Archiwum dla 19 czerwca 2014

odlot

Odlot żurawi

Aby trochę odsapnąć od drastycznych doniesień medialnych dotyczących kolejnych afer rządowych i (umiarkowanych) emocji towarzyszących mundialowi w Brazylii postanowiłem pomóc wam spędzić wieczór w spokojniejszej atmosferze. Najlepiej uczynić to poprzez kontemplację jakiegoś nostalgicznego, spokojnego dzieła sztuki. Miałem ochotę na polską sztukę, a więc dziś Chełmoński Józef. Bardzo lubię jego wyrafinowane, realistyczne obrazy, podobają mi się w zasadzie wszystkie, więc dałem żonie wybór, które mam dziś opisać i ku mojemu lekkiemu zdziwieniu wybrała jedno z mniej znanych dzieł – Odlot żurawi. To bardzo ładny, nostalgiczny obraz. Józef Chełmoński był upadłym szlachcicem herbu Prawdzic, żył w latach 1849 – 1914. Był człowiekiem wykształconym i może lekko kopniętym, albowiem podczas swoich studiów w Monachium chodził cały czas ubrany w czerwone rajtuzy, granatową ułańską kurtkę oraz czapkę konduktorską kolei warszawsko – wiedeńskich, czym nieco szokował wizualnie monachijczyków 8-) . Znany był ze scen rodzajowych, myśliwskich, przedstawiających życie codzienne w Polsce i na Ukrainie. Sławę w kręgach malarskich uzyskał już za życia, kupił sobie mały dworek i żył w nim spokojnie aż do śmierci. Odlot żurawi jest jednym z jego pierwszych obrazów, albowiem namalował go w wieku już 21 lat! Na pierwszym planie widać majestatycznego żurawia zwróconego ku odlatującemu stadu. Gdy przyjrzeć się bardzo dokładnie, najlepiej na żywo, w Muzeum Narodowym w Krakowie, widać że ten żuraw na pewno nie odleci, albowiem ma złamane skrzydło. Obraz powstał w roku śmierci ojca Józefa, z którym łączyły go bliskie relacje, jest to więc być może wyraz tęsknoty, nostalgii i świadomości rzeczy nieuniknionych… Jak świadomość tego żurawia, który choć chciałby unieść się w przestworza wie, że nie odleci.  Obraz ten jest synonimem refleksji, myśli o przemijaniu, wiele osób gdy nań spoziera, ogarniają wspomnienia o tych, których już z nami nie ma. Nostalgię ta potęgują ciemne, smutne, jesienne kolory.  Czy i wy macie takie skojarzenia?

