Znamy smutną historię ostatniego ćwierćwiecza, gdy to na fali euforii z powodu upadku komunizmu zmienialiśmy świat na lepsze… Okazało się, że tylko nam się wydawało, że zmieniamy, i tylko nam się wydawało, że komunizm upadł. Lata minęły, u jednych oszołomienie minęło szybko i dopuścili do siebie prawdę po kilku latach, u innych trwało dłużej, a są też i tacy, u których trwa do dziś, ale to już raczej albo debile albo ludzie źli, świadomie zniekształcający fakty. Wszyscy znają już historię prawdziwą „Okrągłego stołu”, poprzedzającej go „Magdalenki”, historię werbunku i wiernego wywiązywania się z powierzonych zadań przez kapusiów SB. Znamy nazwiska zdrajców a efekty ich działań szukać daleko nie trzeba. Wystarczy wyjść na ulicę. Jest fasada, przykrywka, którą można pokazywać w telewizji i którą można się chwalić w programach propagandowych. No bo przybyło przecież autostrad, przez te lata… ze sporym opóźnieniem i najdroższe na świecie, ale są. Przybyło nam stadionów, w tym narodowy… najdroższy na świecie, ale jest. Bloki stały się bardziej kolorowe, wszędzie pełno jest krzykliwych, kolorowych reklam, każdy ma komórkę, lub kilka, a w sklepach półki uginają się pod ciężarem dóbr wszelakich. Kanałów w telewizji w najpodlejszej tv osiedlowej jest 50, ale żaden problem mieć ich 5.000, wszystko zależy od wykupionego pakietu. Można jechać za granicę, do pracy i na wycieczkę, chcesz na Malediwy? Proszę bardzo, chcesz na Bora Bora? Czemu nie. Wpłać kasę tylko, w twoim mieście na pewno jest kilka biur podróży. Chcesz sexu? Wchodzisz na portal internetowy i w 10 minut masz telefon do odpowiedniej panny, za parę złotych. Zmywak w Anglii, mecz pucharowy we Włoszech, pigułki w Amsterdamie, rejs statkiem po Nilu, safari w Kenii. To wszystko masz ot tak, pstrykniesz, zadzwonisz, zapłacisz  i masz. Warto było, zmiany zaszły, jest dobrze! Może tak pomyśleć debil po otrzymaniu solidnego zastrzyku ogłupiającego. Mógł tak pomyśleć pijany kibic z Irlandii będący tydzień w Polsce na mistrzostwach Europy. Bo whisky było dobre, kurwiszony na każdym kroku, uśmiechnięty (bo rolujący cię, irlandzki baranie) taksówkarz stoi pod hotelem i zaprasza do siebie. Gdy mieszkasz jednak dłużej niż tydzień w tym kraju, gdy myślisz choć trochę, gdy umiesz wyciągać wnioski, fasada pęka. Mur kłamstwa lichy coraz bardziej jest i wali się, niczym mury Jerycha po zadęciu w trąby przez żydowskich siedmiu kapłanów… Mur już legł w gruzach i mamy wszystko jak na dłoni, i oto widać gówno. Lawa gówna, potoki gówna w jakie zmienione jest nasze życie. Bo faktycznie autostrad przybyło, ale jeżdżą po nich głównie samochody firmowe, prywatna osoba zastanowi się zanim zaleje paliwa, którego litr kosztuje tyle co 40 minut pracy. Bo sklepy faktycznie pełne, tyle że bankrutują jeden po drugim, bo ludzie przychodzą tylko po chleb, kaszę i mleko. Ponad 2 miliony ludzi uciekło z kraju, z tego 90% żyje za granicą jak szczury, w nędzy i upokorzeniu ciułają po 2 funty dziennie, może starczy na wpłatę na kawalerkę w Polsce po kilku latach oszczędzania, jak pan murzyn z pracy nie wywali przedtem. Mimo tylu wyjazdów bezrobocie nadal rekordowe. Padają firmy, przemysł, obniża się standard życia. Rośnie liczba samobójstw, morderców i dewiantów. Baby boją się rodzić dzieci, bo rodzina może zdechnąć z głodu, bo tylko tata ma etat, zarabia 2 koła i cieszy się, bo inni mają gorzej. Ludzie w rozpaczy wołają „wróć komuno”  i wcale im się nie dziwię. Oni nie muszą rozumieć, że komuna trwa nadal, że fasada, otoczka tylko się zmieniła. Oni pamiętają, że jak człowiek do partii się zapisał, to i do sekretarza partyjnego mógł pójść na skargę, z głodu na pewno by nie umarł. A teraz umierają. Umierają renciści z 900 zł na rękę co miesiąc, gdy za czynsz dają 500, trochę na prąd i gaz i zostaje comiesięczny dylemat: żreć za te 300 czy kupić te leki co doktor przepisał? Zdechnąć z głodu czy z choroby? Syn nie pomoże, bo pracy nie ma od 15 lat i się rozpił. Poskarżyć się nie ma komu. Nędza, syf i brak perspektyw na lepsze jutro. Jednak przy tym wszystkim jest i to wcale nie taka mała grupa, która na „zmianach ustrojowych”, na „25 latach wolności” wyszła świetnie. To ci, którzy trzymali za stery w roku ’89 jak też w latach wcześniejszych i późniejszych. Kilku tysiącom ludzi powodzi się w tym kraju naprawdę dobrze: starym ubekom, ludziom z nocnej zmiany, zdrajcom z „Solidarności” od Bolka Wałęsy począwszy, neokomunistom spod znaku PO, no jeszcze trochę można by wymieniać. Wszystko to wie ten, kto chce wiedzieć, kto kojarzy fakty i w