Wiele jest kapel muzycznych, których słuchałem w młodości, począwszy od lat 80-tych, do których mam sentyment ze względów chyba wiadomych. To były fajne czasy, muzyki się słuchało na kiepskich nośnikach, jakość tego wszystkiego była co najwyżej średnia. Ale to nie przeszkadzało. Dużo się słuchało muzyki polskiej wtedy, zagraniczna była mniej dostępna no i nie miała tej siły przekazu, czyli zrozumiałych słów, odnoszących się do naszej teraźniejszości… która w połowie lat 80-tych specjalnie różowa nie była. Teraz zresztą też nie jest.  Chcę dzisiaj wspomnieć o kapelach upadłych… którym jakoś przedziwnie spadek formy artystycznej nierzadko połączył się z zaangażowaniem w politykę i wybory te były delikatnie rzecz biorąc nietrafione. Kiedyś kapele buntu, kontestacji otaczającej rzeczywistości, nastawione anty… do kurewstwa, syfu i komuny, dziś już nierzadko nastawione prorządowo, miękkie faje, podstarzałe pierdzistołki. Bez wyrazu, bez jakości, bez niczego sensownego, poziom muzyczny jakiś Kwiatkowskich i Grzeszczak (nie Margaret! Ona jest słodka, lubię ją :lol: ), nadal wydaje im się, że mają coś do powiedzenia, ale to już jest naćpany bełkot, nic wartościowego. Jak to śpiewał Perfect „Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść…” aczkolwiek sam wykonawca tego utworu, o ile jeszcze nie zszedł ze sceny, to czas już ku temu najwyższy, ciekawe czy o tym wie.  Zaczniemy od Big Cyca. Kiedyś fajna kapela, naprawdę lubiłem. Od 1990 roku poczęli grać, ich pierwsze płyty to „Z partyjnym pozdrowieniem” i „Nie wierzcie elektrykom”, bardzo udane, podobnie jak następne „Miłość, muzyka, mordobicie” oraz „Wojna plemników”. Potem już tylko było coś w stylu the best z kilkoma nowymi utworami czyli „Nie zapomnisz nigdy” i jak dla mnie właściwie Big Cyc się skończył. Skończyły się czasy pomarańczowej alternatywy, protestów wraz z UPR-em  w sprawie podatków,za to Skiba stał się gwiazdą dziennikarstwa. Wszędzie go zrobiło się pełno, tylko że niestety wraz ze swym przyjacielem Koniem Konnakiem stawał się coraz głupszy i stan ten permanentnie się pogłębia do dni dzisiejszych włącznie. Płyty Big Cyca stawały się coraz gorsze, ich poziom leciał na łeb na szyję wraz z poziomem pseudo celebryckich zachowań, komentarzy i felietonów Skiby. Nadal pisze ironicznie o komunistach, lewakach i czarnuchach, ale życzliwa to ironia, nie braknie w niej elementów drobnej sympatii, za to walka z kościołem stała się w świadomości Skiby kwestią nadrzędną. Upadek całkowity. Posłuchajcie sobie jego utworu z ostatniej nadającej się do słuchania płyty o nazwie „Wszystko gnije”, o tym jak etos solidarności zagubiły, zniszczyły i zdewaluowały te wszystkie Bolki, Niesiołowskie, Krzywonosy i inne indywidua… Przynamniej ja tak ten utwór rozumiem i o to chodzi, aby rozumieć po swojemu.



Następnym wykonawcą, który „kiedyś grał” a obecnie mało że jest nikim od strony muzycznej, to jeszcze jest służalczym pachołkiem systemu, jest pani Kora Jackowska z zespołu Maanam. To biedna, upadła kobieta. Kiedyś grała rewelacyjnie, bardzo lubiłem Maanam z moich bardzo młodych lat. Ostatnia płyta Maanamu, ostatnia kiedy naprawdę grali to „Derwisz i Anioł” z 1991 roku, to ta płyta z „Wyjątkowo zimnym majem”. Na tym w zasadzie Maanam się skończył. Dziś to jest stara kobieta, ćpająca i zamawiająca paczki z narkotykami na imię i nazwisko swojego psa. W oparach alkoholu i marihuany pani ta z przeciwniczki i kontestatorki stała się piewczynią systemu, ulokowała się w nim świetnie, no i ustawiła się na lata. Ze śpiewaniem u niej marnie, więc jest jurorką za niebagatelną kasę w talk show „Must Be the Music” i tam może bezkarnie dawać upust swym talentom oratorskim (fakt faktem na muzyce się zna, nikt jej tego nie odbierze) i pluć w koło jadem na wszystko, co związane jest z wiarą, kościołem lub PiS-em. Nienawiść do systemu przekuła w nienawiść do wartości duchowych, intrygująca i dziwna przemiana. W roku 1983 Maanam nagrał świetną płytę, której tytuł jak też wiodący singiel to „Nocny Patrol”. To nie mogło się spodobać komunistycznym cenzorom z ul. Mysiej w Warszawie, kawałek o nocnym patrolu podczas stanu wojennego i godziny milicyjnej. Błysnęła odwagą, bo mogli jej zamknąć karierę raz na zawsze, nie takich ludzi wtedy łamano. Oczywiście natychmiast dostała odpowiedź, że płyta ta absolutnie nie pójdzie. No to Maanam wziął się na sposób i nagrał tą samą płytę w wersji angielskiej – „Night Patrol”. Czy to cenzorzy byli durni i nie umieli sobie przetłumaczyć, czy też uznali, że w niewyedukowanym lingwistycznie społeczeństwie taka płyta szkód nie narobi – dość powiedzieć, ze w angielskiej wersji płyta poszła. Potem stan wojenny się skończył i w końcu puszczono na rynek płytę w wersji polskiej i tym samym kuriozum, przynajmniej jak na tamte czasy stało się faktem. „Night Patrol” wyszedł w 1983 roku, „Nocny Patrol” w 1984. Posłuchajmy jak to „Oddech zmęczony, tupet nerwowy  – sypie się szkło…”, bo teraz już Kora nic podobnego na pewno nie zaśpiewa, no chyba że (ale świnia ze mnie) zrobi sobie jakiś cover Chemical Brothers na dziale onkologii w szpitalu…

Myślałem, kogo jeszcze by tu wrzucić. Budkę Suflera? Perfect? Wiecznie żywą niczym Lenin Marylę Rodowicz? Wielu jest jeszcze kandydatów na listę hańby, ale już wystarczy, chciałem tylko zwrócić uwagę, jak to ludzie się zmieniają, jak alkohol i narkotyki mogą zmienić fazę na bani, jak niektóre prostaki się pogubiły gdy „upadła” komuna… Zjechały czołgi z ulicy, Rosjanie nie stacjonują u nas, i już nie wiedzą co robić, kto jest swój, a kto wróg. To się nazywa brak permanentnej logiki i samodzielnego myślenia. Tak wiem, wielu ludzi ma z tym problemy, ale artyści rzekomi, którzy kształtują w dużym stopniu gusta, myślenie swoich fanów powinni od siebie wymagać więcej i widzieć szerzej… Niestety różnie z tym bywa. A jeżeli czytają mnie różni gówniani „artyści” i cieszą się, że o nich nic nie skrobnąłem, to uważajcie – radość wasza jest przedwczesna. Redakcja Wolnej Polski wszystko widzi i wszystko wie, i nikt jej surowej acz sprawiedliwej ocenie nie umknie. Wszystko jest kwestią czasu  :twisted: