Archiwum dla 28 kwietnia 2014

13.04.1996 Zawisza Bydgoszcz – Bałtyk Gdynia

Kwiecień ’96 to był jeden z ostatnich jak dotychczas miesięcy Bałtyku w 2 lidze. Wtedy jeszcze o tym nie wiedzieliśmy, liczyliśmy na utrzymanie. Wybraliśmy się na ten wyjazd autokarem, zbiórkę sobie urządziliśmy na Vitavie. Już od początku wyjazdu były komplikacje, bo na miejsce zbiórki wpadły psy i zrobiły nam rewizję autokaru, wynosząc z niego cały nasz sprzęt. Wtedy jeszcze niekiedy się go używało, aczkolwiek my bardzo rzadko. Potem był kolejny kłopot, bo na 50 – osobowy autokar przyszło prawie 60 chętnych i trzeba było zrobić lekką selekcję, kierowca przy psach bał się wziąć choćby jedną osobę ponad stan. To fatalna sprawa, gdy trzeba zostawiać ludzi  chętnych, by jechać za Bałtykiem… W końcu ruszyliśmy w te 50 osób. Natychmiast rozpoczęliśmy alkoholizację, psy z nami nie jechały, więc było miło. Ja imprezowałem z kolegą P. z Vitavy, który miał spirytus i zapomniał go rozcieńczyć, co spowodowało, że musieliśmy pić czysty spiryt i zapijać go piwem. Nie polecam :roll: . Gdy dojechaliśmy do Bydgoszczy, większość wycieczki była już nieźle „zrobiona”. Kierowca omyłkowo podjeżdża pod kasy Zawiszy. Wyskakujemy z autokaru i od razu atakujemy. Pod kasami popłoch, Zetka się rozbiega, kilku jest dorwanych i miło tego dnia nie wspominali. Wpadają psy i zabawa się kończy. Gdy już nas otoczyli, dwóch z nas zawinęli na izbę, konkretnie mnie i F. z Obłuża. Trochę mieliśmy pecha, bo wzięli nas dwóch pierwszych z brzegu – tego dnia na izbę to nadawał się cały autokar 8-) .  Pod tymi kasami skroiliśmy ze 2-3 szale, niestety wyszło na remis, bo z kolei Zawisza zapolował na naszych na PKP. Przyjechało 8 od nas pociągiem i zostali wykrojeni mniej więcej z takiej samej ilości barw. Tak więc ogółem w Bydgoszczy tego dnia 58 z Bałtyku. Młyn miejscowych to nieco powyżej 100 osób. Tradycyjnie przegrywamy, choć jakoś tam grali… na rogatkach Bydgoszczy opuszczają nas psy, a za kilka minut kolejne emocje. W miejscowości Trzeciewiec lecą na nas kamienie. Leci szyba, bodajże przednia. Autokar natychmiast staje, wyskakujemy, ale po napastnikach (3 auta) nie ma już ani śladu. Adrenalina udzieliła się nawet kierowcy i wracamy do Bydgoszczy, ale po kilku minutach wpadamy znów na te same psy, zdziwione i już wkurwione nieźle. Nie ma możliwości wjazdu do Bydgoszczy, więc pozbawieni jednej szyby wracamy do Gdyni. Duet z izby następnego dnia dostaje kwitki z promilami (ja 2,55 kolega F. 1,73) i w Trójmieście jesteśmy dopiero przed południem dnia następnego. To był naprawdę ciekawy wyjazd!

noe

Noe : wybrany przez Boga

Film „Noe: wybrany przez Boga” to dzieło reżysera Aronofskiego. Nie jest to reżyser zbyt płodny, to dopiero jego 5 film w XXI wieku, ale ma w dorobku kilka filmów niezłych, a jeden doskonały: „Requiem dla snu” z 2000 roku. Może faktycznie lepiej nie robić dwóch filmów rocznie, a skoncentrować się na tym, aby były dobre? „Noe…” to swobodna adaptacja historyjek biblijnych. Czasem coś się dzieje słowo w słowo i biblia jest cytowana, a czasem reżyser dodaje swoje autorskie wątki. Głównym bohaterem jest Noe, grany zresztą bardzo dobrze przez Russella Crowe. Ma on apokaliptyczne wizje potopu i wskazówki od Boga co zrobić, aby ten potop przeżyć wraz z niewinnymi ziemskiej hekatomby, czyli zwierzętami. Zaczyna budować arkę (czego ja rzecz jasna robić bym nie mógł, nigdy nie przyłożę ręki do budowy żadnej arki, zbyt złe skojarzenia, heh) a pomagają mu w tym upadłe anioły pod postacią kamiennych olbrzymów. Walczą oni o odkupienie swych win, co im się finalnie udaje. Na arkę pod koniec jej budowy przybywają zwierzęta, zadbano o bardzo efektowne przedstawienie tej zwierzęcej migracji. Zresztą scena potopu też przedstawiona jest efektownie, ale najbardziej wymiata scena walki, gdy ludzie którym przeznaczony jest koniec, próbują się wedrzeć na łódź Noego i walczą z kamiennymi olbrzymami. Koniec filmu jest bardzo dramatyczny i trzymający w napięciu, choć nie ma tu już efektownych scen batalistycznych. Widzimy człowieka, którym targają spore emocje, toczy się wewnętrzna walka dobra ze złem i na szczęście niekiedy ta lepsza strona wygrywa, także i tym razem. Generalnie film jest dobry i na pewno wart polecenia. Mocne 7 w mojej skali 0 -10 i zapraszam do kina.

noe