zasadzie nie ma co się powtarzać, bo pisałem o tym nie raz. Nurtuje mnie inny problem – kto dzisiaj pociąga za sznurki? Kto dzisiaj, niczym Nowicki w „Wielkim Szu” rozdaje karty? Karty znaczone, oszukane, muszą wygrać ci, którzy są ku temu namaszczeni. Kto wypełni kolejny tom „Alfabetu Szulerów”, jeśli takowy Łysiak będzie chciał kiedyś napisać? Trochę takiej wiedzy mamy, aczkolwiek na pewno czymś będziemy zaskoczeni. Dotychcas rządzący renegaci powoli będa odchodzić od władzy, niebawem czekają nas więc kolejne przykre zaskoczenia. Ktoś kogoś namaści na nowych rządzących, tradycyjnie „z tylniego siedzenia”. Komuś opadnie maska sympatycznego patrioty i zobaczymy ohydny mongolsko – sowiecki ryj z żydowskimi świdrującymi oczkami. Niejeden autorytet padnie, obawiam się że niejeden kolejny „piewca wolności” okaże się szmatą. Bo chyba nikt nie wierzy w to, że neokomuna nie ma planu „B”. Oni dobrze wiedzą, że czas  Platformy Obywatelskiej się kończy, jak nie teraz, to za pół roku, rok, najdalej dwa. SLD chyba do władzy nie dojdzie, trzeba dać ludowi kogoś nowego, „wiarygodnego”, niczym Wałęsa i jego banda w 1989. Korwin Mikke chyba się nie nadaje, zbyt kopnięty, a tym samym niewygodny do prowadzenia przez oficerów prowadzących, więc może Kaczyński? Wieczna opozycja dopcha się do władzy, zna się z tymi wszystkimi ch…mi, od 30 lat siedzi w tym bagnie. Obydwoje siedzą od wielu lat, obydwoje Żydzi z pochodzenia, Goldberg i Kalkstein, a Żydzi pójdą na wszystko, byle kasa się zgadzała. I najlepiej na świecie umieją udawać, np. prawdziwych patriotów, np. antykomunistów… Może ktoś z Ruchu Narodowego jest już namaszczony? Bo czas nacjonalistycznych partii, ich dojścia do głosu zbliża się wielkimi krokami, Francja, Węgry, Anglia, Niemcy, coraz więcej w tych krajach nacjonaliści mają do powiedzenia, ci co rozdają karty dobrze o tym wiedzą, szulerzy to najwyższej klasy. Strzelam ślepakami na razie, być może obrażam uczciwych ludzi, posądzam niesłusznie, ale też i wiem że mam rację,tylko jeszcze nie wiem „kto”.  Ta banda bardzo złych ludzi rządzących Polską od wielu lat zawsze jest przygotowana na kolejną transformację systemu. Trzymający władzę to parafrazując „Wielkiego Szu” nie jest naiwny drobny cwaniaczek z postoju taxi, to nie jest też małomiasteczkowy macher Mikun ogrywający głupszych od siebie, to jest sam Wielki Szu, który niczym Nowicki w swej popisowej roli gra tak, byś do samego końca myślał, że wygrywasz… Grasz w pokera, myślisz że jesteś dobry, dobierasz trzy karty i masz fula maxa, trzy asy na dwa króle… Fortuna jest już blisko, czujesz przyspieszone bicie serca, poker jest twój, a Polska jest nasza, wygraliśmy w końcu wybory… Ale po drugiej stronie stołu siedzi On. Przytrzymuje twoją rękę, która już zgarniasz forsę ze stołu. Ma karetę z 4 dziewiątek. Leżysz. Leżysz i kwiczysz, a tak bardzo miałeś nadzieję… „Wielki szu” to bardzo mądry i pouczający film, jeśli jakimś cudem ktoś go jeszcze nie widział – polecam. Ale tu nie o film chodzi. Jestem zły, zgorzkniały i nieufny. Nie wierzę tak do końca nikomu. Pchnęły mnie ku takiemu zachowaniu złe czasy i źli ludzie. Nie ufam nikomu w pełni, bo nikt na to nie zasługuje. Muszę się dowiedzieć, kto rozdaje karty i kto jest przewidziany na stołki w najbliższych latach. Chętnie wykonam na nim (na nich) jedyny słuszny wyrok: śmierci. W moim kodeksie on nadal funkcjonuje. No nie wierzę w dobrych ludzi i prawdziwych 100 – procentowych patriotów z aureolą nad głową i zastępem dobrych aniołów im towarzyszących. Może się mylę, może przesadzam… ale ja rok 1989 dobrze pamiętam, pamiętam jak wiara moja upadała, by dopiero chyba po 2000 roku przestać wierzyć całkowicie politykom. Dlatego wybieram, bo nie mam wyjścia, ale nie zbawcę, uzdrowiciela, szamana polskiej rzeczywistości. Szukam jedynie kogoś w miarę uczciwego, kto ma pojęcie o gospodarce, ekonomii, kto nie jest skurwielem i złodziejem… Albo przynjajmniej jest trochę mniejszym od tych, którzy są teraz. To już są cechy dostępne niewielu politykom, znacznie ich z tego bagna wyróżniające. W zbawcę i przywódcę uczciwego, prawdziwego, nie przygotowanego przez rozdających karty póki co nie wierzę, bo nie widze nikogo zaufanego, godnego i zdolnego by wymaganiom moim podołać. Jak i wymaganiom całej Polski, niestety. Bo nie wierzę wto, że establishment odpuści, że salon dopuści „nie swoich” do konfitur władzy. Ale jak pisałem w poprzednim artykule – przy paleniu sejmu i wieszaniu złoczyńców może taki ktoś się objawi? Ja czekam… Nawet zapałki i sznur mam już przygotowane…

karty2