odlot

jarek

Czas walki

W polskim prawie karane jest nie tylko przestępstwo. Karana jest również bierność, czyli nieudzielenie pomocy ofierze przestępstwa. No to znaczna większość Polaków powinna iść pod sąd. Albowiem mimo mentalności i umysłowości lemingów podejrzewam, że już 90% społeczeństwa wie i rozumie jaki mamy „rząd” i do czego jest zdolny. Każdego dnia dokonuje się przestępstwo na wielką skalę. Kanalie i hieny rządzące naszym krajem dopuszczają się zbrodni na naszym narodzie, wykrwawiając go, niszcząc jego tożsamość, okradając i defraudując. Wszyscy jesteście świadkami przestępstwa, a nie udzielacie pomocy i to instytucji najważniejszej z najważniejszych – naszej ojczyźnie, Polsce. Widzicie jak wasz dom – Polska  - się pali, niszczeje, jest rozkradany, a nie robicie kompletnie nic, żeby pożar ten zagasić, dom odbudować, złodziei powiesić. Bierni świadkowie przestępstwa najgorszego z najgorszych. To właśnie wy, Polacy. Ostatnia tzw. „afera taśmowa” udowodniła po raz kolejny, że żyjemy w strefie działań gangsterskich wpływów, coś pomiędzy enklawą czeczeńskich terrorystów a afrykańskim kraikiem zarządzanym przez chciwego kacyka. Udowodniła wam, przeciętnym zjadaczom chleba lemingowego pochodzenia… Bo ludzie w miarę normalni, rozumiejący otaczającą ich rzeczywistość, wiedzą to już od bardzo dawna. Nawet śmieszne trochę jest to, że to co od dawna pisze wam redakcja Wolnej Polski, Ostatniej Kohorty, Drogi Legionisty czy innych portali wolnościowych potwierdził sam minister spraw wewnętrznych.  Ci, co mieli nas za nieszkodliwych oszołomów, skrajnych, przesadzających, usłyszeli oto z ryja samego ministra tekst niczym żywcem zerżnięty z mojego bądź któregoś z kolegów bloga – że Polska jest państwem fikcyjnym, nie istnieją tak naprawdę żadne jego struktury. Nie ma prawa, sądownictwa, sprawiedliwości, jest prywata, układy, kurewstwo i złodziejstwo. Piszę o tym od ponad roku i wielu mi nie wierzyło, to może teraz, gdy bezpośrednio umoczony to potwierdził, może zaczniecie wierzyć w słowa prawdy  i w końcu zaczniecie myśleć samodzielnie? Trzeba by w końcu zacząć działać, dlaczego podobne jak u nas taśmy prawdy dały Węgrom impuls by wyjść na ulice, by powiedzieć „dość” rządzącym śmieciom i skurwielom, by przerwać tą sielankę rządzącym bandyckim kreaturom, a u nas nie? Ja oczywiście wiem, że zamordowano nam elity, że nie mamy wielu prawdziwych żołnierzy, prawdziwych intelektualistów, ale przecież mijają lata, najwyższy już czas, by duch zwycięstwa, walki, patriotyzmu w narodzie się odrodził. Otóż znam przyczyny. Jedną z nich jest miałkość intelektualna dzisiejszej młodzieży, brak u niej jaj i woli walki, metroseksualne pokolenie MTV, dżinsów – rurek, dragów, alkoholu i szybkiego sexu, życia bez zasad i wartości, chyba że wartością nazwiemy pęd ku władzy, karierze i pieniądzom. W chwili obecnej do walki przygotowani są tylko kibice i ruch narodowy, a jest nas mało, ilość śladowa wręcz, w razie awantury pachołki systemu zawijają nas i eliminują szybciej, niż Rosja Krym. Choć nie boimy się i jesteśmy dobrze zorganizowani, załatwią nas w 3 dni, a gdy będą się z nami rozprawiać, reszta społeczeństwa będzie tradycyjnie biernie patrzeć i przyglądać się z boku. Sami nie mamy szans. To musi być ruch społeczny, ogólnonarodowy zryw, na który obecnie nie ma szans z drugiego zasadniczego powodu. Brak nam charyzmatycznego przywódcy. Nie ma kto poprowadzić Polaków. Prezes największej partii opozycyjnej, mającej olbrzymie poparcie około 30% Polaków jest fajtłapą i safandułą, poczciwym dziaduniem kochającym kotka, słuchającym mamy, bojącym się elektroniki i internetu (nic dziwnego, skoro używają go tylko chlejący browary amatorzy pornografii…), typowy oderwany od życia człowiek nauki. Ciepły i mądry starszy pan, idealny na dziadka, naprawdę chciałbym być jego wnuczkiem. Czasem jednak ujawnia się w nim twardy bezwzględny polityk, jak po przedostatnich wyborach, gdy cały czas wykorzystywał kibiców do swych celów („Donald, matole…” rozbrzmiewało wszędzie tam, gdzie pojawiał się tusko – bus, pamiętacie?), a dzień po tradycyjnie przerżniętych wyborach całkowicie wypiął się na kibiców, oświadczając publicznie, że nie ma z nimi nic wspólnego. Co niektórych zabolało.  No ale tacy są politycy. Wracając do tematu to pan Kaczyński nie jest niestety Napoleonem Bonaparte, Piłsudskim ani Dmowskim. Nie jest nawet Pinochetem. Ostatnia Kohorta wzywa pana Jarosława, aby ruszył naród do walki, ale brzmi to komicznie niestety, równie dobrze mogłaby wzywać do sprintu na 100 metrów żółwie z Galapagos albo Cyganów do uczciwej pracy na etacie. Dochodzi do scen dramatycznych, łańcuchowe psy systemu wchodzą do redakcji „Wprost” i szarpią się z dziennikarzami, brukając wolność słowa, oficjalnie chcą się dobrać do dziennikarskich materiałów, położyć łapę na kolejnych nagraniach. Tu już nawet nikt nie udaje praworządności, tu trzeba niszczyć dowody, likwidować świadków, fałszować dane. I jaka reakcja na to prezesa PiS – u? Czy taka, jak oczekiwała redakcja OK? Niestety nie, reakcja Kaczyńskiego nie odbiegała od innych jego reakcji – była anemiczna i „praworządna”, prezes liczy na to, że PO się do cna skompromituje i PiS wygra następne wybory w cuglach. Ot i to by było na tyle odnośnie zrywów narodowych. Prezes zapomniał tylko, że jak będą zbliżać się następne wybory, to zapewne prawem serii po raz trzeci z rzędu coś odjebie i wygrane wybory znów będą przegranymi. Ma w tym wprawę, już zawalił dwa ostatnie. Reasumując – zbierajmy broń, rozsyłajmy wici, szykujmy się do walki. Nie mamy żadnych szans, jest nas mało i brak nam przywódcy, ale czyż nie jest to piękne i romantyczne? Nie trzeba koniecznie wygrać, ale trzeba koniecznie walczyć. Coś o tym wiem jako kibic Bałtyku, rzadko wygrywamy. Lepiej walczyć choćby i samemu i zginąć nawet, niż dalej tkwić w tym gównie. Motto mojego bloga jest zawsze aktualne, tu nie zmienia się nic… Sytuacja jest czysta i klarowna, nikt nam nie pomoże i na nikogo nie można liczyć, ale na przekór jakiejkolwiek logice wierzę, że zwycięstwo będzie nasze. A w trakcie palenia sejmu i wieszania zdrajców przywódca może sam nam się objawi. Jeszcze Polska nie zginęła, choć wiele jej nie brakuje. A o prawdziwych przyczynach apatii polskiej opozycji w kwestii walki z nie – rządem Polski jeszcze napiszę… o ile wena mnie nie opuści.

jarek