Sztuka – to jedno z najważniejszych pojęć cywilizowanego świata.  Wiele osób nie zdaje sobie sprawy jak bardzo jest ona istotna w naszym życiu, wiele osób nie ma czasu ani ochoty aby zajmować się „tymi bzdurami”. Wszak ważniejsze są dla większości sprawy bytowe – „skóra, fura i komóra” albo „do gara, panie, mieć co włożyć, a nie pierdołami się zajmować”. Być może te rzeczy faktycznie są istotne, ale doprawdy powiadam wam – bez sztuki człowiek nie istnieje. To znaczy istnieje jakiś tam Marian, co to lubi wypić dwa wina przed obiadem, a i po nim kolejnymi nie wzgardzi. Istnieje starozakonny Mojsze, przedsiębiorca finansowy z Izraela, który co dzień liczy swoje pieniądze i pomnaża swój kapitał, zajmuje mu to cały czas poza spaniem i wydalaniem. Istnieje pani Krysia, która całymi dniami pierze, gotuje i obrabia swoją piątkę dzieci i nie ma czasu na nic innego. Oni wszyscy nie mają czasu ani ochoty na zgłębianie meandrów sztuki. Każdy ma prawo (no, w jakiś tam normach) żyć jak chce, ale czy tak do końca wciąż jeszcze są to ludzie? Pojmowanie sztuki, a więc jakaś tam forma myślenia abstrakcyjnego jest tą cechą, która najbardziej odróżnia nas od zwierząt. Nie wygląd, nie najnowszy model auta czy komórki. Nie orliki i nie Platforma Obywatelska i nie wysokość konta w banku czy wczasy w Tunezji (Nie piszę w Egipcie, bo ten kraj zarezerwował sobie pismak z innej strony, a ja zresztą bardzo go (Egipt) lubię i będę tam jeszcze zakładał FC Bałtyku…). Tak… nawet z super komórką, wypasionym telewizorem i kontem z pięcioma zerami ciągle jeszcze jesteśmy zwierzętami, co zresztą nie jest dla mnie szczególnie negatywne, bo zwierzęta bardzo lubię i cenię. Tymczasem pojęcie sztuki jako takiej nie jest proste do zdefiniowania. To znaczy jest, ale niestety zalewa nas morze gówna podpisanego jako dzieła sztuki, gdy tym czasem gówno pozostaje niezmiennie gównem. Ot, zacznijmy od malarstwa. Czytam sobie jeden po drugim dzieła Łysiaka na temat sztuki, to niezmiernie interesujące zajęcie, uczę się wrażliwości artystycznej, podziwiam kolejne dzieła kolejnych twórców. To wspaniałe, jak ludzie kiedyś malowali, jak wiele artyzmu i emocji jest umieszczone w znakomitych dziełach sprzed lat… Tymczasem sztuka malarska jako taka już właściwie nie istnieje. Ostatni wielcy w tej materii, jak np. Gauguin czy Van Gogh zakończyli żywoty na przełomie XIX i XX wieku, po nich właściwie aż do czasów dzisiejszych nie dzieje się prawie nic. No piszę prawie, bo przecież cos tworzyli np. nasi Kossak czy Beksiński, ale to jednostki. Generalnie sztuka malarska umarła już dawno. Teraz nam się wmawia że istnieje sztuka nowoczesna, ale to jest gówno, a nie żadna sztuka. W galeriach teraz są pokazywane obrazy typu „mądra małpa trzyma pędzel i fantastycznie maluje” , albo „prowokacja artystyczna” czyli np. penis na krzyżu w wykonaniu niejakiej Nieznalskiej…  albo jakieś obsrane kreski albo ciapki wyglądające jak wymiociny konesera najtańszych puszkowych piw z Tesco w ilościach hurtowych. Pewnie nieraz widzieliście takie „dzieła”  i siedzieliście cicho, bo myśleliście, że może się nie znacie i nie chcieliście wyjść na głupków… Taa… Tymczasem król jest nagi. Otóż spokojnie – wszystko z wami jest w porządku. Przeczucie was nie myli, to gówno zwyczajne jest, niegodne żadnej uwagi. Sztuka malarska umarła, kilka rodzynków, jeśli istnieją, nie jest w stanie uratować całości sztuki jako takiej.  Minie jeszcze dajmy na to 200 lat, a nadal w galeriach będziemy zachwycać się obrazami XV czy XVI wiecznymi w wykonaniu Bruegla, Da Vinciego czy Boscha. Nie Nieznalską, czy szympansicą z ZOO. Zapewniam.

