A więc stało się… Nieoficjalna to jeszcze wersja, niepotwierdzona papierami, ale fakt jest faktem… Od dziś jestem posiadaczem ziemskim. Pani emerytka trochę zaszalała z ceną, ale w końcu przystała na moje warunki no i wraz z moją żoną jestem właścicielem działki. Jutro wizyta u notariusza i takie tam. 500 metrów kwadratowych nowej posiadłości, domek,, folia krzewy, no sielski krajobraz po prostu… Swoją drogą takie kupowanie działki to jak głębiej pomyśleć, oznaka starzenia się i biedy. Starzenia, bo to panie posiedzieć, pogrzebać w ziemi, grilla zrobić… A kiedyś się chciało świat zdobywać. Biedy, bo można 800 metrów od domu udać się „na wczasy”, taki zamiennik wyjazdu na Mazury czy w góry… Myślałem, czym by tu się zająć na takiej działce, najlepiej czymś niezbyt legalnym. W grę wchodził mały, zaciszny burdelik, plantacja konopii, punkt dealerski bynajmniej nie Forda, produkcja nielegalnego alkoholu albo punkt z hot dogami, w praktyce pralnia brudnych pieniędzy. Niestety połowica moja sprowadziła mnie na ziemię, stanowczo żądając uprawy warzyw, hodowli kwiatów, rekreacji i wypoczynku. Czyli z bałaganu nici… No trudno – co zrobić.

Kupiłem sobie ostatnio tygodnik „Do Rzeczy”, aby poczytać. Generalnie kupuję raz w tygodniu, no czasami częściej „Przegląd Sportowy”, raz w miesiącu „To My, Kibice” no i tygodnik „Angorę”, ale ten mnie drażni coraz mocniej, bo czytuję tam różne lewackie artykuły w stylu Sobczaka, Szpaka czy Martenki, sam Korwin -  Mikke  swymi zjadliwymi prawicowymi tekstami tego pisma nie uratuje, a że poziom merytoryczny artykułów tego pisma także spadł, zastanawiam się nad zmianą periodyku. „Nie” Urbana odpada, „Wiadomości Wędkarskie” również, „Markiza” dla zwolenników BDSM już nie wydają – szkoda, kurde ;-)  . No i czytam te „Do rzeczy” i tak powiem szczerze, nie jest może najgorzej, ale na kolana też nie powala. Oczywiście zacząłem od przedostatniej strony, tam pisze Łysiak, ale akurat nie napisał w tym numerze niczego zaskakującego, bo opisywał Ronalda Reagana z okazji 10 rocznicy śmierci tego pana. Reagan jest największym bohaterem dzisiejszych czasów, bardzo wiele zrobił i dla Polski, jak i dla upadku sowieckiego imperium zła, zresztą jedno z drugim się łączy. Tyle że ja to wszystko wiem, poczytałbym coś innego. Inne felietony raz lepsze, raz gorsze, nie z wszystkimi dziennikarzami piszącymi dla „Do Rzeczy” sympatyzuję. Ogólnie myślałem, że będzie ciekawiej. Na koniec śmiesznostka – jest taka dziwna aktorka, Szczepkowska, ta która kiedyś ogłosiła, że skończył się komunizm. Myślałem że to baba o zapatrywaniach prawicowych, a okazało się, że pisała felietony dla „Wysokich Obcasów”, dodatku do… „Gazety Wyborczej”, skąd przeszła do… „Do Rzeczy”. No i właśnie po wydaniu 26 numeru, tego który sobie kupiłem, Szczepkowska zrezygnowała z pisania dla tej gazety, a to na skutek okładki, na której jest Tusk z ryjem pomalowanym niczym Indianin i jest tekst „Tusku odejdź”.  Pani Szczepkowska wyjaśniła, że odchodzi, bo nie zgadza się z linią programową pisma, bo Tusk nie jest według niej wszystkiemu winien… No muszę to w końcu napisać: debilka. „Wyborcza” nie pasuje, „Do rzeczy” nie pasuje, no szkoda naprawdę że tego „Markiza” już nie wydają, może odnalazłaby się jako seksistowskie, pełne przemocy wcielenie potwora doktora Frankensteina z pejczem wysadzanym ćwiekami na ten przykład 8-)  ?

