Święta jeszcze trwają, i zastanawia mnie odwieczny dylemat niektórych katolików: Które są ważniejsze? Boże Narodzenie czy Wielkanoc? Niby bardziej się celebruje Boże Narodzenie, jednak jak się głębiej zastanowić, to Wielkanoc jest zdecydowanie ważniejsza. Bo narodzić się to jest normalna rzecz, ale zmartwychwstać! To dopiero sztuka! Więc choć muszę się przyznać, że wolę atmosferę i klimat Bożego Narodzenia, to stwierdzam obiektywnie, że Wielkanoc jest ważniejsza 8-) .

     Denerwuję się strasznie, jak z okazji świąt odwiedzam kogoś z mojej rodziny. Ten ktoś to człowiek niby starszy, wykształcony – historyk. I zawsze są awantury, bo rozmowy schodzą na tematy polityczne, czym męczę moje najbliższe osoby, które z kolei polityki nie rozumieją i nie lubią. Są tłumaczone – to kobiety. No i gadam z tym kimś, i on śmie twierdzić, że Mazowiecki alias Dickman to był „niezły” premier. Ja na to, że to kanalia i przestępca, krótka kłótnia i na moje argumenty – że sprzedał Polskę, że „gruba kreska” dla bandytów, że dzięki rządom żydów od Mazowieckiego nie ma stoczni, hut, kopalni etc. Mój oponent się zgadza, bo przecież wie, że mam rację. Ale jednak – dobry premier. Jako żywo stanęła mi przed oczami „Konopielka” Redlińskiego. Wychodzą chłopi w pole, wszyscy z sierpami, a Kaziuk jako jedyny z kosą. Krzyczą na niego, pomstują, wrzeszczą głośno – „co robisz, głupcze, sierpem lepiej”. „Lepiej kosą” – niewzruszenie odpowiada Kaziuk. W końcu postanowili to sprawdzić. Pracują kilka godzin, jest przerwa. Patrzą, a Kaziuk jest 3 razy dalej niż cała reszta. Wszyscy patrzą i mówią: „Rzeczywiście, Kaziuk jest o wiele dalej”. „I kto miał rację?” pyta Kaziuk. „My. Sierpem lepiej”. To właśnie jest ta sama sytuacja. Udowadniam mojemu rozmówcy, że mam rację, on kiwa głową – tak, tak, rzeczywiście. A potem – dobry premier. Albo – sierpem lepiej. Jak kto woli.

     Za chwilę druga taka sytuacja. Rozmówca miał operację przepukliny niedawno. Lekarz – a to gapcio – nie zaszył dokładnie swojego pacjenta. Coś tam wystawało. To, niczym w horrorze był kawałek jelita! Za kilka dni podczas ściągania szwów przy okazji wycięli feralny kawałek flaka, krew się polała, dodatkowe znieczulenia – aj tam, aj tam, zdarza się… No i mam bekę z lęborskiej służby zdrowia, że to zagrożenie życia, że może był wypity trochę i takie tam. A mój rozmówca ich broni… że to dobrzy lekarze, że takie rzeczy im się nie zdarzają… k..wa ale zdarzyło się, i to jemu! No padłem normalnie, tyle lat ma ta „Konopielka” a ludzie nic się nie zmieniają, książka wciąż aktualna, jakby wczoraj napisana.

     Wbrew pozorom poruszam ważny temat. Chodzi mi o tzw. „pożytecznych idiotów”. Ludzi na ogół miłych, raczej uczciwych, nic złego niby nie robiących. Ludzie ci na ogół przepełnieni są humanizmem, jakąś zboczoną sympatią do 95% ludzi. Tych ludzi można dymać na okrągło, zawsze znajdą wytłumaczenie – „nie miał wyjścia” – to o konfidentach czy dziadkach w Wermachcie, „takie były czasy” to o złodziejach i komunistycznych szmatach, „to na pewno przesada” – jak mówisz o kurewstwie naszych polityków. Nachalne, namolne tłumaczenie wszystkich i wszystkiego, przypisywanie politycznym bandytom cech ludzkich. Głupkowate wybaczanie i zboczone miłosierdzie do tych, którzy plują im w twarz i śmieją się. Bo to właśnie przewidzieli. Do dziś na salonach politycznych wałęsają się przeróżne polityczne kreatury, ścierwa bez jakichkolwiek zasad, o moralności czy etyce nie wspominając. Pęd ku kasie i władzy niczym nie hamowany, dopuszczalne każde kurewstwo, oszustwo, złodziejstwo i chamstwo. Dlaczego? Bo pożyteczny idiota zapomni, wybaczy, wytłumaczy, zrelatywizuje. Można zmieniać partie jak rękawiczki, chlać, kraść, oszukiwać, brać udział w aferach. Przecież w normalnym, czyli myślącym i sprawiedliwym społeczeństwie takie kreatury jak Wałęsa, Tusk, Miller, Kwaśniewski i wielu wielu innych, których aż obrzydzenie wymieniać – nie mieliby racji bytu. Już nie mówię, że by wisieli, ale przynajmniej wypadli całkowicie w polityczny i społeczny niebyt. Tymczasem w naszym społeczeństwie przepełnionym „pożytecznymi idiotami” można wszystko. Zagłosują jak trzeba. Znów dadzą się nabrać na polityczne sztuczki, łykną frazesy tych samych od 25 lat politycznych kretynów niczym pelikan świeże rybki. Świat pożytecznych idiotów – 50% wyborców. Lekko licząc… Dlatego w najbliższych wyborach sporo procent głosów uzyska PO… Mimo tego że ich rządy są najgorsze od 1989 roku, a i dyktaturze komunistycznej śmiało mogą dorównywać. Dlatego też liczą na głosy partyjniaki z SLD. I dostaną ich sporo. Dobrzy głupi ludzie znów spieprzą robotę, znów oddadzą swe głosy tam, gdzie trzeba tym cwaniakom… I tylko w części małej tłumaczy ich problem z brakiem wyboru. Oczywiście słowo „pożyteczny” w kontekście połączenia z „idiotą” nie ma ani grama pozytywnego wydźwięku. Bo są oni owszem, pożyteczni, ale dla śmieci, zdrajców, kanalii i szumowin. Będąc nieświadomym, dobrodusznym idiotą, bezrefleksyjnym i poczciwym jesteś w gruncie rzeczy człowiekiem złym – bo zło wspierasz. Swym wtórnym debilizmem i analfabetyzmem, oraz „tumiwisizmem” idioci wspierają spiralę zła i przemocy. Idiotyzm nie zwalnia od odpowiedzialności, kretyni są potrzebni do wspierania systemu zła, który obecnie panuje i, niestety, ma się dobrze. Miły przygłup, wesoły debil, troglodyta o twarzy małpy, wykształcony demokrata… „Może nie wszystko jest idealnie, ale przecież się starają”… „Nie można im odmówić dobrych intencji”… „To były błędy młodości”, „Może i raz czy dwa kogoś sprzedał, ale pewnie żałuje, ciężkie były czasy”. Ileż razy takie teksty słyszałem… Dopóki w tym kraju będziemy respektować i tłumaczyć zło i kurewstwo w jakiejkolwiek formie, dopóty nic się nie zmieni. Dopóki ludzie świadomi nie zastąpią pożytecznych idiotów, to będzie tak, jak jest. Czyli nie za dobrze… Choć pewnie w końcu będzie lepiej – odpowie mi zaraz „pożyteczny idiota”. Jak zawsze.

idio