Trochę lepiej dzieje się w muzyce, ale tylko trochę. O tym, czy dane dzieło można zaliczyć do kultury wyższej, sztuki, nie decyduje styl muzyczny czy narodowość twórcy. No może trochę, bo mimo generalnej niechęci np. do rapu musze przyznać, że w wykonaniu białych nosi on czasem znamiona artyzmu i sztuki, są artyści którzy z hiphopowych bitów potrafią stworzyć cos na kształt muzyki. Jednak rap pochodzi zdaje się od czarnych, a przecież w ich wykonaniu jest on całkowicie niestrawny, żałosny, ordynarny i denny. Czyli zacząć może każdy, ale nie każdy może być artystą. Czy przypadkiem jest, że ludzie czarni bardzo szybko biegają, ale nie potrafią myśleć abstrakcyjnie, czyli choćby tworzyć i rozumieć sztukę? Tak, wiem, jestem ohydnym rasistą, ale nie nawołuję przecież nikogo do nienawiści, bo ja tak naprawdę czarnych lubię, są fajni. Każdy powinien mieć przynajmniej jednego :mrgreen: . Ja po prostu stwierdzam fakty. Poszukajcie sobie jakiś podsumowań typu „100 największych obrazów wszechczasów”  i jeśli znajdziecie tam choć jedne nazwisko czarnego, zgłoście się do mnie po nagrodę. Odbiegam jednak od tematu. Muzyka oczywiście była już kiedyś, wszystko zaczęło się od muzyki klasycznej, zwanej przez amatorów „poważną” i ta właśnie muzyka po wsze czasy wyznacza kanony sztuki w tej materii. Potem muzyka przeszła różne transformacje, aż doszliśmy do poziomu kloacznego rodem z MTV, czy innych kanałów „muzycznych”. Zalew pseudo – popu, pseudo – rocku, pseudo – metalu etc. powoduje rozstrój nerwowy i palpitacje serca u znającego się na rzeczy. Oczywiście są wyjątki, jednak muzyka prawdziwa nie jest zbyt chętnie puszczana przez komercyjne stacje, lepiej puszczać popową sieczkę z rozebranymi pannami i wulgarnymi tekstami. Albo wyjącymi zwycięzcami muzycznych show w stylu „Must be the music” czy jakiś innych. Po co sex w teledyskach? Przecież są miliony stron porno w necie czy kanałów XXX w telewizji, wystarczy sobie wejść i można oglądać do woli. No właśnie po to, by obrazkami zapełnić brak treści. Totalny brak treści, muzyki (muzyki w muzyce – jak kiedyś w starej polskiej komedii zawartość cukru w cukrze, heh), sensu i ambicji. Poza sensem nabijania kasy przez wytwórnie muzyczne i wszelakich „mecenasów sztuki” którzy taki szajs promują. Głupole ściągają sobie gówniana muzykę, kupują gówniane płyty, bo niczego innego nawet zbytnio nie znają. Albo są zbyt tępi aby to ogarnąć. Najlepiej w tym wszystkim radzi sobie literatura. I tu fundamentem jest literatura klasyczna, czym byśmy byli bez twórczości Szekspira, Homera, Hemingwaya, Dostojewskiego, Twaina czy Dumasa czy wielu wielu innych… ale i dzisiaj wiele dzieł powstaje, też oczywiście zalane wszechobecnym badziewiem, gównami nobilitowanymi przez żenujące kapituły tzw. Nagrody Nobla czy Paszportów Polityki. Te , jak i wiele innych koniunkturalnych instytucji promują często nic nie warte literackie gówna, udając że promują artyzm. Wybierając „najlepsze” dzieła roku na zamówienie wszechwładnych mecenasów, wydawców, edytorów… chcecie zacząć swa przygodę ze sztuką, to może żeby nie wdepnąć w mieliznę literackiego, muzycznego czy malarskiego gówna zacznijcie jednak od klasyki. Potem sami będziecie wyławiać, co zalicza się do sztuki, a co tylko ją udaje lub jako taką jest przez jakieś finansowe lobby promowane i przedstawiane. Bo przecież różnicie się od zwierząt, swój rozum macie. Pani też, pani Krysiu, tylko go pani używa bardzo rzadko. Ewentualnie piszcie maila do redakcji „Wolnej Polski”, chętnie pomogę… Bo choć i ja w gruncie rzeczy jestem na swój sposób prymitywny i czasem ulegam różnym wpływom, czasem potrafię wyodrębnić sztukę od gówna. Trzeba to czuć po prostu. „Czucie i wiara silniej mówi do mnie…” Do czego i was zachęcam. Bo życie bez sztuki jest marne, gówniane i murzyńsko – zwierzęce. Nawet tych, którzy o tym nie wiedzą, którzy nie zdają sobie z tego sprawy.

sztu