Archiwum dla 13 lipca 2014

O Brazylii po raz czwarty

Po raz czwarty, i zapewne przedostatni piszę o odbywających się właśnie mistrzostwach w piłkę kopaną. Wczoraj w meczu pocieszenia Holendrzy pokazali Brazylijczykom, że ich 1-7 z Niemcami nie było (ha ha) wypadkiem przy pracy. Dziś zapowiada się stosunkowo nudny mecz. W zasadzie Niemcy udowodnili już, że są najlepszą drużyną świata. Tyle, że na poprzednich mistrzostwach świata czy Europy bywało podobnie, a tytułu już dość dawno nie zdobyli. W tym może upatrywać swojej szansy południowoamerykańska drużyna o ładnych barwach. Argentyna może też liczyć na niewiarygodnego farta, np. że Niemcy dostaną szybko czerwoną kartkę, potem drugą… może też liczyć na sprzyjającego sędziego, na pewno byłoby weselej oficjelom, gdyby klub z kontynentu na którym odbywają się mistrzostwa je wygrał. Może geniusz Messiego? Bach bach, strzeli w 10 na przykład minucie meczu super bramkę, potem postawią tzw. autobus w polu karnym i dowiozą najskromniejsze zwycięstwo… tego wszystkiego nie można wykluczyć, bo piłka nożna jest grą niespodzianek, i wziąwszy to wszystko do kupy Argentyna ma mocne 20% szans na zdobycie mistrzostwa. Będzie to jednak niespodzianka sporego kalibru i nie sądzę, by to było możliwe.  Bo Szkopki są teraz tak dobre, ze tak naprawdę sami sobie muszą coś spieprzyć, żeby tego meczu nie wygrać.  Musi Neuer puścić jakiegoś babola, któryś ze znakomitych niemieckich obrońców zaspać, albo któryś z napastników nie dać rady. Mało prawdopodobne i mój – jakże często nietrafny typ – to skromne 2-1 dla Niemiec. To dobre preludium dla rozpoczętego właśnie przez mnie urlopu. Było zwiedzanie, jezioro, teraz lampka wina, kilogram bobu i można oglądać. Przyjeżdżajcie na Mazury, naprawdę warto! Szum jeziora za oknem, mecz w telewizji, wygrana u bukmachera… cóż można chcieć więcej?

Satyrycy z marginesu

Gdy myślę o polskich „rozśmieszaczach”, zawodowych dowcipnisiach, wszelkiej maści kabaretach zastanawiam się, dlaczego polski ogólnie pojęty kabaret już się skończył? Dlaczego klasa humoru prezentowanego na łamach telewizji i w naturze dorównała poziomem klasie polskich polityków, i nie jest to bynajmniej stwierdzenie nobilitujące? Wiem wiem, nie brakuje „zabawnych” programów w ekranie tego szklanego gówna w moim pokoju. Jest „Dzięki Bogu już weekend”, „Kabaretowy klub dwójki” różne transmisje  kabaretowe na żywo bądź na martwo (hi hi) z Mrągowa, Lidzbarku Warmińskiego i pewnie wielu innych.  No dobrych parę godzin tygodniowo jakby się człowiek uparł można oglądać skecze, monologi, dowcipasy najróżniejsze. No muszę wam powiedzieć że są tak zajebiście zabawne, że oglądam je w pampersach, bo w innym przypadku byłbym regularnie posrany ze śmiechu. Turlam się po podłodze, łzy z rozbawienia mi ciekną, brzuch mnie tak boli ze śmiechu, że minimum 2 ranigasty zjadam po takim programie. Mówiąc poważniej to osiągnęliśmy dno całkowite. Dowcip rubaszny rodem z Niemiec gdzie faceci malują się, przebierają się za baby i odwrotnie – baby w spodniach z browarem w łapie udają facetów. Niejaki kabaret Limo z Gdańska (nie dziwota, PO ma tu najlepsze wyniki w Polsce) opowiadający jak to papież zwyczajnie sra i szcza i puszcza bąki jak inni ludzie i że nic w tym boskiego. Jakiś inny przezabawny kabaret wesoło opowiadający anegdotki o Smoleńsku. Formacja Chatelet przybliżająca nam kulturę pedałów – jacy oni śmieszni, zabawni, sympatyczni. Gwóźdź programu to najczęściej grający najebanych jak szpadle chamów w kufajkach mający obrazować zacofanie i pijaństwo polskiej wsi. Oczywiście są pojedyncze wyjątki, goście z kabaretu Moralnego Niepokoju czy Ani Mru Mru mają jakąś tam zawodową śmieszność w sobie, czasem rozbawią, owszem. Generalnie jednak jest to szajs. Kiedyś było z tym znacznie lepiej, polski humor śmieszył. Począwszy od intelektualnego humoru z lat bardzo dawnych w postaci „Kabaretu Starszych Panów”’ aż do końca komuny było dobrze, bo kabaret był opozycją, walczył z niewolniczym systemem, wszyscy byli „po jednej stronie” i nie była to strona prorządowa. Tu chyba właśnie jest jedna z przyczyn całkowitej degrengolady polskiego humoru, po prostu ci, co dawniej walczyli, są już po „właściwej” stronie. Nie jątrzą, nie dopytują, nie psują sielanki. Przytyki pod adresem rządu są życzliwe i delikatne, no bo co tu krytykować, skoro wszystko jest „zajebiście”? Ot żarciki, że Tusk idzie „haratnąć w gałę” albo Komorowski mówi niczym ksiądz na kazaniu. Nie znaczy to, że kabareciarze polscy nie potrafią dosadnie zjebać i skrytykować, co to to nie! Tym jebanym katolom zawsze się dostanie, temu PiS-owi zawsze warto przyjebać, a ci kibice? Ci naziści w biało czerwonych barwach? Kabareciki o miernych umiejętnościach, śliskim charakterze, niezbyt wysokich ambicjach. Gówno na gówno wpisane w ramy gównianej telewizji dla gównianych odbiorców. Dużo tego gówna generalnie. Nie wszyscy się wpisują w ten kanon lizodupstwa, konformizmu i pedalstwa, są pojedynczy artyści, starej daty na ogół którzy w ten kloaczny nurt się nie wpisują. Na przykład Jan Pietrzak czy Janusz Rewiński. Nie boją się mówić prawdy, mają swoje zasady i przekonania. Mając tez IQ wyższe od pawiana białorękiego, a więc nie są fanatykami PO. No i dziwnym trafem ci akurat artyści zostali zepchnięci na pobocze „kabaretowej sceny polskiej”, heh. Widać, już nie śmieszni. Szczególnie nie śmieszą baronów z PO i ich przydupasów. Pojechali z naszym gównianym niepolskim rządem no to rząd pojechał z nimi… Nagle, po wielu latach kariery i uznaniu wśród Polaków, dowcip Rewińskiego przestał śmieszyć rządzących i dziwnym trafem stracił wszystkie swoje programy, jak też przestał dostawać propozycje robienia następnych. Nagle, po kilkudziesięciu latach nie przedłużyli Pietrzakowi umowy najmu miejsca, w którym grał jego „Kabaret pod Egidą”, i też, cóż za przypadek, przestał dostawać propozycje występów, choć nadal jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych i lubianych polskich satyryków. Jednym słowem władza się rozprawia z niewygodnymi. Kończą karierę niewygodni satyrycy, a w ich miejsce już są nowi, jakże słuszni, pokorni i przydatni. Władza się roprawia z kim chce, a kiedy ktoś w końcu rozprawi się z tą władzą?

 zlaczeni