To był chyba jedyny w ostatnim ćwierćwieczu sezon, w którym Wisła Kraków spadła do drugiej ligi. Szybko z niej wyskoczyła, ale dzięki temu mieliśmy okazję zaliczyć wyjazd do Krakowa. Zbieramy się na stadionie Bałtyku w równe 50 osób i wyruszamy w trasę. Niestety, gdzieś w centrum Polski obrobiliśmy sklep z żarcia i gorzały, co spowodowało godzinny postój i utratę jednej osoby. Tak więc w 49 osób dojeżdżamy do Krakowa na godzinę przed meczem. Cztery osoby z FC Rumia na ten wyjazd pojechały pociągiem. Zamroczeni alkoholem po wyjściu z pociągu krzyknęli „Bałtyk Gdynia”. Od razu podbiło do nich kilku typów, przedstawili się jako Hutnik Kraków i zaprosili na małe pijaństwo. Trochę popili, jeśli się nie mylę na stadionie Korony Kraków. Gdy poszło kilka kieliszków, miejscowi zaatakowali. Albowiem był to nie Hutnik, a Cracovia. Nasi dostali oklep i stracili 2 szale. Były dwa szycia – 4 i 7 szwów na głowach. Ten z siedmioma miał na głowie rozbitą pełną butelkę wódki. Spotkaliśmy się z nimi na stadionie tuż przed meczem, potem dojechały jeszcze 2 osoby i ogółem w Krakowie zjawiło się nas 55 osób. Wisły w młynie bardzo dużo jak na tamte czasy, chyba z 800 w młynie. Próbowali biec do nas, ale psów było bardzo wielu i nie było na nic szans. Obwiesiliśmy się 7 flagami i próbowaliśmy dopingować. Nawet prowadziliśmy przez chwilę, ale ostatecznie polegliśmy 1-3. Po meczu spokojny powrót do domu grupy autokarowej. Ci ze szwami na głowach wrócili z nami, zamienili ich inni z Rumi, bo nie dało się upchnąć wszystkich w autokarze. No i ci mieli też przygodę. Dojechali do Katowic, gdzie zakupili bilety do Gdyni. W pociągu podbił do nich Ruch Chorzów na pełnej agresji, gdyż grali tego dnia derby z Górnikiem i byli pewni, że to Arka wraca ze wspomagania swych ziomali. Wtedy Arka miała zgodę z Górnikiem. Gdy okazało się, że to Bałtyk a nie Arka, agresja z nich zeszła. Zabrali naszym szal i kazali pić bełty, K z Rumi miała nakaż wypicia bełta za jednym zamachem, bo jak nie, to wp…l 8-) . Co miał zrobić K? Krztusząc się i dusząc wypił :lol: . Potem zaprowadzili ich do takiej grubej i wielkiej fanki Ruchu i kazali im ją macać. Trzeba przyznać, że dowcipnie podeszli do tematu. W końcu fani Ruchu wysiedli, a nasi już w spokoju dojechali do domu. Pewnie już więcej w życiu nie spotkamy się z żadną Wisłą, bo ta z Krakowa gra z 8 lig wyżej niż my, a ta z Tczewa już nie istnieje…