Ech jak słodko się pracuje blisko domu… 20.30 na zegarze, a ja już w domu od dawna… Kasa w banku wpłacona i zaraz stracona na różne haracze, zakupy zrobione, piesek zaliczył długi spacer… Niemcy zrobili swoje, Francja nawet nie kwiknęła zbytnio w meczu mistrzostw… Francja tak generalnie ma, że jak się biorą za nią Niemcy, to nawet nie kwiknie i poddaje się bez większej walki. Tak było w różnych starciach francusko – niemieckich, tak jest też i w tych mistrzostwach. No, ale zawsze i tak mają lepiej od pedałkowatych Włochów, bo mieli swoje 5 minut w postaci Napoleona Bonaparte. Siedzę tak sobie, wypoczywam z lekka i myślę… myślę, że jakaś myśl mnie nachodzi, ale jeszcze nie wiem do końca jaka. W domu sam jestem, pies zmęczony zalega na łożu, kobieta na babskim grillu… To nawet i trochę dobrze, bo choć tęsknię za swoją kobietą, to i sam być lubię, muszę przyznać… nawet bardzo lubię. Dziwne są te sprzeczności w człowieku. Uwielbiam, ponosi mnie atmosfera meczowa, doping, race, awantury, szaleństwo, adrenalina, w koło mnie 1000 ziomali z Bałtyku… poniosło mnie trochę, tylko raz w historii było nas 1000 w młynie :roll:  Ale nie w tym rzecz. Fanatyzm, atmosfera, pełno ludzi złączonych w jednej idei… mecz, koncert, pielgrzymka kibiców – jest super. I z drugiej strony – być samemu, ukoić swe myśli, nie gadać z nikim… Komputer, książka, czasem mecz w tv… Hałas jest piękny, stymulujący, energetyzujący… Cisza – dokładnie tak samo… Wszystko zależy od nastroju chwili. Też tak macie? Czy tylko ja mam takie rozdwojenie jaźni? Melancholik czy choleryk? Dr Jekyll czy Mr Hyde? The Prodigy czy Beethoven? Różnie to bywa. Podczas bicia w mordę melancholia się nie sprawdza. Podczas romantycznej kolacji przy świecach o zadymach się nie prawi… no dobra, zdarzało się, ale to udane randki nie były :mrgreen: . Kukam przez okno, temperatura mocno letnia, niepokoi mnie. Niepokoi mnie, że lato przyszło za szybko. Już ja znam swoje szczęście, przygrzeje jeszcze kilka dni, potem mam urlop i 3 tygodnie pompa i wichury, a potem znów się pięknie wszystko unormuje. Jak już wrócę do pracy. Wrrr… Patrzę sobie przez okno… niczym „Okno na podwórze” Hitchcocka, heh – zabawna dygresja. Patrzę i słucham… coś przerywa mi sielankę świergotania ptaków i szumu wiatru… odgłosy jakieś… Hmmm… Już wiem. To odgłosy dzieciaków. Kilku chłopaków może 12 – letnich gra sobie w piłkę… To dziwne. Grają w piłkę? Jakie to miłe, myślałem że wszyscy chłopcy w ich wieku siedzą przed kompami. Nic to, że grają na trawniku, do boiska daleko, trzeba się cieszyć, że ktokolwiek chce jeszcze grać w piłkę. Aaaa niech tam i szybę sobie jakąś wybiją. Tak się zaczyna przygoda, jeb! I nie ma szyby, ucieczka, gonią czy nie gonią? Gorzej jak piłka po wybiciu szyby wpadnie do jakiejś piwnicy czy pokoju. Jak byłem takim 12 – letnim srajtem, to była jeszcze głęboka komuna, rok 1985. Posiadać elegancką piłkę do nogi to było nie byle co. Tam gdzie grywałem w piłkę, a chodziło się kiedyś codziennie, na 20-30 chłopaków były ze 2-3 piłki, ja też miałem. Koniec szkoły – plecak czy może raczej tornister w kąt, na podwórko i do nocy się grało. To były czasy! A więc już wiem, jakie mnie naszły myśli… nie polityczne tym razem, nie sportowe, tylko te najgorsze – wspomnieniowe. Okropne! Wiecie czemu..? Bo oznacza to, że się starzeję… Przez długi czas człowiek w ogóle nie zaprząta sobie głowy tym, co było wczoraj. Potem od czasu do czasu wspomina – to mój etap właśnie – aż w końcu wkracza w epokę dziadowania i żyje tylko wspomnieniami… Ludzie na starość żyją gdzieś w 75% wspomnieniami, w 25% życiem realnym, współczesnym… Ten procent się cały czas zmienia na gorsze, aż staruszek fiksuje do końca albo schodzi z tego łez padołu. Ech dość marudzenia… czegoś mi brakuje… To chyba ciągle jest szklanka whisky z odrobiną lodu? 16 miesięcy mi mija jak nie chleję, a ta whisky mi z głowy nie chce wyjść. „Whisky moja żono” ;-) ? No trudno, wezmę sobie w zamian Dr Peppera, taki głupi napój gazowany, który mi ostatnio zasmakował. Zbliża się czas, w którym mam nadzieję Brazylia zapłacze. Wierzę że Kolumbia ich opędzluje , mocno wierzę! Nie lubię faworytów, pewniaków, frajerów wożonych przez sędziów! Kolumbio niszcz gamoni z Brazylii! Ooo co widzę, pierwsza szklana telewizji, Materna jest w studio. Mecz czas zacząć, wyłączam się, ale przecież niedługo wrócę ;-)