Archiwum dla 25 maja 2014

jaruzel

Śmierć kata

W piekle zapanowało ożywienie… dziś święto. Kostucha dostarczyła nowy towar i jest wśród niego prawdziwy rodzynek. Zbrodniarz nad zbrodniarze. I oto wkroczył w bramy piekła… Minął pierwszy poziom nawet na chwilę się nie zatrzymując. Na tym poziomie smażą się w kotłach źli ludzie… złodzieje, bandyci, pedofile, katujący dzieci i dręczący zwierzęta… smoła wesoło skwierczy, potępieńcy wydają jęki, może kiedyś odkupią swe winy, a może po wsze czasy będą cierpieć… Zbrodniarz dochodzi do poziomu drugiego… sekcja polska… Tu już poważny kaliber, tu już siedzą bardzo źli ludzie, którzy nigdy piekielnych męczarni nie będą mieli kresu… Mordercy… złoczyńcy… zdrajcy narodu, którzy tysiące ludzi skazali na cierpienie i poniewierkę… w sekcji polskiej w dziale politycznym smaży się tu Geremek… zły, antypolski żyd, jeden ze sprzedawców narodu, szczekał na niego poza granicami kraju, jest też Mazowiecki… świeży klient, czeluść piekielna za grubą kreskę, za Magdalenkę, za zdradę narodu zamknie go na wieki w swych podwojach… jest też Kuroń i paru innych, smażą się w smole, są smagani chłostą ale i tu zbrodniarz się nie zatrzymuje. Kroczy dalej i dochodzi na najwyższy trzeci poziom. Tu już są najwięksi zbrodniarze, najwięksi mordercy, najwięksi zdrajcy, tu jest miejsce tych, przez których cierpiało i ginęło tysiące innych ludzi… Tu już nie ma podziałów narodowościowych, tu tylko kilka największych kanalii się smaży, gotuje i jest obdzieranych ze skóry: Hitler, Stalin, Kim Ir Sen, Mao Tse Tung, Breżniew, Chruszczow… jeszcze kilku. Tu już jest miejsce dla naszego zbrodniarza. To Jaruzelski… sam Lucyfer wychodzi na przywitanie….  - Długo na ciebie czekałem, Wojtek… Nie zaznałeś kary za życia, do końca życia pławiłeś się w luksusach, ale to już koniec, a może dopiero początek? Czas na sprawiedliwość, na zasłużona karę… I poszedł krwawy Wojtek do kotła, i będzie smażony w smole po wieki wieków, i będzie obdzierany ze skóry, miażdżony, tłuczony i co tam jeszcze… A w niebie słychać oddech ulgi… Mogą już odpocząć umęczone dusze, które nie mogły zaznać spokoju, dopóki to bydlę chodziło po ziemi. Dusze żołnierzy AK ściganych i torturowanych przez komunistycznych oprawców pod przywództwem Wojtka… Dusze zamordowanych górników… zamordowanych stoczniowców… zabitych i represjonowanych w stanie wojennym… Zdrada, śmierć, esencja zła… Zbrodnie nieosądzone, winy nieukarane…

W takich dniach jak dzisiejszy, gdy odszedł ten niewiarygodnie podły, nikczemny, zły człowiek moja radość nie jest aż taka wielka. Trochę balastu spadło z serca że oto i kata nadszedł w końcu kres – i tyle. Wątpię, czy piekło rzeczywiście istnieje, bo wydaje mi się, że nie ma żadnej sprawiedliwości na tym świecie, ale jeżeli jednak jest, to ten zbrodniarz już się smaży. Już nie zobaczę jego ohydnego ruskiego ryja, chyba że w archiwalnych programach. Spoczywaj w męczarniach ruski śmieciu, obyś cierpiał w nieskończoność…

