„Powstanie Warszawskie” to ponoć pierwszy w historii dramat wojenny non – fiction, czyli film fabularny w całości zmontowany z filmów dokumentalnych kręconych w 1944 roku. Do tego dodano jedynie trochę koloru i dialogi dwóch młodych fotoreporterów, którzy ten film kręcili. Sposób montażu robi wrażenie, oczywiście film nie rozgrywa się niczym strzelanina w hollywoodzkim stylu, raz są przestoje, raz nadmiar akcji, fotoreporterzy kręcąc musza uważać, by ich nie zastrzelili. Czyli raczej dość mało atrakcyjne warunki do tworzenia filmu, nadaje mu to autentyczności i dramaturgii. Niestety, najlepiej dla filmu, gdyby nie był on w żaden sposób uwspółcześniany, bo wplecione w stare zdjęcia nowoczesne dialogi i dźwięki trochę rażą i do filmu nie pasują. Dziwne, że tym efektom nie nadano autentyczności, że tu reżyser poszedł na skróty. Film do obejrzenia dla zdjęć, kto nie chce przeżyć rozczarowania , korki do uszu i do kina – bo dla samego montażu zdjęć obejrzeć ten film naprawdę warto. W mojej ocenie 6 w skali 0-10. Swoją drogą oglądamy w ostatnim czasie wysyp filmów o Powstaniu i trochę to podejrzane. Czy faktycznie jest tak wielu ludzi, którzy chcieliby oddać hołd powstańcom i przypomnieć ich heroizm, czy raczej przez cwanych reżyserów przemawia tu koniunkturalizm….? No wiecie, 70 rocznica, temat „sporny i kontrowersyjny” (cudzysłów zamierzony, bo w kwestii powstania dla normalnych Polaków i patriotów w kwestii powstania kontrowersji nie ma żadnych), zawsze ktoś pójdzie do kina i o filmie będzie się mówiło… No dobra, może zbyt podejrzliwy jestem, jakoś tak mam że nie ufam nikomu już prawie. Idźcie do kina, ja pędzę do Koszalina ;-)!

powsta