W 2000 roku mieliśmy pierwszy w historii wyjazd na Wigry Suwałki  i, jak do tej pory ostatni. Odległość do Suwałk zaliczała się do tych większych, aż 590 km koleją w jedną stronę. Z Trójmiasta wyruszyliśmy pociągiem na Białystok w 8 osób. Na tym wyjeździe rządziła Rumia, która wystawiła 6 zawodników ;-)  . Jak na tamte czasy był to zaskakująco niealkoholowy wyjazd, w zasadzie jechaliśmy trzeźwi. W Białymstoku mieliśmy ponad godzinę czasu na kolejną przesiadkę, wyskoczyliśmy na chwilę na miasto. Zauważyliśmy nieopodal zbierających się kilku kibiców Jagi, grali wtedy w jakiejś niskiej lidze, zbierali się na wyjazd gdzieś pod Warszawę. W pociągu już do Suwałk wesołość nasza wzbudzili jacyś Ukraińcy wyglądający na popromienne ofiary Czarnobyla. W końcu dojechaliśmy do celu. Wrażenie straszne, czy to jeszcze Polska? Dworzec wyglądał jak sklecony naprędce z przygodnych desek kurnik. W koło las i 2 taksówki przy dworcu. Do miasta chyba z tego dworca kilometr albo i dwa, no masakra po prostu. Po zwiedzeniu tego biegunu zimna wbiliśmy się na stadion już z godzinę przed meczem, za darmo zresztą. Po jakimś czasie dołączyła do nas 5 – osobowa załoga auta, więc razem było nas 13 osób.  To dobry wynik był na tamte czasy, grająca z nami w lidze Arka i Pogoń Lębork odwiedziły Suwałki po 2 osoby. Mieliśmy ze sobą dwie duże flagi i parasol biało – niebieski 8-)  . Miejscowi zebrali się w 40 osób bardzo młodzieżowego młyna, mieli jedną flagę na płot i jedną na kiju. Dopingowaliśmy całkiem nieźle. No i już przed przerwą Bałtyk zdobył prowadzenie, którego już nie oddał. W drugiej połowie miejscowi wkurzeni niekorzystnym przebiegiem meczu zaczęli nieśmiało coś wrzucać nam i Pogoni. To spowodowało reakcję, w ich młyn wpadło dwóch od nas i wypłacili kilka liści. Wtedy stała się rzecz zaskakująca – wszystkie zgredy ruszyły na nas! Chyba z 70 osób, nawet nas trochę pogonili, ale stanęliśmy przy flagach, oni też stanęli nieco dalej. Do końca meczu stek wulgaryzmów z ich strony, nawet jakaś puszka w nas poleciała, ale na krzykach się skończyło. Nie odważyli się zaatakować. Po meczu miejscowi się rozeszli, a grupa samochodowa jeździła po Suwałkach i obijała fanów Wigier, nawet skrojono jeden szalik. W Suwałkach już po pierwszym meczu przestali nas lubić jednym słowem i za jakiś czas próbowali romansów z Arką, ale chyba im do końca nie wyszło. Powrót spokojny, piłkarze podrzucili nas do Olsztyna, stamtąd z jedną przesiadką w Iławie dotarliśmy około 4 w nocy do Trójmiasta. To był ciekawy wyjazd, a opisuję go między innymi z przyczyn porównawczych. W roku 2000 kibice i drużyna Wigier byli lata świetlne za nami, a dziś? Kibice Wigier to porządna ekipa, ciężko byłoby w ewentualnym starciu z nimi. O piłce to już w ogóle nie wspominam, odjechali nam strasznie, właśnie awansowali do drugiej ligi…