jaruzel

10 . 06 . 2000 Goplania Inowrocław – Bałtyk Gdynia

Tego czerwcowego dnia było bardzo ciepło. Na ostatni wyjazd w sezonie zamówiliśmy sobie autokar. To był chyba jedyny, albo jeden z bardzo nielicznych wyjazdów osobnika o ksywie Italia, który ze 20 lat chodził na Bałtyk, acz na wyjazdach nie bywał. Zawsze pod bramami stadionu zbierał na wino lub piwo :lol: . Wtedy jednak zapłacił normalnie za wyjazd, po czym ze 20 razy dopytywał, czy aby na pewno jest na liście. Spod stadionu wyruszyliśmy w równe 30 osób, w tym 29 z Bałtyku plus 1 z Pogoni Lębork. Po drodze zrobiliśmy tak popularną w tamtym czasie „promocję” na artykuły spożywcze i alkoholowe w przydrożnym sklepie. Dojeżdżamy do Torunia, gdzie dosiadają się nasi ziomale z Elany w 18 osób i ogółem, w 48 osób dojeżdżamy do Inowrocławia. Tam do bramy wejściowej prowadziła prosta droga, z 50 metrów lekko pod górę. Rozpędzamy się i z okrzykiem „Bałtyk Gdynia” wjeżdżamy w bramę. Ta pęka, a ochroniarze rozbiegają się w popłochu. Wbijamy się na stadion i pędzimy dalej. Jacyś cywile wstają oburzeni że biegniemy przez nich, paru dostaje po gongu. Dobiegamy do ok. 30 – osobowego młynka miejscowych, który nie wytrzymał psychicznie i rozbiegł się w ucieczce. Mieli mało miejsca, więc niektórzy uciekają przez murawę. Mecz przerwany, dopadamy zaledwie kilku miejscowych, reszta uciekła przez płot lub na drugą stronę stadionu. W końcu nie ma już kogo gonić, wybieramy sobie sektor, zasiadamy w nim i wywieszamy naszą flagę. Bilans tych starć to mecz przerwany na 3 minuty, kilku obitych miejscowych, jak tez 2-3 lekko trafionych psów i ochroniarzy. U nas i w Elanie po jednej osobie z lekkimi obrażeniami. Śmiesznie to wygląda, gdy po kilku minutach od otoczenia nas przez psów i ochronę schodzą się stadionowi uciekinierzy, ale młyna już nie tworzą. Mecz przegrywamy. Po meczu trochę się droczymy z psami, chodzimy w koło stadionu i udajemy że nie wiemy gdzie jest nasz autokar. W końcu wzywamy naszego kierowcę i wyjeżdżamy. Jedziemy do Torunia, gdzie w pubie nad Wisłą pijemy sobie z Elaną browary. Gdy już tak ze 3 godziny siedzimy, widzimy trzech brudasów z łańcuchami, którzy idą i śpiewają „Hamburg St.Pauli”. No to ruszamy na nich w trzech, doganiamy ich przy lewackim lokalu, z którego wyskakuje kilku kolejnych brudasów z kijami i teraz my jesteśmy w odwrocie – ale nie na długo, bo oto już leci banda około 20 chłopa od nas. Lewaki zrywają się do swojej knajpy o nazwie „Pilon”, w której się barykadują.  Lecą szyby, szturmujemy to siedlisko syfu, jest ciężko się wedrzeć, padają wesołe koncepcje np. żeby wziąć ich ogniem. Niestety, wjeżdża kilka radiowozów na sygnale, wyskakują z niego strasznie spięte psy i drą ryja, żebyśmy w końcu już wyp…li z ich miasta, bo pozawijają wszystkich jak leci. W Toruniu zostają na dalsze balety 3-4 osoby od nas, reszta wsiada w autokar i do domu. Przez te awantury dostaliśmy milicyjny ogon aż do trójmiasta. Trochę szkoda, bo ponoć w Świeciu czekali na nas chuligani Zawiszy, ale widząc eskortę odpuścili sobie. Dzień później rozśmieszyła mnie prasa, chyba „Głos Wybrzeża”, który stwierdził, że kibice nie chcąc płacić za bilety, wyłamali bramę i wjechali na stadion. No pewnie, na bank o te bilety chodziło,  generalnie wszystkie awantury są o bilety, cóż za zajebisty pismak – detektyw  8-)