Chyba niezbyt wiele w swym życiu obejrzałem filmów szwedzkich reżyserów. Kraj ten bowiem bardziej słynie z Volvo, wysokich podatków, potopu i bufetu… szwedzkiego rzecz jasna, niż filmów ;-) . Ten film o dość długim tytule zapowiadał się ciekawie i nie zawiodłem się. Inteligentna komedia, w której obeszło się bez odgłosów pierdzenia, wzajemnego kopania się w dupę i „sympatycznych” pedałów. Facet, który doprawdy wiódł ciekawe życie w końcu usadowił się w domu starców. Właśnie nadszedł dzień jego setnych urodzin, kiedy to zerwał się przez okno i opuścił swoje miejsce zamieszkania. Za resztę swoich pieniędzy kupuje bilet na autobus na jakąś zapierdzianą wiochę, i tu o dziwo jego życie nabiera tempa… pewien przypadek pociąga za sobą lawinę wydarzeń. Allan Karlsson, bo tak się ów stulatek zwie, pakuje się w niezłą zadymę, w której występują różne dziwne świry, walizka pełna kasy, gangsterzy i safandułowaty gliniarz. Towarzyszy temu mnóstwo wybuchów, jest kilka trupów, ukradziony słoń z cyrku… Film ma dobre tempo, jest zabawny i sympatyczny tak, jak jego główny bohater. Dobrze się ogląda, jest czasem śmiesznie, zdecydowanie trzeba go zaliczyć, to wartościowa czarna komedia, jakich tak niewiele w dzisiejszych czasach… w mojej ocenie – 8 (0 – 10).

stulatek