Dziś, spontanicznie, korzystając z pięknej pogody (znając życie – długo nie potrwa) udaliśmy się nad jezioro. Przy wejściu na plażę chronioną widziałem tabliczkę – zakaz wprowadzania psów. Tak sobie pomyślałem, że taki zakaz jest trudny do wyegzekwowania. Bo co zrobić, jak pies przyjdzie po cywilu? Bez munduru? Ja wiem, przeciętny pies ma matołectwo i debilizm wypisany na twarzy, są jednak wyjątki, które dobrze się maskują. Takiego psa można bez problemu wychwycić za pomocą podchwytliwego pytania, np. o stolicę Polski, z dodawania w zakresie dziesięciu lub jakiego koloru jest kolor niebieski. Jeżeli na takim pytaniu się wyłoży, na 90% jest to milicjant, ale może też to być Wałęsa albo Krzywonos, więc system nie jest stuprocentowo pewien. Zresztą nie widziałem przy furtce na plażę bramkarzy – selekcjonerów, więc obawiam się, że niejeden pies się przemycił. Krzywonos nie dałaby rady, bo nie ma takiej furtki, przez którą by się przecisnęła.

Dziś w telewizji widziałem w jakimś programie informacyjnym, jaki to „problem” mają ludzie z jednego z warszawskich osiedli. Otóż w spożywczym pani sprzedaje dynks spod lady, no denaturat innymi słowy. No i jest problem, bo przychodzą menele i ten denaturat kupują i go – co tu ukrywać – wypijają. Pani wyczuła biznes, bo ponoć smakoszy fioletowej jest w tamtych okolicach niemało. No i dziennikarz zasrany chodzi po osiedlu i dopytuje, czy faktycznie wszystkich to wkurza, że menele kupują dynks. Pyta też pani sklepowej, dlaczego go sprzedaje, oraz psów, co robią żeby problem zniknął. Ten cały program to jakiś jeden wielki bzdet, kretynizm do potęgi entej. Denaturat jest dopuszczony do normalnej sprzedaży jako środek chemiczny, a czy ktoś go pije, myje nim szyby, czy smaruje sobie dupę – jego sprawa. Więc nic tu nie ma pod względem prawnym do roboty, program wyjęty z dupy! Psy to nawet powiedziały, że mogą babie na kant tyłka skoczyć, bo nie robi nic bezprawnie. Nie kumam też baby sklepowej, która na hasło „towar” wyjmowała denaturat spod lady i goniła go klientom. Czego tu się wstydzić, co tu ukrywać? Ja bym walnął wielką fioletową butelkę z kartonu przed sklepem z jakimś wesołym wierszykiem zachęcającym do kupowania. Menele kupowały sobie małą flaszkę dynksu za 2,50, po swojemu rozrabiały i było z tego imprezy na cały dzień. Na więcej ich nie stać, a wypić mają prawo ile tylko chcą – nie jest to zabronione póki co. Nie wchodzą nikomu w drogę i piją za swoje. Burzą się jacyś zasrani emeryci, którym wszystko przeszkadza. Sami całe życie chlali, na pewno nie raz byli obrzygani, spali na ławce w parku, tłukli swoje baby po paru głębszych. Teraz na to są za starzy, więc uprzykrzają życie innym. Nie przyburzą się do cwaniaków którzy grupkami chleją wódę pod sklepem, nie przyburzą się do małolatów którzy śmigają naćpani po osiedlu, tylko burzą się do meneli, którzy im nie mogą dać po ryjach, skarżą na nich dziennikarzom i psom. Stare ubeki, konfidenci dzielnicowi, jebane społeczniaki. Wczoraj skarżyli się w partii, dziś dzwonią do TVN-u. Wczoraj biegli skarżyć do milicji, dziś… też do milicji, choć nazwa chyba inna. A dziennikarz –  szmaciarz podchwycił obsrany, nic nie warty temat. Myślał że zabłyśnie, a tu klapa. Menele! Piszę do was, choć wiem że niewielu z was ma kompa z netem. Znam jednego waszego drinka – przepuszcza się dynks przez bułkę paryską, dodaje sok pomidorowy i podobno – miód malina, whisky się chowa . Na zdrowie!