
Godzinę wyjazdu ustalamy na 8:00, ale ostatecznie wyruszyliśmy chwilę po 10, w składzie Ł, M z Karwin i M z Dąbrowy. Na miejsce planowaliśmy dotrzeć tak, aby zdążyć na ostatnią mszę z racji święta Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Niestety przez pogodę, roboty drogowe i przesunięcie czasu docieramy do Egliszek o 21:20.
Nocleg mamy załatwiony w Polskiej szkole im. Św. Jana Bosko, do której wpuszcza nas Andrzej (zdj. Nr 1.) Rozpakowujemy się i jedziemy na godzinkę pod Ostrą Bramę i spacer po starówce. Rano spotykamy się z dyrektorem placówki Panem Zbigniewem, który organizuje nam plan dnia. Najpierw oprowadzając trochę po Wilnie, a następnie przekazując w ręce Pani Alicji oraz Oksany.
Zwiedzamy może z 2 godziny, wymieniamy walutę, jemy oraz jesteśmy na ślubie polskiej pary.
Po 15:30 za pieniądze, które nam zostały jedziemy z Oksaną zrobić zakupy dla dwóch najbardziej potrzebujących rodzin (zdj. Nr 2.). Tego dnia udało się nam odwiedzić 5-6 rodzin. Resztę paczek przekaże Oksana (na co dzień pomaga tym rodzinom z ramienia szkoły). To co zobaczyliśmy u niektórych przeszło nasze najgorsze wyobrażenia o warunkach w jakich można żyć. Nie wszystko mamy na fotkach, bo czasami po prostu nie wypadało robić zdjęć. Zresztą zdjęcia nawet w 50% nie odzwierciedlają tego co zobaczyliśmy i poczuliśmy…
Pierwszą odwiedziliśmy rodzinę Lisowskich, którzy dostali od nas najwięcej, bo aż cztery wyprawki szkolne oraz artykuły spożywcze wartości ok. 300 zł. Co I tak jest kroplą w morzu potrzeb. Matka i pięcioro dzieci mieszkają bez wody, bez prądu z zasiłkiem niespełna 400zł. Mieszkanie spokojnie można nazwać “norą”, mimo wszystko wszyscy uśmiechnięci, zaciekawieni. Matka na nasz widok od razu poleciała po orzechy laskowe, które to świeżo nazbierali w lesie.
Trochę zszokowani jedziemy dalej. Następni nie są już “tacy” biedni, ale widok starszej kobiety rąbiącej drewno na podwórku pokazuje jak tu jest ciężko. Zostawiamy wyprawkę i do następnych.
Tutaj kolejny hardcore. Matka z trójką dzieci + siostra z dwójką pośpiesznie ogarniają puste butelki po piwie. Trochę im prawimy morałów, ale z drugiej strony co możemy wymagać od ludzi, którzy są w takiej spirali nieszczęść?! Miesiąc wcześniej mąż siostry wiesza się w pokoju obok… Pewien pozytyw to dwie dziewczynki, dla których przywieźliśmy paczki. Jedna bardzo lubi matematykę, a druga j. polski. – może mają jakieś szanse? Życzymy im powodzenia i w drogę.
W następnym domu nie chcieli nam nawet otworzyć. Po 5 min. pukania otwierają… matka, syn i jakiś pan… wszyscy pod wpływem. To była nasza pierwsza i chyba ostatnia wizyta w tym domu. Chłopak totalnie nas olewa, na dodatek gada po rusku. Szkoda czasu, a może to był tylko taki kamuflaż przed obcymi, może nasza wizyta zaprocentuje w przyszłości? Nieważne, na tą chwilę chcemy pomagać potrzebującym Polakom, mówiącym po polsku, a nie po rosyjsku. Następnej rodziny nie ma w domu, więc udajemy się do ostatniej tego dnia. Bardzo sympatyczni ludzie. Ładnie mówią po polsku, oglądają polską tv itp. Oksana wybrała ich jako bardzo potrzebujących, dlatego jako druga rodzina oprócz wyprawek dostają również produkty spożywcze i chemię.
W pewnym momencie byliśmy już mega przytłoczeni tym co zobaczyliśmy, dlatego z zadowoleniem przyjmujemy zaproszenie od dyrektora szkoły na kolację. Po 3 godzinach rozmów wracamy i kładziemy się spać, bo na rano umówiliśmy się jeszcze na wspólne wyjście do kościoła.
Na mszę udajemy się wraz z Panem Zbigniewem do jednego z wielu kościołów na starówce, nieopodal polskiej ambasady. Msza oczywiście w języku polskim.
Po mszy pożegnanie, ostatnie wskazówki odnośnie trasy i w drogę powrotną!
W domach jesteśmy w niedzielę wieczorem. Dumni, że mimo wszystko się udało, że komuś pomogliśmy, że rodacy tam mieszkający wiedzą, iż ktoś o nich pamięta i może dzięki temu będą mieć więcej siły by walczyć.
Zostało nam 42 zł. które przekazujemy na kolejną akcję. (Możliwe, że jeszcze w tym roku na świeta – jeśli nie to za rok).

