Bardzo wolno idzie mi pisanie mojego osobistego alfabetu, tymczasem muszę zacząć się śpieszyć, gdyż ponoć byłem podsłuchiwany przez podstawionego kelnera w barze piwnym „U Mietka” podczas konsumpcji 9 piwa… Ponoć mówiłem rzeczy kompromitujące mnie i mój kres jako osoby publicznej i kształtującej świadomość Polaków zbliża się ku końcu… No chyba że „nic się nie stało” niczym w naszym rządzie… Dziś kolejna, niezbyt ciekawa litera, czyli „C”…:

Cham – Te określenie, jak też i kilka zbliżonych dość często słyszę w odniesieniu do swojej osoby. Wy też, czy jestem wyjątkiem? Zauważyłem, że określenie „cham” to pojęcie pejoratywne, niekiedy odpowiadam na to „ale jaki słodki”, acz riposta ta nie spotyka się na ogół z życzliwym przyjęciem. Generalnie chamem jestem określany wtedy, gdy szczerze i uczciwie mówię to, co myślę. To dziwne, szczerość w tym kraju nic a nic nie jest ceniona. Gdy spotykam na swej drodze klienta, spoconego dziada o ryju ubeka, wiedzącego wszystko lepiej i wychwalającego czasy minione, czasem nie zdzierżę i puszczę mu wiązankę, niekoniecznie orchidei. W wulgarnych i agresywnych słowotokach, na ogół monodramach osiągnąłem całkiem wysoki stopień profesjonalizmu, potrafię  nawet w 2 minuty zniszczyć, zbrukać i upokorzyć takiego dziada i wtedy to właśnie słyszę, że jestem chamem 8-) . Czyli to chyba jednak słowo o wydźwięku pozytywnym, tym bardziej że często słyszę o chamstwie tam, gdzie tego chamstwa nie widzę, a właśnie szczerość i dążenie do prawdy. Pamiętam z czasów minionych, gdy jeszcze w związku nie byłem, że panny, do których człowiek dobierał się już na drugiej, bądź – o zgrozo – na pierwszej randce, też mawiały „ależ, Rafał, cham z ciebie” 8-).  Co jednak zauważyłem –  znacznie wolały takich „chamów” niż elokwentnych i ułożonych filozofów rozprawiających na randce o teorii interwencjonizmu państwowego Keynesa.. Co zrobić byłem chamem, jestem chamem  i zapewne do końca dni moich chamem pozostanę… Dlatego na łamach Wolnej Polski zawsze możecie liczyć na słowa prawdy. Macie dość chamstwa? To zmieńcie portal na pudelek.pl  8-)

c3

„Che” Guevara – Jeden z najbardziej zaskakujących dowodów manipulacji i ogłupiania ludzkości. Bandyta, śmieć, morderca, manipulator, komunista i zwyczajny bandzior, jakich wiele. Tymczasem wśród lewackiego ścierwa urósł do walki symbolu, nie do końca wiem jakiego… Wolności? Walki? Przyjaciel Fidela Castro, niedorobiony lekarz, działał jak typowy południowoamerykański bojówkarz lewacki – za pomocą szantażu, morderstw, konfidenctwa, demagogii… Zginął w ten sposób, że dość go mieli ci, których „wyzwalał”, czyli boliwijscy chłopi, i zamiast wstępować w szeregi jego bojówek wydali go wojsku. Guevarę zabito, skończył adekwatnie do swojego życia – jak śmieć, i doprawdy niewyjaśniona dla mnie jest zagadka jego kultu, był nikim i zdechł jak nikt. U nas też są takie przykłady, przez wielu na piedestał wynoszony jest np. konfident, zdrajca, szmata i tępe bydlę, niejaki Bolek Wałęsa zwany też jako Lejba Kohne. Przykładem odwrotnym za to jest np. Pinochet, który był bardzo pozytywnym i odważnym człowiekiem, a przez mainstreamowe lewackie światowe media jest przedstawiany negatywnie…

c5

Czas – Był kiedyś taki śmiesznie żenujący piosenkarz Dr Huckenbusch, który problem czasu poruszył w  jednym ze swych utworów, a mianowicie zaśpiewał  „O k…a mać, jak zap…la czas”. Ta, wypowiedziana w nowatorski sposób kwestia oddaje istotę problemu. Czas to niebywały luksus i faktycznie zap…la, aczkolwiek jest to (czas) pojęcie względne. Inaczej nam leci, gdy rozbiera się przed nami 19 letnia podpita nimfomanka z rozmiarem 75 F, a inaczej, gdy idziemy w poniedziałek rano skacowani strasznie do roboty w 30 stopniowym upale z możliwością nadgodzin za marne grosze…  Nieco inaczej o czasie mówi Pink Floyd w epokowym kawałku „Time”:  „Ticking away the moments that make up a dull day, You fritter and waste the hours  in an offhand way”  czyli mniej więcej „Tykanie zegara wypełnia chwile szarego dnia, Marnujesz i trwonisz godziny, które otrzymałeś”. Też nic dodać nic ująć, aczkolwiek Roger Waters jest nieco subtelniejszy od Huckenbuscha ;-) . To fakt niezbity, cały czas marnujemy i trwonimy swoje godziny, np. na oglądanie telewizji, czytanie „Gazety Wyborczej”, robienie zakupów w markecie w niedzielę, picie piwa puszkowego, czytanie programu wyborczego Twojego Ruchu czy chodzenie na mecze Arki Gdynia… To ostatnie to już robią wyjątkowi, ohydni dewianci o tendencjach homoseksualnych, ale są i tacy! Nie żartuję. Jeżeli chodzi o najważniejszą kwestię czasu dotycząca mojej skromnej osoby, to zauważam, że mam coraz mniej czasu na zobaczenie Bałtyku w lidze mistrzów, ideałem byłby taki mecz z Paris Saint Germain przerwany w 10 minucie i już nie wznowiony z powodu najazdu 1000-nej armii Hunów z Bałtyku i awantury z chuliganami PSG na trybunie bulońskiej… To było zawsze moim marzeniem i kiedyś byłem pewien, że czas mi pozwoli doczekać tej chwili, ale minęło 20 lat i moje marzenia oddaliły się zamiast przybliżyć… Zaczynam mieć wątpliwości , czy czas okrutny pozwoli mi doczekać realizacji tych marzeń, bo patrząc co dzień rano w lustro coraz częściej dane mi jest powtarzać słowa pioseneczki Dr Huckenbuscha… :twisted:

c1