17 maja, w sobotę o 17.30 Bałtyk zmierzy się z Drawą Drawsko Pomorskie. Mimo niezwykle rzadkiej w wykonaniu Bałtyku serii – 4 zwycięstw pod rząd – wielu zwiastuje poważne kłopoty z osiągnięciem dobrego wyniku w meczu z Drawą. Bierze się to z bardzo wysokiego, bo aż drugiego miejsca w tabeli, jakie zajmuje nasz najbliższy przeciwnik. To ja wam powiem – cóż z tego? Nie takich mamy w tej rundzie na rozkładzie. Nie tak dawno jeszcze jechaliśmy do beniaminka Bałtyku z Koszalina, i remisując na jego terenie liderowania go bezpowrotnie pozbawiliśmy. W ubiegły weekend pojechaliśmy do wicelidera  - też z Koszalina, i dostali bęcki. A teraz gramy u siebie. Drugie miejsce dla drużyny prowincjonalnej z Drawska to szczyt możliwości całkowity. Na kameralny stadionik tej drużyny umieszczony w lesie przychodzi po 200 dziadków popijających ukradkiem wódkę i poprawiających aparaty słuchowe. Wszyscy „normalni” w tej mieścinie jeżdżą na Pogoń Szczecin i Drawa nic dla nich nie znaczy. Tak więc brak szans na ujrzenie kibiców gości. Wbrew pozorom ten mecz może być dla naszej drużyny najłatwiejszym. Albowiem Drawa jest ostatnią drużyną w tych rozgrywkach której nic już nie grozi – ani awans, ani spadek. Ostatnie 2 mecze wygrali, choć nie bez problemów i do nas przyjadą na luzie. Musimy koniecznie ten mecz wygrać, bo ostatnie 3 kolejki gramy z drużynami, które bezpośrednio z nami walczą o utrzymanie – Arką II Gdynia, Manowem i Potęgowem. A jeżeli zwycięstwo w tym meczu stanie się faktem, to już teraz dedykuję je koledze Bordasowi z Chwarzna, który wczoraj miał operację trepanacji czaszki. Takie zwycięstwo z Drawą na pewno pomogło by mu szybko wrócić do zdrowia, czego redakcja Wolnej Polski życzy… Do boju!