Byliśmy też na cmentarzu na Rossie, najstarszym cmentarzu w Wilnie. Spoczywa tam serce Marszałka Piłsudskiego. Postawiliśmy dwa znicze, choć było już tam sporo kwiatów, wieńce m.in. odczytałem napis na wstędze wieńcowej Senat Rzeczypospolitej Polskiej.
Starsza kobieta, która sprzedawała pamiątki pod cmentarzem od razu nas poznała i do nas: ” O, patrioci przyjechali! „.
Pan Zbigniew trochę nas pooprowadzał po tej nekropolii, nie omieszkał powiedzieć, że cmentarz był niemiłosiernie dewastowany za czasów Związku Radzieckiego, choć i obecnie zdarza się, że jest rozkradany przez złomiarzy i dewastowany przez litewskich nacjonalistów. Jak przyjechaliśmy w piątek po 21, to przejął nas ten Andrzej. Pytania jak się żyje, jak się układa życie z Litwinami. Mówił, że w porządku, że to media raczej piszą i mówią źle. Ale gdy wróciliśmy z wieczornego zwiedzania Ostrej Bramy i pod bramę szkoły podjechało auto i stało z zapalonymi światłami centralnie na nas zapytałem o co chodzi. Odpowiedział, że czasem miejscowi skini litewscy coś tam próbują… Po chwili auto odjechało i za jakiś czas jeszcze raz się pojawiło by wolniutko przejechać obok płotu szkoły…

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Ja, ze strony redakcji Wolnej Polski dziękuję naszym kibicom za zorganizowanie tego wyjazdu, Bałtyk zawsze patriotyczny! Pamiętajmy o naszych, to tacy sami Polacy, którzy na wrogiej ziemi znaleźli się nie z własnego wyboru.

Miko

Wakacje Mikołajka

Dziś poszedłem do kina na, co tu ukrywać, film dla dzieci. To dlatego, że w książkach Sempe i Gościnnego o niesfornym Mikołajku zaczytywałem się w dzieciństwie i młodości. Film był nie aż tak bardzo ściśle związany z książkami o Mikołajku, acz znane mi sceny z książek były… Koniec roku szkolnego i początek wakacji. Mikołajek wraz z matką, ojcem i – o zgrozo dla ojca – jego teściową, wyruszają na wakacje do nadmorskiego kurortu. Jak zauważył tata Mikołajka z przekąsem, słowa „teściowa” i „Udane wakacje” całkowicie się wykluczają i trudno mu odmówić racji. Oczywiście Mikołajka i jego rodzinkę spotyka mnóstwo zabawnych perypetii, romanse, awantury i niesamowite pomysły dzieci powodują, ze cały czas coś się dzieje. Perspektywa świata dorosłych widziana oczami dziecka jest zabawna i pełna trafnych skojarzeń… choć nie zawsze ;-) . Pytanie – wrzuciliście list do skrzynki i okazuje się, że nie może dojść do adresata, jeszcze jest nie wyjęty ze skrzynki. Co robicie? Otwarcie śrubokrętem lub łomem nie ma szans powodzenia. Jest sposób, idźcie na „Wakacje Mikołajka” do kina, to się dowiecie 8-) . Bardzo dobra, wesoła i inteligentna rozrywka dla dzieci, młodzieży i nawet trochę starszych osób. Zdecydowanie polecam! 8 w skali 0 – 10.

Miko