Tego czerwcowego dnia było bardzo ciepło. Na ostatni wyjazd w sezonie zamówiliśmy sobie autokar. To był chyba jedyny, albo jeden z bardzo nielicznych wyjazdów osobnika o ksywie Italia, który ze 20 lat chodził na Bałtyk, acz na wyjazdach nie bywał. Zawsze pod bramami stadionu zbierał na wino lub piwo :lol: . Wtedy jednak zapłacił normalnie za wyjazd, po czym ze 20 razy dopytywał, czy aby na pewno jest na liście. Spod stadionu wyruszyliśmy w równe 30 osób, w tym 29 z Bałtyku plus 1 z Pogoni Lębork. Po drodze zrobiliśmy tak popularną w tamtym czasie „promocję” na artykuły spożywcze i alkoholowe w przydrożnym sklepie. Dojeżdżamy do Torunia, gdzie dosiadają się nasi ziomale z Elany w 18 osób i ogółem, w 48 osób dojeżdżamy do Inowrocławia. Tam do bramy wejściowej prowadziła prosta droga, z 50 metrów lekko pod górę. Rozpędzamy się i z okrzykiem „Bałtyk Gdynia” wjeżdżamy w bramę. Ta pęka, a ochroniarze rozbiegają się w popłochu. Wbijamy się na stadion i pędzimy dalej. Jacyś cywile wstają oburzeni że biegniemy przez nich, paru dostaje po gongu. Dobiegamy do ok. 30 – osobowego młynka miejscowych, który nie wytrzymał psychicznie i rozbiegł się w ucieczce. Mieli mało miejsca, więc niektórzy uciekają przez murawę. Mecz przerwany, dopadamy zaledwie kilku miejscowych, reszta uciekła przez płot lub na drugą stronę stadionu. W końcu nie ma już kogo gonić, wybieramy sobie sektor, zasiadamy w nim i wywieszamy naszą flagę. Bilans tych starć to mecz przerwany na 3 minuty, kilku obitych miejscowych, jak tez 2-3 lekko trafionych psów i ochroniarzy. U nas i w Elanie po jednej osobie z lekkimi obrażeniami. Śmiesznie to wygląda, gdy po kilku minutach od otoczenia nas przez psów i ochronę schodzą się stadionowi uciekinierzy, ale młyna już nie tworzą. Mecz przegrywamy. Po meczu trochę się droczymy z psami, chodzimy w koło stadionu i udajemy że nie wiemy gdzie jest nasz autokar. W końcu wzywamy naszego kierowcę i wyjeżdżamy. Jedziemy do Torunia, gdzie w pubie nad Wisłą pijemy sobie z Elaną browary. Gdy już tak ze 3 godziny siedzimy, widzimy trzech brudasów z łańcuchami, którzy idą i śpiewają „Hamburg St.Pauli”. No to ruszamy na nich w trzech, doganiamy ich przy lewackim lokalu, z którego wyskakuje kilku kolejnych brudasów z kijami i teraz my jesteśmy w odwrocie – ale nie na długo, bo oto już leci banda około 20 chłopa od nas. Lewaki zrywają się do swojej knajpy o nazwie „Pilon”, w której się barykadują.  Lecą szyby, szturmujemy to siedlisko syfu, jest ciężko się wedrzeć, padają wesołe koncepcje np. żeby wziąć ich ogniem. Niestety, wjeżdża kilka radiowozów na sygnale, wyskakują z niego strasznie spięte psy i drą ryja, żebyśmy w końcu już wyp…li z ich miasta, bo pozawijają wszystkich jak leci. W Toruniu zostają na dalsze balety 3-4 osoby od nas, reszta wsiada w autokar i do domu. Przez te awantury dostaliśmy milicyjny ogon aż do trójmiasta. Trochę szkoda, bo ponoć w Świeciu czekali na nas chuligani Zawiszy, ale widząc eskortę odpuścili sobie. Dzień później rozśmieszyła mnie prasa, chyba „Głos Wybrzeża”, który stwierdził, że kibice nie chcąc płacić za bilety, wyłamali bramę i wjechali na stadion. No pewnie, na bank o te bilety chodziło,  generalnie wszystkie awantury są o bilety, cóż za zajebisty pismak – detektyw  8-)